Zakurzone rekordy. Kto może wymazać stare wyniki z ksiąg statystyków?

Zakurzone rekordy. Kto może wymazać stare wyniki z ksiąg statystyków?

Lekka atletyka ma to do siebie, że jest wymierna – wyniki najlepszych zawodników i zawodniczek z obecnych czasów można porównać do tych sprzed kilku lat, a nawet dekad. W większości przypadków lepiej wypadają lekkoatleci dzisiejsi. Ale są wyjątki. Część rekordów utrzymuje się bowiem na szczycie historycznych list już od poprzedniego wieku. Czy któreś z nich mogą zostać w najbliższym czasie pobite? I które z kolei utrzymają się najprawdopodobniej jeszcze bardzo długo? Spróbujmy odpowiedzieć na te pytania.

Garść statystyk

Zaznaczmy na starcie jedno: mowa tu tylko o konkurencjach olimpijskich. A tych jest 49 – 24 u kobiet i 24 u mężczyzn oraz jedna mieszana – sztafeta 4×400 metrów. Na tych 49 konkurencji w aż 21(!) wciąż aktualne są rekordy sprzed co najmniej 20 lat. Dziesięć takich ostało się u mężczyzn, jedenaście u kobiet.

Co ciekawe (i podejrzane, ale do tego przejdziemy później), lekkoatletki nie są w stanie pobić wyników w żadnym z biegów na dystansie od 100 do 800 metrów. Do tego dochodzi też sztafeta 4×400 metrów, skok w dal, wzwyż i trójskok, pchnięcie kulą, rzut dyskiem oraz siedmiobój. Mężczyźni problemy mają za to ze wszystkim, co się rzuca lub pcha – oszczepem, młotem, dyskiem i kulą – a do tego pobić rekordów nie potrafią też w skoku w dal, wzwyż, trójskoku, biegach na 800 i 1500 metrów oraz w sztafecie 4×400 metrów.

Najstarszy z rekordowych wyników ma już ponad 37 lat. 26 lipca 1983 roku Jarmila Kratochvilova przebiegła 800 metrów w czasie 1:53.28. Od tamtej chwili nikt nie zszedł poniżej granicy 1:54.00, nawet sama Czeszka. U mężczyzn najstarszym pozostaje rekord Juergena Schulta w rzucie dyskiem (ogółem jest trzeci, rok wcześniej Marita Koch pobiegła 400 metrów najszybciej w historii). Reprezentant NRD rzucił wtedy 74,08 m. Blisko pobicia tego wyniku byli jednie Virgilijus Alekna w 2000 roku (20 centymetrów bliżej) i Gerd Kanter w 2006 (70 centymetrów). Reszta stawki została daleko w tyle.

Koch i Kratochvilova to oczywiście wielkie nazwiska. Schult wymieniany w gronie największych jest jednak znacznie rzadziej. Ogółem grono rekordzistów to jednak prawdziwy gwiazdozbiór. Znajdziecie tam Kevina Younga, Javiera Sotomayora, Jana Zeleznego czy Jonathana Edwardsa. Wśród kobiet prym wiedzie Florence Griffith-Joyner, jedyna podwójna rekordzistka w zestawieniu (na 100 i 200 metrów). Są też znakomite: Stefka Kostadinowa, Gabriele Reinsch czy Jackie Joyner-Kersee. Wielkie postaci. Choć i tak pozostaje jedno pytanie.

Jak to możliwe, że ich rekordy tak długo pozostają niepobite?

W końcu wszystko się cały czas ulepsza – treningi, sprzęt, żywienie. Wszystko dziś jest na wyższym poziomie. Ale tu jednak chodzi o rekord świata. A pobicie go po prostu nigdy nie jest łatwe.

– Dobrze to widać przy biegu przez płotki – mówi Tomasz Spodenkiewicz, statystyk, prowadzący konto Athletics News na Twitterze. – Ludzie powtarzają, że Karsten Warholm próbuje i jest blisko rekordu, więc na pewno zaraz się uda. A to nie jest tak, że „na pewno się uda”. Nikt tak szybko przecież nigdy nie pobiegł, skoczył czy rzucił. Dobrze to pokazuje skok wzwyż – jakiś czas temu mówiło się, że tam na pewno padnie rekord, bo Mutaz Issa Barshim był młody, miał świetnych rywali i tak dalej. A rekordu nadal nie ma. To nie jest taka prosta sprawa. Trzeba też pamiętać, że na taki wynik musi się złożyć wiele czynników. W rzucie oszczepem ważne jest na przykład noszenie powietrza. Można to nawet porównać nieco do skoków narciarskich. Trzeba pamiętać, że najlepsi sportowcy gonią najlepszy wynik w historii. Tego się nie robi na zawołanie.

Mimo wszystko założyć możemy, że w kilku konkurencjach ten rekord faktycznie zostanie za niedługo pobity.

Blisko, coraz bliżej

Pięć rekordów: trzy u mężczyzn, dwa u kobiet. Tyle trzyma się już resztkami sił, bo pojawili się pretendenci do ich pobicia. Zacznijmy od wspomnianych płotków. Karsten Warholm to jedno, ale w ostatnich latach poziom na 400 m naprawdę był niesamowity. W całej historii tej konkurencji tylko pięciokrotnie biegacze zeszli poniżej 47 sekund. Cztery z tych wyników pochodzą z ostatnich trzech sezonów. Ustanawiali je odpowiednio:

  • Aberrahman Samba – 46.98 (30 czerwca 2018)
  • Rai Benjamin – 46.98 (29 sierpnia 2019)
  • Karsten Warholm – 46.92 (29 sierpnia 2019)
  • Karsten Warholm – 46.87 (23 sierpnia 2020)

Sęk w tym, że do rekordu Kevina Younga jeszcze trochę brakuje, nawet Norwegowi. „Trochę”, bo ledwie dziewięć setnych sekundy do wyrównania, a dziesięć do pobicia wyniku Amerykanina. To z jednej strony naprawdę niewiele, a z drugiej – cholernie dużo. Inna sprawa, że Warholm jest wciąż stosunkowo młody. Na igrzyskach, o ile te się odbędą, będzie mieć 25 lat. Young w Barcelonie, gdy ustanawiał rekordy wynik, miał 26. Dla płotkarza to wiek idealny. I Karsten to wie. A skoro w tak okrojonym sezonie, jaki oglądaliśmy w tym roku, był w stanie wybiegać drugi rezultat w historii, to na igrzyska przygotowany będzie zapewne idealnie.

Idealnego przygotowania oczekiwać będziemy też mogli po kulomiotach. Pamiętamy jeszcze mistrzostwa świata w Dausze, gdzie rywalizacja w finale była po prostu olśniewająca. Przypomnijmy, że niespodziewanie wygrał Joe Kovacs, który pchnął 22,91 m. O centymetr więcej od Ryana Crousera i Tomasa Walsha, czyli dwójki faworytów. Trzech gości zmieściło się więc na przestrzeni centymetra! W dodatku zrobili to, pchając niesamowicie daleko. Poziom w kuli od lat regularnie się podnosi i właśnie dotarł do poziomu, przy którym można wierzyć w rekord świata.

Ten należy do Randy’ego Barnesa (który zresztą ma sporo za uszami) i wynosi 23,12 m. 23 metry to zresztą pierwsza granica, którą trzeba złamać – w całej historii zrobili to tylko Barnes (dwukrotnie) i poprzedni rekordzista Ulf Timmermann. Jeśli mielibyśmy w kimś upatrywać do tego głównego kandydata, byłby to zapewne Crouser. Jest po prostu najbardziej regularny w stawce i już trzynaście razy pchał ponad 22,5 metra. A to dokładnie jedna trzecia tak dalekich pchnięć w całej historii konkurencji!

– Na pewno fajnie byłoby, gdyby ten rekord wreszcie padł. 30 lat czekania wystarczy. Kibice mieli się prawo stęsknić za 23-metrowymi pchnięciami, a i ubiegłoroczne mistrzostwa świata w Dausze, i ten sezon Ryana Crousera, pokazują, że można. Są też takie głosy, że na treningach Crouser pcha naprawdę daleko. Więc ten rekord wydaje się być naprawdę możliwy do zrobienia – mówi Spodenkiewicz.

I wreszcie, kończąc wątek męskich rekordów, dopiszmy rzut oszczepem. Choć tu, jak już powiedziano, wiele zależy od warunków. Jeśli wiatr zawieje dobrze, oszczep może polecieć naprawdę daleko. I tak też było w przypadku wrześniowego rzutu Johannesa Vettera na Stadionie Śląskim. Niemiec, już wcześniej drugi na historycznych listach, nagle poprawił życiówkę o ponad trzy metry! Jego 97,76 m to jednak wciąż o 73 centymetry za mało, by przebić najlepszy wynik Jana Zeleznego. Ale Vetter moc w rękach ma. Jeśli trafi na idealne warunki, jest gotów przebić wielkiego Czecha.

U kobiet, jak wspomnieliśmy, rekordy są dwa. Po pierwsze – skok wzwyż. Tu najbliżej w ostatnich latach jest Maria Łasickiene. Rosjanka najwyżej w karierze skakała 206 centymetrów. O trzy niżej niż rekord należący od 33 lat do Stefki Kostadinowej. Trzeba jednak zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze, Łasickiene tę wysokość uzyskała tylko dwukrotnie w swoim życiu – w 2017 i 2019 roku. Po drugie skok Kostadinowej jest jedynym na tej wysokości. Nawet ona sama nie wyrównała swojego rekordu. Nie udało się to też absolutnej mistrzyni w tej konkurencji – Blance Vlasić. Chorwatka zatrzymała się na 208 centymetrach.

Ale aktualnie nastały idealne czasy na to, by Bułgarce rekord wyrwać. Dlaczego? Bo Łasickiene ma sporo uzdolnionych rywalek. A to zawsze dobra rzecz. – Najłatwiej pobić rekord świata, jak jest rywalizacja. Kiedy trzeba skoczyć rekord, by wygrać, nagle okazuje się to prostsze. Choć tu też wchodzi w grę kwestia możliwości uczestniczenia Łasickiene w międzynarodowych startach. Już w tym roku kara dla Rosji jej zaszkodziła. Ona zresztą jest tym bardzo zirytowana i rozgląda się za innym obywatelstwem, choć wydaje się, że w jej przypadku sprawa zostanie załagodzona – mówi Spodenkiewicz.

Drugi rekord? Trójskok. Tu sprawa wygląda już inaczej. Nie da się bowiem ustawić sobie poprzeczki na pożądanej wysokości. Po prostu się skacze, byle jak najdalej. W ostatnim czasie znakomicie robi to Yulimar Rojas. Wenezuelka zanotowała we wrześniu 2019 roku drugi najlepszy wynik w historii – 15,41 m. Do pobicia rekordu Inesy Kraweć zabrakło jej tym samym równych dziesięciu centymetrów. Co ważniejsze, to nie jednorazowy wybryk. Rojas 15 metrów przeskoczyła już sześciokrotnie. Żałować może jedynie, że w tym roku pandemia bardzo utrudniła jej starty – poza halą w oficjalnie notowanych przez World Athletics zawodach wzięła udział jedynie dwukrotnie.

Wciąż jest jednak główną faworytką do złota w Tokio. I to mimo pewnych niedociągnięć. – Fachowcy mówią, że w jej skokach jest dużo błędów technicznych. One może i się pojawiają, ale to jest tak, że ma też naturalną skoczność. Korygowanie tej techniki może się skończyć tak, że technicznie skoczy lepiej, a niekoniecznie dalej. Dziesięć centymetrów to przecież tak naprawdę trochę mocniejszy podmuch wiatru, nieco skorygowany rozbieg. Ten rekord jest realny. Miejmy nadzieję, że będą ją omijać kontuzje, bo kilka lat temu wydawało się, że ten rekord zostanie pobity przez Caterine Ibarguen, a na nową rekordzistkę jednak nadal czekamy – twierdzi Spodenkiewicz.

Ibarguen to Kolumbijka, Rojas jest z Wenezueli. Wychodzi, że to właśnie tamten region produkuje najlepsze trójskoczkinie. Choć na historycznych listach na szczycie wciąż pozostaje… Ukrainka.

To może się udać

Dobra, słuchajcie, w tym śródtytule wchodzimy akurat w fazę mocnego „a mooooooże….”, ale i to trzeba czasem zrobić. Bo są takie konkurencje, w których do rekordu na razie jest stosunkowo daleko, ale jakieś przesłanki, by wierzyć w jego pobicie, się znajdą. Mniej lub bardziej naciągane, ale jednak.

Tak jest na przykład ze sztafetami 4×400 metrów. I u mężczyzn, i u kobiet najlepsze wyniki z ostatnich lat dalekie są od rekordu świata. U facetów Amerykanie tracą dobrze ponad dwie sekundy do rezultatu swoich rodaków z 1993 roku. U lekkoatletek jest jeszcze gorzej – reprezentantki USA, najszybsze w ostatnich latach, biegają nieco poniżej czterech sekund wolniej od radzieckich lekkoatletek z 1988 roku. Gdzie więc ta przesłanka? W obecnej sytuacji sztafet.

– Amerykanie może nie mają teraz takich indywidualności – a trudno, żeby inny kraj zebrał czterech wybitnych sprinterów – ale tak naprawdę ten rekord u mężczyzn może paść w stosunkowo przewidywalnej perspektywie. Choćby dlatego, że reprezentacyjnych sztafet biega się więcej niż kiedyś. Więc więcej się trenuje, lepsze są też zmiany, a i szans na pobicie rekordu jest więcej. Mamy choćby zawody World Relays. Spodziewam się więc, że rekordy we wszystkich sztafetach w perspektywie kilku lat są do pobicia – mówi Spodenkiewicz. Warto wspomnieć, że World Relays, czyli nieoficjalne mistrzostwa świata w konkurencjach sztafetowych w przyszłym roku mają się odbyć w Chorzowie na Stadionie Śląskim (2-3 maja).

Zagrożone mogłyby też rekordy tam, gdzie skacze się na długość. W dal u kobiet i w trójskoku mężczyzn. Bo to zawsze ryzyko, że akurat komuś zawieje mocniejszy wiatr w plecy, idealnie zgra się rozbieg i poleci daleko. Tyle tylko że straty są na razie spore. Malaice Mihambo do pobicia rekordu Galiny Czistiakowej (7,52 m) brakuje 23 centymetrów. A Niemka nie jest też już młodą i perspektywiczną zawodniczką – ma 26 lat. Całkiem więc prawdopodobne, że znajduje się u szczytu swej kariery.

Christian Taylor wyniku Jonathana Edwardsa (15,29 m) był znacznie bliżej – do ustanowienia nowego rekordu świata brakowało mu ledwie dziewięciu centymetrów. Tyle że to było w 2015 roku. W ostatnich trzech sezonach nie przeskakiwał za to 18 metrów. Ale w 2019 roku życiową formę uzyskał Will Claye, który skoczył wówczas 18,14 m i to przy sporym „zapasie” wiatru. Więc nadzieja pozostaje. – Tak naprawdę gdyby to dokładniej przeanalizować – zwłaszcza w męskich konkurencjach – to wyjdzie nam, że poziom powolutku rośnie. Mówię globalnie, bo to widać w większości konkurencji. Często jest to wzrost bardziej zaplecza, a nie ścisłej czołówki, ale w perspektywie kilku lat sprawia to zwykle, że i ta czołówka notuje lepsze wyniki. U pań jest trochę inaczej – dodaje Spodenkiewicz.

Choć „u pań jest inaczej”, to zdecydowanie nie dotyczy to siedmioboju. Tam bowiem poziom stale rośnie, choć na razie głównie widać to po uśrednionych rezultatach. Najlepszy wynik z ostatnich lat – 7013 punktów Nafissatou Thiam – wciąż jest bowiem daleki od rekordu Jackie Joyner-Kersee (7291 punktów). Ale tak to się zwykle zaczyna – najpierw okazuje się, że słabsze zawodniczki zdobywają więcej oczek, a z czasem trzeba się naprawdę wysilić by walczyć o medale. Czy będzie z tego nowy rekord? Trudno powiedzieć. Ale 32 lata (swoją drogą pozostałe dwa kobiece rekordy wymienione w tym śródtytule są z tego samego roku) to już wystarczająco wiele, więc Jackie mogłaby oddać miejsce w historii komuś nowemu.

Nieco krócej na oddanie swoich rekordów czekają Javier Sotomayor (od 1993) i Hicham El Guerrouj (1998). Pierwszy najlepszy jest w skoku wzwyż (2,45 m), a drugi na 1500 metrów (3:26.00). W ostatnich latach najbliżej nich byli wspomniany Mutaz (2,43) i Timothy Cheruiyot (3:28.41). Pierwszego zastopowały jednak w pewnym momencie kontuzje, ale nadzieje na rekord odżyły rok temu, gdy na MŚ w Dausze wyskakał 2,37 i zdobył złoto. Jasne, do rekordu daleko. Ale to pokazuje, że w tym gościu możliwości wciąż są spore. Cheruiyot? Niby brakuje mu dobrze ponad dwóch sekund, ale warto podkreślić, że on z kolei jest w swych biegach niesamowicie regularny. Tak naprawdę potrzebuje tylko jednego startu w bardzo mocnej stawce. I wszystko jest wtedy możliwe.

Na podobnej zasadzie moglibyśmy też opisać rekord świata w rzucie dyskiem mężczyzn. Daniel Stahl niby traci do Juergena Schulta dużo (Szwed rzucił 71,86 m, Niemiec 74,08), ale jeśli będzie w znakomitej formie i akurat mu zawieje – czemu nie? W dysku, jak i w oszczepie, wiatr jest bardzo ważny. Więc to też możliwe, tym bardziej że Stahl możliwości ma ponoć wielkie i udowadnia to na treningach.

Niemożliwe zdaje się za to pobicie siedmiu innych wyników.

Bez szans

Od razu polecamy zwrócić uwagę na jeden fakt: tylko dwa z tych wiekowych rezultatów, które zdają się nie do pobicia, to efekt męskiej rywalizacji. Chodzi tu o rzut młotem oraz skok w dal. Wynik Jurija Siedycha – 86 metrów i 74 centymetry – jest po prostu zbyt dobry. W XXI wieku nikt nie przerzucił nawet 85 metrów. Paweł Fajdek, absolutny dominator ostatnich lat, legitymuje się życiówką na poziomie 83,93 m. Zresztą Polak wielokrotnie mówił, co uważa o rekordach sprzed lat. Delikatnie rzecz ujmując – są one podejrzane. W skoku w dal podejrzenie akurat jest mniejsze – ot, Mike Powell zaliczył jedną kosmiczną próbę, do której nikt od lat się nie zbliżył. I śmiało możemy założyć, że jeszcze długo tego nie zrobi.

Wyniki u mężczyzn to jednak i tak nic w porównaniu do tych kobiecych. Wszystkie rekordy świata w biegach na dystansach olimpijskich do 800 metrów wydają się być w tej chwili nieosiągalne. Straty zawodniczek obecnie biegających najszybciej, są naprawdę wielkie. W biegu na 100 metrów to ponad dwie dziesiąte sekundy. Na 200 metrów już trzy dziesiąte. Na 400 – pół sekundy. A gdy trzeba pobiec na dwa okrążenia, strata ta wynosi już niemal sekundę. Przy czym podkreślmy, że tak doskonały wynik zanotowała w ostatnim czasie Caster Semenya, wokół której narosło przecież mnóstwo kontrowersji (i która w Tokio najprawdopodobniej nie wystartuje na tym dystansie). Reszta rywalek była jeszcze bardziej z tyłu.

– Były takie głosy – do których nie jestem przekonany – że Semenya specjalnie nie biła tego rekordu, a zadowalała się zwycięstwami w mityngach, świetnymi wynikami i medalami. Bo gdyby ustanowiła nowy rekord, to byłoby wokół niej zbyt głośno. Sam uważam, że ten wynik Kratochvilovej [1:53.28] jest po prostu świetny. Można domniemywać, jak to się stało, że 37 lat temu biegano tak szybko, a dziś już się nie biega – wiele jest pytań, na które pewnie nigdy nie poznamy odpowiedzi. Faktycznie jednak – współcześnie zbliża się do niego niewiele zawodniczek. Poza Semenyą była też Pamela Jelimo, która również pobiegła w granicach 1:54, ale to było jednak 12 lat temu – mówi Spodenkiewicz.

Kontrowersje narosły też w ostatnim czasie wokół 400 metrów. Bo po ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Dausze można było mieć spore nadzieje na to, że za niedługo Salwa Eid Naser powalczy nawet o rekordowy wynik. Na MŚ do pobicia Marity Koch zabrakło jej 55 setnych. Sporo, ale reprezentantka Bahrajnu jest młoda i ma wielkie możliwości. Tyle tylko, że ostatnio głośno było wokół jej przegapionych kontroli antydopingowych. Łącznie zebrały się aż cztery takie, z czego trzy na przestrzeni roku. Normalnie oznaczałoby to dyskwalifikację, ale okazało się, że… kontroler pukał nie do drzwi jej mieszkania, a magazynu. I uznano, że w tej sytuacji Naser nie można zdyskwalifikować. Przynajmniej na razie.

Nie do pobicia zdają się też dwa wyniki w konkurencjach technicznych – pchnięciu kulą oraz rzucie dyskiem. Nikogo zapewne nie zdziwi fakt, że ustanowiły je odpowiednio reprezentantka Związku Radzieckiego i NRD. Natalja Lisowska pchnęła w 1987 roku 22 metry i 63 centymetry. W ostatnich pięciu latach najlepszy wynik w tej konkurencji u kobiet to… 20,77 w wykonaniu Christiny Schwanitz. Różnica jest mniej więcej taka, jak między najlepszymi skokami Adama Małysza a Marcina Bachledy.

Podobnie w rzucie dyskiem. 76,80 m Gabrieli Reinsch to wynik kosmiczny. Sandra Perkovic – najlepsza dyskobolka ostatniej dekady, dwukrotna mistrzyni olimpijska – ma życiówkę na poziomie 71,41. Ponad pięć metrów bliżej! I jasne, pisaliśmy, że w dysku może się zdarzyć jeden rzut, przy którym wiatr akurat poniesie sprzęt. Może. Tyle że takiej różnicy w ten sposób i tak się nie nadrobi. Jest po prostu zbyt duża.

– Faktycznie niektóre wyniki wydają się kosmiczne. W rzucie dyskiem cała dziesiątka najlepszych pań w historii jest z lat 80. Trudno omijać kwestie domniemanego niedozwolonego wspomagania, bo z punktu widzenia statystyki wydaje się po prostu dziwne, że kiedyś te panie mogły rzucać regularnie powyżej 73-74 metrów, a dziś nie. I to mimo postępów w treningu czy żywieniu. To jest duży znak zapytania, który dotyczy wielu tych wiekowych rekordów u kobiet. To są wyniki, do których naprawdę trudno jest się zbliżyć i długo mogą przetrwać. Myślę, że dłużej niż męskie. W biegach to jedno, ale wyniki w kuli i dysku są z innej planety – twierdzi Spodenkiewicz.

Nic dziwnego, że pojawiały się nawet pomysły, by te stare rekordy po prostu wyzerować i zacząć to wszystko liczyć na nowo. Tylko czy taka idea ma sens? – Myślano też na przykład o drobnej zmianie sprzętu [jak niegdyś w rzucie oszczepem – przyp. red.], by w ten sposób rozpocząć liczenie na nowo. Ale jeśli nie zdecydowano się na to jakiś czas temu, to pewnie i dziś nikt tego nie zrobi. Choć może byłoby to słuszne i w jakiś sposób ożywcze dla lekkiej atletyki. Ludzie kochają te rekordy i jak od 40 lat nie pada rekord, to zubaża to w jakiś sposób dyscyplinę – kończy Spodenkiewicz.

Z drugiej strony jednak – jeśli taki rekord zostanie finalnie pobity, zawsze staje się to ogromnym wydarzeniem. Choć przy niektórych faktycznie można zapytać o jedno: czy to się w ogóle ma prawo wydarzyć? A nawet jeśli tak – to czy jeszcze za naszego życia?

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
trener
trener
8 miesięcy temu

Po co tyle pisać skoro sprawa jest oczywista. Skoksowane maszyny do bicia rekordów coraz trudniej ukryć, więc porównywanie cyborgów do ludzi będzie możliwe dopiero za kilkanaście lat jak odbęda się zawody sportowych maszyn, które pewnie dorównają starym “miszczom”

trener
trener
8 miesięcy temu

czyli to prawda, że w tym zabawnym miejscu komentarze nie są mile widziane. Dlatego popularność tego miejsca jest taka jaka jest. Piszcie sobie dalej dla siebie, a ja postaram się żeby wasze ignoranctwo dotarło do innych : ) Nie chciałem uwierzyć, że to stronka robiona tylko dla picu, ale prawda jest bolesna. Jest kasa – jest zabawa : )

Aktualności

Kalendarz imprez