Zrobił to! Kipchoge przebiegł maraton poniżej dwóch godzin!

Zrobił to! Kipchoge przebiegł maraton poniżej dwóch godzin!

Wierzę, że żaden człowiek nie ma ograniczeń – mówi Eliud Kipchoge, mistrz olimpijski i rekordzista świata w maratonie. Cóż, on sam na pewno nie ma. Dziś w Wiedniu, jako pierwszy sportowiec w historii, pokonał królewski dystans w czasie, który wydawał się nie do pobicia – poniżej dwóch godzin. Kosmiczny wynik osiągnął w iście kosmicznych okolicznościach.

Gdybyście chcieli poszukać więcej informacji na ten temat, nie wpisujcie w wyszukiwarkę hasła „Wien Marathon”, bo dziś w Wiedniu nie było klasycznego maratonu, w którym rywalizują tysiące biegaczy. Dziś w Wiedniu rywalizował jeden człowiek, a walczył nie z innymi biegaczami, a jedynie z barierą czasu w ramach Ineos Challenge.

Kipchoge w minionych latach w maratonie wygrał wszystko, co było do wygrania, jest mistrzem olimpijskim, mistrzem świata (5000 m) i rekordzistą świata oraz oczywiście zwycięzcą największych światowych maratonów, w tym londyńskiego aż czterokrotnie, a berlińskiego trzykrotnie. W tym ostatnim w ubiegłym roku ustanowił oficjalny rekord świata, pokonując 42,195 km w niewyobrażalnym czasie, o zaledwie minutę i 39 sekund przekraczającym dwie godziny. Już wtedy wydawało się, że granica ludzkich możliwości została dawno osiągnięta. Ale Kipchoge nie na darmo powtarza swoje motto i podkreśla, że ograniczeń tak naprawdę nie ma. – Berlin i Wiedeń to dwie zupełnie inne sprawy. Tam chodziło o bieg i bicie rekordu świata. Tu chodzi o bieg i tworzenie historii, jak wtedy, gdy pierwszy człowiek stawał na księżycu – tłumaczy.

Dziś po raz kolejny podjął wyzwanie zejścia poniżej bariery dwóch godzin. Nie był to jednak klasyczny maraton, tylko właśnie próba ustanowienia najlepszego wyniku. Próba, w której wszystko było przygotowane tak, żeby zmaksymalizować szanse 34-letniego Kenijczyka. Wiedeń został wybrany spośród wielu miast, które mogły zorganizować Ineos Challenge, między innymi ze względu na doskonałą jakość powietrza, odpowiedni klimat, świetną pogodę prognozowaną na drugi weekend października i niemal idealnie płaski teren.

– Trasa jest niesamowicie dobra. Czuję się lepiej przygotowany i jestem pewny siebie. Tu nie chodzi o myślenie, czy dam radę to zrobić. Próbowałem już raz, a za drugim razem po prostu to zrobię – zapowiadał. Wspomniany pierwszy raz miał miejsce dwa lata temu, na torze Monza, na którym nie tak dawno ścigał się Robert Kubica i jego koledzy z Formuły 1. Wtedy do pobicia magicznej bariery zabrakło 25 sekund. Tym razem miało być inaczej, i było inaczej.

– Biegnę, żeby zapisać nową kartę w historii sportu. Biegnę, żeby pokazać, że nie ma ograniczeń, że żaden człowiek ich nie ma

– podkreślał.

I pobiegł! Ale – jak wspominaliśmy – niby sam, ale wcale nie sam. Po pierwsze, przez cały dystans towarzyszyła mu grupa w sumie 41 biegaczy, którzy na zasadzie sztafety pomagali w ustaleniu właściwego tempa biegu. Przed nimi jechał samochód (a zasadniczo cztery auta “na w razie Niemca”), z ustawioną odpowiednią prędkością i z laserem, który wyświetlał specjalne pola na ulicy, żeby sportowcy dokładnie widzieli, gdzie w danej chwili powinni się znajdować. W efekcie, niemal każdy kilometr dystansu był pokonywany niemal idealnie w 2 minuty i 50 sekund. Pomocnicy Kipchoge zmieniali się grupami co kilka kilometrów. Warto dodać, że „pomocnicy” brzmią trochę jak „przedskoczkowie”, ale w tym przypadku nie byli to żadni juniorzy, tylko elitarna grupa najlepszych biegaczy na świecie. Co pięć kilometrów kenijski mistrz miał podawane z roweru napoje i żele energetyczne – to kolejne ułatwienie, bo w normalnym maratonie musiałby je sam podnieść z ustawionego obok trasy stolika. To wszystko sprawia, że Międzynarodowy Związek Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) już przed biegiem zapowiedział, że ewentualnego rekordu nie uwzględni na liście oficjalnych wyników. Ale – czy to tak naprawdę ma jakiekolwiek znaczenie?

Pod sam koniec dystansu pomocnicy się rozbiegli i przepuścili Kipchoge. Samochód z laserami także zniknął. Był najlepszy maratończyk w historii, ostatnie 500 metrów wiedeńskiej ulicy, tłumy kibiców (niektórzy wdrapali się na drzewa, a nawet na przenośne toalety) i walka z sekundami. Nie będzie żadną przesadą napisać, że cała kariera genialnego biegacza sprowadziła się do tych ostatnich metrów i kilkudziesięciu sekund. On sam doskonale zdawał sobie z tego sprawę, więc… jeszcze przyspieszył! W efekcie na metę wpadł 20 sekund przed upływem dwóch godzin biegu. Tam przywitała go żona oraz trójka dzieci. Co ciekawe, dla całej czwórki był to pierwszy raz w życiu, kiedy widzieli go na żywo w akcji.

Potrzeba było 65 lat, żeby stworzyć historię w sporcie. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem, że udało mi się przebiec poniżej dwóch godzi i dać ludziom inspirację oraz powiedzieć im, że żaden człowiek nie ma ograniczeń – triumfował na mecie, owinięty w kenijską flagę.

 

JAN CIOSEK

Fot.: Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez