Zamknięte baseny, kwarantanna i powrót z Teneryfy. Opowiada Maciej Certa

Zamknięte baseny, kwarantanna i powrót z Teneryfy. Opowiada Maciej Certa

Stawiam, że te igrzyska zostaną przesunięte. Dla mnie to jest duży skandal, że nikt jeszcze tego nie zrobił – mówi, w rozmowie z Weszło FM, Maciej Certa, trener polskiej kadry pływackiej. Poza tym opowiada o powrocie do kraju ze zgrupowania na Teneryfie, gdzie pozamykano wszystkie możliwe baseny; tym, jak zawodnicy przechodzą przez kwarantannę oraz o stanie i możliwościach przygotowań reprezentacji do nie tyle igrzysk, co kwalifikacji olimpijskich.

MARCIN RYSZKA: Pływacy są teraz chyba w najgorszej sytuacji treningowej? Lekkoatleta może jeszcze gdzieś sobie pobiegać po lesie, a w waszym przypadku trudno, żebyście nagle zaczęli pływać w jeziorze czy rzece, zresztą klimat średnio na to pozwala. Wszystkie baseny z kolei pozamykano.

MACIEJ CERTA: Dokładnie tak, jak mówisz. Pływanie jest dosyć specyficzną dyscypliną sportu. Nawet akwen otwarty nie wystarczy, żeby się dobrze przygotować do zawodów. Zresztą sami wróciliśmy ze zgrupowania w Hiszpanii niedawno, bo tam zamknęli wszystkie ośrodki i obiekty sportowe. To dotyczy więc nie tylko nas, ale całej Europy, a pewnie i większości świata. Chodzą jakieś plotki, że niektórzy trenują na pozamykanych ośrodkach, ale tego się pewnie nie dowiemy.

Wczoraj Paweł Słomiński, prezes Polskiego Związku Pływackiego, wspominał, że nie ma takiej możliwości, by nagle Centralne Ośrodki Sportu otworzyły się dla pływaków. Bo pewnie nikt nie wziąłby za to odpowiedzialności – bo potrzeba do takiego zgrupowania szeregu osób administracyjnych, które by to obsługiwały.

Oczywiście, to choćby obsługa hotelowa. Niektórzy ludzie z takiego zgrupowania wychodzą i wracają. Musiałyby być bardzo restrykcyjne procedury. Myślę, że nikt nie podejmie takiej odpowiedzialności, by wysłać pływaków gdzieś do COS-u, bo musieliby dać też szansę innym dyscyplinom. To nie tylko pływanie. Wiem, że u nas na AZS-ie Warszawa cały AWF jest wyjęty z trenowania – w tym lekkoatleci czy szermierze. Wcześniej powiedziałeś, że mogą sobie pobiegać po lesie, ale to też nie jest rozwiązanie. Co najwyżej na krótką metę.

Na Teneryfie mieliście świetne warunki, kilka basenów olimpijskich, ale wam je pozamykali. Skończyło się tak, że w pewnym momencie robiliście trening w basenie hotelowym. To tylko pokazuje, jaki przyświeca wam heroizm, bo chcieliście wykorzystać każdą możliwość trenowania.

Zawodnicy dalej myślą, że igrzyska się odbędą. Ja im się nie dziwię, bo nikt nie podał oficjalnej decyzji, że albo je przełożą, albo odwołają. Każdy trenuje, jak może. To też jednak było rozwiązanie na krótką metę. Pierwsza grupa weszła popływać na gumach, potrenowali przez pół godziny. Druga grupa weszła, też tyle potrenowali. I przyszła kierowniczka hotelu, która zamknęła cały basen, ponieważ dostała zakaz od góry. Moi rodzice byli w tym samym czasie na Teneryfie na wakacjach w innym hotelu. Mama zadzwoniła do mnie rano i powiedziała, że plaże oraz basen hotelowy są zamknięte. Więc już wiedziałem, że i u nas będzie z tym problem za kilka minut.

W pływaniu są sprinterzy, średnio- i długodystansowcy. Wydaje mi się, że jeśli ktoś jest sprinterem, to ten trening zastępczy jeszcze coś daje. Ale jeśli ktoś pływa – jak na przykład Radek Kawęcki – 200 metrów grzbietem, to co najmniej dwa tygodnie bez basenu (a pewnie i więcej), to wręcz kryminał dla zawodnika w roku olimpijskim.

Jeśli powiedzieliby nam, że będą to dwa tygodnie, a potem udostępnią wszystkie pływalnie, to byłaby jakaś nadzieja, że damy radę się przygotować. Przypomnijmy, że mówimy tu o kwalifikacjach olimpijskich, które w przypadku Radka miały być na mistrzostwach Europy w Budapeszcie [11-24 maja]. Igrzyska są później. Jak powiedziałeś, na tych krótszych dystansach pewnie łatwiej byłoby to zrobić, ale tu też… no, jest to bardzo trudna sytuacja.

Jak mobilizujecie zawodników? Jakie dajecie im zalecenia?

Mamy ich podzielonych na dwie grupy: tych, którzy są na kwarantannie i tych, którzy porozjeżdżali się po domach. Jeżeli chodzi o tych kadrowych, przebywających w kwarantannie, to dostarczyliśmy im swim benche [trenażery pływackie] i ergometry wioślarskie. Rozpisujemy im treningi. Po prostu, żeby nie zwariowali i nie myśleli o tym wszystkim. Mają urozmaicony trening – jakieś sztangi, gumy. Coś im układamy.

Są przypadki, że tych zawodników po prostu to dołuje? Bo dla niektórych mogła to być przecież jedyna okazja, żeby pojechać na igrzyska. Bo ktoś się wstrzelił w dobry moment, choćby do sztafety. Gdyby nie doszły do skutku, to będzie rozczarowanie?

Oczywiście. Myślę, że trzeba tych zawodników wspierać i zajmować im czymś głowę. Stawiam, że te igrzyska zostaną przesunięte. Dla mnie to jest duży skandal, że nikt jeszcze tego nie zrobił. Ostatnio był zarząd MKOl, gdzie wszyscy zaakceptowali to, że igrzyska mają się odbyć w terminie. Prawdopodobnie bez głosów ze środowiska sportowego.

Tu chodzi nawet o wyrównanie szans, bo takie obszary świata, gdzie da się trenować. Rozmawiałem z Kasią Wasick, która mówiła, że ona jeszcze jest w stanie trenować. Ale Europa jest sparaliżowana.

Tak, Europa sparaliżowana. O Stanach Zjednoczonych niedawno pisałem z Mariuszem Podkościelnym, który mówił, że zamknęli im ośrodek. Na tę chwilę do odwołania, nie podali terminów ponownego otwarcia. Myślę, że mogą być jakieś grupy uprzywilejowane, tych lepszych sportowców. Bo część grup uniwersyteckich na pewno ma zamknięte baseny. Wiem, bo mamy zawodników z AZS-u, którzy studiują w Stanach.

Tam liczba Polaków jest naprawdę spora.

Dokładnie. I większość z tych, z którymi rozmawiałem, mówią, że baseny są pozamykane. Mają wykłady online i siedzą na kampusach.

Powiedz, jak wyglądał wasz powrót do kraju, wszystkie te procedury, które musieliście przejść? I jak ty sam odnajdujesz się w kwarantannie?

Powrót do domu był na takiej zasadzie, że we wtorek o 9:30 było zebranie, że nie wiadomo co dalej i szukają nam najlepszych połączeń. A o 10:30 z kolei komunikat, że pakujemy się w pół godziny i jedziemy na lotnisko. Więc wszyscy byli szczęśliwi, że udało się w ogóle ten powrót załatwić. Na lotnisku na Teneryfie tłumy. Byłem tam pięć albo sześć razy i nigdy nie widziałem tylu osób w jednym miejscu. Udało się przez to wszystko przejść, torby oddaliśmy. Spakowali nas do samolotu, były jakieś problemy, opóźnienie, ale bezpiecznie wylądowaliśmy na Okęciu. No i do samolotu weszło wojsko. Mierzyli wszystkim temperaturę, kazali nam wypełnić kartę pobytu z adresem, gdzie będziemy przebywać przez tę kwarantannę.

Myślę jednak, że my jako Polska nie jesteśmy na to do końca przygotowani. Bo jak ludzie mają wrócić do domów? Przypuśćmy nawet, że mowa tylko o tych z Warszawy. Taksówką? Komunikacją miejską? Jeżeli taksówką to co, pan, który nas wiózł, też musi mieć czternastodniową kwarantannę? To dosyć dziwne. O niczym nas nie poinformowano, tylko o tym, że musimy tę kwarantannę odbyć. A w domu to wiadomo, trener jak zawodnicy, też musi coś sobie znaleźć, żeby o tym wszystkim nie myśleć.

Zastanawia mnie sam sposób weryfikacji tego, że znajdujecie się w danym miejscu. Ktoś został faktycznie sprawdzony?

U mnie trzy razy była policja. Od wtorku, a dziś przecież piątek. Z tego, co rozmawiam z zawodnikami, to u nich też byli. U mnie wczoraj nawet dwa razy. Policja faktycznie sprawdza to, czy ktoś wypełnia kwarantannę. Inna sprawa, że ja mam przyjaciół, kolegów czy rodzinę w Warszawie, którzy mogą mi dostarczyć zakupy czy leki, jakby było trzeba. Jednak nikt z państwa nie zainteresował się, czy mi tego nie trzeba.

No tak, bo mogą być sytuacje, w których ktoś potrzebuje.

Oczywiście. Jak mówię – ja tego nie potrzebuję. Na pewno jednak mogą się przydarzyć takie sytuacje, w których znajdą się osoby potrzebujące. Więc co najmniej trzy dni musiałbym poradzić sobie z zapasami w mojej lodówce.

Maćku, to na koniec – byłeś w strefie zagrożenia, jesteś teraz na kwarantannie. To chyba fajny moment, by zaapelować do ludzi, którzy – może nieco błędnie – myślą, że to wszystko się już skończyło. Bo przewijają się już obrazki i krążą gdzieś w social mediach, pokazujące, że wydaje się nam, Polakom, że poluzowała się śruba. A to nie przedłużone ferie, wszyscy musimy grać do jednej bramki, żeby zagwarantować nam bezpieczeństwo.

Oczywiście. Kwarantanna czy nie – też bym został w domu. Uważam, że jesteśmy wszyscy odpowiedzialni za siebie w tym czasie. Żebyśmy nie zbagatelizowali sprawy jak Włosi. Bo tam teraz dzieje się bardzo źle.

ROZMAWIAŁ MARCIN RYSZKA 

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez