Zmarł Edward Borysewicz – trener, który wprowadził USA na szczyty kolarstwa

Zmarł Edward Borysewicz – trener, który wprowadził USA na szczyty kolarstwa

Bez niego najprawdopodobniej nie byłoby wielkich sukcesów amerykańskich kolarzy. Edward Borysewicz w Stanach prowadził między innymi Grega LeMonda i, jak powtarzał, stał się odkrywcą Lance’a Armstronga. To on wprowadził USA na kolarskie salony i zapewnił tamtejszym zawodnikom również olimpijskie sukcesy. Zmarł w wieku 81 lat, chorował na koronawirusa.

Eddie

W USA znany był jako “Eddie B”. Wyjechał tam w połowie lat 70., nie planował, że ta podróż będzie miała związek z kolarstwem. A jednak – został zatrudniony jako trener. Miał już za sobą doświadczenie w roli szkoleniowca – w Polsce prowadził choćby naszych juniorów. Do jego wychowanków z tego okresu należą między innymi Krzysztof Sujka (wicemistrz świata) czy Mieczysław Nowicki (dwukrotny medalista olimpijski).

Wcześniej Borysewicz sam chciał być kolarzem, jeździł zresztą całkiem nieźle (był choćby dwukrotnym mistrzem kraju w jeździe drużynowej), ale plany pokrzyżowało mu podejrzenie gruźlicy. Po przymusowej przerwie i powrocie do jazdy na rowerze nigdy nie wspiął się już na swój najlepszy poziom. Nie chciał jednak rezygnować z tego sportu, więc podjął się szkolenia. Szło mu naprawdę nieźle.

A w Stanach – gdy trenerem został i tam – trafił na fantastyczny materiał. Choć początkowo nie było lekko. Kolarstwo w USA traktowano raczej pobłażliwie. To zmieniło się przed igrzyskami w Los Angeles. W sport masowo wówczas zainwestowano, co nie ominęło też właśnie kolarstwa. Borysewicz miał nagle środki do działania, a także profesjonalny ośrodek – Colorado Springs – gdzie jego zawodnicy mogli trenować. Choć starał się też, by mogli sprawdzić się w różnych warunkach – Grega LeMonda wysłał na przykład do Europy, do profesjonalnego peletonu.

Wszystko to miało przynieść wspaniałe efekty.

Sukces

W Los Angeles dowodzona przez niego kadra zdobyła dziewięć medali. Cztery z nich były złote. Oczywiście, wszystko to działo się przy bojkocie krajów komunistycznych, gdzie najlepsi kolarze wciąż byli “amatorami” i zwykle z całej stawki to oni radzili sobie najlepiej. Nie zmieniało to jednak faktu, że tak udane igrzyska wyłącznie napędziły kadrę USA. A prawdziwy szał na kolarstwo w Stanach zaczął się niedługo potem – gdy w 1986 roku LeMond został pierwszym Amerykaninem, który wygrał Tour de France. W dużej mierze zawdzięczał to właśnie Borysewiczowi. Wspominał o tym zresztą w rozmowie z portalem rowery.org.

– Eddie był naszym pierwszym prawdziwym trenerem. Był pierwszym, który opierał trening na fizjologii, a nie tylko na przejeżdżaniu masy kilometrów. Eddie zdecydował się również skupić na młodszych zawodnikach, wierząc, że to co zawodnik przepracuje na tym etapie rozwoju, w wieku 15-20 lat, jest najważniejsze w karierze kolarza. Skupiał się nie tylko na fizycznych aspektach treningu, ale również na taktyce w kolarstwie szosowym. Żeby nauczyć nas umiejętności technicznych używał drużynowej jazdy na czas, co dla mnie było najlepszą formą treningu, zarówno od strony fizycznej jak i technicznej – mówił.

A takie słowa z ust wielkiego mistrza należy traktować poważnie.

Skandal i dalsze lata 

Borysewicz, mimo sukcesów, wkrótce zrezygnował jednak z prowadzenia kadry olimpijskiej. Wszystko działo się na rok przed igrzyskami w Seulu, w cieniu skandalu. Jego zawodników oskarżano bowiem o przeprowadzanie transfuzji krwi. Nie było to wtedy co prawda zabronione, ale był to zabieg wysoce kontrowersyjny, który wzbudził powszechne poruszenie w mediach i środowisku kolarskim. Szczególnie, że wszystko miało dziać się właśnie pod nadzorem polskiego trenera.

Dlatego Eddie zdecydował się opuścić kadrę olimpijską, a zamiast tego… trafił do zawodowego peletonu. Najpierw do grupy Subaru-Montgomery, późniejszego US Postal, w którym jeździł Lance Armstrong. Gdy Amerykanin do niej przyszedł, polskiego trenera już tam jednak nie było. Nie zmienia to jednak faktu, że Borysewicz zawsze twierdził, że to on odkrył talent przyszłego mistrza i… prawdopodobnie najbardziej znanego dopingowicza świata.

We wspomnieniach Polaka zawsze przewijała się bowiem sytuacja, w której ten namawia Armstronga na zmianę dyscypliny (choć sam kolarz raczej nigdy o Borysewiczu nie wspominał). Młody Lance uprawiał triathlon, a Eddie widział w nim potencjał na czołowego kolarza świata. Amrstronga ostatecznie przekonać miały zaoferowane mu pieniądze. Postawił wyłącznie na rower i przez długi czas nie żałował. Dopiero po latach – gdy ostatecznie przyznał się do winy – miało się to zmienić.

Ale to już nie czasy Borysewicza. Ten po pobycie w zawodowym peletonie wrócił jeszcze do Polski, trenował przez chwilę naszych torowców, a potem przeszedł na zasłużoną emeryturę. Mieszkał to w ojczyźnie, to w USA. Zmarł w wieku 81 lat. Poinformowano, że jego śmierć związana jest z zakażeniem koronawirusem.

Fot. Newspix

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez