Wraca wielkie ściganie. Tour de Pologne wystartuje w nowej rzeczywistości

Wraca wielkie ściganie. Tour de Pologne wystartuje w nowej rzeczywistości

Pierwszy wieloetapowy wyścig z cyklu World Tour zorganizowany po przerwie związanej z pandemią koronawirusa – to brzmi dumnie. Tour de Pologne przyciąga w tym roku wielkie nazwiska i uwagę całego kolarskiego świata. Kolarze rywalizować będą o zwycięstwo, ale też przygotowywać się i testować swoją formę przed krótkim, nieco ponad trzymiesięcznym sezonem. Polski wyścig będzie dla nich pierwszym poważnym sprawdzianem. Dlatego naprawdę warto go śledzić.

Gdyby nie pandemia i przerwa od ścigania, terminem Tour de Pologne kolidowałoby z Tour de France, przez co wielu kolarzy z czołówki nawet nie pomyślałoby o zjawieniu się w Polsce. Nasz wyścig miałby za to dwa etapy więcej, startowałby w Warszawie i wyglądał zupełnie inaczej. W obliczu pandemii musiał się jednak zmienić, ale chyba nikt z organizatorów na to nie narzeka. Owszem, są nowe obostrzenia – o których za chwilę – jednak, paradoksalnie, tak medialne Tour de Pologne nie było jeszcze nigdy.

– Tour de Pologne w tym sezonie otwiera cały cykl World Touru po przerwie spowodowanej koronawirusem. To dla nas – Polaków i organizatorów – wielkie wyzwanie, ale i wielka nobilitacja. Właściwie na rynku organizatorów została czwórka: Francuzi z Tour de France, Włosi z Giro d’Italia i pozostałymi wyścigami, Hiszpanie z Vuelta a Espana oraz Beneluks ze swoimi imprezami. Do nich dochodzi właśnie Polska. Reszta musiała zrezygnować, wiele wyścigów zostało odwołanych. A my jakoś przetrwaliśmy i mamy nadzieję, że zdołamy zorganizować ten wyścig w nowej formule – mówił Czesław Lang na antenie WeszłoFM.

Nasz polski wyścig będzie więc pod wieloma względami testem. Testem dla procedur bezpieczeństwa i wytycznych UCI. Testem dla zawodników, z których wielu dowie się, w jakiej formie jest po pandemii. Testem też dla telewizji, które muszą odnaleźć się w nowej rzeczywistości i relacjonować wyścig na nieco innych zasadach niż do tej pory. I wreszcie testem dla kibiców, którzy – miejmy nadzieję – będą przestrzegać wytycznych sanitarnych.

I może od nich zacznijmy.

Zdrowie, ile cię trzeba cenić…

– Obostrzenia w każdym kraju są inne. Natomiast jako zawodowi kolarze musimy przestrzegać przepisów UCI. Wczoraj byłem akurat w Saint Moritz zrobić test na COVID, dziś będę mieć rezultat. W poniedziałek zrobię następny, bo musimy mieć dwa negatywne wyniki, żeby przystąpić do wyścigu. W drużynie mamy swoje protokoły, które musimy respektować. Sam jestem ciekaw, jak to będzie na wyścigu, ale wiem, że musimy być bardzo ostrożni dla siebie, kibiców i całego otoczenia – mówił przed kilkoma dniami Maciej Bodnar na antenie naszego radia.

Kolarze będą, oczywiście, odseparowani najbardziej, jak tylko się da. Dopuszczona do nich zostanie tylko ograniczona liczba dziennikarzy, a rozmawiać z nimi będą w maseczkach i z zachowaniem odpowiedniej odległości. – Nie wiem, jak będziemy pracować. Mamy studio przed etapem, po etapie, rozmowy, wywiady, łączenia na kanale facebookowym, ale chcielibyśmy też być blisko, żeby patrzyć, co się dzieje. Podchodzę do tego z niepewnością. Będziemy odkrywać coś nowego. Pod tym względem będzie to ciekawe doświadczenie – mówił Adam Probosz, komentator i dziennikarz Eurosportu.

Zminimalizowana będzie więc liczba „niepożądanych” kontaktów zawodników. Do tego przeprowadzane już przed wyścigiem są wspomniane przez Bodnara testy na koronawirusa, które – w razie wystąpienia objawów u kolarzy – mogą zostać powtórzone już w trakcie trwania Tour de Pologne. Niedawno zresztą z rywalizacji w wyścigu Vuelta a Burgos – imprezie niższej kategorii – wycofano kilku kolarzy, u których testy dały pozytywny wynik.

To jednak o kolarzach. A jak jest z kibicami? Cóż, po pierwsze nie będzie w tym roku strefy startu i mety. Niestety, bo to właśnie to miejsce, gdzie fani zawsze mogli podejść do kolarzy, zrobić sobie zdjęcie, poprosić o autograf, a nawet chwilę pogadać, jeśli trafili na kogoś rozmownego. Zawodnicy nie będą nawet podpisywać też listy startowej. Wszystko to w trosce o bezpieczeństwo i ich, i kibiców, i sędziów oraz organizatorów. Z tego samego powodu zlikwidowano też miasteczko sponsorów, gdzie zawsze było kolorowo, grała muzyka i gadał spiker. Na mecie z kolei, gdy kolarze już tam dojadą, nie będą oklaskiwani przez fanów, a na ceremonię dekoracji wyjdą sami i własnoręcznie założą koszulki. Nie będzie też obcałowywania przez hostessy czy gratulacji od tuzinów oficjeli.

– Na pewno będzie to dziwny wyścig – mówi Przemysław Niemiec, były kolarz, który wielokrotnie jechał w Tour de Pologne, a dziś pomaga w opracowywaniu trasy wyścigu. – Na starcie i na mecie będzie przecież cicho. Wiadomo z kolei, że na trasie trudno opanować to, by kibiców nie było. Nie można przecież zabronić komuś, by stanął sobie przed własnym domem. Fani na pewno się trafią i będą proszeni o odpowiednie zachowanie. Na mecie jednak będzie pusto – dziwnie, inaczej.

Obrazek z zeszłorocznego Tour de Pologne. W tym roku żaden z kolarzy nie będzie obcałowywany. Fot. Newspix

Bo i faktycznie, jeśli chcielibyście oklaskiwać kolarzy, zrobić możecie to właśnie na trasie. Są jednak warunki: zachowanie bezpiecznego dystansu, nałożenie maseczki i przestrzeganie pozostałych obostrzeń sanitarnych. Nie chcielibyście pewnie, aby z waszej winy odwołano Tour de Pologne, co? Swoją drogą jeśli co roku czailiście się na fanty w postaci bidonów wyrzucanych przez kolarzy [a autor sam ma w domu dwa, zgarnięte z trasy w czasach gdy był jeszcze dzieciakiem], to niestety, ale nie zrobicie tego w tym roku.

Nie będzie bowiem zorganizowanej strefy bufetu, a zawodnicy pobierać bidony, żele czy odżywki będą ze swoich wozów technicznych (co zresztą powoduje, że strategie poszczególnych ekip czy zawodników mogą się diametralnie różnić, warto się temu z uwagą przyglądać) i tam też mają zwracać odpadki. Wyrzucanie śmieci jest zabronione z dwoma wyjątkami – wyznaczono bowiem specjalne strefy, zwane „litter zone” na każdym z etapów. Pierwszą wyznaczono mniej więcej w połowie, a drugą na 10-20 kilometrów przed końcem etapu. Swoją drogą, jeśli wyścig przejeżdża przez waszą miejscowość, to spodziewajcie się, że w tym roku będzie uboższy – zabraknie kolumny reklamowej, która normalnie poruszała się przed kolarzami, a osoby jadące samochodami nie będą mogły ich zmieniać w trakcie trwania etapu.

W tym roku nie odbędzie się też Tour de Pologne Amatorów, ale nie zrezygnowano za to z organizacji imprezy dla dzieciaków – TdP Junior. Przeprowadzone zostaną cztery wyścigi: w Katowicach, Zabrzu, Bielsku-Białej oraz Krakowie. Jest jednak limit zawodników (150), a jeśli ktoś nie zgłosi się do pierwszego z wyścigów, nie może się już zapisać do kolejnego. Wszędzie, gdzie to tylko możliwe, do dyspozycji młodych kolarzy, ich starszych kolegów oraz wszelakiej maści oficjeli, organizatorów, sędziów czy dziennikarzy będą ustawione środki do dezynfekcji oraz umywalki. Miejmy nadzieję, że nikt nie zapomni z nich skorzystać.

Mimo tych wszystkich obostrzeń, ciszy i braku kibiców, jest jednak nadzieja, że wyścig będzie wyjątkowy. Choćby z powodu obsady.

Na papierze znakomicie

Do Polski zjadą się kolarze ze ścisłej światowej czołówki. Wymienić wystarczy Richarda Carapaza, ubiegłorocznego zwycięzcę Giro d’Italia; Jakoba Fuglsanga, srebrnego medalistę igrzysk w Rio; Marka Cavendisha, doskonałego sprintera, mającego na koncie ponad sto etapowych zwycięstw, w tym 30 w Tour de France; Remco Evenepoela, jednego z najbardziej utalentowanych kolarzy w peletonie; a także zawodników takich jak Pascal Ackermann, Rui Costa, Ion Izagirre (zwycięzca TdP z 2015 roku), Simon Yates, Tim Wellens, Mads Pedersen (sensacyjny mistrz świata z poprzedniego sezonu) czy Diego Ulissi. Ten ostatni zresztą często w Polsce bywa.

– Ulissego bardzo dobrze znam, bo osiem lat jeździłem z nim w drużynie. Zawsze przyjeżdża na TdP, bardzo dobrze ten wyścig wspomina. W zeszłym roku był tu zresztą trzeci, pewnie ma chrapkę na to, by zrobić dobry wynik. Będzie miał tę przewagę nad innymi, że mu dokładnie powiem, na co ma uważać (śmiech) – mówi Przemysław Niemiec. Tak naprawdę jednak ta edycja będzie wyjątkowa między innymi dlatego, że – mimo obecności tylu znakomitych kolarzy – naprawdę trudno jest wskazać jakiegoś faworyta.

Kolarze z pewnością są bowiem spragnieni ścigania na najwyższym poziomie, ale nie wszyscy muszą koniecznie traktować Tour de Pologne jako wyścig, na którym będą się zabijać o zwycięstwo. Dla niektórych – choćby wspomnianego Carapaza – może to być przygotowanie do startów w Wielkich Tourach. Zresztą, Tour de Pologne ma to do siebie, że często o najwyższe laury walczą kolarze „z drugiego szeregu”, tak jak w zeszłym roku Pawieł Siwakow, który po świetnej ucieczce kompletnie niespodziewanie sięgnął po triumf w całym wyścigu.

– To na pewno będzie ciekawy wyścig – mówił w Weszło FM Igor Błachut, komentator i dziennikarz Eurosportu, który sam często rywalizuje na rowerze. – Nie mam jednak przekonania co do tego, czy wszyscy przyjadą w optymalnej dyspozycji. Wprawdzie sezon jest króciutki i nie ma za bardzo czasu na rozkręcanie się, ale fakt, że to wszystko jest tak ciasno napakowane, może sprawić, że grupa zawodników utytułowanych raczej nastawi się na zwycięstwa w konkretnych wyścigach – jeden na Tour de France, drugi na Giro… Kto więc wygra? Nie wiadomo. Pewną wskazówką może być fakt, że Remco Evenepoel, którego wcześniej rzadko wskazywano, znakomicie radził sobie w wyścigu Vuelta a Burgos, gdzie też jechali uznani zawodnicy.

Remco Evenepoel

– Myślę, że wyścig będzie przez te nazwiska jeszcze ciekawszy – dodaje Przemysław Niemiec. – Każdy jest głodny ścigania, każdy chce tych kilometrów zrobić jak najwięcej przed Wielkimi Tourami – to był zresztą jeden z powodów wydłużenia etapów, które pierwotnie miały być krótsze. Przez to mamy też ciekawą listę startową. Tour de Pologne potrafią jednak wygrywać wschodzące gwiazdy. Może trafi się znów jakiś czarny koń i pogodzi wszystkich? Nie ma stuprocentowego faworyta, bo wyścig jest nieobliczalny. Nie mamy mega długich podjazdów, ale za to trudne klasyczne etapy.

Nie można też wykluczyć, że o zwycięstwo powalczą nawet kolarze, których normalnie byśmy o to nie podejrzewali – przecież w 2011 roku triumfował w Polsce Peter Sagan, a przecież ostatnie, z czego by słynął, to dobra jazda po górach. Wszystko zależy od tego, jak potoczą się poszczególne etapy, bowiem w ostatnich latach wyścig często decydował się dosłownie na sekundy, ważne mogą więc okazać się też bonifikaty na lotnych premiach.

– Myślę, że to będzie zwariowany wyścig i sezon pełen niespodzianek. Michał Kwiatkowski mówił mi, że sezon trwa tylko trzy miesiące, więc albo wchodzi się w dobrej formie, albo się odpada. Można nieco tę formę podszlifować, jeśli myśli się o Tour de France czy Giro, to da się to zrobić. Jeśli jednak przyjedziesz kompletnie bez niej, to koniec. Nie ma kiedy odpocząć, nie ma kiedy jej złapać. Przez te trzy miesiące jest tyle ścigania, że nie ma na to czasu. Pamiętajmy, że kolarzom kończą się kontrakty, rozpadają się grupy. Wielu będzie chciało się pokazać. Wielu zawodników jest w takiej sytuacji, że nie miało się gdzie tego zrobić. Spodziewam się interesującego ścigania i niespodzianek – mówił Adam Probosz.

Nas, oczywiście, interesuje przede wszystkim jedno: kto z Polaków może się na Tour de Pologne wykazać?

Do boju, Polsko

Wiadomo, że faworytem będzie, oczywiście, Rafał Majka. „Zgred” triumfował już w polskim wyścigu w 2014 roku, więc wie, z czym to się je i jak pojechać po końcowy sukces. Choć, powtórzmy, tak naprawdę nic nie wiadomo o jego formie. Jechał co prawda we Vuelta a Burgos, ale już na pierwszym etapie dwukrotnie upadł i dopiero pod koniec wyścigu na powrót pokazywał niezłą dyspozycję. Do Polski przyjeżdża więc nieco poobijany, ale z pewnością ze sporymi ambicjami. Choć, jak mówił Maciej Bodnar, nie wiadomo, czy Rafał będzie liderem ekipy. Dodawał też, że on sam przyjeżdża z jednym zadaniem – ma pomagać kolegom.

Cieszę się bardzo, że mogę wystartować w Tour de Pologne, tym bardziej po takiej długiej przerwie. Fajnie, że padło akurat na ten wyścig. Ja jestem raczej pomocnikiem, nie przyjeżdżam wygrać, a pomagać liderom. Taktyka? Myślę, że poznamy ją dopiero w dniu startu, a wręcz śmiem twierdzić, że nawet podczas etapów, gdy zobaczymy jak kto będzie się czuć. Oprócz Rafała będzie jeszcze dwóch albo trzech mocnych kolarzy, a na płaskich etapach będziemy liczyć na Pascala Ackermanna. Zobaczymy, jak po takiej przerwie będzie to wyglądać i jak każdy kolarz będzie przygotowany, aczkolwiek tanio skóry nie sprzedamy. Będziemy chcieli pokazać się na każdym etapie, ale fajnie byłoby, gdyby Rafał powalczył o generalkę.

Poza naszą eksportową dwójką z BORA-Hansgrohe na trasę Tour de Pologne zawita też między innymi Tomasz Marczyński, który jednak też będzie zapewne pełnił rolę pomocnika, opcjonalnie zawita w którejś z ucieczek. Podobnie Michał Gołaś w Team INEOS. Będą też, oczywiście, zawodnicy z CCC Team, walczący o to, by pozostać w World Tourze, bo – jak wiadomo – polska firma po tym sezonie wycofa się ze sponsorowania zespołu. Na pewno liczyć można na to, że o dobry występ powalczy Szymon Sajnok. Oprócz niego jechać mają też Kamil Małecki i Kamil Gradek. Liderem zespołu będzie jednak Ilnur Zakarin i to on ma rywalizować w klasyfikacji generalnej.

Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jedną ekipę, która tradycyjnie pojedzie na Tour de Pologne.

Będzie też reprezentacja Polski, to w dużej mierze młodzi zawodnicy. Jedzie tam co prawda Maciej Paterski, doświadczony, ale są młodzi, których pewnie nie trzeba będzie zachęcać do tego, by się pokazać. Jestem przekonany, że jak kolarze zabiorą się do ucieczki, to wszyscy w tej ekipie staną na uszach, by się w takowej znaleźć. Takie będzie ich zadanie. Mają świadomość i oni, i szefostwo reprezentacji, że o etapowe wygrane będzie trudno. Jak co roku zresztą. Natomiast odjechać, fajnie powalczyć na premiach i pokazać się publiczności – to już można zrobić – mówił Igor Błachut.

Warto na tych chłopaków zwrócić uwagę również dlatego, że kilku z nich ostatnio całkiem nieźle zaprezentowało się w mniejszych wyścigach. Piotr Brożyna był piąty w Sibiu Tour w Rumunii, Alan Banaszek wygrał etap wyścigu Dookoła Bułgarii, a Adrian, jego kuzyn, na niektórych etapach plasował się w ścisłej czołówce. Obu przebił jednak Patryk Stosz, który tamten wyścig wygrał, pokazując, że jest w gazie.

– Jeżeli chodzi o reprezentację, to scenariusz z ostatnich lat pokazał, jaka jest jej rola – na pewno będą pierwszymi, którzy po minięciu zerowego kilometra, pojadą w odjazd. To też fajna promocja, sposób na pokazanie się. Na pewno więc codziennie zobaczymy reprezentanta Polski w ucieczce. Patryk w Bułgarii pokazał, że jest w gazie i na jego miejscu raczej nastawiłbym się na walkę w klasyfikacji generalnej, a uciekanie powierzył innym zawodnikom – dodaje Przemysław Niemiec.

Kto wie, może któryś zaprezentuje się tak dobrze, że za rok faktycznie pojeździ w World Tourze?  Trzymamy za to kciuki. Tymczasem powiedzmy sobie jednak o jeszcze jednej, ważnej rzeczy – gdzie wszyscy kolarze będą mogli się prezentować i rywalizować o etapowe zwycięstwa i końcowy triumf.

Krócej, ale intensywnie

Będzie tylko pięć etapów zamiast normalnych siedmiu. Te jednak, jak już wspomniano, wydłużono i to na prośbę samych ekip, które chciały dobrze przygotować się do kolejnych wyścigów. A żeby to zrobić, kolarze muszą wyrobić odpowiedni kilometraż. Ograniczeniem był jedynie regulamin Międzynarodowej Unii Kolarskiej, który stanowi, że średnia kilometrów na etap w wyścigu nie może przekroczyć 180.

Mapa TdP 2020

Zabawa zaczyna się już tak naprawdę na pierwszych etapach. Jasne, na początku są dwa płaskie, ustawione pod sprinterów, ale już tam władowano pewne atrakcje – choćby Górę Świętej Anny, krótki, ale ciekawy podjazd, na którym w czasie pandemii wielokrotnie trenował na przykład zamieszkały w Gliwicach Cesare Benedetti. I bardzo sobie to miejsce chwalił. Inna sprawa, że akurat ta ścianka umieszczona została dość daleko od mety, więc raczej nie zagwarantuje nam dodatkowych emocji, a jedynie lekko „przepali” nogi zawodników.

Prawdziwe emocje zaczną się od trzeciego etapu. To już góry i choć „królewskim” nazywa się czwarty z etapów, ten w Bukowinie Tatrzańskiej, to i Beskidy mogą się dać nieźle w kość, bo na trasie z Wadowic do Bielska-Białej umieszczono naprawdę sporo pułapek. – Trzeci etap jest w moim odczuciu najciekawszy. Siedem premii górskich, z czego cztery „jedynki” – Przegibek i Kocierz po dwa razy. Jest tam co jechać. To strome, dające się we znaki podjazdy. Myślę, że to może być etap decydujący, który zamiesza w klasyfikacji. Do tego jest długi, ma ponad 200 kilometrów – mówi Igor Błachut.

Trzeci etap TdP 2020

– Ja bym uważał na trzeci etap – zgadza się z nim Przemysław Niemiec, który doskonale zna tamte rejony, bo od dziecka w nich mieszka. – Przegibek jest akurat najłatwiejszym z tych podjazdów, mamy za to dwie trudne ścianki na pętli kocierskiej. Potem cały czas jedzie się góra-dół, mało tam płaskiego. Etap ma 3500 metrów przewyższenia, więc sporo jak na polskie warunki. Następnego dnia jest poprawka w Bukowinie, a ostatni etap do Krakowa na pierwszych stu kilometrach ma 2500 metrów przewyższenia. Też mało płaskiego, jest kilka fajnych podjazdów, więc i tam udało się zrobić coś, co kolarzy może zmęczyć.

Faktycznie więc trzeci etap może być tym, na którym coś zadzieje się w klasyfikacji generalnej. Wystarczy udana ucieczka, odjazd grupy zawodników i automatycznie wyłonią nam się faworyci do zwycięstwa, bo jak już wspominaliśmy, Tour de Pologne – tym bardziej w wersji skróconej – nie należy raczej do wyścigów, w których odrabia się spore straty. Raczej trzeba walczyć o każdą sekundę, bo ta może okazać się decydująca. W zeszłym roku Pawieł Siwakow wygrał z przewagą dwóch sekund. Michał Kwiatkowski dwa lata temu miał ich piętnaście nad Simonem Yatesem. Trzy lata temu Wout Poels miał trzy, a Rafał Majka dwie sekundy straty do triumfatora, Dylana Teunsa.

W Beskidach trzeba będzie więc się pilnować, podobnie zresztą w Bukowinie. To najtrudniejszy etap, najeżony najgorszymi podjazdami. Tam sprinterzy będą walczyć o przetrwanie, a faworyci powinni rozstrzygać między sobą losy wyścigu. W zeszłym roku Siwakow właśnie na nim wygrał sobie cały wyścig. Inna sprawa, że to już góry dobrze znane wszystkim, którzy na Tour de Pologne przyjeżdżają, więc możemy być świadkami istnej rozgrywki taktycznej. Jeśli Majka chce powalczyć o zwycięstwo w Tour de Pologne, to zapewne właśnie tam. Choć wiemy, że jemu raczej odpowiadają długie podjazdy i powolne wspinanie się.

Czwarty etap TdP 2020

Mimo wszystko może okazać się, że nawet gdyby sytuacja wydawała się rozstrzygnięta po czterech dniach, to wcale tak nie musi być. Jest bowiem jeszcze etap piąty, z metą w Krakowie, który może namieszać. Wydaje się bowiem idealny do formowania ucieczek. – Pytanie czy sprinterzy, którzy zostaną na tych pierwszych stu kilometrach ostatniego etapu, zorganizują się potem i będą gonić peleton. Tam jest bardzo trudno – od startu jedzie się pod górę. Czy może rozstrzygnąć się to wszystko przez ucieczkę? Myślę, że tak. Jeśli ktoś odjedzie na początku, potem może być trudno go dogonić. Po pierwszych stu kilometrach jest już płasko, ale nie ma prostych – cały czas są małe miejscowości. Tego kontaktu wzrokowego z rywalami z przodu praktycznie w ogóle nie ma. Przez to możemy dostać interesujący etap. Ciekawie będzie się to oglądać. Miasta są praktycznie te same, co rok temu, ale trasy już zupełnie nowe. Wyścig będzie przez to ciekawszy – mówi Przemysław Niemiec.

Trasa dla najlepszych kolarzy, oczywiście, nie jest przesadnie wymagająca. Inna sprawa, że po przerwie spowodowanej koronawirusem i utrudnionych przygotowaniach, tak naprawdę każdy może w pewnej chwili natrafić na ścianę i zmagać się z problemami. Dlatego trudno cokolwiek tu przewidzieć. Czysto teoretycznie można sobie jednak zadać pytanie: kogo najbardziej premiują takie etapy?

Gdybyśmy mieli zgadywać, powiedzielibyśmy, że zapewne kolarzy w typie Jakoba Fuglsanga, którzy potrafią się odnaleźć i na podjazdach, i na płaskich etapach, a do tego mają sporo doświadczenia i wiedzą, jak zachować się w peletonie. Wiadomo, że Duńczyk potrafi powalczyć na trasie Wielkich Tourów, ale też świetnie jeździ – i zdarzało mu się je wygrywać – w klasycznych wyścigach jednodniowych i tygodniowych imprezach. Mając przed sobą taką trasę, musi być uznawany za jednego z faworytów.

Nie można wykluczyć jednak, że młodzieńcza przebojowość Remco Evenepoela, faktycznie przyniesie Belgowi sukces. Ten fantastycznie pojechał bowiem na trasie Vuelta a Burgos, urywając się rywalom w momentach, gdy ci kompletnie się tego nie spodziewali. Pokazał przy tym, że mimo braku wielkiego doświadczenia, doskonale “czuje” peleton. A to wielka umiejętność, która może przynieść zwycięstwo i w Tour de Pologne.

Trudniej będzie za to klasycznym góralom, bo w Polsce po prostu nie mamy wystarczająco długich i trudnych podjazdów, by ci mogli się wykazać. Są trudne ścianki, owszem, ale krótkie. Dlatego trzymajmy kciuki za Rafała Majkę, ale miejmy to z tyłu głowy, żeby potem przesadnie nie narzekać, jeśli „Zgredowi” się nie powiedzie.

A jeśli chodzi o życzenia… cóż, my mamy na ten wyścig dwa: żeby fantastycznie się go oglądało i żeby nie powtórzył się smutek sprzed roku.

Bjorg, pamiętamy

To był przypadek, nikt tego nie planował. Tak się jednak złożyło, że Tour de Pologne wystartuje dokładnie rok po tragicznej śmierci Bjorga Lambrechta, młodego kolarza ekipy Lotto Soudal, a więc klubowego kolegi Tomka Marczyńskiego. Bjorg zmarł na trzecim etapie ubiegłorocznego wyścigu po tym, jak w miejscowości Bełk zjechał nagle z drogi i uderzył w znajdujący się obok betonowy przepust. W konsekwencji doznał poważnego urazu wielu narządów i sporego krwotoku. Nie udało się go uratować. Kolejny etap był zneutralizowany, kolarze przejechali go w ciszy.

Ciszą rozpocznie się też ta edycja Tour de Pologne. Ku pamięci Bjorga przez minutę nikt nie powie ani słowa. Zastrzeżony został też numer, z którym jechał w zeszłym roku – 143 – a klasyfikacja dla najlepszego młodego kolarza została nazwana jego imieniem.

Bo Bjorg Lambrecht już na starcie Tour de Pologne nigdy nie stanie. Ale Tour de Pologne będzie o nim pamiętać.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez