W tenisa jeszcze pogramy. Świątek i Kubot w ćwierćfinale miksta

W tenisa jeszcze pogramy. Świątek i Kubot w ćwierćfinale miksta

To już nasza ostatnia nadzieja na pierwszy w historii Polski tenisowy medal igrzysk. Mikst Łukasz Kubot/Iga Świątek rozpoczął dziś grę w tokijskim turnieju. Oboje mają już za sobą rozczarowania – Łukasz w pierwszej rundzie pożegnał się z rozgrywkami gry podwójnej, a Iga w drugiej odpadła z singla. Wspólnie chcą te porażki wymazać i napisać historię polskiego tenisa. Zaczęli dobrze – od zwycięstwa nad parą Pierre-Hugues Herbert/Fiona Ferro. I już są w ćwierćfinale. 

Zamiana

Iga Świątek miała dziś dostać okazję do rewanżu za porażkę w singlu. Ale nie dostała. Paula Badosa jeszcze przed spotkaniem miksta grała bowiem w rozgrywkach singlowych. W spotkaniu z Marketą Vondrousovą Hiszpanka skreczowała. Powód? Upały. Po prostu. Badosa nie wytrzymała warunków panujących na korcie. I to tak, że zwożono ją na wózku. Początkowo mikst stał pod znakiem zapytania, ostatecznie jednak stało się jasne, że hiszpańska para w nim dziś nie wystąpi. Zamiast tego posłano więc do boju miksta francuskiego, którego tworzyli Fiona Ferro i Pierre-Hugues Herbert.

Ustalmy jedno: Herbert to deblista wprost znakomity. Ma pięć tytułów wielkoszlemowych i to w każdym z czterech turniejów wygrywał choć raz. Ferro z deblem się raczej przesadnie nie kojarzy, ale taki mikst mógł sprawić naszej parze problemy. Tym bardziej, że o tym, że grają właśnie z Francuzami, dowiedzieli się niedługo przed startem meczu, a to nigdy nie wpływa na korzyść zawodników, którzy przygotowywali się do spotkania z kimś innym. Tym bardziej, że w tym przypadku spadku na jakości przeciwników w ogóle nie było widać.

Było trudno, ale dali radę

Początkowo mecz był naprawdę wyrównany. Ba, bliżej przełamań byli nasi rywale – w jednym z gemów prowadzili już 40:15, łącznie mieli trzy break pointy. Świątek i Kubot się jednak wybronili, a chwilę później sami przełamali rywali i wyszli na prowadzenie. W tym secie to właśnie był punkt zwrotny. Iga i Łukasz wyraźnie nakręcili się przełamaniem, swoje gemy serwisowe zaczęli wygrywać pewnie, a co za tym idzie i całego seta. Wynik 6:3 naprawdę nam się podobał. Z wielu powodów.

Obawialiśmy się bowiem o co najmniej kilka rzeczy. Po pierwsze, nie wiedzieliśmy, jak po porażce w singlu Iga podejdzie do dzisiejszego meczu. Czy wyjdzie na kort z odpowiednim nastawieniem? Czy nie udzielą jej się emocje? Już po pierwszym secie widzieliśmy, że nie ma o tym mowy. Inną sprawą była dyspozycja Łukasza – on w ostatnich sezonach często miewał słabsze spotkania, zwłaszcza we własnych gemach serwisowych. I owszem, dziś zdarzały mu się słabsze serwisy, ogółem jednak grał po profesorsku, zwłaszcza przy siatce. Po trzecie, nie wiedzieliśmy, czy Polacy będą ze sobą dobrze zgrani. Na korcie szybko jednak zauważyliśmy, że złapali wspólny język.

I w drugim secie też to wszystko pokazywali. Jedynie to, że Francuzi podnieśli poziom swojej gry, sprawiało, że polska para nie wygrała meczu szybciej. Partia długo toczyła się bez przełamań, to nadeszło dopiero w ósmym gemie, gdy nasz mikst wyszedł na prowadzenie 5:3. Po chwili mogliśmy mecz zakończyć, ale… no właśnie, przyszedł słabszy gem serwisowy Łukasza Kubota. I Herbert oraz Ferro wrócili do gry. Choć już w następnym gemie Polacy otrzymali piłkę meczową, której jednak wykorzystać się nie udało. Niemniej, widać było, że poza wpadką w dziewiątym gemie, to Kubot i Świątek są lepszą stroną od rywali.

Gdy więc doszło do tie-breaka, mogliśmy mieć dobre przeczucia. I te się spełniły, bo Francuzi ugrali w dodatkowym gemie tylko trzy punkty, a Łukasz i Iga nie pozostawili im złudzeń co do tego, kto na korcie był dziś stroną przeważającą i kontrolującą wydarzenia. Zwłaszcza Iga Świątek – ona została bowiem jedyną osobą w tym meczu, której serwis nie został przełamany.

Rosjanie na drodze

Co teraz przed naszym mikstem? Już jutro czeka ich kolejne spotkanie. Zakładaliśmy, że zagrają w nim z inną francuską parą – Mladenovic/Mahut, ta bowiem rozstawiona była w turnieju z “jedynką”. Ograli ją jednak reprezentanci Rosji, czy też Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego – Asłan Karacew i Jelena Wiesnina. Niekoniecznie jest to jednak dobra wiadomość, bo Rosjanie całkiem niedawno grali w finale wielkoszlemowego Roland Garros i bardzo dobrze rozumieją się na korcie. Zresztą pokazuje to ich dzisiejsze spotkanie. Jutrzejszy mecz dla polskiej pary będzie więc trudny, ale liczymy, że zmotywuje ich jego stawka – zwycięstwo da półfinał i dwie szanse na zdobycie medalu.

A o ile Iga Świątek na walkę o krążek zapewne będzie miała jeszcze czas, o tyle dla Łukasza Kubota może to być ostatni dzwonek. A patrząc na jego karierę, mogłoby to być piękne jej zwieńczenie. Choć, oczywiście, liczymy, że jeszcze kilka lat Polak pogra i da nam sporo radości.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez