Zlata Tretra – zwycięstwa Lewandowskiego, Kopron i Kaczmarek

Zlata Tretra – zwycięstwa Lewandowskiego, Kopron i Kaczmarek

Za nami prestiżowy mityng Zlata Tretra, rozgrywany w Ostrawie. Jak było? Nasze młociarki dostarczyły nam sporo powodów do zadowolenia, biegacze spisali się połowicznie dobrze, a gwiazdy światowej lekkoatletyki ustanowiły kilka naprawdę dobrych wyników. Z paroma rekordami sezonów włącznie.

Zacznijmy od nieobecnych w naszej kadrze. W ostatnim momencie z zawodów w Ostrawie wycofali się Maria Andrejczyk, Paweł Wojciechowski i Oliwier Mutwil. Najbardziej szkoda, że w akcji nie zobaczyliśmy naszej oszczepniczki. Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN fenomenalnie zaprezentowała się przed dziesięcioma dniami w Splicie, posyłając oszczep na odległość 71.40, czym ustanowiła rekord Polski i trzeci najlepszy wynik w historii kobiecej odmiany tej dyscypliny.

Żałowaliśmy tym bardziej, że Johannes Vetter zakończył zawody w rzucie oszczepem ze świetnym wynikiem 94,20 – pobił najlepszy rzut w sezonie o całe sześć metrów. Zabrakło mu nieco ponad czterdziestu centymetrów do rekordu mityngu, ustanowionego przez legendarnego Jana Zeleznego. W Ostrawie dało się więc daleko rzucać. Ale, mimo braku Andrejczyk, w dalszym ciągu było co oglądać, a niektóre konkurencje śmiało można było określić polskimi.

Polska kobiecym młotem stoi

Anita Włodarczyk po prawie dwóch latach na poważnych zawodach powróciła do koła dopiero jakiś czas temu, w chorwackim Splicie, i nadal szuka swojej najlepszej formy formy. Złośliwi wobec reszty stawki mogliby powiedzieć, że co dla innych zawodniczek stanowi szczyt możliwości, dla niej jest przeciętnym rezultatem. Podwójna mistrzyni olimpijska swój drugi start w sezonie zakończyła na trzeciej pozycji, z wynikiem 72.72.

Jednak my nie mamy zamiaru silić się na złośliwości, bo sezon bardzo dobrze rozpoczęła nasza inna młociarka – Malwina Kopron. Polka wygrała dziesięć dni temu na Chorwacji. Z Czech również wywiozła zwycięstwo, rzucając 74.74. To piąty wynik tego sezonu wśród pań. Zatem Kopron pokonała Włodarczyk dwa razy i prawdopodobnie to ona wystąpi Drużynowych Mistrzostwach Europy, rozegranych 29-30 maja w Chorzowie.

Dwójkę Polek rozdzieliła Francuzka Alexandra Tavernier, ale już na czwartej pozycji była Joanna Fiodorow, która rzuciła 70.57. Trzy nasze zawodniczki na czterech pierwszych miejscach. Oczywiście, najpoważniejszymi rywalkami na igrzyskach będą Amerykanki, ale takie miejsca zajmowane przez Polki robią wrażenie. A przecież to nie jest szczyt ich możliwości. Przeciwnie, do szczytu daleka droga:

– Trening jeszcze nie do końca jest taki, jak bym chciała. Ale mam nadzieję, że to się zmieni już w czerwcu i od tego momentu zacznie się to nakręcać. Na razie jest, jak jest. Ciężka robota, która została wykonana w zimie, jeszcze nie oddaje efektów. Czekamy żeby przyszedł moment, kiedy w końcu poczuję, że to jest to – mówiła w ostatniej audycji Kierunek Tokio Joanna Fiodorow.

Prawie wszyscy średniodystansowcy na plus

Oczywiście, poza młociarkami nasi reprezentanci startowali również w innych konkurencjach. Na 1500 metrów pierwszy start na otwartym stadionie zaliczył Marcin Lewandowski, któremu towarzyszył Michał Rozmys. Lewandowski przez połowę biegu spokojnie trzymał się z tyłu stawki, co można było tłumaczyć właśnie pierwszym startem oraz tym, że Polakowi do Czech nie doleciał bagaż, przez co musiał biegać w pożyczonym sprzęcie.

Marcin ostatecznie nie pozostawił nam jednak miejsca na wymyślanie wymówek. Po przebiegnięciu siedmiuset metrów wyraźnie przyspieszył, goniąc czoło stawki. I zrobił to szalenie skutecznie. Na finiszu pokonał Jesusa Gomeza, wpadając na metę z czasem 3:35.57. Dobrze biegł również Michał Rozmys, jednak na ostatniej prostej nieco zabrakło mu sił, przez co skończył na ósmej pozycji.

Z kolei na 800 metrów mieliśmy aż trzech reprezentantów –  Mateusza Borkowskiego, Patryka Dobka i Adama Kszczota. Jednak tylko dwóch pierwszych będzie mogło zaliczyć start w Ostrawie do udanych. Po starcie Dobek i Kszczot solidarnie trzymali się na końcu stawki, Borkowski natomiast próbował się dostosować do silnego tempa, narzuconego przez Maxa Burgina. Na 300 metrów przed końcem biegu Kszczot ruszył po szerokiej, a Dobek zaczął zdobywać kolejne pozycje przy krawężniku. Na długim, sprinterskim finiszu pomogło doświadczenie Patryka z biegów na czterysta metrów, bo zniósł go znacznie lepiej, niż nasz weteran.

Ostatecznie Dobek skończył na piątej pozycji, zaraz za Mateuszem Borkowskim. Adam Kszczot musiał pogodzić się z dziesiątą lokatą. Oczywiście, nie ma powodów do bicia na alarm – Kszczot jest znany z tego, że na początku sezonu zwykle bardzo wolno się rozkręca. Ale znając jego ambicje, pewnie sam nie jest zadowolony z dzisiejszego występu.

Słówko należy się zwycięzcy, Maxowi Burginowi. Brytyjczyk ma zaledwie dziewiętnaście lat, a wręcz zdeklasował konkurencję, kończąc bieg z czasem 1:44.14. Ustanowił tym samym rekord Europy juniorów, najlepszy czas sezonu oraz oczywiście poprawił swoją życiówkę na 800 metrów. Biorąc pod uwagę to, że w biegu na 800 metrów pań wygrała Kelly Hodkingson – równolatka Burgina, która również pobiła rekord Europy juniorek – Brytyjczycy mogą powiedzieć, że wyrosła im świetna generacja biegaczy średniodystansowych. A skoro już jesteśmy przy średnich dystansach pań, to na biegu na 800 metrów pań nie ukończyła Angelika Cichocka, a Renata Pliś na 1500 metrów przebiegła na jedenastej pozycji.

Jednak nie wszystkie Polskie biegaczki będą chciały zapomnieć o czeskim mityngu. Bardzo dobrze pobiegła Natalia Kaczmarek, która zwyciężyła w biegu na 400 metrów. Przy okazji Polka pobiła swój rekord życiowy,  który teraz wynosi 52.23.

Poza naszymi biegaczami, rzucaliśmy również okiem na konkurs kulomiotów. W zeszłym tygodniu Michał Haratyk pchnął 22,17 m, czym uzyskał piąty najlepszy wynik sezonu. Niestety, chociaż konkurs nie stał na najwyższym poziomie, to sam Michał nie miał swojego dnia. Wprawdzie zakończył zawody na drugim miejscu, jednak pchnął – jak na jego standardy – zaledwie 21.30, ulegając Filipowi Mihaljevićowi. Zawody na szóstej pozycji zakończył drugi z Polaków – Konrad Bukowiecki.

Nie tylko nasi 

Na Zlatej Tretrze pojawiły się  również gwiazdy światowej lekkoatletyki spoza Polski. W skoku o tyczce Armand Duplantis miał kolejny zwykły dzień w pracy, wygrywając konkurs skokiem na 5,90 m (jak na niego to zresztą wyjątkowo… niewiele). Drugi był inny z faworytów do medali w Tokio – Sam Kendricks (5,85).

Z dobrej strony pokazali się amerykańscy krótkodystansowcy. Fred Kerley przebiegł 100 metrów w czasie 9,96 – to najlepszy wynik ustanowiony w tym sezonie w Europie. Kenny Bednarek złamał granicę dwudziestu sekund w biegu na 200 metrów. Swój bieg na takim samym dystansie wygrała Sha’carri Richardson, choć nie udało się jej pobić wiekowego rekordu zawodów, należącego do Jarmily Kratochvilowej.

Rekordy życiowe pobili Freweyni Hailu – 4:04.20 na 1500 metrów – oraz Joshua Cheptegei. Ten drugi swoją życiówkę na 3000 metrów poprawił zaledwie o dwie setne sekundy (teraz wynosi 7:33.24), chociaż widać było, że traktuje ten bieg wybitnie treningowo. Szkoda, Ugandyjczyk mógł się pokusić o ustanowienie rekordu zawodów

Z kolei najlepszy wynik sezonu w biegu na 3000 metrów z przeszkodami ustanowił Getnet Wale – 8:09.47. Jednak wrażenie robił styl, w jakim Etiopczyk tego dokonał – wyprzedził resztę stawki o ponad 10 sekund. Ciekawi jesteśmy, jak zaprezentuje się na tle zawodników, którzy od początku lubią narzucić mocne tempo biegu.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Łukasz
Łukasz
5 miesięcy temu

chyba na otwartym stadionie, nie sezonie

Aktualności

Kalendarz imprez