Wojciech Pszczolarski i e-kolarstwo. Jak Polak walczył o tytuł mistrza świata… na trenażerze

Wojciech Pszczolarski i e-kolarstwo. Jak Polak walczył o tytuł mistrza świata… na trenażerze

Wracasz z pracy, rzucasz teczkę w kąt, przebierasz się w ciuchy kolarskie, bo rower to twoje życie. Po półtorej godziny zostajesz mistrzem świata UCI, choć wychodzisz co najwyżej do garażu. Taką możliwość niedawno mieli zawodnicy na mistrzostwach świata w e-kolarstwie.

Wirtualnie

Kolarskie mistrzostwa świata w e-sporcie, czyli wyścig na trenażerach kolarskich o złoty medal i tęczowy trykot oficjalnie zaprezentowano podczas szosowego czempionatu w Yorkshire 2019. To wszystko wyglądało i brzmiało wtedy kompletnie niedorzecznie. W tym roku wszystko się jednak zmieniło. Pandemia na pewno przyśpieszyła rozwój e-kolarstwa, choć sporo działo się w nim już wcześniej.

Jak to wygląda? Wyścigi odbywają się w kolarskiej utopii – Watopii, czyli wirtualnym świecie wykreowanym w aplikacji Zwift. To właśnie ona pozwala na przeprowadzenie w miarę obiektywnych wyścigów i treningów, w których bierze udział coraz więcej ludzi i jak się za chwilę okaże, nie tylko kolarzy.

Rok 2020 przyniósł zresztą nie tylko pandemię, ale i szereg niekonwencjonalnych wydarzeń sportowych, które odbywały się w sieci, właśnie na pograniczu realu i rzeczywistości alternatywnej. Niedawno World Athletics nagrodził Armanda Duplantisa, Sama Kendricksa i Renauda Lavilleniego za świetną skądinąd inicjatywę przeprowadzenia „podwórkowego” konkursu w skoku o tyczce. Każdy skakał na własnym zeskoku, za domem. W trakcie zawodów trwała transmisja, rywalizowali jednak korespondencyjnie, na odległość.

Te zawody jednak wynikały z “unieruchomienia” tyczkarzy lockdownem. Rywalizacja na trenażerach planowana była dużo wcześniej. Być może pod wpływem wioślarstwa, które od dawna rywalizuje na ergometrach. Odniesienie do ergometrów wioślarskich nie jest zresztą przypadkowe. Mistrzem świata w e-kolarstwie został bowiem niemiecki wioślarz – utytułowany zawodnik wagi lekkiej Jason Osborne. Jak sam mówił, już po zwycięstwie, tężyzna wypracowana przez wiele lat wiosłowania z pewnością zaprocentowała i to jej zawdzięcza triumf.

Jak to działa

Czy może być coś bardziej nudnego i żmudnego niż pedałowanie w domu? Ile można oglądać seriale i filmy? Jeszcze nudniejsze może być chyba tylko wiosłowanie w miejscu, bo podczas treningów stacjonarnych kadrowiczom na zgrupowaniach wioślarskich po prostu nie wypada oglądać telewizji. Zwyczajnie waty, tempo i czas wymagają zbyt wielkiego skupienia oraz precyzji, by pozwolić sobie na choćby najmniejszy moment dekoncentracji. Pozostaje głośna muzyka i ekranik, na którym wyświetlane są parametry pracy.

Zwift poszedł o krok dalej. Wykreował świat, w którym każdy uczestnik ma swojego avatara i w którym można odnaleźć między innymi symulacje legendarnych podjazdów alpejskich czy pirenejskich. Można się spotykać w grupach, można trenować, można ścigać się między sobą. A na końcu tej drogi? Można zostać oficjalnym mistrzem świata.

Trenażery kolarskie stosowane są od lat, ale w ostatnim okresie zdecydowanie stają się coraz bardziej przyjazne dla użytkowników. Sprzężone z elektroniką wykraczają poza dotychczasowe, mocno ograniczone zakresy pracy. Nie bez znaczenia jest fakt, że są też po prostu cichsze, co przekłada się na przyjemność i komfort innych domowników. Uwierzcie, stare maszyny – które elektroniki nie miały w ogóle – potrafiły być mniej więcej tak głośne jak spory mikser.

Do tego producenci dostosowują się do wymagań klientów i tworzą maszyny, które współpracują z zainstalowaną aplikacją, a to odpowiednio zwiększając opór, a to go zmniejszając. Wymusza to zwykłą pracę przełożeniami, a na zjazdach po prostu można dać nogom odetchnąć. Tylny trójkąt ramy wpina się w trenażer, co powoduje nadzwyczajną stabilność i możliwość pracy na podjazdach stojąc w pedałach.

Przygotowania

Znany polski kolarz Wojciech Pszczolarski od kilku sezonów trenuje na Zwifcie. To głównie torowiec z sukcesami. Zawodnik Grupy Sportowej ORLEN stawał na podium mistrzostw świata, po dwakroć zwyciężał czempionat Starego Kontynentu. Z powodzeniem rywalizuje w sześciodniówkach pod dachem. A na trenażerze? Przejechał ponad siedem tysięcy kilometrów. Sęk w tym, że świeżo upieczony mistrz świata ma ich ponoć ponad 14 tysięcy…

– Za chwilę będę totalnie zalany potem, rozgrzewka nie jest szczególne wymagająca – zapowiedział „Pszczoła”, po czym sięgnął po pilota. Wszystko, czego potrzeba, musi być w zasięgu ręki, bo choć ekipa „Kierunku Tokio” przygląda się zmaganiom kolarzy, to może zabraknąć czasu na wytłumaczenie, czego kolarzowi potrzeba.

Przed Wojtkiem wiatrak z możliwością zdalnej regulacji. Będzie gorąco. Rama roweru jest zabezpieczona przed cieknącym potem, by nie uszkodziła jej po czasie sól. Na stoliku przed rowerem ustawiony laptop, a tam oczywiście uruchomiony Zwift. Na starcie przybywa zawodników, każdy kręci na wirtualnym trenażerze, jak przed zwykłym wyścigiem na szosie.

Polacy w tradycyjnych strojach – biało-czerwonych. Wojtek jedzie w butach z rysunkiem Pszczoły. – To upominek od Shimano na podsumowanie pięciu lat współpracy – wyjaśnia. Strój różni się od typowo kolarskiego. Wykonany jest ze specjalnej siatki, która umożliwia poprawę wentylacji. Słuchawki na uszach z kolei pozwalają na kontakt ze sztabem trenerskim i innymi zawodnikami. Dodatkowo przed startem słychać jeszcze angielskie komunikaty organizatorów.

Dzień przed mistrzostwami odbyła się próba generalna. Sprawdzano połączenie internetowe, a nawet kąt ustawienia kamery, która miała pokazywać pełną sylwetkę zawodnika. W przeddzień startu wszyscy uczestnicy musieli nagrać filmik z procedury ważenia. Co ciekawe, aby uniknąć przekłamań lub ewentualnych oszustw jedno z ujęć miało przedstawiać dowód na odpowiednie wyskalowanie wagi w postaci zważenia odważnika. Ciężar ma bowiem bezpośrednie przełożenie na przeliczenia watów generowanych przez zawodników.

Start

Same zawody są dość specyficzne. Wojtek Pszczolarski pedałuje wpatrzony w ekran laptopa. Peleton szybko się podzielił, a „Pszczoła” utknął za jakimś Japończykiem, który trochę przymarudził na jednym z podjazdów i nie utrzymał się za czołówką. A w niej tempo szło wręcz piekielne. Mimo że wszystko dzieje się w wirtualnym świecie, kręcić trzeba nogami w rzeczywistości.

Moc w trakcie takiego wyścigu generuje się wręcz ogromną. Średnia na ponad godzinnym odcinku (50 km) zanotowana Pszczolarskiemu przez przeznaczony do tego celu program to 325 watów. Zwycięzca Jason Osborne miał ich z kolei 370! Więcej mówi jednak stosunek watów na kilogram. Na ostatnim podjeździe, który przyniósł Niemcowi triumf pracował nogami z mocą 12 watów/kg, a średnia z całego wyścigu to 4,7/kg.

Wśród pań tęczową koszulkę wywalczyła pochodząca z RPA i obchodząca tamtego dnia 36. urodziny kolarka Ashleigh Moolman Pasio. Warto zwrócić jednak uwagę, że ona jest faktycznie zawodniczką uprawiającą kolarstwo szosowe. Zresztą w ostatnim sezonie reprezentowała barwy CCC Liv. Nie jest gwiazdą pierwszej wielkości, ale była w stanie objechać wiele naprawdę mocnych zawodniczek. Wśród mężczyzn kolarze, którzy ścigają się w zawodowym peletonie, na torze czy przełajowcy, stanowili tło dla specjalistów od ścigania na Zwifcie. – Sama nie byłam fanką kręcenia na trenażerze, ale podczas pandemii się przekonałam – tłumaczyła szczęśliwa Pasio po zwycięstwie.

Nagroda przekroczyła osiem tysięcy euro, a wiadomo, że w żeńskim kolarstwie nie ma takich pieniędzy jak w męskim… Kwota nie do pogardzenia. Taka kasa nie skusiła będących już poza sezonem naprawdę solidnych, by nie powiedzieć gwiazdorskich nazwisk z peletonu (jak choćby Domenico Pozzovivo, Rigoberto Uran, Edvald Boasson-Hagen, Thomas De Gent, Jordan Sarrou, Eli Iserbyt , Victor Campenaerts, Ed Clancy, Tom Pidcock, Lionel Sanders). Wystartowali w tych mistrzostwach świata w e-kolarstwie, stanowili jednak tło dla zwiftowców. Można oczywiście zadawać pytanie, czy koszulka mistrza świata w e-kolarstwie jest tyle warta co koszulka, którą zdobywali w tym roku Julian Alaphilippe czy Filippo Ganna, a kiedyś między innymi Michał Kwiatkowski czy Eddy Merckx…

Kolarska tęcza w teorii jest marzeniem każdego zawodnika, a teraz można wywalczyć ją nie tylko na szosie, torze, w kolarstwie górskich czy przełajowym… Do tego pojawiła się możliwość zdobycia jej nawet bez wyjścia z domu. Nowa jakość, wynikająca z ducha czasu. Mocne nazwiska znane z największych wyścigów legitymizują oczywiście i podbijają rangę e-kolarstwa, ale wszyscy ci zawodnicy robią to jednak, przy okazji koncentrując się na swoich specjalnościach. Na Zwifcie jadą już po sezonie.

Wojciech Pszczolarski ukończył ten wyścig na 57. miejscu. Najwyżej sklasyfikowanym Polakiem został Michał Kamiński, o którym się mówi, że jest pierwszym w kraju zawodowym zwiftowcem i który nieznacznie wyprzedził jeżdżącego w grupie Mazowsze Serce Polski Pawła Bernasa.

Tekst i foto:
DARIUSZ URBANOWICZ

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez