Więzienie zamiast igrzysk. Niezwykła wpadka holenderskiej biegaczki

Więzienie zamiast igrzysk. Niezwykła wpadka holenderskiej biegaczki

Skłamalibyśmy pisząc, że Madiea Ghafoor była jedną z medalowych nadziei reprezentacji Holandii przed Tokio 2020. Co by jednak nie mówić, mająca pakistańskie korzenie lekkoatletka w ostatnich latach wykazywała stały progres i była mocną kandydatką do występu w sztafecie 4×400 metrów. Najbliższe igrzyska ma już jednak z głowy – podobnie jak chyba całą karierę w poważnym sporcie. Wszystko za sprawą pewnego kłopotliwego pakunku…

To, co wydarzyło się pod koniec czerwca 2019 roku niedaleko niemieckiego Elten, było szokiem nie tylko dla tych, którzy interesują się sportem. Ghafoor zatrzymano nieopodal granicy. Podobno została wytypowana do rutynowej kontroli. Służbom od razu rzuciły się w oczy duże kartony, które przewoziła. Zawodniczka dość niezręcznie próbowała przekonywać, że wiezie odżywki, bo akurat udaje się na trening do Duesseldorfu. Paczki były jednak nad wyraz ciężkie i wzbudzały podejrzliwość, zarządzono więc dodatkową kontrolę.

Po badaniach okazało się, że Ghafoor wiozła ponad 50 kilogramów narkotyków. Do końca trzymała się jednak pierwszej wersji, która po drodze uległa drobnym modyfikacjom. Otóż coraz bardziej skruszona biegaczka stopniowo zaczęła twierdzić, że w jej samochodzie tak naprawdę powinny znajdować się… nielegalne środki dopingujące, które wcześniej zapakowali jej trenerzy. Konsekwentnie odmawiała jednak podania nazwisk oraz złożenia bardziej szczegółowych wyjaśnień naprowadzających na tych, którzy udostępnili jej te substancje.

Sportowiec dobrowolnie przyznający się do wożenia dopingu? Czegoś takiego nie grali od dawna. W związku z tymi niecodziennymi tłumaczeniami śledczy próbowali odtworzyć przebieg wydarzeń z ostatnich tygodni. Z faktów nadal wyłania się wyjątkowo rozmyty obraz. Wiadomo, że Holenderka po raz ostatni wystąpiła w poważnym biegu 15 czerwca podczas mityngu Diamentowej Ligi w Rabacie. Startowała tam w finale na 400 metrów, ale dobiegła do mety na ostatniej pozycji.

Co działo się potem? W jakich okolicznościach znalazła się w Niemczech? Szczegółów długo nie udzielano, a policja przez jakiś czas nie podawała nawet dokładnej daty zatrzymania. Cała sprawa została upubliczniona dopiero po miesiącu. Dziś na szczęście wiemy już więcej. Ghafoor w ekspresowym trybie – zwłaszcza z polskiej perspektywy – została już osądzona. Skazano ją na 8,5 roku więzienia, a oskarżona do końca nie podzieliła się wszystkimi szczegółami dotyczącymi tego incydentu. Nie wiadomo więc od kogo dostała narkotyki ani dla kogo je wiozła. Odmawiając zeznań przyznała między słowami, że obawia się o los swojej rodziny i przyjaciół.

– Jesteśmy zdumieni rozwojem tej sprawy. W świetle znanych opinii publicznej ustaleń potępiamy zachowanie Ghafoor. Potępiamy także ogólnie zażywanie narkotyków oraz handel nimi – komentowała holenderska federacja lekkoatletyczna, która jednocześnie w obliczu tego “horroru” deklarowała pełne wsparcie dla rodziny zawodniczki.

Krok w złym kierunku

Co sprawiło, że biegaczka z niemal zagwarantowanym miejscem w składzie sztafety na mistrzostwa świata w Katarze wybrała przestępczą drogę? Być może za decyzją stała motywacja czysto finansowa. Ghafoor jako reprezentantka kraju co miesiąc miała zagwarantowane stypendium wynoszące około 2,5 tysiąca euro. Pewnie można za to godnie żyć, ale narkotyki znalezione w jej samochodzie – ponad 50 kilogramów ecstasy i ok. 2 kilogramy metaamfetaminy – były warte 100 razy tyle… Oprócz tego sprinterka wiozła również 12 tysięcy euro w gotówce.

Mimo wszystko chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie ryzykowałby takiej akcji w samym środku sportowej kariery i to tuż przed najważniejszymi imprezami. Sprawa sądowa odsłoniła nieco szersze tło. Madiea wpadła 18 czerwca, trzy dni po zawodach Diamentowej Ligi w Maroku. Na jej procesie zeznawało pięć osób, ale najwięcej uwagi poświęcono samej zawodniczce, która do końca próbowała kreować się na ofiarę.

Zapłakana Ghafoor przekonywała, że gdyby wiedziała co wiezie w samochodzie, nigdy w ogóle nie przekraczałaby granicy. Konsekwentnie trzymała się bulwersującej ze sportowego i etycznego punktu widzenia linii obrony, że w pełni świadomie miała transportować… środki dopingujące. Nie była jednak w stanie powiedzieć, jakie dokładnie miałyby to być środki i kto oprócz niej miałby z nich potem korzystać.

Do tej naciąganej teorii próbowała dorobić całą ideologię. Przyznała jednak, że sportowy kierunek “na skróty” wybrała w pełni świadomie w obliczu coraz słabszej formy i coraz większej presji na poprawę wyników. W związku z tym miała spotkać się z szemranymi postaciami ze sportowego środowiska, które – według jej słów – są zamieszane w nieuczciwe wspieranie lekkoatletów i kolarzy na naprawdę szeroką skalę. Z dostawcą podobno spotkała się w jednej z amsterdamskich kawiarni. Tam dostała namiar na lekarza w Duesseldorfie, który miał zaaplikować przewiezione substancje samej Ghafoor i innym nieustalonym sportowcom.

Te być może nawet intrygujące zeznania nie weszły jednak na wyższy poziom szczegółowości. Zawodniczka nie chciała powiedzieć kim miał być tajemniczy dostawca. Do dziś nie udało się ustalić jego tożsamości, choć w samochodzie lekkoatletki znaleziono ślady DNA należące do dwóch innych osób. Obrońca przekonywał, że postawa jego klientki i deklarowana chęć współpracy jasno sugerują, że nie mogła wiedzieć, co wiezie.

Zupełnie innego zdania byli śledczy. Ich zdaniem przewóz tak dużego ładunku mógł przypaść tylko komuś doświadczonemu, więc istnieją przesłanki by przypuszczać, że Ghafoor nie robiła tego po raz pierwszy. Sędzia przychylił się do tej teorii. Jego zdaniem nikt nie wypuściłby takiego ładunku z Holandii gdyby nie miał pewności, że osoba nadzorująca transport w określonym stopniu nie gwarantuje realizacji zadania.

Wilczy bilet

Według sądu teza o dopingu na dłuższą metę nie miała większego sensu. Dlaczego lekkoatletka miałaby jechać do innego kraju i ryzykować transport zamiast poddać się odpowiedniemu zabiegowi na miejscu? Oprócz ryzyka wpadki na granicy istniało także poważne ryzyko, że we wszystkim zorientują się potem testujące lekkoatletów agencje antydopingowe.

Jedna z ciekawszych teorii, jakie narosły wokół tej sprawy, zakłada zresztą, że zawodniczka wcześniej faktycznie mogła być umoczona w jakieś działania związane z dopingiem, a potem była szantażowana. W takim scenariuszu przemyt miał być jakimś sposobem na spłatę długu. Na razie nie udało się ustalić, czy faktycznie to pierwsza tego typu jej wyprawa, a taką wersję podtrzymuje do końca sama skazana.

Cała ta niezwykła historia ma także mało znany historyczny wymiar. Ghafoor urodziła się już w Holandii, ale jej rodzice pochodzą z Pakistanu. Należą do ludu Beludżów – liczącego około 15 milionów członków narodu bez własnego państwa, którego członkowie zamieszkują głównie także w Iranie i Afganistanie. W 2016 roku w Rio biegaczka zapisała się jako pierwsza przedstawicielka tego ludu, która wzięła udział w igrzyskach olimpijskich, ale z Brazylii wracała bez większych sukcesów. Udział w tej imprezie był jednak zaskoczeniem nawet dla niej. Na igrzyska leciała po słodko-gorzkim sezonie, który regularnie przerywały kontuzje. – Moja przygoda z poważnym bieganiem zaczęła się w 2006 roku, a dziesięć lat później przygotowuję się do olimpijskiego występu. Ciągle jestem w szoku – mówiła wówczas Ghafoor. Największym sukcesem w jej karierze do dziś pozostaje brązowy medal mistrzostw Europy juniorów w 2011 roku.

Holenderski internet żyje także jeszcze innym niespodziewanym wątkiem tej i tak już kuriozalnej sprawy. Zdjęcia z sali sądowej wzbudziły konsternację, bo na niektórych ujęciach można odnieść wrażenie, że zawodniczka ma problemy… z zarostem. To może sugerować wysoki poziom testosteronu, być może związany z naturalnymi predyspozycjami (jak u Caster Semenyi i innych biegaczek), ale ciekawszym tropem wydaje się opcja, że chętnie przedstawiająca się w dopingowym kontekście sprinterka sięgała po takie wsparcie w sztuczny sposób.

Co będzie dalej? Holenderka deklaruje, że będzie apelować, ale jeśli nie odsłoni jakichś nieznanych dotąd szczegółów, ma małe szanse na zmianę wyroku. Wiadomo za to, że równolegle do apelacji będzie toczyć się postępowanie wyjaśniające zarządzone przez holenderską federację, która chce wyjaśnić kulisy potencjalnego dopingowego przewinienia. Może się więc okazać, że ta absurdalna zagraniczna wyprawa doczeka się zaskakującego ciągu dalszego, ale czy kogoś to jeszcze w ogóle zdziwi?

KACPER BARTOSIAK

 

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez