Weronika Deresz wraca na debla

Weronika Deresz wraca na debla

Dziś na profilu facebookowym Weroniki Deresz pojawił się wpis, z jednej strony radosny, z drugiej przerażający. Faktycznie ucichło o mistrzyni świata w wioślarstwie ostatnimi czasy, mówiło się o kontuzji kolana, ale przebieg wydarzeń budzi grozę i to na serio. Zacznijmy od oświadczenia Weroniki…

 

W połowie lutego uległam bardzo pechowemu wypadkowi. Diagnoza brzmiała jak wyrok dla sportowca – zerwane więzadło krzyżowe przednie, poboczne piszczelowe, złamana łąkotka, złamana głowa kości udowej i piszczelowej. Dzięki wsparciu Polskiego Komitetu Olimpijskiego, zostałam w trybie pilnym poddana rekonstrukcji stawu kolanowego. Tytanowe śruby, sztuczne więzadła, ponawiercane kości, przeszczep ścięgna. Siedem sztucznych elementów w stawie, bym znów miała szansę uprawiać sport.

Z ufnością patrzyłam w przyszłość, wierząc, że wkrótce stanę na nogi. Niestety operacja przyniosła ciężkie powikłania – cztery dni później wylądowałam na SOR z zakrzepicą żył głębokich. Czekały mnie dodatkowe trzy miesiące terapii, by przywrócić sprawne krążenie krwi w nodze. Byłam przerażona i myślałam, że gorzej być nie może. Ale mogło. Zaczęłam mieć duszności, bóle w klatce piersiowej. Okazało się, że mam zator płucny. Pędząc ponownie na SOR, nie zabrałam ze sobą wielu rzeczy, bo nie spodziewałam się, że wyjdę z niego żywa…

Terapia silnymi lekami przyniosła jednak poprawę, płuco zaczęło się odblokowywać, a ja odzyskiwać nadzieję. Teraz czekała mnie długa rehabilitacja, godziny codziennych ćwiczeń, bólu, wysiłku i zwątpienia. Uszkodzenia nogi okazały się tak poważne, że od nowa musiałam nauczyć się chodzić. Były dni, które całe przepłakałam, sytuacja mnie przygniatała, chciało mi się wyć z bezsilności. Przestałam wierzyć, że jeszcze kiedyś odzyskam sprawność…

Jednak byli wokół mnie najwspanialsi ludzie, którzy wspierali mnie, dodawali otuchy, motywowali do walki o każdy nowy krok. Ludzie, którzy wierzyli we mnie, gdy ja sama nie miałam na to siły. W kwietniu po raz drugi w życiu nauczyłam się chodzić. W maju pierwszy raz wsiadłam do łodzi. Dziś mijają cztery miesiące od operacji i ruszam na pierwsze zgrupowanie Kadry Narodowej. Jadę pełna pozytywnej energii, ale i pełna obaw. Rezultaty ostatnich treningów pozwalają mi na ostrożny optymizm, ale boję się, czy sprostam wymaganiom kadry. Boję się szyderstw za plecami, że wciąż kuleję, a chcę ścigać się z najlepszymi. Boję się oceniania, ale chcę ponownie podjąć walkę o moje sportowe marzenia. Czy stanę jeszcze kiedyś na podium? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że w tym roku wygrałam już moją najważniejszą walkę – o zdrowie i życie. Reszta jest wartością dodaną.

 

Dziś jeszcze Weronika dołącza do zgrupowania kadrowego w Centralnym Ośrodku Sportu w Wałczu. Planuje powrót na tor regatowy już podczas III Pucharu Świata  w Roterdamie (12-14 lipca). Wszystko wskazuje, że stworzy parę deblową z Katarzyną Wełną, która w ostatni weekend w Poznaniu startowała solo na skiffie. To może dziwić, bo wiosną jeszcze pod nieobecność Weroniki, Kasia Wełna zastąpiła ją na deblu wagi lekkiej i stworzyły parę z Joanną Dorociak. Startowały razem podczas PŚ w Płowdiw (3. miejsce). Jednak w Poznaniu Dorociak się nie pojawiła (tajemniczo napisała w swoich mediach społecznościowych o “kontuzji”, kontuzji w cudzysłowie), Wełna zaś popłynęła na jedynce. W Roterdamie więc zobaczymy nowe zestawienie w deblu wagi lekkiej: Deresz-Wełna.

– Od miesiąca trenowałam na skiffie pod okiem trenera Roberta Borysa. Jestem mu bardzo wdzięczna za ogrom pracy. Współpracowaliśmy nad odbudową mojej formy i techniki. Jeśli chodzi o wyniki na stoperze, moje pływanie wygląda obiecująco. Nie wiem jednak jak będzie wyglądało zejście na debla, bo tu zawsze pojawiają się czynniki dodatkowe i nutka niepewności – skomentowała Weronika Deresz. Oficjalny sprawdzian już za dwa tygodnie.


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez