ZAKSA walczy o przejście do historii polskiej siatkówki

ZAKSA walczy o przejście do historii polskiej siatkówki

Na ten mecz czekają wszyscy fani siatkówki nad Wisłą. Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przez cały sezon rozjeżdżała krajowych rywali niczym walec. Aż tu nagle przyszło finałowe starcie PlusLigi z Jastrzębskim Węglem, w którym kędzierzynianie sensacyjnie polegli, przegrywając tytuł mistrza Polski.

Na rozpacz nie ma jednak czasu. Dziś, niecałe dwa tygodnie po porażce na polskim podwórku, kędzierzynianie zagrają najważniejszy mecz w swoich klubowych karierach – finał siatkarskiej Ligi Mistrzów z Itas Trentino. Jakie mają szanse? Które elementy będą kluczowe do zwycięstwa? Jakie są największe atuty polskiego i włoskiego zespołu?  Na te oraz kilka innych tematów związanych z meczem, porozmawialiśmy z ekspertami – Jakubem Bednarukiem, Krzysztofem Ignaczakiem oraz Markiem Magierą.

Ostatni taniec

Przed finałem Ligi Mistrzów przyjrzyjmy się sytuacji Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle w nieco szerszym kontekście. Od 2016 roku, na pięć możliwych tytułów mistrza Polski zgarnęli trzy. Całkiem prawdopodobny byłby też czwarty, ale w poprzednim sezonie rozgrywki zawieszono z powodu pandemii, nie wyłaniając zwycięzcy. Dwa razy kończyli ligę na drugiej pozycji. Ale drugie miejsce – jak na ambicje tego zespołu – jest traktowane jak porażka.

Nie dziwi zatem fakt, że świeżo wywalczone srebro nieco parzy w piersi podopiecznych trenera Nikoli Grbića. Tym bardziej, że według wielu głosów ZAKSA grała najlepszą siatkówkę nie tylko przez większość obecnego sezonu, ale w ogóle od wielu lat. A jednak przegrali niemal najważniejsze starcie w tym roku. I zdają sobie sprawę z tego, że nie będzie drugiej szansy aby w takim składzie powtórzyć ten wynik.

ZAKSĘ po sezonie czeka wielka przebudowa. Do zespołu Asseco Resovii odchodzą Paweł Zatorski oraz Jakub Kochanowski. Jastrzębski Węgiel pozyskał z kolei Benjamina Toniuttego, uważanego za najlepszego rozgrywającego PlusLigi. Oni wszyscy są podstawowymi siatkarzami kędzierzynian. Lwia część zespołu pożegna się z drużyną właśnie finałem Ligi Mistrzów. Jak zatem może na nich wpłynąć przegrany finał PlusLigi?

Krzysztof Ignaczak, mistrz świata z reprezentacją Polski z 2014 roku: –  Mobilizująco. Teraz mają tylko i wyłącznie okres przygotowań do finału Ligi Mistrzów. Wielu z tych chłopaków już dzisiaj wie, że to jest ich ostatni mecz w barwach ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Będą się chcieli pokazać z jak najlepszej strony, stając przed ostatnią możliwością wygrania Ligi Mistrzów. Niektórzy z nich może kiedyś jeszcze będą mieli okazję zagrać w fazie pucharowej europejskich rozgrywek. Natomiast jest to ostatni moment, w którym mają drużynę skonstruowaną na miarę finału.

W przypadku polskich drużyn już sam awans do finału Ligi Mistrzów nie zdarza się często. Do tej pory dwukrotnie zrobiła to Resovia (sezony 1972/1973 oraz 2014/2015) i raz PGE Skra Bełchatów (sezon 2011/2012). Natomiast wygrana polskiego klubu w tych rozgrywkach miała miejsce w sezonie 1977/1978. Sztuka ta udała się Płomieniowi Milowice. Kawał pięknej, lecz starej historii. W Lidze Mistrzów – nazywanej dawniej Pucharem Europy – rządziły i rządzą nadal drużyny z Włoch i Rosji. Nie chcemy niczego umniejszać naszej rodzimej PlusLidze, ale fakty są takie, że zarówno Włosi jak i Rosjanie działają w zupełnie innych warunkach finansowych. Dzisiejszy rywal ZAKSY potrafił wygrać te rozgrywki trzy razy z rzędu, w latach 2009-2011.

– Na pewno to jest to, na co czekają siatkarze ZAKSY i na co czeka cała Polska. Nie wiem, ile czasu upłynie, aby kolejny polski zespół zagrał w finale. Nie pamiętam takiej sytuacji, żeby polski zespół przeszedł najlepsze drużyny ostatnich lat w Rosji i we Włoszech. Taka sytuacja może się długo nie powtórzyć, bo możliwości włoskie i rosyjskie są zdecydowanie większe – komentuje Jakub Bednaruk, który od przyszłego sezonu będzie trenerem Czarnych Radom, a w 2008 roku, jeszcze jako zawodnik, został mistrzem Włoch właśnie z Trentino.

Największa wada i zaleta ZAKSY – zgranie

Ekipa Nikoli Grbicia raczej nie będzie faworytem dzisiejszego finału. Oglądając ich grę z boku można dojść do wniosku, że drużynę ciągną indywidualności. Bo w ataku szaleje Łukasz Kaczmarek. Kamil Semeniuk rozgrywa sezon życia. Bo Aleksander Śliwka swoimi zagraniami potrafił w tym sezonie przechylić szalę niejednego spotkania. Ale nic bardziej mylnego. To, że w każdym spotkaniu inny siatkarz potrafi wziąć na siebie ciężar zdobywania punktów, jest dowodem na perfekcyjne zgranie i mnóstwo opcji w ataku kędzierzyńskiego zespołu. Warianty są starannie wypracowane, a taka gra wymaga kolektywu w składzie.

Niewątpliwie, ma to również swoje wady. Do gry jest szóstka-siódemka zawodników na topowym poziomie, lecz w zespole nie ma zmienników o porównywalnej klasie. W razie kontuzji lub gorszej formy któregoś podstawowych graczy, różnicę w jakości gry widać gołym okiem. ZAKSA doświadczyła tego w półfinale PlusLigi. Siódmego kwietnia, na kilka godzin przed drugim meczem ze Skrą Bełchatów, kontuzji pleców doznał podstawowy libero, Paweł Zatorski. ZAKSA przegrała to spotkanie 1:3. Sam Zatorski wrócił na pierwszy mecz finałowy, ale nie rozpoczął spotkania od początku – wyraźnie nie był na to gotowy. A drugi mecz odbywał się cztery dni później.

Ignaczak: – Zawodnicy którzy występowali jako zmiennicy, próbowali go zastąpić. Ale Paweł to klasa sama w sobie. Jest bardzo ważnym elementem w układance trenera Grbicia. Nie ma czegoś takiego, że wyciągając ten element nie zachwieje to w jakiś sposób boiskowym zaufaniem zawodników do siebie, jeżeli chodzi o zestaw przyjęcia. Sam grałem na pozycji libero, więc wiem jak ważna jest rola Pawła w zespole. To zawodnik, który daje poczucie bezpieczeństwa i spokoju wewnętrznego. Nowa osoba, która wchodziła za niego, miała ciężkie zadanie. Trzeba było zbudować bardzo szybkie zależności i relacje w strefie konfliktu.  

Paweł Zatorski, fot. Newspix

Jastrzębski Węgiel perfekcyjnie wykorzystał słabość rywali, bo sam jest inaczej zbudowaną drużyną. Trener Andrea Gardini nie posiadał tyle jakości w pierwszej szóstce, co jego rywale, ale wygrał oba spotkania głębią składu.

– Jeżeli chodzi o finał z Jastrzębiem, kędzierzynianom ewidentnie brakło ze dwóch dodatkowych ludzi do grania. Jastrzębie to miało. Każdy, kto wchodził z ławki – czy Yacine Louati, czy Jakub Bucki – zawsze wnosił coś ekstra, dawał więcej od siebie. To miało ogromny wpływ na wynik rywalizacji w parze finałowej – tłumaczy Marek Magiera, komentator siatkówki.

Trzeba natomiast podkreślić, że taka budowa zespołu przez Nikolę Grbića bynajmniej nie jest dowodem krótkowzroczności serbskiego trenera. To stały trend w siatkówce. I chociaż jest ryzykowny, to najwyraźniej się sprawdza, skoro najlepsze drużyny na świecie tworzą zespoły właśnie w taki sposób. Trentino również nie może poszczycić się szeroką kadrą, znajdującą się na wyrównanym poziomie. Tak samo jak Lube Civitanova, które ograło zespół z Trydentu w półfinale włoskiej Serie A. I które w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów mierzyło się z ZAKSĄ.

Jakub Bednaruk: – Tak się buduje zespoły. Proszę zwrócić uwagę na Lube. Oni praktycznie też w całym zespole mieli pół zmiany. Tym składem jednak wygrało ligę włoską, a z ZAKSĄ przegrało w złotym secie 14:16. Oni też byli robieni na zasadzie „siedem gwiazd, i zobaczymy, co się będzie działo.” No, może sześć i pół, bo Rychlicki nie był wielką gwiazdą, ale się sprawdził.

Zatem, w kontekście rywalizacji z Trentino, ważne będzie dojście do dobrej formy wszystkich zawodników pierwszego składu. I tu pojawia się kolejne pytanie.

Czy kędzierzynianie są przemęczeni sezonem?

W środowisku pojawiały się głosy, jakoby drużyna z Kędzierzyna-Koźla – grająca cały czas tym samym składem – po prostu nie wytrzymała fizycznie trudnej końcówki sezonu. Za taką tezą przemawia między innymi kontuzja Zatorskiego czy też słabsza forma w finale takich zawodników jak Kaczmarek i Śliwka. Ale teraz ZAKSA miała dwa tygodnie przerwy. W tej sytuacji – paradoksalnie – ciężki sezon może zadziałać na jej korzyść.

Po pierwsze, znajdowali się w rytmie meczowym dłużej od rywali, którzy swój ostatni mecz rozegrali siódmego kwietnia. Zespołowi z Trydentu może być trudno utrzymać wysoką dyspozycję, niemalże miesiąc bazując wyłącznie na treningach i grach sparingowych.

Po drugie, dwa tygodnie to czas na tyle krótki aby – przy dobrze zaplanowanym mikrocyklu treningowym – siatkarze nie wypadli z rytmu meczowego. Zarazem jednak na tyle długi, by zmęczeni zawodnicy nabrali nieco świeżości. Jak chociażby wspomniany Zatorski, który po kontuzji z marszu wrócił na finały nie dlatego, że był fizycznie gotowy, ale ponieważ był potrzebny. Choć w trakcie sezonu zasadniczego, zapewne miałby czas na spokojne dojście do optymalnej dyspozycji.

Magiera: – To jest stara reguła – jeżeli zawodnik ma pół roku przerwy, to potrzebuje następne pół roku żeby dojść do formy. Paweł wypadł na dwa tygodnie. Więc myślę, że te dwa tygodnie w grze i treningu powinny wystarczyć do tego, żeby wrócić do grania na takim poziomie, do jakiego Paweł nas przyzwyczaił. Jeżeli będzie fizycznie gotowy, to spokojnie poradzi sobie w tym meczu.

Elementy kluczowe do zwycięstwa

To, że wszyscy zawodnicy z Kędzierzyna-Koźla muszą zagrać na bardzo wysokim poziomie, jest jasne. Ale od którego z siatkarzy polskiego zespołu będzie zależało najwięcej? Marek Magiera nie ma wątpliwości:

– Toniutti, Toniutti i jeszcze raz Toniutti. Uważam, że w tej chwili to jeden z najlepszych – o ile nie najlepszy – rozgrywających na świecie. Jeżeli ZAKSA przyjmie piłkę, to jestem spokojny o to, że on coś z nią wymyśli. W ZAKS-ie ma kto uderzyć, mają parę opracowanych wariantów na granie, ale Ben bezapelacyjnie jest numerem jeden.

Kluczowym elementem będzie również wspomniane przyjęcie piłki. Podopieczni Nikoli Grbicia nie mogą dać się złamać mocnym zagrywkom serwisowym, których Włosi z pewnością będą używać. Lube ma bowiem do tego odpowiednich wykonawców, takich jak Nimir Abdel-Aziz. Jastrzębski Węgiel – również za sprawą absencji Zatorskiego – wykorzystał ten sposób gry przeciwko kędzierzynianom. Jastrzębianie metodycznie odrzucali ich od siatki, a ZAKSA nie najlepiej radzi sobie z grą na wysokiej piłce.

Bednaruk: – Wszyscy wiedzą, dlaczego Jastrzębie wygrało z ZAKSĄ – bo serwowało dużo mocniej od nich. Siatkówka jest mało skomplikowanym sportem. W każdej rywalizacji, w której dwa wyrównane zespoły stają naprzeciwko siebie, element zagrywki jest decydujący.

– Zgadzam się z Kubą. Jeżeli chodzi o Trentino, tam ma kto „kopnąć”. Jest Nimir, Srećko Lisinac, Marko Podrascanin też potrafi dołożyć cenne punkty. Ale jeżeli ZAKSA przyjmie piłkę, to jestem absolutnie przekonany, że wygra ten mecz – dopowiada Marek Magiera. Jeśli więc uda się opanować przyjęcie, to stworzy możliwość rozegrania akcji przez Benjamina Toniuttiego. A Francuz z dobrze przyjętej piłki potrafi wystawiać swoim kolegom prawdziwe perełki.

Finał Ligi Mistrzów zapowiada się zresztą na pojedynek pomiędzy dwoma świetnymi rozgrywającymi. W Trentino na rozegraniu będzie grał Simone Giannelli, dwukrotny mistrz Serie A. Pomimo dość młodego wieku – ma 24 lata – wychowanek Trentino regularnie zdobywał wyróżnienia dla najlepszego rozgrywającego na dużych turniejach. Ale to nie on będzie największym zagrożeniem we włoskiej ekipie.

Nimir Abdel-Aziz chce coś udowodnić

Ofensywa Trentino będzie spoczywać na barkach atakującego, Nimira Abdel-Aziza. Z Holendrem wiąże się ciekawa historia, która pozwala sądzić, że ten potraktuje pojedynek z polską drużyną bardzo osobiście.

Otóż w sezonie 2014/2015 młody – wtedy dwudziestodwuletni – zawodnik przyszedł właśnie do drużyny z Kędzierzyna-Koźla. Miał opinię bardzo uzdolnionego i przede wszystkim wszechstronnego siatkarza. To też w polskim zespole nie grał na pozycji atakującego, lecz jako rozgrywający. Nie spełnił jednak pokładanych w nim nadziei, więc ZAKSA rozstała się z nim po zakończeniu sezonu. Przeszedł do francuskiego Stade Poitevin Poitiers, zmienił pozycję na atakującego i cóż – pokazał pełnię swoich możliwości. W tym sezonie zasilił szeregi Itasu, gdzie razem z Giannellim tworzą bardzo groźny duet. Może nie jest to najpiękniejsza siatkówka na świecie, ale nie liczy się styl – liczą się punkty.

Nimir Abdel-Aziz, fot. Newspix

– Abdel-Aziz przez dwie i pół godziny może nabić trzydzieści pięć punktów. On może atakować nawet siedemdziesiąt procent piłek i mieć taki dzień, że będzie trudno go zatrzymać. Trento często grało w tym sezonie tak, że wręcz połowa piłek szła do niego. Koledzy mieli trochę pretensji do Giannelliego, bo taka siatkówka nie jest jakąś wirtuozerią. Wykorzystywali jednak swój największy atut. A moim zdaniem ich największe atuty to Giannelli – który jest świetnym rozgrywającym – i, przede wszystkim, Abdel-Aziz. Jeżeli on zagra genialny mecz, to jest w stanie opędzlować każdy zespół na świecie – komentuje Jakub Bednaruk.

ZAKSA nie jest faworytem, ale nie jedzie na ścięcie

Jak widać, polski zespół czeka ciężkie zadanie. Kędzierzynianie mają niekorzystny bilans historyczny z włoskimi zespołami. Na 28 pojedynków wygrali dziewięć. Z samym Trentino grali osiem razy i tu również bilans wynosi 5-3 na korzyść Włochów. W dodatku mecz zostanie rozegrany w Weronie, położonej zaledwie sto kilometrów od Trydentu. Trentino będzie czuło się tam niemal jak u siebie w domu. Choć – na szczęście dla polskiej ekipy – z wiadomych względów Włosi nie będą mogli liczyć na doping miejscowych kibiców.

Nie przypuszczamy też, aby aspekt psychologiczny – jakim jest przegrany finał PlusLigi – zadziałał na polski zespół negatywnie. Trentino w tym sezonie nie zdobyło żadnego trofeum. Oba zespoły znajdują się więc na musiku – zakończą sezon wielkim sukcesem albo spiszą go na stratę. Podobna presja będzie występowała po obu stronach siatki.

Bednaruk: – Nie wierzę w to, żeby jeden zespół bardziej chciał, a drugi nie. To będą dwie i pół godziny grania, po którym zostanie jedna drużyna, która nic nie zdobędzie. Mimo wszystko, Superpuchar czy Puchar Polski to nie jest trofeum, które jest specjalnie cenione w polskiej siatkówce. Oba zespoły będą bardzo zmobilizowane, to w końcu finał Ligi Mistrzów.

Cieszy jednak fakt, że podopieczni Nikoli Grbicia potrafili w tym sezonie wygrać z Lube Civitanova, a więc zespołem który zdobył mistrzostwo Serie A. W tym kontekście nie powinni przestraszyć się Trentino. Na drodze do finału pokonywali już bowiem lepsze ekipy. Będąc w dobrej dyspozycji fizycznej i grając optymalnym składem, mają szanse na historyczny sukces. Czy osiągną go, zdobywając kolejny skalp na zespole z włoskiej Serie A? Przekonamy się już wieczorem.

Początek spotkania dziś o godzinie 20:30, transmisja na antenie www.weszlo.fm

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez