Żeglarze schwytani w sieci

Żeglarze schwytani w sieci

Wierzymy głęboko, że Ministerstwo Zdrowia dojdzie do przekonania, że nie tylko w parkach i lasach może być bezpiecznie, a również na wodzie – twiedzi dyrektor sportowy Polskiego Związku Żeglarskiego Dominik Życki. PZŻ pracuje nad uruchomieniem ośrodków żeglarskich, przystani i klubów, jednak by tak się stało potrzebne są zmiany legislacyjne.

„Ludu pracującej stolicy!”

„Do roboty!”

„Pokażcie co potraficie!”

To tylko wyjątki zebrane przez zespół Kult w utworze „45-90”. To fragmenty przemówień komunistycznych dygnitarzy, Gomułka et consortes, nawołujących społeczeństwo polskie do pracy na rzecz. Jakkolwiek niedorzeczne byłoby to skojarzenie, dziś znajdujemy się w podobnej sytuacji. My wszyscy, osaczeni w domach przez COVID-19, a wśród nas wyczynowi sportowcy trenujący na balkonach, garażach, na szczęście od poniedziałku być może również w parkach i lasach. Wszyscy wokół deklarują gotowość do pracy. Chcą działać!

Trwanie w tej sportowej hibernacji nie może dłużej trwać. Federacje poszczególnych dyscyplin zaczynają przebierać nogami i wykonywać ruchy robaczkowe, mające na celu wyswobodzenie się z jarzma pandemii. W końcu zaczynają się działania mające na celu reaktywację gospodarki w ogóle, a co nas interesuje w szczególe – sportu. W ubiegłym tygodniu Minister Sportu i Turystyki Danuta Dmowska-Andrzejuk ogłosiła, że trwają starania władz, by przywrócić do życia Centralne Ośrodki Sportu. Tam mieliby zostać zgrupowani sportowcy kadr narodowych, by trenować w pełnej izolacji. Jednoosobowe pokoje, okrojone sztaby, obsługa w COS-ach również odizolowana, a dostawy z zewnątrz ograniczone tylko do niezbędnych produktów… Tymczasem to tylko marzenia, które trzeba jeszcze wypracować. Wiele zostało na związki zrzucone, choćby opracowanie wizji zapewnienia bezpieczeństwa zawodnikom.

Większość COS-ów jest przygotowana, by podejmować przedstawicieli większości dyscyplin. Lekkoatleci mają swoją główną bazę w Spale. Tam też zwyczajowo stacjonują siatkarze, bywają szermierze, kolarze i wielu innych. Część z nich zostanie wysłana również do Zakopanego. Sporty wodne – wioślarstwo i kajakarstwo – od lat związane są z Wałczem. Tam też bywają koszykarze i inne gry zespołowe. Nadmorskie Cetniewo to mekka szermierzy, bywają tam ciężarowcy, tenisiści stołowi, judocy, zapaśnicy… Długo by wymieniać.

To również miejsce, które naturalnie mogłoby się kojarzyć z żeglarstwem. Władysławowo jednak nie jest portem zbyt przyjaznym sportowi regatowemu, a Polski Związek Żeglarski posiada własny ośrodek w nieodległym Pucku (mniej więcej kwadrans jazdy samochodem). Tam też zebrany miałby zostać sprzęt treningowy, a musicie wiedzieć, że ściganie się na żaglówkach wymaga naprawdę sporej ilości sprzętu, od samych łodzi, po pontony trenerów, zestawy żagli, masztów i całego takielunku zapasowego, w końcu stroje do pływania. Istnieje zatem pewna koncepcja, by zgromadzić zawodników w Cetniewie i kursować do Pucka na treningi na wodzie. Sensowne. To jednak wizja, pomysł palcem na wodzie pisany, tymczasem według prawa niemożliwy do realizacji. Nie można bowiem korzystać z portów komercyjnych. Czy port rybacki zatem jest portem komercyjnym? Wszystko zależy od interpretacji przepisów. Prawnicy współpracujący ze związkami sportowymi mają pole do popisu.

Żeglarze marzą o uruchomieniu klubów i przystani żeglarskich. – Wierzymy głęboko, że Ministerstwo Zdrowia dojdzie do przekonania, że nie tylko w parkach i lasach może być bezpiecznie, a również na wodzie. Oczywiście jeśli wszystkie aktywności na brzegu, w porcie, przygotowania sprzętu odbywają się przy zachowaniu wszelkich zasad, tak już w trakcie żeglugi jest całkowicie bezpiecznie. Faktycznie zaproponowaliśmy takie rozwiązanie, by z COS-u w Cetniewie przewozić zawodników do Pucka busami. Byłoby to dobre dla kilku klas, choć nie dla wszystkich, bo baza w Pucku jeszcze nie jest gotowa jeśli chodzi o infrastrukturę – twierdzi dyrektor sportowy Polskiego Związku Żeglarskiego Dominik Życki. Problem żeglarstwa jako takiego, czy w to formie regatowej czy po prostu rekreacyjnej, stanowi fakt, że unieruchomione są przystanie.

– Tutaj przewagę mogą mieć klasy, które mogą być wodowane z plaży, jak choćby windsurfing. W gorszej sytuacji znajdują się łodzie, które wymagają infrastruktury portowej. Przystanie obecnie mają zakaz funkcjonowania – dodaje dyrektor Życki, który przyznał, że w PZŻ trwają również prace nad uruchomieniem Narodowego Centrum Żeglarstwa w Górkach Zachodnich (na obrzeżach Gdańska). – To mógłby być swoisty ośrodek testowy tylko dla kadry olimpijskiej, wiadomo, że oni stanowią dla nas priorytet jeśli chodzi o powrót do szkolenia. Wypracowaliśmy pewne ramy i procedury jeśli chodzi o środki bezpieczeństwa i higieny, które mogłyby zostać wdrożone. Idea ta wydaje się być realna do wprowadzenia. Kolejne ruchy nie należą już do nas, a jeśli będziemy musieli jeszcze coś opracować, to oczywiście jesteśmy gotowi. We wszystkich naszych opracowaniach bezpieczeństwo jest motywem przewodnim i jemu wszystkie nasze propozycje zostały podporządkowane.

Tymczasem wiadomo tylko tyle, że nic nie wiadomo. Wszyscy czekają na liberalizację obostrzeń związanych z koronawirusem. Zofia Klepacka pokazała na swoich profilach na mediach społecznościowych, filmiki z treningu pływania na desce z hydroskrzydłem na Zalewie Zegrzyńskim (właśnie deska z tzw. foilem zostanie wprowadzona do programu żeglarskich regat olimpijskich w Marsylii 2024). Na wodzie wyglądało, że tłumu nie ma, więc o zakażeniu w zasadzie mowy być nie może.

Tymczasem w oczekiwaniu na powrót do normalności Polski Związek Żeglarski wspiera e-żeglarstwo. Wszystko za sprawą ciekawej aplikacji Virtual Regatta, która powstała w ścisłej współpracy z World Sailing (niegdyś ISAF – Internation Sailing Federation, Międzynarodowa Federacja Żeglarska). W Polsce odbywają się już dwa cykle wspierane przez PZŻ – jeden organizowany przez trenera głównego reprezentacji Polski Pawła Kowalskiego drugi przez Sailing Legia Warszawa. Aby zagrać należy pobrać aplikację na smartfon lub tablet. Aplikacja w podstawowej wersji jest co do zasady bezpłatna, ale można dokupić różne „ulepszacze” i „ulatwiacze”, jak to w grach.

Mamy do czynienia z kompletnym symulatorem uwzględniającym aktualne przepisy regatowe – twierdzi trener klasy Optimist Spójni Warszawa i załogant Sailing Legia Adrian Palus. Różnica w stosunku do symulatora np. rajdowego polega jednak na tym, że grając siedzimy ze smartfonem/tabletem w rękach, a nie choćby z kołem sterowym. – To idealne narzędzie do pomocy w nauce taktyki, ponieważ stwarza sytuacje, w których trzeba dokonywać wyborów, biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, które występują podczas żeglowania w świecie rzeczywistym, czyli kierunek wiatru, ustawienie kolejnego znaku czy pozycja względem przeciwników.  Drugim równie ważnym  elementem, który możemy rozwijać podczas wirtualnych treningów jest strategia. Dzięki wskaźnikom kierunku i siły wiatru w różnych częściach akwenu możemy przed startem zaplanować, którą częścią trasy będziemy się przemieszczać, tak aby optymalizować osiągi łodzi. Każda sytuacja protestowa zostaje rozpatrywana automatycznie, a to eliminuje czynnik ludzki w postaci błędnej decyzji arbitra. Dodatkowo po otrzymaniu kary wyświetla się komunikat z informacją za złamanie którego przepisu zostaliśmy ukarani. To bezsprzeczny walor edukacyjny.

Co ciekawe zajęcia trenera Palusa to nie tylko starty w wirtualnych regatach. W ich trakcie jego podopieczni są przez niego na bieżąco kontrolowani, a po zajęciach mają taktyczne odprawy. – Po zalogowaniu jako widz, mogę dowolnie „przemieszczać się” po akwenie, śledzić zawodników z perspektywy drona i dodatkowo nagrywać wyścigi z komentarzem bądź łączyć się z zawodnikami na komunikatorze głosowym, aby móc ich korygować w czasie rzeczywistym. Wiadomo, że nie zastąpi to treningu technicznego takie elementy jak praca na fali, prowadzenie łódki czy ustawienie żagli możemy wypracować tylko poprzez trening specjalistyczny na wodzie – zastrzega.

Jednocześnie zwraca uwagę na aspekt społeczny żeglarstwa i jeśli komuś przyjdą do głowy obawy, jakoby esailing miał wyprzeć klasyczne żeglowanie, nie powinien się martwić. Nic nie zastąpi poczucia wiatru we włosach i adrenaliny przed faktycznym startem w regatach. Treningi wirtualne jednak zamierza kontynuować, zapewne w mniejszym wymiarze czasowym niż obecnie, ale będzie to element uzupełniający, wzbogacający i rozwijający zawodników. Nie wszyscy sobie uświadamiają, lecz wyjazdy na regaty związane są z długimi godzinami spędzanymi w podróży, najczęściej samochodowych. Dzieci i tak większość czasu wtedy spędzają w telefonem w ręku, może być to połączenie przyjemnego z pożytecznym, bo mogą grać w coś co dokształca je w ich ulubionym sporcie.

DARIUSZ URBANOWICZ

 

Fot. Sailing Champions League/St. Petersburg


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez