Wiesław Maniak, “najszybszy biały człowiek świata”, zmarł 38 lat temu

Wiesław Maniak, “najszybszy biały człowiek świata”, zmarł 38 lat temu

Był fenomenem. Prawdopodobnie jedynym lekkoatletą, który w latach 60. wrócił do Polski z zagranicy*, by reprezentować nasze barwy. Trenerzy patrzyli na niego podejrzliwie, ale Maniak nic sobie z tego nie robił. Po prostu biegał. A na sto metrów osiągał rzeczy, których już żaden Polak nie powtórzył. W finale olimpijskim był czwarty, zdobył mistrzostwo Europy. Nazywano go “najszybszym białym człowiekiem świata”, bo w finale w Tokio rządzili czarnoskórzy. Ale Maniak przybiegł tuż za trzema najlepszymi.

*****

Na zdjęciu głównym Wiesław Maniak z numerem 185. Obok niego Edward Romanowski (numer 72), a dalej Andrzej Zieliński (93).

*****

Wojenne losy

Urodził się we Lwowie, nieco ponad rok przed wybuchem wojny. A ta rozbiła jego rodzinę. Ojciec – oskarżony o działalność w Związku Walki Zbrojnej – został aresztowany przez NKWD i skazany na obóz pracy. Antoni, bo tak się zwał, karę odbywał w Kazachstanie, skąd potem wyruszył z armią Andersa przez Irak i Iran. Pewnie by w niej walczył, ale zachorował na tyfus, przez który trafił na kurację do Indii. Tam doczekał demobilizacji, wyjechał na Wyspy Brytyjskie.

Matka, która wcześniej oddała syna pod opiekę dziadków (sama pracowała jako nauczycielka, by zapewnić mu utrzymanie), też została aresztowana. Jednak już pod koniec wojny, w 1945 roku, wraz z tysiącami innych przedstawicieli polskiej inteligencji. Wywieziono ją do obozu pracy w Donbasie, ale po zakończeniu wojny udzielono zezwolenia na powrót do Lwowa. Wróciła, zaczęła się urządzać na nowo, a już w 1946 roku ją i syna czekały repatriacje. Trafili najpierw do powiatu kamieńskiego, a potem zamieszkali w Szczecinie. To miasto Maniak już zawsze traktował potem jak rodzinne.

Nic zresztą dziwnego – tam uczył się w podstawówce, a potem w liceum. Dopiero w szkole średniej zaliczył pierwszy kontakt z lekką atletyką, został członkiem tamtejszego klubu sportowego. W 1956 roku rozpoczął studia. Wtedy jednak wydarzyło się coś nieoczekiwanego.

Emigracja

Do Maniaka napisał ojciec. Wcześniej nie odzywał się przez lata. W liście zapraszał nastoletniego syna do Wielkiej Brytanii. Konkretnie – Manchesteru. Wiesław postanowił skorzystać z oferty, wyruszył na Wyspy. Najpierw wraz z matką, mieli tylko zobaczyć się z ojcem. Ten jednak namówił go do pozostania na emigracji, by tam kontynuować edukację. Początkowo pracował jednak z ojcem w fabryce, uczył się też intensywnie języka.

W 1960 nastąpiła kolejna zmiana w jego życiu – przeprowadził się do Dublina i tam podjął przerwaną edukację. Zainteresował się też znacznie bardziej – zresztą przez wpływ ojca – sportem. A brytyjskie uniwersytety promowały ruch i rywalizację wśród studentów. Manning – bo takiego nazwiska używał podczas pobytu w Wielkiej Brytanii – zaczął treningi od… skoku w dal. I szło mu naprawdę dobrze. Potem rzucał oszczepem, ale tu poważnie się kontuzjował. Wreszcie, rehabilitując swój kręgosłup, odnalazł bieganie.

Wiesław Maniak. Fot. Wikimedia

Już w 1963 roku został mistrzem Północnej Anglii na 100 jardów i wicemistrzem na 220 jardów. Był urodzonym sprinterem. Ledwie dwa lata zajęło mu wdarcie się do czołówki najlepszych biegaczy na Wyspach Brytyjskich. Tamtejsza prasa pisała o nim w kontekście reprezentowania Wielkiej Brytanii na igrzyskach. Jednak on i jego ojciec mieli inne plany. Ten pierwszy chciał reprezentować Polskę, drugi – by jego syn kontynuował edukację, bo na studiach w Irlandii po prostu nie zdał.

Wiesław więc wrócił do kraju.

Przebijanie ściany 

Trenerzy podchodzili do niego nieufnie. Wrócił z zagranicy? Przecież nikt tak nie robi! Mówił, że coś tam biega i chciałby reprezentować Polskę? Śmieszny człowiek! Mamy już gotowy skład sztafety, o co mu właściwie chodzi? Mimo tych pytań i wątpliwości duet trenerski złożony z Włodzimierza Drużbiaka i Zygmunta Zabierzowskiego postanowił go przetestować. Okazało się, że Maniak nie tylko może rywalizować o miejsce w sztafecie, ale wręcz powinien być pierwszym, który będzie do niej wybrany.

Mimo tego o miejsce na igrzyskach w Tokio walczył do ostatnich tygodni. Zarzucano mu, że ma trudny charakter, że popełnia błędy w technice, że nie do końca słucha trenerów… Biegał jednak niesamowicie szybko. Nie było rady, trzeba było zabrać go do Japonii. Ale i po drodze nie miał lekko. Choćby w samolocie, gdzie siedział sobie wygodnie w pierwszym rzędzie, rozmawiając z Ireneuszem Kluczkiem, biegającym na 400 metrów. Tymczasem inni zawodnicy męczyli się z tyłu, gdzie między fotelami było ciasno.

Do Maniaka podszedł wiceprezes PZLA, Witold Gerutto, prosząc go by ten zamienił się z nimi miejscami. Wiesław odmówił, więc został do tego zmuszony i usiadł ostatecznie między Marianem Foikiem a Edwardem Piątkowskim. Gerutto sytuację dodatkowo zaognił, gdy rzucił jeszcze do Wiesława, że “powinien się pan czuć znakomicie, siedząc w tak zacnym gronie. Niech pan ich dotknie, może zbliży się pan do klasy sportowej Edmunda i Mariana”. Maniak do końca podróży nie odezwał się już ani słowem.

A potem przyszły igrzyska.

Tokio 

Maniak biegał tam genialnie. W sztafecie wraz z kolegami wywalczył srebrny medal. Szybsi byli jedynie Amerykanie. Nie dało się ich dogonić, po latach pojawiły się głosy, że wszyscy zażywali środki, które po latach uznano za niedozwolone, a wtedy jeszcze nie było sposobów, by je wykryć. Ale to inna historia. A w tej Maniaka warto dodać, że jeszcze większą sławę przyniósł mu bieg indywidualny, mimo że… nie zdobył w nim medalu.

Bo tam stosunkowo niski, chudy Polak rywalizował z umięśnionymi, atletycznie zbudowanymi rywalami. I ich wyprzedzał. W półfinale wygrał z nim wyłącznie genialny Bob Hayes, rekordzista świata. W finale było już nieco gorzej – skończył czwarty. Ale to był sukces. Ogromny, niesamowity. Bohdan Tomaszewski z miejsca rzekł, że osiągnięcie Maniaka jest jednym największym w historii polskiej lekkiej atletyki (zresztą do dziś pozostaje jedynym naszym sprinterem w finale olimpijskim na tym dystansie). A sam Wiesław miał jeszcze rachunki do wyrównania.

W loży prasowej najpierw pytał wszystkich które miejsce zajął. Myślał, że szóste. Gdy powiedziano mu, że był czwarty i jest “najszybszym białym człowiekiem świata”, uśmiechnął się tylko. A potem odnalazł wzrokiem Witolda Gerutto i zapytał: “I co? Jestem gorszy od Foika i Piątkowskiego?”. Na to Gerutto nic powiedzieć nie mógł. Maniak swoje udowodnił na bieżni.

A potem robił to jeszcze wielokrotnie. Raz, na mistrzostwach Polski, wybiegał nawet rekord świata – 9,9 s. Ale potem wynik zrewidowano, najpierw na równe 10 sekund, a potem dodano jeszcze jedną dziesiątą. Maniak był wówczas tak zirytowany, że nie chciał nawet wyjść do dekoracji, choć gdy ostatecznie stanął na podium, był radosny. Radosny był też na mistrzostwach Europy w 1966 roku, gdy zdobył złoto, potwierdzając, że rywale na naszym kontynencie po prostu nie są w stanie go dogonić.

Jego rekord Polski przetrwał 19 lat – do fenomenalnego biegu Mariana Woronina.

Śmierć

Był młody, miał zaledwie 44 lata. Zmarł na terenie Związku Radzieckiego. Do dziś tak naprawdę nie wszystko o jego śmierci wiadomo. Wiemy, że pracował jako specjalista w biurze kontaktów z zagranicą w Energopolu. Jeździł po świecie. Był we Francji, był w USA. Znał języki, więc z jego usług chętnie korzystano. Często udawał się też do Charkowa czy Kurczatowska, gdzie jeździł w okolice budowy jednej z elektrowni atomowych. Pracował w pobliskim biurze.

Aż z jednej z takich wypraw nie wrócił. Jego żona otrzymała krótki, lakoniczny komunikat. “Pani mąż, inż. Wiesław Maniak, zmarł na skutek stwierdzonego u niego guza mózgu, w dniu 28 czerwca, roku 1982”. Sama jednak twierdziła, że nigdy nic nie sugerowało, by jej mąż mógł tego guza mieć. I do dziś nie ma pojęcia, czy faktycznie go miał. Przecież wiadomo, co wtedy robiono z ludźmi, jeśli z jakiegoś powodu władzy nie pasowali.

Choć to już teoria spiskowa, którą niektórzy powtarzali. Prawda jest jednak najprawdopodobniej taka, że guza po prostu nie wykryto. A gdy zaatakował, było już za późno. Wielki mistrz zmarł. Przedwcześnie.

SEBASTIAN WARZECHA

Za uwagi dziękuję Grzegorzowi Racinowskiemu, który biografię Maniaka zna pewnie najlepiej ze wszystkich żyjących ludzi.

*chodziarz Mieczysław Rutyna, mieszkając w USA, startował pod flagą Polski na dwóch igrzyskach, nie wrócił jednak z zagranicy do kraju.


Aktualności

Kalendarz imprez