Wypalona miłość? Chris Froome może opuścić Team INEOS

Wypalona miłość? Chris Froome może opuścić Team INEOS

W barwach Team Sky – dzisiejszego INEOS – wygrał siedem Wielkich Tourów. Jest wręcz “produktem” brytyjskiej ekipy. Na początku przygody z nią z trudem docierał do mety trzytygodniowych wyścigów. Z czasem (przez zaufanie dyrektorów) stał się jednak najlepszym kolarzem świata, czterokrotnie triumfującym w Tour de France. Dziś, wracając po kontuzji, marzy o piątym takim zwycięstwie. Kolarskie media coraz częściej donoszą jednak, że uczucie na linii kolarz-ekipa w tym przypadku wygasło. I możliwe, że Chris Froome pożegna się zaraz z INEOS.

Upadek i powstanie

Zeszły sezon znów miał należeć do niego. Po 2018 roku, gdy triumfował co prawda w Giro, ale Tour de France przegrał m.in. z Geraintem Thomasem, kolegą z zespołu, miał wrócić na tron. Miał. Zamiast tego jednak podczas treningu przed Criterium du Dauphine doznał kontuzji, która wyeliminowała go z jazdy na długie miesiące. W telewizji oglądał, jak młody Egan Bernal, inny kolarz Team INEOS, wygrywa Wielką Pętlę. Na domiar złego tuż za jego plecami finiszował Geraint Thomas, a pod koniec sezonu brytyjska grupa zakontraktowała Richarda Carapaza, który najlepszy okazał się w 2019 roku na trasie Giro d’Italia.

Froome w tym czasie przechodził rehabilitację. Leczył uraz mostka, biodra, łokcia, kręgu szyjnego i złamania żeber oraz kości udowej. – Nie pamiętam tego wypadku. Wiem tylko to, co relacjonowali mi świadkowie zdarzenia. To wydarzyło się na prostej drodze, na delikatnym zjeździe. Jechałem szybko, zdjąłem rękę z kierownicy, aby wyczyścić nos i w tym momencie podmuch porwał przednie koło – mówił. Istniało nawet ryzyko, że nie wróci do kolarstwa, ale on nie widział tej możliwości. Uparł się, że pojedzie znów w peletonie. I faktycznie, doszedł do pełnej sprawności. A potem narzucił sobie obciążenia treningowe, który Dave Brailsford, szef INEOS określił mianem “nie do pojęcia”.

W skutecznym powrocie – a “skuteczny” oznacza tu taki, który pozwoli mu walczyć o najważniejsze laury – paradoksalnie pomóc może mu koronawirus. Tour de France, tradycyjnie najważniejszy cel w kalendarzu Froome’a, odbędzie się bowiem dopiero 29 sierpnia (o ile aktualny plan nie zmieni się po raz kolejny). To daje Brytyjczykowi więcej czasu na przygotowanie się do wyścigu. Choć wszyscy zgodnie zadają sobie aktualnie jedno pytanie: czy po upadku sprzed roku Froome w ogóle będzie w stanie powalczyć o triumf?

On sam twierdzi, że tak. – Walka o piąte zwycięstwo w Tour de France po wypadku może wydawać się niemożliwa, ale już wróciłem i jestem na to przygotowany. Biorąc pod uwagę moje osiągnięcia i udaną rekonwalescencję, to taki mam plan. Nie chcę narzucać sobie limitów, myśleć o nich. Stawiam sobie cele, jako zawodowi kolarze robimy to niemal bez przerwy. Zresztą chciałbym też przejechać mistrzostwa świata i wystartować we Vuelcie lub Giro. Mam doświadczenie, ogromną motywację i wolę, by to się udało. Jestem już niemal w tym samym miejscu, w jakim byłbym przy normalnym sezonie – mówił przy różnych okazjach.

I teoretycznie można by mu wierzyć. Sęk w tym, że na jego drodze pojawiły się spore zakręty.

Napięta atmosfera

Wiadomo, że najłatwiej wygrywać w najlepszej ekipie, a taką jest z pewnością Team INEOS. Jeszcze dwa lata temu Froome po powrocie mógłby liczyć na bezwarunkowe wsparcie wszystkich innych kolarzy zespołu. Dziś jest zupełnie inaczej. Zbyt wiele się w tym czasie wydarzyło. Wygrane Thomasa i Bernala, zakontraktowanie Carapaza – to wszystko zmieniło strukturę drużyny. Dziś nie ma już ona jednego lidera, jest ich co najmniej kilku. I każdy z nich chciałby zapewne powalczyć o zwycięstwo na trasie Tour de France. Niedawno zresztą o tym wszystkim dla VeloNews wypowiadał się Bjarne Riss, dyrektor NTT Pro Cycling.

