W tym szalonym turnieju wszystko jest możliwe: dawać już tych Amerykanów!

W tym szalonym turnieju wszystko jest możliwe: dawać już tych Amerykanów!

Cóż, nie będziemy ściemniać i próbować was przekonać, że przed rozpoczęciem koszykarskiego mundialu dogłębnie analizowaliśmy wszelkie możliwe scenariusze. Ale o kilku myśleliśmy. Ten najbardziej optymistyczny, w zasadzie mocno szalony i nierealny, zakładał, że na zakończenie turnieju biało-czerwoni zagrają z Amerykanami. I co? I tak właśnie będzie chociaż stawką nie będzie medal, a siódme miejsce na świecie. Dziś po zaciętej walce nasi przegrali z rewelacją turnieju zza naszej południowej granicy, Amerykanie zaś w kiepskim stylu ulegli Serbom, mocno pracując na tytuł „najgorszej reprezentacji USA w historii”.

Na każdym dużym turnieju są wielcy zwycięzcy, czarne konie i wielcy pokonani. W przypadku dowolnej imprezy koszykarskiej sprawa dla Amerykanów jest prosta. Oni nigdy nie są brani pod uwagę w kategorii „czarny koń”, a jedynie w „murowany faworyt”. Inaczej mówiąc: dla nich możliwe scenariusze są dwa: albo złoty medal i „melduję wykonanie zadania”, albo brak złotego medalu i prosta droga do „Wstyd, żenada, kompromitacja, frajerstwo, nie wracajcie do domu”. W przypadku chińskiego turnieju sprawdził się dla nich scenariusz z najczarniejszego snu. Najpierw ulegli Francuzom i nie weszli do strefy medalowej, co już było dramatem. Dziś grali z Serbami, aby chociaż powalczyć o piąte miejsce. I co? I znów zagrali tak, że amerykańscy kibice mogli na zmianę przecierać oczy ze zdumienia i kląć na czym ziemia stoi. Dość powiedzieć, że po pierwszej kwarcie przegrywali 7:32! Potem wzięli się do roboty, lecz ostatecznie ulegli 89:94. Cóż, obstawiamy, że jeśli kibice będą na nich czekać na lotnisku, to raczej nie z kwiatami i ostatni mecz na turnieju nic tu nie zmieni, choć z naszego punktu widzenia będzie bardzo ważny.

No właśnie – nasz punkt widzenia. Polacy z Czechami nie byli faworytami – nie mogli być. W czasie przygotowań do mundialu grali z nimi towarzysko dwa razy i oba mecze przegrali (5 i 10 punktami). Dziś zaczęli świetnie, od prowadzenia 5:0, potem było nawet 15:6. Niestety, rywale szybko zabrali się do odrabiania strat, zdobyli dziesięć punktów z rzędu i kwarta kończyła się remisem po 23, a do przerwy Czesi prowadzili już ośmioma punktami. Nasi jednak nie zamierzali się poddać i walczyli do upadłego. Kilka minut przed końcem prowadzili nawet 79:78. Niestety, skończyło się na 84:94.

Ile razy doganialiśmy Czechów, oni seriami trafiali trójki i odjeżdżali. Mieliśmy ich na wyciągnięcie ręki, ale czegoś zabrakło. Wielkie brawa dla nich, świetnie grają w całym turnieju – skomentował na gorąco w TVP Sport Adam Waczyński. – Czesi niestety odjechali nam w ostatnich minutach. Szkoda, zabrakło bardzo niewiele – dodał Mateusz Ponitka.

Ale cóż – nie ma tego złego. Zamiast meczu z Serbią o piąte miejsce, będzie spotkanie o lokatę siódmą. Ale za to – z reprezentacją USA. Oczywiście, to nie jest drużyna nawet odrobinę podobna do słynnego Dream Teamu, o czym świadczą choćby wyniki na chińskim turnieju. Oczywiście, najlepsi amerykańscy koszykarze zostali w domu i przygotowują się do nowego sezonu NBA. Oczywiście, dla nikogo w USA nie będzie miało większego znaczenia, czy drużyna Grega Popovicha zajmie siódme, czy ósme miejsce, bo to i tak kompromitacja. Ale – to ciągle reprezentacja USA, koszykarskiego giganta, który w normalnych warunkach nie ma sobie równych.

Zresztą, spójrzmy na kluby, w których grają reprezentanci obu krajów. Z jednej strony: dwóch z Boston Celtics, dwóch z Milwaukee Bucks i po jednym z Sacramento Kings, New Orlean Jazz, Indiana Pacers, Brooklyn Nets, San Antonio Spurs i Denver Nuggets. Z drugiej: ani jednego gracza NBA, trzech z Hiszpanii (Unicaja, Real Betis i CB Gran Canaria), jeden z Rosji (Zenit St. Petersburg) oraz ponad połowa składu z Polskiej Ligi Koszykówki. Jasne, podobnie, jak w przypadku piłkarskiej Ekstraklasy, kochamy naszą koszykarską ligę, ale – z całym szacunkiem, Polski Cukier Toruń, Stelmet Zielona Góra, czy Arka Gdynia na tle Celtów, czy Spurs wyglądają jednak nieco ubogo.

Pocieszająca za to jest świadomość, że dla naszych awans do najlepszej ósemki świata jest wynikiem znakomitym i dość niespodziewanym, a możliwość gry z USA o siódme miejsce to dla wielu chłopaków z PLK spełnienie marzeń. Amerykanie? Już się skompromitowali i najchętniej od razu po porażce z Francją by wrócili do domu, co było dobitnie widać w pierwszej kwarcie dzisiejszego meczu z Serbią. Jak będzie w sobotę? Cóż, bukmacherzy mimo wszystko wygraną Amerykanów wyceniają na 1,06 (naszych na 6,9), ale ci sami bukmacherzy przed turniejem typowali, że ekipa Popovicha zagra o złoto… Z kolei podopieczni Mike’a Taylora już kilka miłych niespodzianek nam sprawili na turnieju w Chinach. A może by tak zakończyć to wszystko jeszcze jedną?

foto: newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez