Wielka mama! Wspaniały powrót Kamili Lićwinko

Wielka mama! Wspaniały powrót Kamili Lićwinko

Czwarty dzień lekkoatletycznych mistrzostw świata bez polskich medali, ale mieliśmy powody do radości, choć i do smutku również. Kamila Lićwinko piąta w skoku wzwyż, Justyna Święty-Ersetic i Iga Baumgart-Witan w półfinale na 400 m. Dotarły do nas też te gorsze wieści. Maria Andrejczyk nie wystartuje w finale rzutu oszczepem. Biegający na 110 metrów przez płotki Damian Czykier nie pojawił się na starcie wcale…

Maria Andrejczyk przepadła w eliminacjach rzutu oszczepem. Ta dzielna dziewczyna miała łzy w oczach po nieudanych kwalifikacjach tej trudnej, technicznej konkurencji. Robiła wszystko co mogła, ale na koniec i tak poczuła ogromny zawód. Przeszła poważne operacje po kontuzji barku, wróciła do treningu, wywinęła się z opresji, która dla wielu oznaczałaby koniec marzeń o sporcie, koniec kariery. Majka wróciła, a jej forma rosła, choć nie można powiedzieć, że pod względem osiągów była stabilna. Wciąż zdarzały się jej słabsze występy, ale potrafiła też pokazać swoją naturalną moc. – Nie ukrywam, ja dziś nie czułam ani dynamiki, ani żadnej eksplozywności. Gdzieś ta forma uciekła. Szkoda. Przykro mi, bo to był naprawdę fajny sezon. Udało mi się wrócić po ciężkiej kontuzji, po dwóch operacjach. Oczekiwałam tutaj najwięcej, tyle ile mogłam chciałam z siebie dać, ale po prostu to nie ten dzień – tłumaczyła reportowi TVP Sport.

Maria to wciąż młoda zawodniczka, zbierająca doświadczenie. Jednak potrafi wypowiadać się bardzo dojrzale i świadomie. Na sugestię, że obiekt w Dosze nie jest idealny do rzutu oszczepem, bo gdzieś tam oszczep “gasł”, że nie miał takiego noszenia jak powinien, Maria odparła, że faktycznie miała takie wrażenie… lecz dodała, że jak się ma formę to takie rzeczy nie przeszkadzają. Proste.

Szkoda, że jej świetnie zapowiadająca się kariera została przerwana przez kontuzję. Pamiętny konkurs olimpijski w Rio de Janeiro 2016 natchnął wszystkich kibiców i ekspertów wielkim optymizmem jeśli chodzi o jej rozwój. Wszystko zostało jednak spowolnione przez ten przeklęty bark. Andrejczykówna jednak przetrwała te wszystkie problemy, postawiła na swoim, osiągnęła minimum na mistrzostwa w Dosze, a chwilę wcześniej obroniła pracę licencjacką na anglistyce. To był naprawdę fajny rok, pełen wzlotów choć i… gorszych chwil. Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN zapracowała jednak na chwilę odpoczynku, na uspokojenie głowy, przygotowanie się do kolejnego okresu treningowego, bo cel to Tokio 2020. Doha 2019 miała być tylko przystankiem, sprawdzianem możliwości, ale okazało się, że jeszcze za wcześnie na stabilne i bardzo dalekie rzuty. Zadeklarowała, że z magisterką poczeka do przyszłego roku, by skupić się na treningu. Teraz czas na koncentrację na jednym celu, przyszłorocznych igrzyskach.

Rozczarowania, sukcesy i macierzyństwo. Lićwinko wciąż skacze

Mimo mało pomyślnego początku czwartego dnia mistrzostw, w trakcie rywalizacji humory jednak nam się odrobinę poprawiły. Najpierw Aniołki Matusińskiego ścigały się w eliminacjach o prawo startu w półfinale. Niestety odpadła Anna Kiełbasińska, choć nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło (wyjdzie!). Przynajmniej bowiem wicemistrzyni Polski pobiegnie na większej świeżości w sztafecie. Trudno powiedzieć jak one się umówiły, ale Justyna Święty-Ersetic i Iga Baumgart-Witan uzyskały identyczny czas 51.34. Obie dobiegły na drugich miejscach. Iga za Shakimą Wembley z USA, a Justyna za Salwą Naser z Bahrajnu. Z wypowiedzi Justyny wynikało, że czuła nogi po wczorajszym biegu rozstawnym, zakładać zatem można, że w kolejnych wyścigach może być bardzo mocna.

Niestety Damian Czykier nie pojawił się na starcie eliminacji na 110 m przez płotki. Wszystko za sprawą zatrucia pokarmowego. Wspominaliśmy o tym już wczoraj.

Jakoby na deser rywalizacji biało-czerwonych organizatorzy zaserwowali nam konkurs skoku wzwyż kobiet z udziałem niesamowitej Kamili Lićwinko. Białostoczanka wróciła w tym sezonie do skakania po urlopie macierzyńskim. Wróciła we wspaniałym stylu. Zajęła piąte miejsce i jest to trzeci czempionat z rzędu, kiedy mieści się w czołowej piątce. Przypomnijmy, dwa lata temu w Londynie wywalczyła brąz, w 2015 roku w Pekinie była czwarta. Leciała do stolicy Kataru z marzeniem o wejściu do czołowej ósemki, a udało się wystartować jeszcze lepiej. Oczywiście mogłaby skoczyć dwa metry (dziś zatrzymała się na 198 cm), bo tyle właśnie atakowała, lecz w jej skakaniu pojawiło się za dużo błędów (to jej słowa). – Wiedziałam po co tu przyjechałam, w jakiej jestem dyspozycji, że Michał (mąż i trener) liczy na mnie, że Hankę ciągnęliśmy przez cały świat – mówiła jawnie wzruszona. Malutkiej, trzynastomiesięcznej Hani nie było na trybunach. W tym czasie zajmowała się nią siostra Kamili, która specjalnie przyleciała tutaj, by ona mogła skupić się na starcie. – Może polecimy już razem do Tokio? – zastanawia się retoryczne. Co ważne, Kamila ma już kwalifikację olimpijską. Dziś skoczyła o centymetr mniej niż rekord życiowy. Po zawodach narzekała trochę na Achillesa, chwaliła sztab medyczny i fizjoterapeutów za postawienie jej na nogi. I to jak! Dziś oddała trzynaście skoków.

Konkurs wygrała niesamowita Rosjanka Maria Łasickiene (204 cm), która po raz trzeci z rzędu zdobyła złoto. Skakała bezbłędnie aż do wysokości 208 cm, by tam spalić trzy próby. Objawieniem zawodów została młodziutka Ukrainka Jarosława Mahuczych, która w trzecim podejściu zaliczyła 204 cm, by dalej już nie skakać.

DARIUSZ URBANOWICZ

PROGRAM MŚ DOHA 2019

 

Fot. Newspix.pl

 

 


Aktualności

Kalendarz imprez