Wczoraj srebro, dziś kontuzja. Polacy na ME w siatkówce plażowej

Wczoraj srebro, dziś kontuzja. Polacy na ME w siatkówce plażowej

Gdy jakiś czas temu pojawił się u nas tekst o stanie naszej siatkówki plażowej, zastanawialiśmy się, czy kolejne sukcesy na piasku nie czekają tuż za rogiem. Na trwających jeszcze mistrzostwach Europy Kinga Wojtasik i Katarzyna Kociołek postanowiły zajrzeć za ten róg. I okazało się, że było warto. Bo znalazły tam srebrny medal mistrzostw Europy. Historyczny, bo na europejskim czempionacie sięgaliśmy dotąd tylko po brązowe krążki.

Rok 2013 – Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel. Nasza najbardziej znana, eksportowa para zdobyła wówczas pierwszy medal mistrzostw Europy dla Polski. Jak się rzekło – brązowy. Sukces ten powtórzyli trzy lata później, gdy znów stanęli na najniższym stopniu podium. Rok wcześniej po brąz sięgnęły też panie – Monika Brzostek i Kinga Kołosińska, dziś znana pod nazwiskiem… Wojtasik, świeżo upieczona wicemistrzyni Europy.

Wraz z Katarzyną Kociołek mogła zostać zresztą i złotą medalistką, ale zabrakło nieco szczęścia i opanowania. W meczu o tytuł, w którym po drugiej stronie siatki stanęły Łotyszki Tina Graudina i Anastasija Kravcenoka, Polki grały na naprawdę dobrym poziomie. W kluczowych momentach lepiej prezentowały się jednak rywalki. Bo weźmy pierwszy set, w który świetnie weszły nasze dziewczyny, szybko wychodząc na trzypunktowe prowadzenie. To utrzymywało się dość długo, ale w miarę trwania partii Łotyszki się rozkręcały. I ostatecznie wyrównały stan rywalizacji, by potem – asem serwisowym – zapisać ją po swojej stronie.

W drugiej partii było odwrotnie. No, do pewnego momentu. Bo to rywalki naszej pary szybko wyskoczyły na prowadzenie. Polki zaczęły jednak odrabiać straty i ostatecznie dopięły swego, wyrównując na 16:16. Tyle tylko, że w samej końcówce Łotyszki ponownie okazały się skuteczniejsze. I do srebrnego medalu mistrzostw Europy do lat 22 sprzed roku dorzuciły złoty, ale już z seniorskiej rywalizacji. A Kinga i Katarzyna? Przegrały nieznacznie (20:22, 19:21) i, co trzeba napisać, zagrały świetne spotkanie oraz turniej. Nie trzeba chyba dodawać, że rozbudziły nasze apetyty na rywalizację na plaży przed igrzyskami w Tokio?

Sponsorem głównym Polskiego Związki Piłki Siatkowej jest PKN ORLEN.

Nadzieje na dobry występ w Tokio dała nam też nasza męska para – Piotr Kantor i Bartosz Łosiak. Tyle tylko, że obaj skończyli bez medalu, ale nie do końca przez to, że rywale okazali się lepsi. Winnym w dużej mierze był pech. Obu naszych zawodników bowiem od początku sezonu prześladują kontuzje. Wcześniej z urazem zmagał się Bartek, przez co Piotr grał nawet przez chwilę z Mariuszem Prudlem. Na samych mistrzostwach Europy kontuzje nękały jednak drugiego z pary.

Zaczęło się wczoraj, gdy Piotr uszkodził sobie palce dłoni. Potem mówił, że przez chwilę nie czuł kilku z nich. Dziś miał je opatrzone, ale był w stanie kontynuować grę. I prezentował się znakomicie, zresztą podobnie jak Bartosz Łosiak. Wygrali pierwszy set z Andersem Molem i Christianem Sorumem. Na przewagi, po fantastycznej końcówce. A jeśli nazwiska Norwegów nic wam nie mówią, uzupełniamy: to brązowi medaliści ostatnich mistrzostw świata, liderzy rankingu FIVB i obrońcy tytułu na mistrzostwach Europy. W dwóch słowach: fantastyczna para.

I ta fantastyczna para była dziś naprawdę blisko porażki. Bo Kantor i Łosiak prowadzili już 16:15 w drugim secie. Właśnie wtedy, przy własnym serwisie, Piotr niefortunnie stanął na nodze. I skręcił kostkę. Lekarzom powiedział, żeby ją zawinęli, bo chce spróbować dokończyć seta. Wiadomo – gra toczyła się przecież o srebro, równie historyczne, jak wczorajszy medal ich koleżanek po fachu. Do gry faktycznie wrócił, a Polacy tak naprawdę nie popełnili żadnych błędów do końca partii. Ale kilkuminutowa przerwa pomogła Norwegom, którzy się rozkręcili i wygrali 21:17.

Kantor postanowił jednak grać dalej. Tyle tylko, że ograniczał się tak naprawdę do przyjęcia i bloku. Biegać czy atakować niespecjalnie mógł. Można napisać, że na boisku mieliśmy wtedy nie dwóch, a półtora gracza. I jasne, z wieloma rywalami Polacy pewnie byliby w stanie wygrać nawet w takiej sytuacji. Ale naprzeciw stał znakomity duet, jeden z najlepszych na świecie. Skończyło się więc porażką 24:22, 17:21, 9:15. Po niej Kantor i Łosiak wycofali się z dalszej rywalizacji, co oznaczało oddanie meczu o brąz walkowerem.

Niestety, taki właśnie jest sport. Mogliśmy mieć podwójny sukces, pozostaje nam cieszyć się tym, co osiągnęły nasze siatkarki. A parze Kantor/Łosiak pozostaje życzyć zdrowia i sukcesów przy kolejnych okazjach. Najlepiej na igrzyskach w Tokio.

 

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez