Wioślarstwo: trzy pozytywy, ale też jedno spore rozczarowanie

Wioślarstwo: trzy pozytywy, ale też jedno spore rozczarowanie

Czy aktualnie mistrzowie świata mogą przegrać repasaże, które wydawały się tylko wyścigiem do odhaczenia? Mogą, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że dwa lata we wioślarstwie to szmat czasu, najmłodszy członek osady ma już trzydziestkę na karku, a najstarszy – bagatela – trzydzieści dziewięć lat. Jak na sport wytrzymałościowy, to więcej niż sporo. Nasza czwórka bez sternika mężczyzn w swoim wyścigu zajęła zaledwie trzecie miejsce, przez co straciła szansę na występ w finale A. Ale nasze pozostałe osady dały powody do radości – czwórka kobiet bez sternika oraz dwójka podwójna mężczyzn awansowały do finału, natomiast dwójka podwójna wagi lekkiej mężczyzn do półfinału swoich konkurencji.

Zacznijmy od końca – w przypadku czwórki bez sternika możemy mówić o rozczarowaniu dlatego, że Mateusz Wilangowski, Mikołaj Burda, Marcin Brzeziński i Michał Szpakowski to obecnie panujący mistrzowie świata. W dodatku w tym sezonie wioślarze prezentowali naprawdę niezłą formę. W pierwszej edycji Pucharu Świata w Zagrzebiu zajęli drugie miejsce za Francuzami, a w trzeciej – rozgrywanej w Sabaudii – stanęli na najniższym stopniu podium, ustępując Włochom i Brytyjczykom. To właśnie wyższość tych dwóch osad nasi panowie musieli uznać w swoim pierwszym starcie w sobotę, przez co dziś mogliśmy oglądać ich w repasażu.

Poza Polakami na linii startu zameldowała się Kanada, Rumunia, Holandia, Szwajcaria i RPA. W teorii – nikt, komu nasi nie mogliby sprostać. Kiedy osada holenderska bardzo mocno zaczęła wyścig i wysunęła się na prowadzenie, byliśmy jeszcze spokojni. Wszak, jak to mawia klasyk, prawdziwych mężczyzn nie poznaje się po tym, jak zaczynają, ale jak kończą. A to częsty błąd w wioślarstwie, gdy osada nie potrafi równomiernie rozłożyć swoich sił i pod koniec wiosłuje już na oparach. Polacy liczyli się w stawce, ale byli na trzeciej-czwartej pozycji. Kiedy świetni Rumuni połknęli Holandię mieliśmy nadzieję, że ta sztuka uda się również naszym rodakom, którzy w ostatniej fazie wyścigu znacznie przyspieszyli. Niestety, trochę zabrakło do upragnionego, dającego awans do finału A, drugiego miejsca. Nasza osada przypłynęła trzecia, przez co w środę wystąpi w finale pocieszenia.

Czwórka bez sterniczki kobiet – odrodzenie

Czas na pozytywy, a tych było dosłownie trzy razy więcej. Po pierwsze, zobaczyliśmy odmienioną czwórkę bez sternika kobiet. Nasze panie kompletnie nie poradziły sobie w pierwszym starcie, zajmując w nim ostatnie miejsce. Gdybyśmy mieli określić, co poszło nie tak w sobotnim wyścigu, napisalibyśmy w skrócie – wszystko.

– Musimy jutro stanąć na rzęsach i w repasażu popłynąć na swoich wyżynach – powiedziała po nieudanym występie Olga Michałkiewicz. I co tu dużo mówić, nasza osada w składzie Joanna Dittmann, Monika Chabel, Maria Wierzbowska i wspomniana Michałkiewicz wywiązała się z zadania. Panie popłynęły na naprawdę dobrym poziomie. Z czasem 6:48:33 w repasażu zajęły drugie miejsce za Wielką Brytanią, co daje im prawo do występu w finale głównym. Już są więc w najlepszej szóstce igrzysk. A w finale… wiadomo, wiele może się zdarzyć.

Nie tylko czwórki

W pierwszym z polskich wyścigów ostatniej szansy obejrzeliśmy Jerzego Kowalskiego i Artura Mikołajczewskiego. Oni bez większych trudów przypłynęli do mety na pierwszym miejscu, dzięki czemu awansowali do półfinału dwójki podwójnej wagi lekkiej. Tu jednak mamy kilka uwag. Tak, to nie był szybki bieg, bo i stawka nie była mocna. Dość powiedzieć, że w swoim pierwszym starcie Polacy zajęli trzecie miejsce, ale dopłynęli na linię mety o prawie dwanaście sekund szybciej, niż dziś. Ale hej, nie ma co narzekać – Polacy wygrali na sporym luzie, nie przemęczając się i zobaczymy ich w półfinale swojej konkurencji.

Z kolei o awans do finału walczyła jedna z naszych sporych nadziei medalowych – Mirosław Ziętarski i Mateusz Biskup, rywalizujący w dwójce podwójnej. Bieg był spokojny, żeby nie powiedzieć – nudny. Do finału awansowały trzy z sześciu płynących osad i właśnie taki podział szybko wyłonił się na torze regatowym. Na naszą korzyść, Ziętarski i Biskup znajdowali się w tej lepszej trójce, kontrolując poczynania czwartych Nowozelandczyków i, jak się wydawało, oszczędzając siły z myślą o finale.

Tym samym na sześć osad, które posłaliśmy do Tokio, cztery znalazły się w finałach, a jedna powalczy w półfinale. Oczywiście, szkoda naszej męskiej czwórki bez sternika. Ale patrząc całościowo na to jak prezentują się nasze osady – to jak na razie świetny wynik. Przypomnijmy, że miejsce w finałach wcześniej zagwarantowały sobie nasze czwórki podwójne kobiet i mężczyzn.

Ważne – wtorkowe zawody regatowe, w których wystąpiłaby nasze czwórki podwójne oraz dwójka podwójna wagi lekkiej mężczyzn, zostały przełożone na środę z powodu zapowiadanych złych warunków atmosferycznych.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez