ZAKSA rozwiała wątpliwości i awansowała do finału PlusLigi

ZAKSA rozwiała wątpliwości i awansowała do finału PlusLigi

Jeśli chcesz pokonać zespół Nikoli Grbicia, musisz zaprezentować kapitalną siatkówkę. Zawodnicy PGE Skry Bełchatów doskonale o tym wiedzieli, ale nie udało im się powtórzyć tego, co dokonali w środę. W trzecim meczu półfinałowym PlusLigi to ZAKSA Kędzierzyn Koźle okazała się lepsza, dzięki czemu powalczy o mistrzostwo Polski z Jastrzębskim Węglem.

Niespodziewana “dogrywka”

Na wstępie należałoby podkreślić – wielu z nas nie doceniało Skry i nie wierzyło, że w tym półfinale będzie w stanie cokolwiek zdziałać. Wzięło się to nawet nie ze słabości ekipy prowadzonej przez Michała Mieszko Gogola, a formy, którą w ostatnim czasie pokazywali kędzierzynianie. Mieliśmy wrażenie, że drużyna, która tak dobrze radzi sobie w Lidze Mistrzów, w playoffach ligowych rozgrywek nie będzie miała sobie równych.

I oczywiście – jedna porażka ZAKSY, która miała miejsce w środę, nie zmieniła wszystkiego. Bo zespół z Kędzierzyna wciąż musiał być uważany za faworyta do awansu do finału. Ale Skra nie stała na straconej pozycji – szczególnie że, podobnie jak w drugim meczu półfinałowym, nieobecny miał być Paweł Zatorski, podstawowy libero reprezentacji Polski i jeden z najbardziej zaufanych żołnierzy Grbicia.

Kluczowe pytanie jednak brzmiało – czy bełchatowianie będą w stanie ponownie zaprezentować świetną siatkówkę? Bo przecież to brak powtarzalności był jednym z ich największych problemów w tym sezonie.

Nie kończysz ataków, nie wygrywasz

Jeśli podeszliście do tego meczu jako bezstronni obserwatorzy, to pierwszy set musiał się wam podobać. Zmiany prowadzenia, asy serwisowe, efektowne obrony – ta odsłona miała wszystko. Co prawda przez większość czasu na prowadzeniu znajdowali się kędzierzynianie, ale to nie znaczy, że brakowało emocji – bo Skra naprawdę skutecznie ich goniła. Przegrywała trzema punktami, a nagle doprowadzała do remisu. Przegrywała dwoma i po chwili znowu remisowała. ZAKSA zwyczajnie nie potrafiła utrzymać wypracowanej przewagi.

W końcówce seta pomogła jej… zła wystawa Grzegorza Łomacza. W czasie kontrataku sędziowie odgwizdali błąd polskiemu rozgrywającemu, przez co siatkarze Grbicia zamiast remisować, prowadzili 24:22. A po chwili dopełnili dzieła zniszczenia – skutecznym atakiem popisał się niezawodny Kamil Semeniuk.

Co można było jeszcze powiedzieć o pierwszym secie półfinałowego spotkania? Niektóre gwiazdy “nie dojechały”. ZAKSIE brakowało skutecznego Łukasza Kaczmarka, a w ataku Skry nieobecny był Milad Ebadipur. Irańczyk co prawda nieźle radził sobie w przyjęciu, ale kiedy tylko otrzymywał piłkę przy siatce, po prostu zawodził. Kibice bełchatowian musieli liczyć, że w kolejnej partii się obudzi, ale cóż, tak się nie stało. A na domiar złego – gorzej radzić zaczął sobie lider ekipy Gogola, Dušan Petković, a Taylor Sander… wypadł z powodu kontuzji.

ZAKSA tymczasem mogła niezmiennie liczyć na Semeniuka i Aleksandra Śliwkę. A po słabszym początku rozkręcili się też ich koledzy. Nie mogło zatem być inaczej – zespół z Kędzierzyna zaczął pewnie zmierzać w kierunku zwycięstwa. Trener Gogol co prawda próbował zmienić obraz gry, wprowadzając zmienników, ale bezskutecznie. Po trzech setach stało się jasne – w wielkim finale PlusLigi Jastrzębski Węgiel zmierzy się z finalistami Ligi Mistrzów.

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle – PGE Skra Bełchatów 3:o (25:23, 25:19, 25:21)

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez