Za późno na krok w tył. Trwa walka Enesa Kantera

Za późno na krok w tył. Trwa walka Enesa Kantera

Minęło już dobrych kilka lat, od kiedy nie rozmawiał z rodzicami. Nie jest nawet pewien, czy w ogóle zechcieliby się do niego odezwać. Wie tyle, że ojciec – pod uciskiem rządowych sieci – publicznie się go wyzbył i nakazał zmienić nazwisko. A następnie i tak został wtrącony do więzienia. Życie Enesa Kantera jest na wszelki sposób skomplikowane. Niedługo być może zagra w finałach NBA. W jego rodzinnym kraju jednak nie każdy o tym usłyszy. A jeśli nawet, to będzie bał się do tego przyznać.

Początkowo taktyka była taka, żeby nie pokazywać jego meczów w ogóle. Z racji, że rosły koszykarz grywał w zbierających bęcki New York Knicks, a potem w Portland Trail Blazers, mocnym zespole, ale bez ambicji mistrzowskich – dało się to zrobić. Problem powstał dopiero w bieżącym sezonie, bo jego nowy pracodawca – Boston Celtics – zaszedł do finałów Konferencji Wschodniej i ma ambicje na zgarnięcie pełnej puli.

Turecka telewizja nie mogła przymknąć oka na taki poziom rywalizacji w najlepszej lidze świata. Mecze z udziałem Kantera zagościły więc w ramówce. Szkopuł w tym, że podczas transmisji komentatorzy…. absolutnie ignorują jego obecność na parkiecie. Nie wymawiają imienia, nazwiska, nie mówią też “zawodnik z numerem 11”. On zwyczajnie dla nich nie istnieje.

Nie trudno się domyślić, że nie mają innego wyboru. Dostali odgórny nakaz i stosują się do niego. Puszczamy mecze, w których występuje wróg naszego kraju, ale nie możecie o nim wspominać. Jednak na dobrą sprawę mogło obyć się nawet bez nakazu. W tej sytuacji wystarczy po prostu strach.

Bo Kanter nie istnieje nie tylko w tureckich mediach, ale i w oczach byłych kolegów z reprezentacji. – Najbardziej boli mnie zachowanie innych tureckich graczy w NBA. Mamy Ersana Ilyasovę, Cediego Osmana, Furkana Korkmaza. Zawsze, kiedy przeciwko nim gram, nie odzywają się do mnie ani słowem. Czasem staram się zagadać, rzucam: hej ziomek, co tam? Jak się masz? Zero odpowiedzi – mówił w podcaście Billa Simmonsa.

To pokazuje tylko, jak daleko sięga władza prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana. Inni tureccy koszykarze mogą nie mieć przeciwko Kanterowi – w końcu to gość, który słynie z bycia dobrym kolegą z drużyny. Mogą nawet się z nim zgadzać, jeśli chodzi o sprawy polityczne. Ale nie chcą skończyć tak jak on.

Kanter nie może wrócić do swojego kraju. Nie może nawet opuścić terytorium Stanów Zjednoczonych oraz Kanady. Jego rodzina była zastraszana, a ojciec został osądzony o zbrodnię przeciwko państwu i wylądował w więzieniu. Minęły już lata, od kiedy turecki koszykarz boleśnie przekonał się, że wolność słowa wciąż nie jest dobrem globalnym.

Amerykańska przygoda

Na początku minionej dekady uchodził za jeden z największych talentów europejskiej koszykówki. Widziano w nim zawodnika starej szkoły, opierającego się na grze tyłem do kosza. Za czasów juniorskich reprezentował barwy Fenerbahce, a jeszcze przed zakończeniem szkoły średniej, jako 17-latek, przeniósł się do USA. Tam dokończył edukację.

Kolejnym przystankiem Kantera miała być uczelnia Kentucky, słynąca z masowego produkowania graczy na poziomie NBA. Jej barw nie przyszło mu jednak reprezentować. Wykryto bowiem, że swego czasu otrzymał 33 tysiące dolarów od Fenerbahce, co dyskwalifikowało go z występów na parkietach NCAA. Zasady co do zachowania statusu amatora i nie czerpania jakichkolwiek korzyści finansowych są tam skrupulatnie przestrzegane.

Nie przeszkodziło mu to w byciu wybranym z trzecim numerem w drafcie NBA. Zanim to nastąpiło, zdążył zadebiutować w seniorskiej reprezentacji Turcji. Podczas Eurobasketu 2011 miał niecałe 19 lat, stając się najmłodszym uczestnikiem turnieju. Indywidualnie poradził sobie podczas niego dobrze, choć nie poszły za tym sukcesy drużyny. Turcy w fazie grupowej przegrali choćby z Polską i nie zdołali awansować do ćwierćfinałów.

To też przekreśliło szanse Kantera na występ na igrzyskach w Londynie 2012. Przepustki olimpijskie trafiły w ręce finalistów Eurobasketu: Hiszpanii i Francji. Natomiast drużyny z miejsca 3-6 wywalczyły prawo udziału w turnieju kwalifikacyjnym. Turcja była zaś dopiero jedenasta, ex-aequo z Gruzją.

Kariera klubowa Kantera rozwijała się natomiast we właściwym, niezłym tempie. Płynnie przeszedł drogę od młodego zadaniowca, przez solidnego podkoszowego, do jednego z najbardziej uznanych rezerwowych w NBA. W 2015 roku podpisał czteroletni, opiewający na ponad 70 milionów dolarów kontrakt z Oklahomą City Thunder.

W sportowym życiu wszystko układało mu się znakomicie. Kanter jednak nie zamierzał ograniczać swoich wypowiedzi tylko do gadek o kozłowaniu piłki. A niestety, w jego kraju to jedyne bezpieczne rozwiązanie.

Nie tylko sportowiec

Po raz pierwszy politycznie Kanter zaangażował się w 2013 roku. W jego kraju wybuchł wtedy korupcyjny skandal. Na jaw wyszło, że partia Erdoğana dopuściła się fałszerstwa, łapówkarstwa i prania brudnych pieniędzy. Koszykarz publicznie skrytykował rządy ówczesnego premiera, ale ostatecznie sprawa rozeszła się po kościach. Choć co prawda już wtedy znalazł się na celowniku wybranych tureckich mediów.

Trzy lata później w Turcji doszło do nieudanego zamachu stanu. Erdoğan potrzebował kozła ofiarnego, musiał obarczyć kogoś winą za atak. Jego wybór padł na Fethullaha Gülena. Tureckiego pisarza i lidera ruchu, którego wielkim zwolennikiem był właśnie Kanter. – Spojrzenie Gulena na religię i na to, jak rozwiązywać problemy współczesnego świata, przemawiały do mnie. On wyznaje Islam, w którym ważne są sprawiedliwość, respekt oraz miłość w stosunku do tych, którzy są inni od nas. Wierzy, że każdy muzułmanin niesie pewną odpowiedzialność, a jest nią pomoc innym. Te wartości są mi bardzo bliskie – mówił niegdyś.

Koszykarz nie zamierzał się już hamować. Powiedział, że działania Erdoğana są żywcem wyjęte z czasów Hitlera. Za pomocą Twittera wygłaszał też poparcie dla Gulena. Błyskawicznie zaczęły przychodzić do niego wiadomości z groźbami śmierci. Kanter się jednak nie przestraszył, a wręcz przeciwnie – seryjnie upubliczniał je na swoich profilach społecznościowych.

Wiedział również, że prędko nie wróci do reprezentacji. W kadrze ostatni raz zagrał w 2015 roku, ale przestał otrzymywać powołania ze względu na koneksje z Gulenem. W 2016 roku te wrota zamknęły się dla niego na dobre.

W krótkim czasie człowiek, który w kraju kochających koszykówkę Turków uchodził za idola, stał się “wrogiem publicznym numer jeden”. Wciąż jednak nie poznał prawdziwych konsekwencji swoich czynów.

O włos od tragedii

W 2017 roku wybrał sobie pracowite wakacje, organizując cykl koszykarskich obozów dla młodzieży, z którymi zawędrował do Hongkongu, Japonii oraz Indonezji. Podczas pobytu w ostatnim z tych krajów spotkała go niepokojąca sytuacja. Kiedy przebywał w hotelu, do drzwi zapukał jego menadżer. Powiedział, że szuka go policja. Na pytanie, dlaczego, odpowiedział, że zadzwonił ktoś z tureckiego rządu, oświadczając, że Enes Kanter jest niebezpiecznym człowiekiem.

Koszykarz nie zamierzał nigdzie dzwonić, niczego tłumaczyć – mimo tego, że był środek nocy, błyskawicznie ruszył na lotnisko. Wiedział, co mogłoby go spotkać, gdyby został w hotelu. Wiedział, jakie sytuacje “zdarzają się” osobom nieprzychylnym tureckiemu rządowi. Udało mu się kupić bilet, wsiąść do samolotu i bezpiecznie wylądować w Singapurze. Następnie udał się do Rumunii. Wydawało się, że jest względnie bezpieczny. Ale niedługo potem dowiedział, że jego paszport został unieważniony. Był w potrzasku, w teorii nie mógł nawet podróżować. Jak sam to określił, stał się człowiekiem bez państwa.

Kanter bezzwłocznie postanowił wyjść ze swoim problemem do opinii publicznej. Prosto z lotniska nagrał filmik na Twittera, na którym opowiedział o swojej sytuacji. – Jestem przetrzymywany przez tych dwóch policjantów. Nie mogę się stad ruszyć. Powodem są oczywiście moje poglądy polityczne. A gość, który za tym stoi, to Recep Tayyip Erdoğan, prezydent Turcji. Żebyście wiedzieli: to bardzo, bardzo zły człowiek. To dyktator, jest Hitlerem naszych czasów – mówił.

Nie da się nie zauważyć, że im bardziej był atakowany, tym agresywniej odpowiadał. Ostatecznie udało mu się wrócić do Stanów Zjednoczonych, ale cała ta sytuacja rozpętała prawdziwą lawinę. Rodzina koszykarza zaczęła być coraz bardziej prześladowana. Ojciec – który kilka lat wcześniej na łamach prasy wyzbył się go i polecił mu zmienić nazwisko – stracił pracę na uniwersytecie. I został wtrącony do więzienia. Samego Kantera uznano zaś w Turcji za członka grupy terrorystycznej.

Rzeczywistość

Doskonale zdaje sobie sprawę, że już nie ma odwrotu. Przez ostatnie kilka lat Enes Kanter intensywniej zaangażował się w szerzenie świadomości na temat sytuacji w Turcji. Zanim jeszcze NBA dało możliwość koszykarzom umieszczania na plecach haseł społecznych zamiast nazwisk, on zakładał na mecze buty z napisem “wolność”.

Koszykarz doskonale zdaje sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach słowa nie są wcale słabym orężem. Szczególnie, kiedy twój głos potrafi dotrzeć do milionów ludzi na całym świecie. Chętnie udziela wywiadów, i to nie tylko amerykańskim dziennikarzom, a choćby dzisiaj udostępnił artykuł na Twitterze, do którego dodał tekst: – Przerażające! Turecki rząd coraz mocniej prześladuję niewinnych ludzi za jakąkolwiek krytykę. Agenci Erdoğana porywają politycznych oponentów w Turcji, jak i za granicą, a potem zabierają ich do ukrytych lokalizacji i torturują!

W ciągu najbliższego roku zamierza otrzymać amerykańskie obywatelstwo, a nawet zmienić nazwisko, choć nie tłumaczył, czemu miałoby to służyć. Do tego czasu nie może ruszyć się poza Stany Zjednoczone i Kanadę. W 2019 roku zrezygnował nawet z meczu w Toronto. Bał się bowiem, że dopadną go tam wysłannicy Erdoğana. – Z powodu jednego dyktatora nie mogę wykonywać swojej roboty. Dość smutne – rzucił pogardliwie w rozmowie z mediami.

Jutro o godzinie 2:30 czasu polskiego Enes Kanter po raz kolejny wyjdzie na parkiet wraz z kolegami z Boston Celtics. Jeśli jego zespół wygra jeszcze trzy mecze w finałach konferencji wschodniej z Miami Heat (obecnie przegrywa 1:2), awansuje do wielkiego finału NBA. Koszykarz stałby się tym samym trzecim tureckim zawodnikiem w historii, który się w nim zameldował, dołączając do Mehmeta Okura, Cediego Osmana oraz Hedo Turkoglu.

Z drugim z nich nie może nawet porozmawiać, trzeci oskarżył go o terroryzm i powiedział, że jego komentarze są oderwane od rzeczywistości. Trudno nie zwariować w takim świecie. Enes Kanter nie zawróci już jednak z drogi, którą wybrał. Jest na to zdecydowanie na późno. W czasach, w których sportowcy coraz chętniej korzystają ze swojego głosu, wypowiadają się na tematy polityczne oraz społeczne, on jest za to prześladowany.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Devtk
Devtk
1 miesiąc temu

Pisze się “domyślić”, a nie “domyśleć”!

Igor
Igor
1 miesiąc temu

Dość poważne faux pas – Turków było łącznie 4, autor zapomniał o Mehmecie Okurze, który w barwach Pistons wygrał w 2004 r. mistrzostwo NBA nawet, jeżeli jego rola w zdobyciu tytułu nie była – oględnie mówiąc – pierwszoplanowa

Aktualności

Kalendarz imprez