– Nie jest dla mnie niespodzianką, że w INEOS zrobiło się tłoczno. Mówiłem o tym już rok temu, gdy skończyło się Tour de France. Pomyślałem sobie: “Okej, to jest interesujące”. Bernal stanął wtedy na podium, rozejrzał się i zapewne bardzo polubił ten widok. Myślał, że naprawdę mógłby się przyzwyczaić do robienia tego przez kolejną dekadę. Do tego był tam Geraint Thomas, ledwie jeden stopień niżej. Przyjazd na drugim miejscu pewnie dał mu jeszcze więcej pewności co do tego, że znów może wygrać TdF. A do tego dochodzi Froome na łóżku w domu, myślący: “Wiem, że wciąż mogę wygrać Tour. Wiem, że mogę pokonać tych gości”. 

W wielu innych ekipach sprawa byłaby prosta – zadaniami jakoś by się podzielono, wyznaczono liderów na kolejne wyścigi i trzymano by się ustalonej strategii. Ale w INEOS tak nie jest. Atmosferę – zapewne już i tak gęstą – ostatnio dodatkowo popsuły słowa Egana Bernala, który wszem i wobec obwieścił, że co jak co, ale jeśli tylko będzie w świetnej formie, to nie będzie podporządkowywać się kolegom z zespołu, tylko pojedzie na własne konto. Bo chce wygrać. Dokładnie rzecz ujmując, brzmiało to tak:

– Rozumiem sytuację zespołu. Dla drużyny byłoby interesująco, gdyby Chris wygrał swój piąty Tour albo Geraint swój drugi. Obaj są Brytyjczykami, to coś ważnego dla dyrektorów. Więc rozumiem to położenie. Jednak jestem młody, już raz wygrałem Tour de France. Nie zamierzam odrzucać szansy na wygranie kolejnej edycji. Nie sądzę, żebym był w stanie się poświęcić dla zespołu, gdybym tylko był gotowy na sto procent. Myślę, że bym tego nie zrobił, nie zrobiłby też tego on i nie zrobiłby nikt inny.

Wiadomo, ambicje normalna rzecz. Chcąc być jednym z najlepszych w zawodowym peletonie wręcz trzeba je mieć. Tyle że wypadałoby, żeby szły one w zgodzie z tym, co założy sobie zespół. A Kolumbijczyk z góry ogłosił, że nieważne co tam powiedzą sobie dyrektorzy, on pojedzie na własne konto. Co gorsza, zespół kompletnie te słowa zignorował. I to ponoć rozsierdziło Froome’a. – Chris jest wyraźnie zły na kierownictwo zespołu, ponieważ nikt nie zareagował na słowa Bernala. Poprosił o szybkie rozwiązanie tej sytuacji, ale na razie nie otrzymał odpowiedzi – mówił “L’Equipe” jeden z członków rodziny Brytyjczyka.

A skoro pojawiają się już takie słowa, to nic dziwnego, że plotki transferowe, od jakiegoś czasu towarzyszące osobie Froome’a, tylko przybrały na sile.

Zmiana barw?

Kontrakt Brytyjczyka z rodzimym zespołem kończy się po tym sezonie. Co dalej – nie wiadomo. Tym bardziej w nowej rzeczywistości, która nastanie po pandemii. Powszechnie zapowiadane w peletonie są już cięcia kontraktów i umów sponsorskich, może nawet upadki kilku ekip. A Froome kontrakt akurat ma topowy – według ustaleń “L’Equipe” zarabia 4,5 miliona euro rocznie. Więcej tylko Peter Sagan w ekipie BORA-hansgrohe (5 mln). Co ciekawe, za plecami Chrisa znajdują się Geraint Thomas (3,5 mln) oraz Egan Bernal (2,7 mln). Jeśli INEOS chciałby szukać oszczędności, całkiem możliwe, że z Froome’em postanowi się rozstać, stawiając na dwójkę jego kolegów.

Żeby było jednak ciekawiej, pojawiły się plotki o tym, jakoby Brytyjczyk miał odejść z ekipy już latem, jeszcze przed Tour de France. Takie transfery wewnątrz sezonu to w kolarstwie rzadkość. Tym bardziej, gdy dotyczą największych gwiazd, a do tych Froome zdecydowanie się przecież zalicza. Media donoszą, że sam Chris rozmawiał już z kilkoma ekipami i sondował możliwość dołączenia do ich składów. Zresztą powiedzmy sobie wprost: nawet po poważnej kontuzji, jakiej doznał, niemal każdy zespół chciałby mieć u siebie takiego kolarza.

Nie dziwi więc, że z mediów dociera wiele różnych informacji. Portal CyclingNews dowiedział się niedawno, że co najmniej dwa zespoły chciałyby pozyskać Froome’a jeszcze w tym sezonie. Do tego dojść może jednak wyłącznie wtedy, gdyby zgodę na to wyraził też INEOS. Jakie to ekipy? Najczęściej mówi się w tym kontekście o drużynach Israel Start-Up Nation, NTT Pro Cycling oraz Bahrain McLaren. Te trzy przynajmniej wymieniało niedawno “L’Equipe”, a informacje francuskiego dziennika potwierdzał potem wspomniany CyclingNews. Dodajmy też, że bardziej prawdopodobne wydają się dwie ostatnie z nich. Israel to bowiem debiutant w World Tourze, któremu trudno byłoby w tym momencie skusić czymś Froome’a.

Asa w rękawie ma za to Bahrain McLaren. Grupie od niedawna szefuje Rod Ellingworth, wcześniej związany z Team Sky i INEOS, którego Brytyjczyk doskonale zna. Teoretycznie, ze względu na powiązania z księstwem Bahrajnu, drużynę powinno być też stać na zaoferowanie Froome’owi gwiazdorskiego kontraktu. Ale czy tak będzie, nie wiadomo – pensje kolarzy tego zespołu zostały niedawno znacznie obcięte przez kryzys na rynku ropy. Więc i tu może być problem. Konkretnie temat omawiał zresztą sam Ellingworth.

– Jedna rzecz to jego cena. Niewiele zespołów może sobie na niego pozwolić. Nie powiem, że my tak, bo nie wiem, co stanie się z naszym zespołem w najbliższej przyszłości. Niektóre drzwi się zamykają, inne otwierają. Trzy miesiące temu wszyscy byliśmy radośni, a teraz dostaliśmy kopa w zęby przez wirusa. Nie powiem, że to ktoś, kto na pewno stanie się naszym celem. Ale budujemy zespół na Wielkie Toury. Wiem, że Chrisowi kończy się kontrakt, rozmawiałem z nim o tym. Teraz mamy jednak inne rzeczy do rozważania, nie transfer Chrisa Fromme’a. […] Jedna rzecz, jaką wiem o Chrisie to ta, że jeśli twierdzi, że wciąż jest w stanie wygrać Tour de France, to trzeba mu wierzyć. To wojownik – mówił.

W sytuacji gdy Bahrain McLaren wstrzymuje się od zdecydowanych ruchów, bombę na transferowe rozważania rzucić postanowili hiszpańscy dziennikarze, którzy twierdzą, że Froome już dogadany jest z Movistarem, do którego miałby dołączyć latem. Gdyby to się udało, byłoby to porównywalne do transferu na linii Liverpool – Real Madryt. Brak tu co prawda może takiej atmosfery wrogości, ale to właśnie hiszpańska ekipa pozostaje najgroźniejszym i największym rywalem Team INEOS. Informację o tym transferze niedługo później potwierdziło też “L’Equipe”. W brytyjskiej ekipie wszyscy jednak zapewniają, że Froome u nich zostanie. Choć może to tylko gra. A co mówi sam Brytyjczyk?

– Mam kilka rzeczy do przemyślenia. Jestem teraz w środku tego procesu. W ciągu najbliższych tygodni i miesięcy muszę rozjaśnić sprawy w mojej głowie. Mam nadzieję, że będę mieć czystszy obraz przyszłości, kiedy odbędę wszystkie te dyskusje. Nie wszystko skupia się na moim kontrakcie. To, co obecnie dzieje się w sporcie, jest dla wszystkich czymś nieznanym. Mam nadzieję, że naprawdę będziemy się ścigać w tym roku. Potem zobaczymy, czy zostanę. Teraz wszyscy mają wątpliwości. 

Sami widzicie – klasyczne “coś tam już wiem, ale nie za bardzo mogę wam powiedzieć”. Froome, pytany przez dziennikarzy, stara się unikać jakichkolwiek konkretów. Nie potwierdza, że odejdzie, ale nie ma zamiaru też mówić, że na pewno zostanie. Możliwe, że wciąż sonduje możliwości i stara się wybrać najlepszą z nich.

Z pewnością jeszcze wielokrotnie w najbliższych tygodniach o tej sprawie usłyszymy. I warto się jej przyglądać. Bo jeśli Brytyjczyk faktycznie pożegna się z Team INEOS, będzie to jeden z największych transferów w historii kolarstwa.

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez