Zdecydował morderczy tie break… Iga Świątek odpada z US Open

Zdecydował morderczy tie break… Iga Świątek odpada z US Open

W błędzie będzie ten, kto widząc wynik 2:0 dla Belindy Bencic stwierdzi, że Iga Świątek nie miała nic do powiedzenia na korcie. Miała i to sporo. Cóż to było za spotkanie, cóż to był za tie break w pierwszym secie! Zdecydowanie najlepszy i najbardziej wyrównany na całym turnieju – nie mamy co do tego wątpliwości. Pomimo, że po nim następował drugi set w którym przecież wszystko zaczyna się od nowa, to właśnie zakończenie pierwszej partii było kluczem do wygrania meczu. A to padło łupem Bencic.  

Rywalką Igi Świątek była Belinda Bencic – Szwajcarka, która zakończone niecały miesiąc temu igrzyska olimpijskie będzie wspominać wyłącznie pozytywnie. Z Tokio powróciła z dwoma medalami. W kobiecym deblu wywalczyła srebrny krążek, grając w parze z Viktoriją Golubic. W finale Szwajcarki musiały uznać wyższość czeskiej pary Barbora Krejcikova – Katerina Siniakova. Jednak do deblowego meczu Belinda podchodziła jako świeżo upieczona mistrzyni olimpijska. Dzień wcześniej zwyciężyła w turnieju gry pojedynczej z Marketą Vondrousovą.

Przed spotkaniem mógł nas niepokoić również fakt, że rywalka Igi bardzo dobrze czuje się na kortach US Open. Sama podkreśla, że klimat Nowego Jorku może dodać energii lub przytłaczać, a ona należy do tej pierwszej grupy. I ciężko się z tym nie zgodzić – w  tegorocznej edycji nie straciła jeszcze seta. Natomiast w historii jej wielkoszlemowych występów najdalej doszła do półfinału, co miało miejsce właśnie na nowojorskich kortach. Dwa lata temu przegrała mecz półfinałowy mecz z Biancą Andreescu, która wygrała wtedy turniej.

Dodajmy, że Świątek już raz spotkała się z Bencić na korcie. W lutym tego roku obie tenisistki zmierzyły się podczas finału turnieju serii 500 w Adelajdzie, gdzie to Polka okazała się lepsza. Zatem pozostawało nam tylko trzymać kciuki za powtórkę z Australii.

Najlepszy tie break na turnieju

Zaczęło się nie najlepiej dla naszej rodaczki, która została przełamana już w pierwszym gemie. Popełniła w tym czasie kilka błędów, nie mogąc znaleźć sposobu na niespodziewane zmiany kierunków ataków posyłanych przez Bencic. Wrażenie w grze Szwajcarki robił return po pierwszej piłce zagrywanej przez Świątek. Akcje grane z piłek powracających przy własnym serwisie to jeden z największych atutów Polki, ale dziś był on skutecznie eliminowany. Nie dość, że Szwajcarka uderzała celnie, to w dodatku bardzo mocno.

I choć Świątek wraz z biegiem spotkania dysponowała coraz lepszym serwisem, to rzucało się w oczy, że Iga musi wręcz wyszarpać swojej rywalce każdy punkt przy własnym podaniu. Konsekwentnie grała na forehand rywalki, trzymała się w grze przy swoich serwisach, ale kiedy to Bencic rozpoczynała grę, Polka długo nie potrafiła jej przełamać. Ale z gema na gem Świątek czuła się na korcie coraz lepiej, jakby znajdując sposób na swoją rywalkę. A były nim dłuższe wymiany. To dopiero pokazuje jak bardzo wszechstronną zawodniczką jest Świątek. Szwajcarka neutralizuje drugą piłkę przy serwisie Polki? Proszę bardzo, Iga zaczęła grać cierpliwie, celnie, nie podpalała się i w ten sposób doprowadziła do tie-breaka. Na jak dobrym poziomie stało to spotkanie niech świadczy statystyka, że w dziesięciu gemach oglądaliśmy aż trzydzieści sześć winnerów.

Tie-break to była wojna nerwów, ale też popisowa gra defensywna Polki, która już prawie to miała. W pewnym momencie prowadziła nawet 5:2. Wtedy w sobie tylko znany sposób Bencic zdołała powrócić do gry. Co to był za moment meczu. Przy stanie 6:6 i własnym serwisie Polka popełniła prosty błąd, żeby zaraz potem genialnym zagraniem uciec spod topora. Nie będziemy opisywać każdej akcji, w której ten set mógł zostać zamknięty, tych było po prostu za dużo. Jednego natomiast byliśmy pewni. Zwyciężczyni tego morderczego, trwającego ponad dwadzieścia trzy minuty tie-breaka na drugą partię wyszłaby niesamowicie zbudowana psychicznie. Niestety, po półtorej godziny trwania seta, przy stanie 13:12 to Świątek posłała piłkę w siatkę i cała partia padła łupem Bencic.

Trudno podnieść się po takim secie

Naprawdę nie wyobrażamy sobie, jak można podnieść się po takiej pierwszej partii. Gdyby Iga gładko przegrała drugiego seta, absolutnie nie moglibyśmy mieć do Polki pretensji. Tymczasem Świątek przy piłkach zagrywanych przez Szwajcarkę rozpoczęła grając tak, jakby ten długaśny tie-break wciąż trwał. Piłka za piłkę, punkt za punkt. I choć Bencic wygrywała swoje gemy serwisowe, to w każdym z nich Polka zdawała się mówić – może wygrałaś pierwszego seta, ale na pewno mnie nie złamałaś.

Niestety, u obu zawodniczek coraz bardziej we znaki dawało się zmęczenie. Gra zrobiła się szarpana, coraz mniej płynna, zarówno Polka jak i Szwajcarka popełniały sporo błędów. Ale czy to może kogokolwiek dziwić? Zegar wskazywał już prawie dwie godziny gry. Pierwsze poważne oznaki frustracji u Świątek można było zobaczyć dopiero przy stanie 4:1 w gemach i jej podaniu. Co prawda nie straciła drugiego przełamania, ale udało jej się to przy odrobinie szczęścia, punkty zdobyła między innymi po piłce, która zatrzymała się na siatce i ledwie przeszła na stronę rywalki. Jednak pomimo prowadzenia Bencic 4:2 i zdobycia przez nią przełamania, wynik nie oddawał tego, jak wyrównany to był mecz. Szkoda tylko, że na tym etapie Świątek zaczęła spalać się psychicznie. Do teraz dźwięczy nam w uszach głośne „Przestań!!!”, wykrzyczane w kierunku trenera Piotra Sierzputowskiego, siedzącego na trybunach. W końcu nadszedł ostatni gem, 40:30 dla Bencic. To wtedy Świątek zepsuła swój backhand i tym sposobem mecz dobiegł końca.

Zatem Belinda Bencic wzięła udany rewanż za Adelajdę, a Polka kończy udział w US Open na czwartej rundzie. Szkoda, mogło być lepiej. Choć pewnym pocieszeniem jest to, że Iga jako jedyna w tym sezonie dotarła do czwartej rundy na każdym z wielkoszlemowych turniejów, to z pewnością ona sama liczyła na więcej. Jeżeli mielibyśmy szukać pozytywów po tym spotkaniu, to jeden jest taki, że w Idze wciąż widać to, że nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału, a kilka elementów tenisowego rzemiosła da się z pewnością poprawić – również w kwestii mentalnej. Mamy zatem nadzieję, że wróci jeszcze silniejsza. Bo dziś długimi fragmentami grała na bardzo dobrym poziomie, lecz na mistrzynię olimpijską to nie wystarczyło.

Belinda Bencic – Iga Świątek 2:0 (7:6, 6:3)

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez