Węgier z kosmicznym rekordem, Polacy z niczym. Zaglądamy na MŚ w pływaniu

Węgier z kosmicznym rekordem, Polacy z niczym. Zaglądamy na MŚ w pływaniu

Jeśli po raz ostatni interesowaliście się pływaniem w czasach Otylii Jędrzejczak, zostawcie ten tekst w spokoju. Bo przeżyjecie szok, a nie chcemy odpowiadać za uszczerbek na waszym zdrowiu. Podsumowując to najkrócej, jak możemy, posłużymy się cytatem z Łukasza Drzewińskiego, byłego olimpijczyka, dziś trenera w pływackiej sekcji Legii, który powiedział nam, że gdy chodzi o nasze pływanie, to po prostu „jest piach”. Ale to nie od słabych występów naszych reprezentantów zaczniemy. Bo najpierw warto napisać o Kristofie Milaku, który zaprezentował się zupełnie odwrotnie – wykręcił niesamowity czas.

Kristof Milak ma 19 lat. Pierwszy medal dorosłych mistrzostw świata zgarnął już dwa lata temu – na 100 metrów motylkiem był drugi. W zeszłym sezonie został mistrzem Europy na dystansie dwa razy dłuższym, swoim koronnym. Dziś, również na 200 metrów, nie pozostawił złudzeń reszcie stawki. Faworytem do złota jednak był, szczególnie, że imponował dobrą formą w poprzednich startach. Więc to, że wygrał, nikogo dziwić nie może. Zdumiewa jednak czas, w jakim to zrobił.

1:50,73. Zapamiętajcie ten wynik. To nowy rekord świata, wymazujący z ksiąg historyczny, utrzymujący się przez dekadę, rezultat Michaela Phelpsa (1:51,51). Osiągnięcie tym większe, że Phelps ustanawiał ten rekord pływając w poliuretanowym kostiumie, który pozwalał pływakom pruć przez wodę jak torpeda. Milak takiego ułatwienia nie miał, a i tak zmiażdżył konkurencję oraz największą legendę tego sportu. I napiszmy to wprost: nikt nie mógł oczekiwać, że przepłynie ten dystans w takim czasie.

Do czego porównać ten wynik? Nie wiem, może do zwykłego pociągu, którym byłaby reszta pływaków, i uciekającego mu Pendolino? – mówi nam Łukasz Drzewiński. – Od razu ustalmy jednak jedną rzecz: Milak nie będzie aż taką gwiazdą, jak Michael Phelps, bo Amerykanin specjalizował się w wielu konkurencjach. Węgier to tylko 200 metrów motylkiem. Na pewno jednak pobicie rekordu Phelpsa pokazuje, że jest jakimś bohaterem tej konkurencji. Tym bardziej, że to rekord, który utrzymywał się od 2009 roku, a tak naprawdę Phelps miał go od 2001 i systematycznie, z zawodów na zawody, poprawiał.

Milak przeszedł więc do historii pływania. Już teraz. A w kolejnych latach pewnie zrobi to jeszcze kilkukrotnie. Niestety, do historii z pewnością nie przejdzie żaden z dotychczasowych wyników naszych reprezentantów. Jeśli śledzicie newsy z Gwangju, to sami mieliście okazję zobaczyć, że przy nazwiskach Polaków najczęściej pojawiają się słowa „odpadł” czy „nie wszedł” odmieniane na tysiąc sposobów.

Jak do tej pory to faktycznie jest lekki dramat. Plan minimum co prawda wykonano, bo sztafety uzyskały olimpijskie kwalifikacje, ale to jest bardzo… niskie planowanie, tak bym to ujął, skoro myślimy tylko o uzyskaniu kwalifikacji, a nie o miejscach w finałach. Jest słabo. Dodatkowo jeszcze nic nie zdziałaliśmy na mistrzostwach Europy juniorów, skąd zawsze przywoziliśmy co najmniej kilka medali – mówi Drzewiński. – To na pewno jakiś rezultat tego, że Polska stoi w miejscu. Wyniki, które kiedyś robiła Otylia Jędrzejczak, były pewną anomalią, przyszły tak naprawdę wcześniej, niż mogliśmy sobie na nie „pozwolić”. Naszej kadrze idzie słabo już od igrzysk w Londynie i nie ma pomysłów na naprawę tego stanu. Są jakieś minimalne ruchy, ale dalej jesteśmy sekundę czy dwie za światem. I to na sto metrów. Jest sporo do nadgonienia i nie wiem, czy Polakom uda się to zrobić.

W Gwangju zostały nam tak naprawdę jeszcze dwie, może trzy szanse na dobre wyniki. Na 200 metrów stylem grzbietowym popłynie Radosław Kawęcki, na 50 metrów stylem dowolnym Paweł Juraszek, a na 1500 metrów – również w stylu dowolnym – Wojciech Wojdak. Tyle tylko, że ten ostatni rozczarował już na 800 metrów, a to jego koronny dystans, na nim dwa lata temu zdobywał srebrny medal. A w tym roku nie wszedł nawet do finału. Trudno więc oczekiwać, by na dłuższym dał radę coś osiągnąć. Jeśli mielibyśmy wskazać kogoś, kto powinien pokazać się z dobrej strony, to zapewne byłby to Kawęcki.

Radek na pewno będzie chciał się zrehabilitować za start podczas ostatnich igrzysk czy mistrzostw świata sprzed dwóch lat, bo tam odpadał na poziomie kwalifikacji, będąc dobrze przygotowanym. Mam nadzieję, że pokaże się z jak najlepszej strony, bo widziałem, że trenował mocno. Jednak nawet gdyby popłynął w granicach rekordu życiowego, to zapewne da to jakieś piąte, może czwarte miejsce – twierdzi Drzewiński.

Jak więc podsumować naszą sytuację? Zaproponowaliśmy słowo „kryzys”, ale Drzewiński się nie zgodził. Bo, jak twierdzi, kryzys to coś nowego, co się niedawno zaczęło. A sytuacja polskiego pływania od dawna nie wygląda wesoło. I te mistrzostwa świata tylko to potwierdzają. Zostaje więc to, od czego zaczęliśmy – piach.

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez