Zmiana warty! Triumf Lopeza zapowiedzią rewolucji?

Zmiana warty! Triumf Lopeza zapowiedzią rewolucji?

Od niedzielnego poranka bokserski krajobraz nie jest już taki sam. Wasyl Łomaczenko (14-2, 10 KO) – uznawany za jednego z najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe – nieoczekiwanie został zdetronizowany przez zaledwie 23-letniego Teofimo Lopeza (16-0, 12 KO). Tak młodego posiadacza pasów czterech najważniejszych federacji w historii boksu jeszcze nie było. Wiele wskazuje na to, że to tylko zapowiedź nowej fali, która może wymieść kolejne legendy.

Genialny Ukrainiec do 17 października zaliczył tylko dwie porażki w boksie zawodowym i amatorskim – przy aż 410 zwycięstwach. Te nieprawdopodobne statystyki w ringu nie miały jednak żadnego znaczenia, bo po drugiej stronie stał młody wilk świadomy swoich atutów. Mimo przewagi fizycznej i imponujących nokautów Lopeza, zdecydowana większość ekspertów spodziewała się jednak zwycięstwa Łomaczenki.

To wielka walka, więc każdy chce trafić ze swoim typem – zauważył Stephen Edwards, pięściarski analityk. Na ostatniej prostej opinię zmodyfikował choćby Teddy Atlas. Były trener Mike’a Tysona długo skłaniał się ku wygranej Lopeza, by ostatecznie postawić na Łomaczenkę. – Wyjdzie i zrobi to, co zrobił wiele razy przeciwko trudnym rywalom także na igrzyskach. Rozbroi mocno bijącego punchera i wygra na punkty – zapowiadał Atlas.

Wiele osób z pięściarskiego środowiska podkreślało, że kluczem do zwycięstwa mogą być nogi Łomaczenki. Fakt – niewielu współczesnych zawodników potrafi poruszać się z podobną płynnością. Jednak w walce z Lopezem przez pierwsze siedem rund nogi służyły Ukraińcowi głównie do niezbyt udanego uciekania poza dystans rywala. “Łoma” bił szokująco mało ciosów – przed startem ósmej rundy doprowadził do celu zaledwie 31 uderzeń!

Okazało się, że sędziowie byli dla niego bezwzględni. Po siedmiu rundach ten pojedynek był już właściwie przegrany – Lopez prowadził 70:63 u wszystkich arbitrów. To oznaczało, że Łomaczenko potrzebuje bezprecedensowego zrywu zakładającego kilka nokdaunów, by móc liczyć na zwycięstwo. Coś takiego nie miało miejsca, ale od 8 do 11 rundy weteran zostawił w ringu kawał serca i zbliżył się do rywala na kartach punktowych.

Zryw klasy mistrzowskiej

Jeśli ktoś miał jednak jakieś wątpliwości, to musiała je rozwiać dwunasta runda. Lopez w przerwie usłyszał od ojca, że zwycięstwo jest właściwie pewne, ale chyba nie uwierzył w te słowa. W trzy minuty wyprowadził aż 98 ciosów, doprowadzając do celu 50 uderzeń. Łomaczenko do zebrania na koncie takiej liczby celnych ciosów potrzebował aż ośmiu rund!

Nikt do tej pory nie potrafił znaleźć takiego wyłomu w ukraińskim “Matrixie”. Lopez w poprzednich rundach bił dużo, ale trafiał niewiele – dopiero w jedenastej rundzie doprowadził do celu 21 uderzeń. W poprzednich jego celne ciosy zamykały się przeważnie w przedziale od 10 do 20 uderzeń. Może nie wygląda to imponująco na papierze, ale trzeba pamiętać, że “Łoma” robił w ringu dużo mniej niż zazwyczaj.

Wymiary rywala to jedno – przeciwnik faktycznie sprawiał wrażenie większego. W boksie Lopeza był jednak także pomysł. Od pierwszej rundy bił ciosy na korpus i cały czas sygnalizował gotowość do uderzenia. Za sprawą inteligentnie aplikowanego pressingu trzymał Ukraińca w szachu i nie pozwalał mu rozwinąć skrzydeł. Okazało się, że styl Lopeza jest o wiele bardziej złożony niż mogło się wydawać przed walką.

Oglądaliśmy narodziny gwiazdy. Kiedy ktoś pozbawia dotychczasowego mistrza tytułów w tym stylu, to zasługuje na szacunek – zachwycał się Andre Ward (32-0, 16 KO). Były mistrz świata dwóch kategorii wagowych komplementował młokosa w stacji ESPN, ale w samej walce na gorąco wypunktował… remis. Sędziowie byli za to bezwzględni – punktowali 116:112, 117:111 i 119:109 na korzyść Lopeza, który został nowym królem kategorii lekkiej (limit: 61,2 kg).

Ostatnia karta spotkała się ze sporą krytyką. – To było niedorzeczne – krzywił się Bob Arum, promotor obu pięściarzy. W kontraktach zawodników nie było klauzuli rewanżowej, więc trudniej przewidzieć, co wydarzy się dalej. Nowy król kategorii lekkiej jeszcze przed walką deklarował, że coraz trudniej przychodzi mu robienie wagi. – Co dalej? Oceniam to 50/50. Teofimo może zostać i bronić pasów w jednej lub dwóch walkach lub od razu przejdzie wyżej – przyznał David McWater, menedżer pięściarza.

Drobne kontrowersje wokół kart punktowych to jednak za mało, by pojawiła się presja na rewanż. Łomaczenko po wszystkim zapadł się pod ziemię. Nie pogratulował rywalowi i bez słowa zszedł z ringu. W kilku słowach zdążył jeszcze powiedzieć, że wcale nie czuł się gorszy, ale to by było na tyle. Kilka dni po walce z jego obozu zaczęły wychodzić informacje o ukrywanej kontuzji. Nie można wykluczyć, że on również zmieni kategorię i wróci do wagi superpiórkowej (limit: 58,9 kg).

Tam Ukrainiec dominował przez niecałe dwa lata. Z pięciu walk mistrzowskich wygrał wszystkie – każdą z nich zresztą przed czasem. To właśnie w tym limicie kolejni rywale z bezradności i wyczerpania woleli poddawać się w narożniku niż zbierać kolejne ciosy. Najjaśniejszym punktem było zwycięstwo nad Guillermo Rigondeauxem (17-0). To pierwsza walka w historii boksu zawodowego, w której zmierzyli się dwaj podwójnie złoci medaliści igrzysk olimpijskich.

Przekonać nieprzekonanych

Pod tym względem sobotnia porażka z Lopezem również była symboliczna. 23-letni rywal został najmłodszym w historii posiadaczem pasów mistrzowskich czterech federacji – WBA, IBF, WBC i WBO. Najmłodszym niekwestionowanym mistrzem w historii pozostaje Floyd Patterson (55-8-1, 40 KO), który po komplet pasów wagi ciężkiej sięgnął mając 20 lat. Miało to jednak miejsce w 1956 roku, kiedy żadna ze współczesnych organizacji nie funkcjonowała jeszcze w obecnym kształcie. W obliczu takiego sukcesu nowy czempion pozwolił sobie na odrobinę prywaty…

Robię to co potrafię, ale z waszej strony nigdy nie mogłem liczyć na uczciwe traktowanie. Zastanawiam się – dlaczego tak jest? Nic w życiu nie jest dane raz na zawsze. Ten sukces nie uderzy mi do głowy. Już myślę o kolejnych wyzwaniach. Dzięki wam stałem się mocniejszy. (…) Dziękuję wam za to, ale zrozumcie – mam tego trochę dość. Okażcie mi szacunek, na który zapracowałem – powiedział Lopez, kończąc konferencję prasową po walce.

Co miał na myśli? Jego droga na szczyt nie należała do najbardziej oczywistych. W 2016 roku mógł być najlepszym amerykańskim olimpijczykiem w kategorii lekkiej, ale na igrzyska wskutek skomplikowanych przepisów poleciał Carlos Balderas. Teofimo i tak udał się do Rio, ale pod flagą Hondurasu – stamtąd pochodzą jego rodzice. Miał pecha – w pierwszej rundzie trafił na doświadczonego Sofiana Oumihę, który pewnie go pokonał, by potem dotrzeć aż do finału.

Lopez dość naturalnie trafił więc na zawodowstwo, a tam błyskawicznie pokonywał kolejne szczeble. W grudniu 2018 roku efektownie nokautując twardego zazwyczaj Masona Menarda (34-3) skradł show samemu Łomaczence, który w walce wieczoru unifikował tytuły z Jose Pedrazą (25-1). Takie nokauty stały się zresztą jego specjalnością, a rywale padali po uderzeniach z prawej i lewej ręki. Główny zainteresowany lansował hasło “The Takeover” – w luźnym tłumaczeniu „przewrót” oznaczający zmianę na szczycie.

Rok po wygranej z Menardem miał już mistrzowski pas. Na jego drodze stanął Richard Commey (29-2) – uznany puncher. W drugiej rundzie obaj zaufali sile prawej ręki, ale to Lopez był minimalnie szybszy. Rywal jeszcze dał radę wstać, ale kilka chwil później było po wszystkim. – Jestem gotowy na Łomaczenkę! – deklarował młody zawodnik, ale mało kto wierzył, że spotka się z nim już w kolejnym występie.

Uliczny styl nabiera mocy

Sprawy dodatkowo skomplikowała pandemia. W mediach pojawiały się różne informacje. W pewnym momencie pojawiły się teorie, że ukraińskiemu mistrzowi ma do tego stopnia zależeć na pełnej unifikacji, że chce oddać Lopezowi część wypłaty. Nie wiadomo, jak było naprawdę, ale przez moment można było odnieść wrażenie, że młokosa przerosła ranga wyzwania i chce się z tej walki jednak wypisać – ale najlepiej w białych rękawiczkach.

Ostatecznie wszystko udało się doprowadzić do szczęśliwego zakończenia. Kontrowersji jednak nie brakowało, a Lopez zrobił dużo, by ciężko go było polubić. Po jednym ze zwycięstw przed czasem wykonał kontrowersyjny gest, którym pozorował “wymiatanie” z ringu ciężko znokautowanego rywala. W ostatnich tygodniach niemal na każdym kroku lekceważył Łomaczenkę, który stwierdził nawet, że na Ukrainie rywal dostałby za coś takiego po głowie.

Nie szanujemy go. Wszyscy jego rywale uwierzyli w tę całą otoczkę i przez to byli potem spięci. Jestem zawodnikiem, który po prostu ma wyjebane. Możecie go nazwać nawet “Człowiekiem ze stali” – mam to w dupie. Nie mam szacunku dla żadnego zawodnika, którego spotykam w ringu. Jestem jak pies – wychodzę walczyć o życie. Nie sądzę, by ktoś wcześniej do tego stopnia okazał mu taki brak szacunku, ale naprawdę mam to gdzieś – prowokował Lopez.

W normalnych okolicznościach należałoby się pewnie załamać nad poziomem tej “śmieciowej gadki” – tym bardziej, że Łomaczenko wobec rywali zawsze zachowywał się fair. Ten uliczny styl prowokacji został jednak poparty konkretną pracą w ringu, więc teraz to Lopez jest na tronie. Może mówić co chce, a wszyscy i tak będą słuchać. Według niego proces “The Takeover” dopiero się zaczął, a sam zainteresowany wcale nie zamierza zwalniać tempa. Zapowiada rewolucję – deklaruje, że nie interesują go “nudne” walki, którymi boks przecież stoi. On chce być łowcą wyzwań, a tych na horyzoncie widać bez liku.

Teraz piłka jest po stronie innych przedstawicieli młodego pokolenia. Kategoria lekka to wylęgarnia talentów. Ma to uzasadnienie historyczne – to jedna z ośmiu “klasycznych” pięściarskich kategorii. To tu pierwsze mistrzowskie tytuły zdobywały legendy – Roberto Duran (103-16) i Pernell Whitaker (40-4-1). Floyd Mayweather (50-0) pierwszy tytuł zdobył wprawdzie niższym limicie, ale to właśnie w kategorii lekkiej wypłynął na szerokie wody i trafił do mainstreamu. W ostatnich latach podobną drogę pokonał choćby Terence Crawford (36-0, 27 KO).

Nowy Floyd czeka?

Po walce z Łomaczenką sam Lopez mówił tylko o jednym przeciwniku. Devin Haney (24-0, 15 KO) ma 21 lat i ogromny talent. Bywa zresztą porównywany do samego Mayweathera – w młodości trenował nawet pod okiem jego wujka Rogera. Również ma fizyczny potencjał niezbędny do tego, by radzić sobie w kilku kategoriach wagowych. To może być rywalizacja, która zdominuje boks na lata, ale obaj mają do wyrównania rachunki już teraz.

Mimo młodego wieku Haney na własnej skórze odczuł kilka bokserskich patologii. W 2016 roku marzył o Rio, ale zmienione na ostatniej prostej przepisy pozbawiły go tej szansy. Miał wtedy zaledwie 17 lat i mógł walczyć jako zawodowiec, ale nie miał szans na olimpijską przepustkę. – To absurd – irytował się jego ojciec Bill. Ponad cztery lata później jego syn jest najmłodszym posiadaczem mistrzowskiego pasa w całym zawodowym boksie!

Sytuacja jest jednak na swój sposób absurdalna – uważny czytelnik łatwo wypunktuje pewien absurd. Skoro Lopez ma “komplet pasów”, to jakim cudem Haney może mieć takie trofeum w tej samej kategorii wagowej? Cóż, tego nie wie nikt – nawet organizacja WBC, która sponsoruje ten nielogiczny mętlik. Łomaczenko wygrał tytuł tej organizacji, ale niedługo potem wręczono mu pas “mistrza franczyzowego”. Ten nowy twór (a tak naprawdę nowotwór) to absurdalny koncept, którego nie potrafi logicznie wytłumaczyć nawet Mauricio Sulaiman – prezydent WBC.

W zamyśle pomysł był klawy – organizacja chciała w białych rękawiczkach stworzyć nadrzędny tytuł dla największych gwiazd boksu. To samo robi od lat federacja WBA, która bez większej żenady rozdaje pasy w tych samych kategoriach. Sulaiman zaplątał się w planach, bo do niedawna twierdził, że pasa “franczyzowego” nie można przegrać w ringu – to organizacja WBC decyduje, kto jest takim mistrzem. Jednak Lopez po ostatnim zwycięstwie pokazywał, że pas od teraz należy do niego.

Haney wcześniej zdobył tytuł mistrza tymczasowego, by niedługo potem dostać bez walki pełnoprawny pas – który był de facto drugorzędny wobec trofeum przyznanego Łomaczence. Brzmi skomplikowanie? Tak ma być – smutnym panom z WBC nie chodzi o przejrzystość tylko o pieniądze. Im więcej pasów, tym więcej opłat sankcyjnych, a to z kolei bezpośrednio przekłada się na ich kieszenie.

Dlatego też weekendowej walki nie reklamowano szumnym hasłem “niekwestionowanego mistrzostwa”. Mówiono raczej o “komplecie pasów”, bo Haney niestety wciąż ma w tej kwestii coś do powiedzenia. Lopez w każdym razie deklaruje, że chce takiej walki. Młodszego Amerykanina nazywa pogardliwie “mistrzem pocztowym”, bo pas dostał właściwie bez walki.

Chcę z nim walczyć, to byłby ogień! Nie sądzę jednak, że któryś z tych gości zechce podjąć wyzwanie. A jeśli to zrobią, to lepiej niech będą gotowi, bo ja nie boję się nikogo. Mówiłem wam – mam to wszystko gdzieś. Wychodzę do walki, a jeśli moi rywale nie będą gotowi, by odpowiedzieć tym samym, to przegrają. Tak jak Łomaczenko – tłumaczył Lopez.

Więcej niż „pięściarz z Instagrama”

“Nowy Mayweather” to jednak tylko jeden z potencjalnych celów. W grze liczy się również Ryan Garcia (20-0, 17 KO), którego niedawno wziął pod skrzydła sam Saul “Canelo” Alvarez (51-1-2, 37 KO). Lopez może mieć najwięcej pasów, ale to właśnie Garcia rządzi w świecie mediów społecznościowych. Chyba żaden z pięściarzy nowej generacji nie ma za sobą tak wielkiej liczby oddanych fanek – pod tym względem przypomina Oscara de la Hoyę, który jest zresztą jego promotorem.

Za tym wszystkim idzie także sportowa treść. 22-letni Garcia rozwija się z walki na walkę, a w ostatnich dwóch występach zdemolował Francisco Fonsecę (25-2-2) i Romero Duno (25-1). W obu pojedynkach był faworytem, ale nikt nie spodziewał się nokautów w pierwszej rundzie. Najpoważniejszy test w karierze czeka go już 5 grudnia. W ringu będzie czekał Luke Campbell (20-3, 16 KO) – olimpijski medalista z Londynu, który w ostatnim występie postawił się Łomaczence.

“Czwartym do brydża” w tej kategorii może być Gervonta Davis (23-0, 22 KO). Tego zawodnika ciężko z kimś porównać. Na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie. W tym kwartecie jest najniższy, ale ma też największe problemy z wagą. Wyróżnia go też niewyparzony język – pod tym względem może być nawet lepszy od Lopeza. 25-letni “Czołg” to kawał ulicznego wojownika z Baltimore. W ostatnim występie trener motywował go w narożniku do bicia ciosów na korpus… imitując pchnięcia nożem.

Davisa również łączy dość skomplikowana relacja z Mayweatherem. “Money” stracił nadzór nad Haneyem, który trafił pod skrzydła Eddiego Hearna. Gervonta stał się liderem jego promotorskiej grupy – 31 października zadebiutuje jako główna gwiazda gali pokazywanej w systemie Pay-Per-View. Jego rywalem zostanie uznany Leo Santa Cruz (37-1-1, 19 KO), a stawką pojedynku będą tytuły mistrzowskie… w dwóch kategoriach wagowych jednocześnie. Jak to możliwe? To z kolei wynalazek federacji WBA, o którym – jak mawia klasyk – “szkoda strzępić ryja”.

Nielogiczne pomysły możnowładców nie są w stanie zmienić jednego – boks jest gotowy na zmiany. Kwartet “młodych lekkich” może odświeżyć dyscyplinę nawet bez oglądania się na paski. – Mam nadzieję, że triumf Lopeza pokaże wszystkim, że młodzi pięściarze osiągają fizyczną dojrzałość dużo wcześniej niż się niektórym wydaje. Mając 25 lat są już naprawdę gotowi na wielkie rzeczy. Nie ma co czekać! – analizował Stephen Edwards.

To idzie młodość!

I to chyba najlepsze, co można dziś zrobić dla samego boksu. Młodzi-gniewni czekają także w innych kategoriach. W wadze półśredniej najlepsi już omijają Jarona Ennisa (26-0, 24 KO) i Vergila Ortiza (16-0, 16 KO). Obaj raczej będą musieli wywalczyć pozycję obowiązkowych pretendentów, by walczyć o mistrzowskie pasy – nikt dobrowolnie nie będzie chciał dać im szansy.

W kategorii superśredniej (limit 76,2 kg) coraz większym echem odbijają się występy Edgara Berlangi (15-0, 15 KO). Ostatnie zwycięstwo odniósł zresztą w weekend – walcząc tuż przed Łomaczenką i Lopezem. Jego postawie w ringu kilka słów poświęcił wtedy nawet sam Mike Tyson. Dlaczego? 23-letni Berlanga nie tylko wszystkich nokautuje, ale też każdego z dotychczasowych rywali wykończył… w pierwszej rundzie! Ta kapitalna seria powoli prowadzi go na sam szczyt.

Niewykluczone, że za kilka lat Amerykanin będzie rozdawał w tym limicie karty z Bektemirem Melikuziewem (5-0, 4 KO). Srebrny medalista mistrzostw świata oraz igrzysk olimpijskich w Rio to jeden z najdoskonalszych produktów z uzbeckiej fabryki, która święci ostatnio triumfy. Jego – podobnie jak Berlangę – mimo niewielu walk można już spotkać w rankingach najlepszych federacji.

Finały najważniejszych imprez amatorskich Melikuziew przegrywał ze znakomitym Kubańczykiem – Arlenem Lopezem. Za parę lat na zawodowstwie może mieć szansę zrewanżowania się innemu reprezentantowi tego kraju. David Morrell (3-0, 2 KO) ma jeszcze mniej walk od Uzbeka, ale już jest… tymczasowym mistrzem świata organizacji WBA! Można się krzywić na tę drogę na skróty – Morrell to w końcu nie Łomaczenko, nie ma większych amatorskich sukcesów. Mimo wszystko to także kolejny materiał na gwiazdę. Już w trzecim występie zaliczył wymagający test na dystansie 12 rund.

PRZYSZŁE GWIAZDY BOKSU?

  • Teofimo Lopez (16-0, 12 KO) – 23 lata, mistrz świata WBA, WBO, IBF i WBA w kat. lekkiej
  • Devin Haney (24-0, 15 KO) – 21 lat, posiadacz pasa federacji WBC w kat. lekkiej
  • Gervonta Davis (23-0, 22 KO) – 25 lat, posiadacz pasa federacji WBA w kat. lekkiej
  • Ryan Garcia (20-0, 17 KO) – 22 lata, pretendent do pasa federacji WBC w kat. lekkiej
  • Jaron Ennis (26-0, 24 KO) – 23 lata, notowany w TOP 15 federacji WBC, IBF i WBO w kat. półśredniej
  • Vergil Ortiz (16-0, 16 KO) – 22 lata, notowany w TOP 5 federacji WBC, WBA i WBO w kat. półśredniej
  • Edgar Berlanga (15-0, 15 KO) – 22 lata, notowany w TOP 10 federacji WBO w kat. superśredniej
  • Daniel Dubois (15-0, 14 KO) – 23 lata, numer 2 federacji WBO w kat. ciężkiej

Tak jak ryba psuje się od głowy, tak boks często niszczeje od wagi ciężkiej. Mistrzowską układankę w królewskiej nie sposób odtworzyć – wiele elementów nie ma tam większego sensu, o czym pisaliśmy całkiem niedawno. Dwoma liderami są jednak bez dwóch zdań  Anthony Joshua (23-1, 21 KO) i Tyson Fury (30-0-1, 21 KO), którzy powinni zameldować się w ringu jeszcze w grudniu. Jeśli wygrają, to latem 2021 roku wreszcie będą mogli się zmierzyć w długo oczekiwanej walce o wszystkie pasy.

Młode pokolenie już czeka na kolejne rozdanie. Numerem dwa rankingu organizacji WBO jest Daniel Dubois (15-0, 14 KO), który w sparingu podobno rzucił na deski samego Joshuę. Mocno bijący Brytyjczyk pod koniec listopada zmierzy się z Joe Joycem (11-0, 10 KO) – srebrnym medalistą igrzysk z Rio. Stawką pojedynku będzie tytuł mistrza Europy i nieoficjalny tytuł lidera w gronie pretendentów nowej fali.

Wielkie nadzieje można wiązać z innymi medalistami igrzysk – Tonym Yoką (8-0, 7 KO) i Filipem Hrgoviciem (11-0, 9 KO). Ten pierwszy niedawno zdemolował Johanna Duhaupasa (38-5), który słynął z twardej szczęki – nawet sam Deontay Wilder (42-1-1, 41 KO) nie był w stanie rzucić go na deski. Chorwat z kolei konsekwentnie rwie się do walk z najlepszymi, ale w ringu spotyka na razie dużo słabszych przeciwników.

To kolejny z dużych problemów – “budowanie” zawodników jest oczywiście logiczne i zgodne z wszelkimi prawidłami. Problem w tym, że kibice coraz częściej tracą cierpliwość – chcą oglądać swoich ulubionych pięściarzy w walkach, które chociaż w teorii mogą przegrać. Jako pierwszy doskonale pojął to właśnie Teofimo Lopez. Jego “Przewrót” zaczął się od ambicji i niewyparzonego języka, ale kiedy pojawiły się realne szanse na spełnienie marzeń, to pięściarz nie chował się za promotorami i poszedł za ciosem.

Wygrał podwójnie. Nie tylko pokonał wielkiego Łomaczenkę, bijąc go o wiele wyraźniej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Większym triumfem jest także rzucenie wyzwania całej branży. Promotorzy i menedżerzy – uczcie się! Czasami nie warto trzymać podopiecznych pod kloszem. Rzucenie ich na głęboką wodę to oczywiście ogromne ryzyko, ale może czasami warto je podjąć? Gra toczy się o coś więcej niż pasy i pieniądze – stawką bywa miejsce w historii.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez