Wojciech Nowicki: Mam nadzieję, że igrzyska odbędą się w terminie

Wojciech Nowicki: Mam nadzieję, że igrzyska odbędą się w terminie

Wojciech Nowicki miał być teraz na zgrupowaniu w RPA. Zamiast tego przebywa w Białymstoku i tam stara się trenować. Do organizacji igrzysk nastawiony jest pozytywnie i ma nadzieję, że odbędą się w terminie. Jak mówi – ma ten komfort, że kwalifikację do Tokio zapewnił sobie już dawno temu, w przeciwieństwie do wielu innych sportowców. O tym, jak może się teraz przygotowywać, jakie ma nadzieje na najbliższe miesiące i pobycie w Wuhan na niedługo przed wybuchem epidemii opowiedział Marcinowi Ryszce na WeszłoFM.

MARCIN RYSZKA: Gdyby nie to całe zamieszanie z koronawirusem, to nie byłbyś teraz w Białymstoku, tylko na zgrupowaniu w RPA.

WOJCIECH NOWICKI: Na pewno, takie były plany. Jak widać plany się zmieniły, obecnie jestem w domu. Ile mogę, tyle staram się coś robić. Trenuję i spędzam czas z rodziną.

Na ile skomplikowało ci to plany treningowe?

Wiadomo, że jak chyba każdy sportowiec w Polsce, po prostu miałem jakieś założenia, że potrenuję w dobrych warunkach, w cieple, ale jest jak jest. Trzeba się dostosować, nie będę narzekać. Cieszę się, że w ogóle coś mogę u siebie porobić i poćwiczyć. Czekam na rozwój sytuacji. Mam nadzieję, że niebawem się poprawi, będzie można normalnie trenować, robić zgrupowania i pracować zgodnie z planem. Staramy się teraz też od tego planu przesadnie nie odbiegać, ale wiadomo, że jest lekkie zachwianie. Choć ta różnica nie jest tak drastyczna.

Czy mógłbyś wytłumaczyć nam, co dawałyby ci te warunki, które są w RPA? Jak odbija się to na treningu w rzucie młotem?

Powiem tak: jakoś strasznie się to nie odbija, z pewnością jednak bardziej komfortowo trenuje się w cieple. Choćby przez to, że sam mięsień jest bardziej elastyczny. Do tego trenujemy w warunkach zbliżonych do tych, w jakich startujemy latem. Przede wszystkim chodzi – bo siłownię da się zrobić wszędzie – o pracę nad techniką. To czucie jest wtedy też zbliżone do tego na startach, bo starty mamy zwykle w okresie letnim. Warunki pogodowe są zbliżone.

Mniejsze jest też ryzyko kontuzji?

Tak, bo mięsień jest lepiej dogrzany niż na podwórku, a przeciążenia są podobne. To wszystko wpływa na to, że możemy zrobić to lepiej. Nie oszukujmy się też, że w tym cieplejszym klimacie organizm się mniej męczy. Bo jego dogrzewanie też zabiera energię. Dzięki temu można wykonać więcej pracy. Jest jednak jak jest, trzeba się dostosować.

Rozmawiałem z Kamilą Lićwinko, która też wspominała, że ma dobre warunki w Białymstoku i może normalnie trenować. Można powiedzieć, że jesteście w pewnym sensie szczęściarzami, bo są sportowcy, którym ten koronawirus kompletnie rozsypuje plany przygotowań.

Oczywiście. Jak mówię – suma summarum mam o tyle dobrze, że mogę podtrzymać ten trening. Nie jest tak, że nie robię nic. Trzeba po prostu przeczekać tę sytuację. Będę starał się trenować na tyle, na ile mogę. Nie przeskoczę pewnych rzeczy. Ważne, żeby to się lada moment skończyło i cały tryb funkcjonowania wszystkich w naszym kraju wrócił do normy. Bo myślę, że sytuacja dla nas sportowców, ale i dla innych obywateli, nie jest optymistyczna. Mam nadzieję, że za niedługo wszystko wróci na dobre tory.

Powiedz, w którym momencie dowiedziałeś się, że nie polecicie do RPA? Podobno zawrócono was z samego lotniska?

Nie, to jest troszkę przekłamane. Dowiedzieliśmy się tuż przed wyjazdem, na szczęście.

Czyli w samolocie jeszcze nie siedziałeś.

Nie, nie. Mieliśmy ruszać na lotnisko i wtedy dostaliśmy informację, że nie możemy lecieć i zostajemy w domu. Następnego dnia pojechaliśmy do ośrodka w Spale. Niestety, tam też potrenowaliśmy ze trzy dni i kazali nam go opuścić, bo będzie zamknięty do odwołania. Czekamy na decyzję. O ile nic się nie zmieni na gorsze, to teoretycznie od końca marca będziemy mogli wrócić do Spały, żeby się tam przygotowywać. Na razie czekamy.

Czyli podszedłeś do tej całej sytuacji ze zrozumieniem?

Po prostu staram się w tym wszystkim zachować spokój. To nie jest zależne ode mnie. Ja też mam ten komfort, że mam minimum i kwalifikację olimpijską. Czekam na rozwój sytuacji i decyzję MKOl na temat tego, czy igrzyska odbędą się w terminie. Na razie, z tego co wiem, tak ma być. Mam też ten komfort, że zdobyłem już medal olimpijski. Mam swoje marzenie, by dołożyć do tego drugi, przypieczętować to, ale jak się nie uda, to trudno, będę żyć dalej. Cieszę się, że osiągnąłem to, co mam. Dla mnie to i tak bardzo dużo. Więc spokojnie. Staram się trenować na tym przeczekaniu, niewiadomej. Po prostu robić co do mnie należy i czekać na rozwój sytuacji. I tak się cieszę, że mogę coś porobić i nie siedzę dwa tygodnie, jak niektórzy moi koledzy, na tyłku w domu, nie mogąc robić nic. To chyba byłoby gorsze.

Na początku wśród niektórych sportowców były takie komentarze, że może państwo podjęło zbyt drastyczne środki. Pojawiała się też opinia, że wirus w ciepłych krajach rozmnaża się gorzej. Patrząc jednak na takie państwa jak Kuwejt, gdzie tych przypadków jest więcej, wydaje się, że te decyzje są jednak słuszne. Bo przede wszystkim liczy się zdrowie.

Oczywiście. Zresztą, co ja mogę powiedzieć? Taka jest decyzja władz. Mieliśmy się dostosować i koniec kropka. Myślę, że to nie jest dla nas aż tak złe, choć zaburza nam przygotowania. Tym bardziej, że to rok olimpijski. Pewnie gdyby to był inny sezon, to wszyscy machnęliby na to ręką. Ale są te igrzyska i wszyscy się stresują. Ja cierpliwie czekam. Robię, co mogę zrobić. Najważniejsze, że jestem zdrowy. Nie ma u mnie żadnych objawów. Zresztą na Podlasiu na razie jest spokój.

Bardzo odporni tam jesteście.

Chyba tak, zobaczymy. Mam nadzieję, że nie rozwinie się na taką skalę, że będzie gorzej i że zostanie dość spokojnie. Dziś przeczytałem, że mamy u nas dopiero drugi przypadek. Więc jest spokojnie i to się liczy.

Zdobywając złoty medal wojskowych igrzysk w Wuhan chyba trudno było przypuszczać, że kilka miesięcy później dojdzie tam do takich scen?

W życiu bym się czegoś takiego nie spodziewał. Śmiejemy się, że gdyby to było później, to chyba w ogóle nie mógłbym wrócić wtedy do Polski. Nie wiem, jakby to wówczas rozwiązali. Tym bardziej że to były igrzyska wojskowe, więc mogłoby być różnie. Wyszło jak wyszło. Zobaczymy, jak to się rozwinie dalej.

Bo wtedy tam nie było jeszcze żadnych…

Nie, nie. Wszystko było normalnie, spokojnie. Nie było problemów, zorganizowano imprezę na wysokim poziomie. To było zaskoczenie, że półtora miesiąca później zaczęły się takie problemy. Ale jak my byliśmy, to był spokój.

Z twoich wypowiedzi wnioskuję, że uważasz, że igrzyska w Tokio odbędą się planowo i nie będzie przesuwania terminu, jak to się dzieje z innymi imprezami? Wyobrażasz sobie możliwość przesunięcia igrzysk?

Nie zakładam tego i nie sądzę, by tak było. Wiem, jak wygląda obecna sytuacja, ale za cztery miesiące może być już normalnie. Trudno powiedzieć. Niby są gdzieś informacje – nie wiem, na ile prawdziwe czy potwierdzone – że w Chinach czy Japonii sytuacja się unormowała i ludzie zaczynają pracować. Wiem, że chyba odbyły się nawet zawody lekkoatletyczne na hali. Ich czołowa kulomiotka miała tam bardzo dobre pchnięcia.

Cztery miesiące to sporo czasu. Trzeba cierpliwie czekać. MKOl też podchodzi do tego na spokojnie, nie chce chyba wytwarzać napięcia. Zobaczymy, jak rozwiążą kwestię kwalifikacji. Bo jeszcze nie wszyscy je mają, a chcieli na pewno próbować zdobyć i będą walczyć do samego końca. Tu wchodzi w grę kwestia zorganizowania i rozwiązania tego problemu. A jak igrzyska odbędą się w terminie, to się odbędą w terminie. Zobaczymy. Na razie decyzja jest taka, że nie przekładamy i ja czekam.

Masz już ten komfort, jak wspomniałeś, że zdobyłeś medal w Rio. Jesteś też pewny tego, że za kilka lat będziesz miał zapewnione świadczenie emerytalne dla sportowca. Choć pewnie masz w głowie myśl, że „fajnie byłoby zdobyć medal innego koloru”. Inna sprawa, że ostatnio masz szczęście do tego brązu.

Szczęście-nieszczęście, ale się cieszę, że mam choć nawet ten brązowy medal. Ktoś mi po mistrzostwach w Dausze – gdy byłem rozczarowany, bo wiedziałem, że byłem dobrze przygotowany, ale konkurs nie ułożył się tak, jak chciałem – powiedział, że wielu sportowców chciałoby być w takiej sytuacji jak ja i tyle osiągnąć. Jak to sobie na spokojnie przemyślałem, to stwierdziłem, że miał rację. Wiadomo, jako sportowiec zawsze się staram i chciałbym jeszcze do swojej kolekcji dołożyć kolejny medal, osiągnąć coś więcej. Zobaczymy. Przygotowuję się, będę się starał rzucać jak najdalej i robić wszystko jak najlepiej. Oby tylko dopisywało zdrowie. Czekam na decyzję co do igrzysk. Mam nadzieję, że po prostu odbędą się w terminie.

ROZMAWIAŁ MARCIN RYSZKA

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez