Znakomita Linette, krecz Barty. Polka pokonała liderkę rankingu WTA!

Znakomita Linette, krecz Barty. Polka pokonała liderkę rankingu WTA!

Kiedy analizowaliśmy drabinkę Roland Garros przed turniejem, spodziewaliśmy się, że Magda Linette awansuje do II rundy i w niej pożegna się z Paryżem. Wszystko wskazywało bowiem na to, że trafi wówczas na Ash Barty, liderkę rankingu i byłą mistrzynię French Open. Tak się zresztą stało. Tyle że Linette miała jednak inne plany i nie zamierzała kończyć swojej przygody z singlem na tej rundzie. Tym bardziej, że trafiła na Australijkę zmagającą się ze zdrowiem. Polka poczuła, że ma szansę na awans we własnych rękach i nie planowała jej wypuścić. Wygrała pierwszego seta, a w drugim Barty powiedziała “stop”. Mecz skończył się kreczem, ale dużo w tym zasługi Linette, która grała znakomicie.

Najlepsze tenisistki świata mają to do siebie, że potrafią przepychać trudne mecze ze słabszymi rywalkami nawet jeśli nie są w pełni sprawne. Barty zresztą zrobiła to w pierwszej rundzie – z Bernardą Perą, z którą się wtedy zmierzyła, wygrała w trzech setach, w końcówce meczu lepiej wytrzymując wojnę nerwów. Magda Linette dziś tak naprawdę ani na moment nie dała jednak odczuć Australijce, że ta może znaleźć w tym spotkaniu jakikolwiek punkt zaczepienia. Serio, mimo tego że Ash nie była w swojej optymalnej formie, trzeba napisać, że to był po prostu pokaz gry Polki.

To tym bardziej zaskakujące, że Linette w tym sezonie nie radziła sobie najlepiej. Kilka pierwszych miesięcy straciła z powodu urazu. Wróciła pod koniec marca i… głównie przegrywała. Dopiero niedawno w niewielkim turnieju WTA w Strasbourgu dotarła do półfinału, pokonując po drodze kilka niezłych rywalek. Na Roland Garros miało być jednak inaczej – prognozowano, że łatwo odprawi Chloe Paquet, Francuzkę, która do turnieju weszła z dziką kartą. I tak faktycznie się stało. Pierwsza runda nie przysporzyła Polce problemów. Dalej miało na nią czekać jednak istne Mission Impossible, a Tomem Cruise’em Linette jednak nie jest.

Okazało się jednak, że coś z Ethana Hunta i ona w sobie ma. Od samego początku, co warto podkreślić, Magda grała odważnie. Nie bała się wchodzić z Ash w akcje składające się z kilkunastu odbić, nie przejmowała się tym, że czeka ją wymiana ciosów z tenisistką grającą naprawdę mocno i celnie. No, z tym drugim dziś może nie było u Barty najlepiej – bo często zdarzały jej się niewielkie auty – ale moc została. Linette była jednak w stanie się bronić i to nierzadko bronić doskonale. Znakomicie dziś kontrowała Australijkę, często zdobywając punkty w sytuacjach, zdawałoby się, niemalże przegranych. Do tego wspaniale serwowała. O ile zwykle podkreśla się, że podanie jest jednym z największych atutów Barty, o tyle dziś Magda niesamowicie pomagała sobie właśnie serwisem.

To wszystko sprawiło, że w pierwszym secie – choć pojedyncze gemy bywały zacięte – przy kluczowych piłkach wygrywała Linette. Barty ugrała ledwie jednego gema – pierwszego przy swoim serwisie. Kolejnych pięć powędrowało na konto Polki, która dwukrotnie łatwo przełamała Australijkę. To był w pewnym sensie szok. Owszem, pamiętaliśmy, że Ash miała problemy zdrowotne już w poprzedniej rundzie, jednak przełamanie jej dwa razy w tak łatwy sposób – a i w swoim pierwszy gemie Barty miała ogromne trudności z utrzymaniem podania – robiło wrażenie. Tym bardziej, że Magda naprawdę sama na to wszystko pracowała. Ona zmuszała Ash do błędów, ona wygrywała kolejne piłki, ona doskonale czytała rywalkę i świetnie wybierała kierunki oraz długość zagrań.

Serio, to był jeden z najlepszych meczów Magdy Linette, jaki widzieliśmy.

Po pierwszym secie Barty na dłużej poszła do szatni wraz z lekarzem. Gdy z niej wróciła, na moment się ożywiła. Nadzieję mogła mieć, gdy prowadziła 2:1 w II secie i przy serwisie Magdy zrobiło się 30:30. Polka jednak wygrała dwie kolejne piłki i ani na chwilę nie straciła przy tym cechującej ją dziś pewności siebie, wiary we własne umiejętności. To zresztą, wydaje się, był klucz. Magda naprawdę wierzyła, że może tu wygrać i jej gra na korcie to potwierdzała. Ash Barty też to widziała. Więc gdy zrobiło się 2:2 w II secie, stwierdziła, że to nie ma sensu. Linette była lepsza, a ona miała problemy. Skreczowała.

Co to oznacza dla Magdy? Ano przede wszystkim to, że notuje największe zwycięstwo w swojej karierze i wyrównuje najlepsze osiągnięcie z francuskich kortów. W trzeciej rundzie była tam raz, dalej nie doszła nigdy. W tym roku stoi przed sporą szansą na poprawienie tego wyniku, ale zadanie przed nią jest naprawdę wymagające, bo trafi na 26. w rankingu światowym Ons Jabeur, notującą naprawdę dobry sezon. Tunezyjka półtora miesiąca temu zaliczyła drugi w karierze finał imprezy WTA, a jej tegoroczny bilans meczów sprzed Roland Garros wynosił 20-9. Dla porównania – ten Magdy to 4-6.

W Paryżu na razie Linette prezentuje się jednak świetnie. I gotowi jesteśmy uwierzyć, że jeśli zagra z Jabeur tak jak z Barty, to i w pełni sprawną Tunezyjkę ogra. Tego będziemy się trzymać.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Janusz
Janusz
19 dni temu

Oglądałem ten mecz i zgadzam się z opinią że Magda grała bardzo dobrze i to Ona przyczyniła się swą dobrą grą do kreczu Ashly Barty w drugim secie brawo Magda grała bez kompleksów.

Aktualności

Kalendarz imprez