W ślady Faraha i Bekele? Joshua Cheptegei chce zdominować biegi długodystansowe

W ślady Faraha i Bekele? Joshua Cheptegei chce zdominować biegi długodystansowe

Ma niespełna 24 lata, ogromny talent, a na swym koncie już teraz sporo osiągnięć – na czele z mistrzostwem świata i czterema rekordowymi biegami. Jego talent do lekkiej atletyki odkryto jednak stosunkowo późno. Wcześniej, w rodzinnej Ugandzie, wolał kopać piłkę. Okazało się jednak, że o ile nie zostanie kolejnym Messim, o tyle może stać się następnym wielkim biegaczem. Z roku na rok coraz bardziej się do tego przybliża.

Monako

Pierwszy mityng Diamentowej Ligi po przerwie wymuszonej pojawieniem się koronawirusa. Stadion Ludwika II w Monako. Oczekiwania niezbyt duże – wiadomo, że zawodnicy mieli utrudnione przygotowania, że wielu od dawna nie startowało czy że sezon przebiegnie bez żadnej imprezy docelowej, więc mogą go sobie nieco odpuszczać. Dziennikarze, komentatorzy i eksperci nie nastawiali się raczej na żadne sensacyjne wyniki. A Joshua Cheptegei wiedział swoje.

Świetnie jest tu znowu być, oby dla czegoś specjalnego. Czuję się wspaniale, mogąc znów rywalizować, mam tylko nadzieję, że ciało będzie dobrze reagować. Trudno było wyjechać z Ugandy, ale dobrze się czuję, będąc znów w Monako. Rekord świata? Pobicie go byłoby niesamowite, nawet jeśli zrobiłbym to o jakieś mikrosekundy. Nie za wiele osób może to osiągnąć. Więc będzie to historyczny moment. Wierzę, że jeśli jest w tym roku czas na pobicie rekordów, to albo teraz, albo nigdy – mówił.

Samo to, że w takich okolicznościach można pobić rekord świata, było bardzo odważnym założeniem. Gdy dodamy sobie do tego fakt, że Cheptegei ledwo do Monako dojechał, to takie słowa mogły się zdać szaleństwem. Tydzień przed planowanym wylotem Joshua dowiedział się bowiem, że granice Ugandy „pozostają zamknięte, aż sytuacja na świecie się uspokoi”. – Przez moment to wszystko było wyzwaniem. Skontaktowaliśmy się z władzami, prosiliśmy o pomoc. To był czas na to, by rząd zrobił coś dla tych niesamowitych sportowców i pomógł im w podroży – mówił Jurrie van der Velden, menadżer biegacza.

Cheptegei ostatecznie do Monako się dostał, ale zajęło mu to ponad 80 godzin. Trasa wiodła między innymi przez Kampalę, stolicę kraju, i Stambuł. Po drodze korzystali z czarterowego lotu, który zaaranżował ugandyjski prezydent. To wszystko nie przeszkodziło Cheptegeiowi. Podobnie jak wcześniejsze problemy z treningami. Długo przygotowywał się w terenie, biegając na lokalnych ścieżkach, dopiero z czasem mógł się przenieść do Kampali, gdzie na stadionie ciężko harował. Głównie, jak mówił, nad poprawą swojej szybkości.

Sprzyjało mu to, że Kapchorwa, jego rodzinne miasto, gdzie towarzyszył mu trener Addy Ruiter, leży na wysokości 1800 metrów. Poza tym pandemia miała też swoje jasne strony. – Było i źle, i dobrze. Spędziłem więcej czasu z rodziną, ale równocześnie bardzo brakowało mi sportu. Polubiłem prace ogrodowe, wykonywałem je w domu dziadków. Głównie jednak pracowałem w szkole w moim mieście, odnawiałem ją, malowałem – mówił. I dodawał, że jednak niesamowicie brakowało mu rywalizacji, bo tę po prostu ma we krwi.

Widać to było, gdy w końcu trafił do Monako. O ile najpierw tempo wyznaczali Holender Roya Hoornweg i Australijczyk Matthew Ramsden, o tyle, gdy obaj pacemakerzy zeszli z trasy, Joshua tak naprawdę rozgrywał własne zawody. Od połowy dystansu całkowicie przejął inicjatywę, prowadził samotny bieg. I to doskonale wymierzony. Swoje najwolniejsze 400 metrów tamtego wieczora przebiegł w czasie 61,70 s (drugie okrążenie), najszybsze było ostatnie kółko – 59,64. Pozostałe zmieściły się w przedziale od 59,97 do 61,25. Jakby miał w nogach tempomat.

Szesnastoletni rekord Kenenisy Bekele pobił o niemal dwie sekundy. Niemal, bo zabrakło jednej setnej. Co jeszcze bardziej imponujące, swój własny, ubiegłoroczny rekord życiowy zmiażdżył o ponad 20 sekund. Wyniku szybko – za pośrednictwem Instagrama – pogratulował mu sam Bekele. Jego idol i… przyjaciel z ekipy NN Running Team. Dodawał też, że „bardzo trudno jest pobiec jakikolwiek rekord świata”. A co mówił sam Joshua?

Może tego nie widać, ale to wszystko kosztowało mnie sporo wysiłku. Nie chodzi mi o sam bieg, ale też przygotowania, znalezienie motywacji do treningu w trakcie pandemii, gdy nie było wiadomo, co będzie po niej. Nie wiedziałem, po co trenuję, do jakich zawodów, w takiej sytuacji trudno się zmusić do wysiłku. To nie byłoby możliwe bez mojego zespołu. Dziękuję im. Normalnie trenowałbym przecież w Europie, w tym roku niespodziewanie musieliśmy to robić w Ugandzie. Nauczyłem się jednak, że wszystko jest możliwe, jeśli ma się odpowiednie nastawienie i wiarę. Dziękuję też Kenenisie, za to, jak inspirował mnie, gdy zaczynałem biegać. Ten rekord to specjalna chwila.

Zresztą nie był to pierwszy historyczny rezultat, jaki Joshua Cheptegei osiągał w Monako. Do tego jednak przejdziemy później. A teraz będzie fragment o niedoszłym piłkarzu.

Wolał piłkę

Od dziecka był uzdolnionym sportowcem. W szkole podstawowej próbował swoich sił w skoku w dal i trójskoku, ale najbardziej pociągała go piłka nożna. Długo to właśnie w nią grał z kolegami. Biegać zaczął co prawda już w 2004 roku, ale raczej na potrzeby szkolnych zawodów. Naturalne predyspozycje, oczywiście, miał. Napisaliśmy już, na jakiej wysokości, leży jego rodzinna miejscowość. Dodajmy też, że znajduje się blisko granicy z Kenią. A wiadomo, jakich tam mają biegaczy.

Na poważnie zaczął biegać w szkole średniej, gdzieś w okolicach 2013 roku. – Kiedy zobaczyłem, jak biega, dostrzegłem jego talent i zachęcałem go do tego, by skoncentrował się na lekkiej atletyce – mówił Benjamin Nija, przyjaciel Joshuy i członek jego sztabu trenerskiego. Cheptegei posłuchał, a wkrótce zaczęli go też dostrzegać faktyczni trenerzy. W sezonie 2014 był już mistrzem świata juniorów. W amerykańskim Eugene wygrał rywalizację na 10000 metrów.

To był bieg, który okazał się kamieniem milowym w mojej karierze i zmienił moje życie. Dał mi dużo determinacji i odwagi, by nadal ciężko pracować, żeby osiągać jeszcze lepsze wyniki. Czuję, że tamtego dnia odkryłem swój potencjał. To pomogło mi otworzyć drzwi do osiągnięcia kolejnych celów w sporcie – mówił. Rok po tym sukcesie przeprowadził się do Kenii, gdzie zaczął współpracę z Patrickiem Sangiem, który prowadził też m.in. Eliuda Kipchoge. Szybko jednak wrócił do Ugandy, tęsknił bowiem za domem. Chciał też, trenując w ojczyźnie, „inspirować młodych Ugandyjczyków”. Na razie udaje mu się to całkiem nieźle.

Trenerzy Cheptegeia z tamtych lat, jak również jego przyjaciele, powtarzają, że rozwój biegacza był niesamowicie szybki, ale spodziewany. Bo Joshua harował na niego bardzo mocno. Zresztą to już taki gość, że zawsze chce dawać z siebie wszystko. Również poza bieżnią.

Za radą prezydenta

Całkiem możliwe, że Uganda jest krajem, w którym przestępcy mają najtrudniej na świecie. Joshua Cheptegei jest bowiem oficerem policji. A takiemu glinie żaden podejrzany nie ucieknie, nie ma szans. Uzasadnionym wydaje się stwierdzenie, że to najszybszy policjant w historii.

Mundur przywdział, gdy policja wyciągnęła do niego rękę po złocie juniorskich mistrzostw świata. Wiadomo było, że pełnić ma funkcję bardziej wizerunkową, zresztą w tym też celu szybko przechodził przez kolejne szczeble kariery i policyjne stopnie. Po prostu za każdy sukces o trochę go awansowano. Po dublecie złotych medali na Igrzyskach Wspólnoty Narodów przeskoczył od razu o cztery stopnie. To, oczywiście, nie nowość. Już przed Cheptegeiem wielu sportowców funkcjonowało i funkcjonuje w ten sposób.

Zresztą obecnie też nie jest jedynym policjantem-sportowcem w Ugandzie. Na tych samych Igrzyskach Wspólnoty Narodów medale zdobywały Stella Chesang i Mercyline Chelangant. Ale Cheptegei osiągnął największy sukces i to na nim skupiła się uwaga. – Jeden z naszych, Joshua Cheptegei, oficer policji, zdobył złoty medal na Igrzyskach Wspólnoty Narodów, odbywających się w Australii. Dołączcie do nas i pogratulujcie jemu, lekkoatletycznej drużynie policji i wszystkim Ugandyjczykom tego zwycięstwa. Jesteśmy z niego dumni – mówił Patrick Onyango, rzecznik prasowy ugandyjskiej policji, niedługo po zwycięstwie Joshuy.

Jego znajomi podkreślają, że Cheptegei pasuje do policji z jeszcze jednego powodu – jest wielkim patriotą i zależy mu na tym, by w jego ojczyźnie działo się jak najlepiej. Stara się o rozwój narodowego biegania i poprawę warunków życiowych rodaków. Sam mógł dostać pół miliona dolarów za samo reprezentowanie innego kraju, miał bowiem tego typu oferty z bogatych krajów arabskich. Nie zdecydował się, bo wolał zdobywać medale dla Ugandy. – Kocham swój kraj. Czuję, że Uganda wciąż ma mnóstwo do wygrania – mówił.

Podium biegu na 10000 metrów na MŚ w Dausze. Cheptegei pośrodku. Fot. Newspix

W kraju angażuje się też w wiele akcji społecznych, jest na przykład wielkim przeciwnikiem obrzezania kobiet, które wciąż – mimo jego penalizacji w 2010 roku – jest praktykowane w wielu regionach Ugandy, jak i w innych afrykańskich krajach. Cheptegei stara się to zmienić, wraz z grupą zaangażowanych w tę sprawę aktywistów. Przyznacie, że nie jest to codzienna aktywność lekkoatletycznego rekordzisty świata.

Policja jest więc ze swego sportowca bardzo zadowolona. Tacy mogli być też wykładowcy w Bugema Univeristy, uczelni z Kampali. Cheptegei przez dwa lata studiował tam języki i literaturę. Czytać zresztą uwielbia, sam podobno opowiada świetne historie, które potrafi wymyślić dosłownie w ciągu chwili. – W wolnym czasie czyta mnóstwo książek. Kiedy go słuchasz, z miejsca wyczuwasz jego inteligencję, która bierze się właśnie z czytania. Jest też bardzo towarzyski, szybko nawiązuje kontakt, nieważne z kim by rozmawiał. To jego naturalna umiejętność, wzmocniona przez studia z literatury – twierdził Neji.

Zresztą w podobnym tonie opowiadał o nim też menadżer, który mówił, że Cheptegei „myśli w Zachodni sposób”. – Jego osobowość sprawia, że łatwiej jest go trenować. Dobrze rozumie, dlaczego konkretne kroki są ważne dla jego rozwoju jako sportowca i człowieka. Chętnie przyjmuje rady, ma świetny charakter, który media i publika bardzo lubią – mówił van der Velden. Lubili go też wspomniani wykładowcy. A jednak nie mogą mówić, że to ich student osiąga te wszystkie sukcesy. Dlaczego?

Bo niedługo przed igrzyskami w Rio, Cheptegei spotkał się z prezydentem Yowerim Musevenim. A ten poradził mu, by na razie odpuścił sobie zdobywanie dyplomu i skupił się na karierze biegacza. Joshua posłuchał.

Porażka

Z początku kariera Cheptegeia rozwijała się wzorcowo. Po sukcesach juniorskich rozpoczął starty na najwyższym poziomie. W 2015 roku wystąpił w mistrzostwach świata. Był dziewiąty na 10000 metrów. Rok później pojechał na igrzyska do Rio, zajął tam ósme i szóste miejsce. Równocześnie biegał też dystanse przełajowe, radząc sobie w nich świetnie. Co zresztą nie może przesadnie dziwić – wiecie przecież, że często trenował poza stadionem.

Długo jednak musiał znosić brzemię krytyki. Kiedy zdobył złoto mistrzostw świata juniorów, wiele osób w Afryce twierdziło, że po prostu miał szczęście. Głównie Kenijczycy, którym trudno było zaakceptować, że u ich sąsiada pojawił się biegacz zdolny wygrywać z ich najlepszymi zawodnikami. Oskarżano go też o to, że jest starszy, niż twierdzi (co nie byłoby nowością w Afryce), a niektórzy sugerowali też doping (podobnie: żadna nowość, aczkolwiek króluje w tym sama Kenia).

Gdy Cheptegeiowi nie powiodło się na igrzyskach w Rio – choć miał wtedy przecież niecałe 20 lat i jego wyniki uznać trzeba było za całkiem zadowalające – znów pojawiły się komentarze, mówiące, że to gość, który po prostu nie jest wystarczająco dobry. On jednak robił swoje. I powoli, powolutku wspinał się na najwyższy poziom. Choć zanim do niego doszedł, przeżył największe rozczarowanie w karierze.

Na początku 2017 roku postanowił wystartować w mistrzostwach świata w biegach przełajowych organizowanych w Kampali. Fani w Ugandzie widzieli w nim faworyta do złota. On sam też wiedział, że jest w stanie je zdobyć. – Biorąc pod uwagę moją znajomość trasy i wsparcie fanów, nie będzie dla mnie lepszego momentu na wywalczenie mistrzostwa – mówił.

Na miejscu obecny był prezydent. Ten sam, który poradził mu, by postawił na bieganie. I Cheptegei również jemu chciał pokazać, że to faktycznie była dobra rada. W dodatku tuż przed startem biegu na 10000 metrów złoty medal wśród juniorów wywalczył Jacob Kiplimo, inny Ugandyjczyk i przyjaciel Cheptegeia. Atmosfera była wprost niesamowita.

I niesamowicie biegł Joshua. Szybko objął prowadzenie, potem sukcesywnie je powiększał. Wyglądał znakomicie, jakby fruwał nad trasą. Rywalom nie dawał żadnych szans. Fani byli podekscytowani, widzieli już złoto na szyi swojego faworyta. Tyle że ten popełnił jeden niewybaczalny błąd – w wielkim ugandyjskim upale dał się ponieść atmosferze. Myślał tylko o złocie, zapomniał za to o nawadnianiu. Nie sięgnął po wodę na żadnym z przeznaczonych do tego punktów. I, na 200 metrów przed metą, nagle jego organizm to poczuł. Joshua zaczął się zataczać, z trudem stawiał kolejne kroki. Był tak blisko, a równocześnie niesamowicie daleko. Tylko cudem dotarł do linii mety. Przekroczył ją jako trzydziesty zawodnik.

Sporo czasu zajął mi powrót do treningów. Ostatecznie jednak zaakceptowałem to, że życie nie jest prostą linią. Są wzloty i upadki. Miałem nadzieję, że znów się podniosę. Trzeba przeżyć to, co się wydarzyło. Przez tygodnie się z tym godziłem. Kiedy spotykałem ludzi, mówili, że im mnie przykro, ale kiedy pytali mnie o ten bieg, czułem się źle, bo przypominali mi, co się stało. Musiałem zostać w domu, nie wychodzić, bo nie chciałem się z nikim spotykać – mówił.

Z czasem okazało się jednak, że największa porażka w jego życiu i karierze, okazała się niesamowicie istotna. Ten jeden bieg z czasem dał mu motywację i determinację, by udowodnić wszystkim, jakim biegaczem jest naprawdę.

Mistrz

W swoim dorobku ma już cztery rekordy świata, ale tylko jeden z bieżni – ten ostatni, z Monako, o którym już pisaliśmy. Wcześniej, poza stadionem, zostawał najszybszym biegaczem w historii na 5, 10 i 15 kilometrów. Tyle że zaczął od najdłuższego z tych dystansów i w 2018 roku przebiegł go w czasie 41 minut i 5 sekund. To była jego pierwsza próba pobicia tego rekordu. Udało się od razu.

Potem, już w 2019 roku, zawitał do Walencji. Tam wystartował w biegu na 10 kilometrów i dopisał do swojego dorobku swój drugi rekord świata, poprawiając poprzedni najlepszy wynik o sześć sekund. Trzeci zaliczył już w tym roku – na 5 kilometrów najlepszy okazał się w Monako. Tyle że nie na stadionie, a na ulicach księstwa. Tu już rezultat Roberta Ketera, wcześniejszego rekordzisty (który zresztą był nim tylko przez kilka miesięcy) dosłownie zmiótł, wyśrubowując rekord świata o dobre pół minuty.

Rekordy to jednak nie wszystko. Liczą się też zdobywane trofea. Dobra passa Cheptegeia zaczęła się w 2017 roku, gdy na mistrzostwach świata zmierzył się z odchodzącym do biegów ulicznych Mo Farahem. Choć wielu najgroźniejszych rywali dla Mo upatrywało wśród innych biegaczy, on sam powtarzał dziennikarzom, że musi naprawdę uważać na Joshuę. – Cheptegei jest mocny. Wdziera się na najwyższe miejsca – mówił.

I faktycznie, Ugandyjczyk ostatecznie zdobył srebro w biegu na 10000 metrów, finiszując jedynie za Brytyjczykiem. To był jego pierwszy wielki sukces w seniorskiej stawce, osiągnięty niespełna pół roku po ogromnym rozczarowaniu z przełajowych MŚ. Choć miał gorzki posmak, Ugandyjczycy twierdzili bowiem, że Farah powinien zostać zdyskwalifikowany za przekroczenie wewnętrznej linii bieżni. Sędziowie uznali jednak, że nie ma do tego podstaw. Joshua wrócił więc do kraju jako srebrny medalista, a na domiar złego kilka tygodni po tym srebrze, po raz pierwszy w karierze zmagał się ze zdrowiem. Kontuzji kolana doznał… wnosząc do domu dzban z wodą. Uderzył się o brzeg drzwi i choć początkowo wyglądało to na zwykłe stłuczenie, problem stale powracał.

Mimo tego Chiptegei nadal startował i wygrywał. W styczniu problemy się jednak pogłębiły, gdy doznał lekkiego urazy lewej stopy, co sprawiło, że jego prawe kolano było jeszcze bardziej obciążone. Bardzo przeszkodziło mu to w przygotowaniach do Igrzysk Wspólnoty Narodów, często trenował z bólem. A jednak w Australii, jak już wiecie, zdobył dwa złote medale. – To dało mi mnóstwo motywacji i pewności siebie, pokazało, że jeśli jestem w świetnej formie, mogę osiągnąć coś na igrzyskach czy mistrzostwach świata. Jeszcze bardziej uwierzyłem w siebie – mówił.

Bezpośrednio po tym sukcesie musiał jednak odpuścić. Zrobił sobie dwa miesiące wolnego, doleczył uraz. Potem spokojnie kontynuował sezon. Przed 2019 rokiem powtarzał, że ma jasne cele. – Dobry trening, dobre przygotowanie i pozytywne nastawienie będą kluczem. Naprawdę wierzę w zdobycie złotego medalu na mistrzostwach świata w biegach przełajowych i w biegu na 10000 metrów w Dausze. Oczywiście, wszyscy pamiętają, co stało się ostatnim razem na MŚ w przełajach, ale tamto doświadczenie odbieram dziś pozytywnie. Nauczyłem się z niego, że muszę być mądrym biegaczem. Pokazało mi to też, jak mocny mogę być, jeśli się odpowiednio przygotuję.

Problem w tym, że przygotowania znów miał zakłócone. Na początku 2019 roku brał udział w wypadku samochodowym, doznał urazu pleców. Cały sezon biegów przełajowych stał się dla niego problematyczny, na krajowych mistrzostwach stracił tytuł na rzecz Jacoba Kiplimo, który przez to i sukcesy odnoszone w Europie, stał się faworytem do złota. Ty razem jednak Cheptegei nie miał zamiaru przegrać. Do Aarhus, gdzie odbywały się zawody, przyjechał znacznie wcześniej. Przygotowywał się. I wygrał, wyprzedzając rodaka na ostatnim kilometrze. Plama z 2017 roku została zmazana.

Potem notował niezły sezon na bieżni, ale, jak sam mówił, nieco oszczędzał się, by wszystko, co najlepsze dać z siebie w Dausze. Tam czekało złoto i królewski tron, opuszczony przez Mo Faraha, który najlepszy na 10000 metrów był niezmiennie od 2013 roku. Joshua postawił tylko na ten dystans, uznał, że tak zwiększa swoje szanse na zdobycie złota. Przygotowywał się w Ugandzie, a jego trenerzy mówili, że jest w życiowej formie. Pozostawało to potwierdzić w najważniejszym starcie.

Cheptegei to zrobił. Po tym nie było już wątpliwości, że jest do tego zdolny. Jedna z ostatnich niewiadomych została wyjaśniona. Teraz z wielkich imprez pozostała mu już tylko ta najwspanialsza.

Olimpijski dublet?

Nie wiadomo, czy w Tokio pobiegnie na 5000 i 10000 metrów, czy też znów zdecyduje się na jeden z tych dystansów. Biorąc jednak pod uwagę, że jest rekordzistą świata na krótszym, a na dłuższym planuje o ten rekord zawalczyć, pewnie spróbuje zgarnąć dublet. Tak jak to robili najwięksi przed nim: Mo Farah czy Kenenisa Bekele, do których już teraz coraz częściej jest porównywany.

Chcę zmienić obraz tego sportu, jak w koszykówce Michael Jordan, albo w piłce Cristiano Ronaldo. […] Chcę odkryć swoje limity. Jeśli się w coś wierzy, wszystko jest możliwe. Pobicie rekordu było trudne, ale już takim nie jest, bo to zrobiłem. Następnym wyzwaniem jest zdobycie kolejnego rekordu albo dwóch. Jeśli tak się stanie, będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – mówił. Tyle że to nie o rekordy się to wszystko rozbija, jak tłumaczy Sebastian Chmara, były wieloboista, dziś wiceprezes PZLA i komentator telewizyjny.

– Jeżeli ktoś bije rekord świata, to ma potencjał do tego, by być wielką gwiazdą i przyćmić nawet najwybitniejsze nazwiska z przeszłości. Nie da się poprawić rekordu świata bez tego potencjału, to jest sprawa jasna. Z porównywaniem go do takich postaci jak Mo Farah, warto jednak jeszcze poczekać, bo wielkie gwiazdy charakteryzują się przede wszystkim tym, że nie są to gwiazdy jednego czy dwóch sezonów – nawet jeśli robią w nich rekord świata – ale postaci, które przez długi czas potrafiły utrzymać bardzo wysoką formę, potwierdzając ją na najważniejszych imprezach. Wolałbym ocenić go po igrzyskach. Jeżeli to wszystko potwierdzić miałoby się wtedy, to z pewnością będziemy mogli mówić o kimś, kogo będzie można stawiać niemalże na równi z takimi biegaczami jak Farah czy Bekele.

Igrzyska olimpijskie w Rio. Joshua Cheptegei i Mo Farah. Fot. Newspix

W Rio de Janeiro Cheptegei był młody, biegał zawodowo tak naprawdę od dwóch lat. Osiągnął niezłe rezultaty i przyglądał się temu, jak wygrywa Mo Farah. Z Farahem w Tokio zresztą najprawdopodobniej się zmierzy, ten bowiem ogłosił jakiś czas temu, że ma zamiar wrócić na bieżnię właśnie po to, by powalczyć w Japonii o jeszcze jeden medal. Tym razem będą stać jednak na zupełnie innych pozycjach. To Joshua będzie wielkim faworytem, a Mo powalczy o sprawienie niespodzianki. Większa presja z pewnością ciążyć będzie na Ugandyjczyku.

– Igrzyska są specyficzną imprezę. Nie ujmując niczego mistrzom świata czy Europy, albo ich rekordzistom, to jednak zdobycie złota olimpijskiego jest czymś absolutnie wyjątkowym. Jeżeli ktoś z wielkich postaci lekkiej atletyki takiego medalu nie ma, to zawsze mówi się o tym, że czegoś mu brakuje. Igrzyska to taka kwintesencja. Nie porównujmy więc Cheptegeia jeszcze do tego Faraha. Kompletność zawodnika, w moim przekonaniu, należy potwierdzać przede wszystkim medalami olimpijskimi. To jest chyba taka pierwsza wykładnia, wytyczna, do której powinno się odnosić. Poczekajmy, jeśli się nic nie wydarzy i będzie w takiej formie, w jakiej jest teraz, to nie sądzę, by ktokolwiek był mu w stanie zagrozić. Walka podczas samych igrzysk jest jednak czymś zupełnie innym niż podczas nawet najbardziej prestiżowych mityngów. Będą na nim spoczywały duże oczekiwania i obciążenie psychiczne – dodaje Chmara.

Sam Cheptegei, jak mówi, zdaje sobie z tego sprawę. Ale niespecjalnie się tym przejmuje. Powtarza, że na kolejne pięć albo sześć lat chciałby zdominować biegi długodystansowe. I że wszystko zaczyna się w głowie, jeśli ma się odpowiednie nastawienie, można przełamywać bariery, a on to robi. Jako pierwszy Ugandyjczyk od lat 70. (a drugi w historii), dzierży rekord świata w jakiejkolwiek konkurencji na bieżni i jako czwarty w historii reprezentant swojego kraju zdobył złoto lekkoatletycznych mistrzostw świata.

Na igrzyskach zawalczy o trzecie w historii mistrzostwo olimpijskie dla Ugandy. Co najmniej. Bo jeśli zdecyduje się na dwa starty, to stać go i na to, by dołożyć czwarte. Wcześniej jednak, o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem, a on sam nie zmieni swojego kalendarza, zobaczyć będziecie go mogli w Gdyni – wciąż znajduje się bowiem na liście startowej mistrzostw świata w półmaratonie. Znając jego możliwości, nie zdziwilibyśmy się, gdyby powalczył na nich o fantastyczny rezultat.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez