W poszukiwaniu nowej twarzy igrzysk

W poszukiwaniu nowej twarzy igrzysk

Jeden zawsze zdobywał komplet medali, drugi niekoniecznie, ale i tak miał ich znacznie więcej. Usain Bolt i Michael Phelps przez ostatnie trzy igrzyska zyskali status twarzy i globalnych reprezentantów olimpijskiego sportu. W Tokio 2020 nie będzie już żadnego z nich. Kto przejmie po nich pałeczkę? Szukamy nowego króla (królowej?) igrzysk!

O ile podczas mistrzostw świata zdarzyły mu się słabsze chwile (choć niewiele), to na olimpijskich arenach był nie do zatrzymania. Usain Bolt zaliczył na nich dziewięć startów: bieg na 100 metrów, bieg na 200 metrów i sztafetę 4×100 podczas igrzysk w Pekinie, Londynie oraz Rio de Janeiro. Nigdy nie zszedł z najwyższego stopnia podium, chociaż złoty medal zdobyty z kolegami w Pekinie, został mu po dziewięciu latach odebrany, ze względu na wykrycie dopingu u Nesty Cartera. Mimo tego trudno o bardziej perfekcyjną biegową karierę, od tej Jamajczyka. Kiedy tylko dopisywało mu zdrowie, po prostu nie było na niego mocnych.

Mimo swojego pozornie niemal nieskazitelnego CV, Bolt może pochwalić się “tylko” ośmioma złotymi krążkami, co w tabeli multimedalistów wszech czasów plasuje go na dwunastym miejscu. Przed nim znajduje się kilku zawodników, których sława już nieco przeminęło i bądźmy szczerzy: szerszej publiczności nie mówią oni nic. Zapytajcie się, kogokolwiek interesującego się sportem, kim jest chociażby Matt Biondi. Nikła szansa, że będzie znał rozwiązanie tej zagadki.

Mowa jednak o rosłym (200 cm wzrostu!) amerykańskim pływaku, który uzbierał w swojej, trwającej ponad dziesięć lat karierze, aż jedenaście krążków, w tym osiem z najcenniejszego kruszcu. Jego asem w rękawie, który umiejscawia go omawianej klasyfikacji przed Boltem, jest oczywiście specyfika dyscypliny, jaką uprawiał. Pływanie, jak żaden inny sport, pozwala wrócić do domu z workiem pełnym medali. Co prawda, faktycznie mało który zawodnik pływał w tak wielu konkurencjach (nawet osiem), jak Michael Phelps, ale cóż: nikt utalentowanemu nie zabroni.

Sponsorem Polskiego Komitetu Olimpijskiego jest PKN ORLEN.

Inne sporty, które również pozwalają olimpijczykom bić się o medale w wielu konkurencjach, to przede wszystkim gimnastyka i lekkoatletyka, a dokładniej mówiąc: biegi. Łączenie startów na 100 i 200 metrów plus sztafeta, to dość popularne rozwiązanie, z którego korzystał nie tylko Bolt. Zdarzają się również zawodnicy, którzy trudzą się bieganiem na 200 i 400 m, 5000 i 10 000 m, 800 i 1500 m, a rzadziej: 400 i 800 m. Tak więc szybkonodzy albo niezwykle wytrzymali ludzie, również są faworyzowani, jeśli chodzi o pięcie się w medalowych klasyfikacjach wszech czasów.

Nie do tego jednak dążymy. Sęk w tym, że do zostania symbolem igrzysk olimpijskich, potrzebne jest zdobycie przynajmniej dwóch, a najlepiej trzech medali. Takie osiągnięcie po prostu porusza wyobraźnię. Michael Phelps przywiózł z Pekinu osiem złotych krążków. Osiem! To niesamowite i nikogo nie obchodzi, że inny sportowiec trudzi się sportem zespołowym, albo skokiem wzwyż i więcej niż jeden medal nie będzie mu dany.

Szukamy więc nie tylko wybitnych sportowców, ale takich, którzy startują w więcej niż jednej konkurencji. To tyle, jeśli chodzi o słowa wyjaśnienia. Phelps i Bolt pewnie sączą drinki na prywatnej wyspie, a ci którzy za dziesięć lat będą chcieli być ich na miejscu, zagrzewają ręce do rywalizacji. Kim są najlepsi z nich?

Odpowiedź oczywista

Caeleb Dressel to wręcz idealny kandydat do przejęcia statusu najlepszego olimpijczyka. Pływa? Zgadza się. No to kilka medali zdobędzie. Narodowość? Amerykanin. Krajowe media odpowiednio zadbają o jego promocję. Jak wygląda? Wysoki blondyn, z ciałem pokrytym tatuażami. Perfekcyjnie.

To wszystko oczywiście pół żartem, pół serio. Amerykański pływak to przede wszystkim naprawdę wyjątkowa jednostka pod względem sportowym. W ubiegłym roku pobił dwa rekordy świata i to w dwóch różnych stylach: na 100 metrów delfinem oraz 50 metrów dowolnym. Co równie ważne, rozbił bank podczas lipcowych mistrzostw świata w Gwangju, zdobywając aż osiem (sześć złotych) medali. Jeśli tylko jakimś cudem nie opadnie z formą w Tokio, będzie mógł się pokusić o wyrównanie osiągnięcia Phelpsa z Pekinu 2008 (osiem triumfów). Jak to możliwe?

Michael Phelps i jego 28 medali. Czy ten rekord da się pobić?

Zacznijmy od tego, że jest zdecydowanie najlepszym zawodnikiem na świecie, jeśli chodzi o pływanie setki stylem motylkowym i dowolnym. Może spokojnie wygrywać również na dwusetkę delfinem oraz w absolutnym sprincie: 50 metrów najszybszym ze stylów. Do tego dołóżmy siłę amerykańskich sztafet i wyjdzie nam, że Dressel ma potencjał znaleźć się na najwyższym stopniu aż siedem razy. Gdzie szukać tego kluczowego, ostatniego krążka? Cóż, musiałby wzorem Phelpsa wystartować w konkurencji, w której się na co dzień nie specjalizuje. W przypadku starszego kolegi, był to styl dowolny, natomiast Dressel może postawić na zmienny. Niestety się na to nie zapowiada, choć w sztafetach zdarza mu się pływać tym stylem.

Nie szukamy jednak kogoś, kto wyrówna osiągnięcie Phelpsa, tylko nowej twarzy igrzysk. A jeśli Dressel faktycznie zdobędzie garść medali, bijąc przy tym kolejny rekord świata, na pewno trafi na okładki setek sportowych gazet, czołówki portali, a potem na wszelkiego rodzaju gale i plebiscyty.

Odpowiedź leniwa

W tym wypadku sięgamy po postać, która brylowała już na poprzednich igrzyskach. Jej sukces mógł być jednak delikatnie przyćmiony triumfalnym “ostatnim razem” Phelpsa oraz Bolta. A teraz gwiazdorzy opuścili parkiet i można na nim tańczyć. A tak się składa, że mało kto potrafi zrobić lepszy użytek z pustej przestrzeni, niż królowa tak zwanego freestyle’u, tudzież ćwiczeń wolnych, czyli Simone Biles.

Zaledwie 22-letnia amerykańska gimnastyczka już w tej chwili ma na koncie cztery złote medale igrzysk i jeden brązowy. W Tokio pewnie nie będzie inaczej, bo w świecie tej dyscypliny, trudno szukać dla niej prawdziwej konkurencji. Istnieje więc możliwość, że już za pół roku Biles znajdzie się w dziesiątce najbardziej utytułowanych olimpijczyków w historii. Wszystko więc się zgadza. Co jednak blokuje Biles przed zdobyciem jeszcze większego rozgłosu?

Po pierwsze, jej sport cieszy się sporą popularnością przede wszystkim w Stanach, Rosji oraz w krajach azjatyckich. Amerykanka uprawia jednak mocno niszową dyscyplinę, która z perspektywy większości kibiców, nie wydaje się być zbyt intrygująca. Po drugie, igrzyska w Tokio będą niemal na pewno ostatnimi w karierze Amerykanki. Jasne, za cztery lata będzie miała zaledwie 26 wiosen na karku, ale dla gimnastyczki to już wiek emerytalny. Tak więc: nawet jeśli zgarnie pełną pulę w Tokio i wejdzie na tron, to potem momentalnie z niego ustąpi. A mało kto interesuje się poczynaniami sportowców, którzy już skończyli karierę.

Odpowiedź niechciana

Czy tego chcemy, czy nie, mówimy o najszybszym obecnie człowieku na Ziemi. Christian Coleman oczywiście nie cieszy się naszą sympatią. Czemu? Niestety, istnieje wielka szansa, że mamy do czynienia z kolejnym dopingowiczem, których zresztą w biegach krótkodystansowych jest na pęczki.

W 2019 roku Amerykanin całkowitym “przypadkiem” uniknął przejścia trzech kontroli antydopingowych, przez co groziło mu wykluczenie z mistrzostw świata w Dausze. Ostatecznie na czempionacie globu wystartował i, zgodnie z oczekiwaniami, nie miał sobie równych. Finałowe sto metrów przebiegł w czasie 9.76 sekundy, a potem dołożył jeszcze złoty krążek w sztafecie. Nie możemy również zapominać, że mówimy o niespełna 24-letnim zawodniku, który wciąż ma pewien margines na rozwój. Kolejna życiówka leży w granicach jego możliwości. Rekord świata? Wątpliwe, może wręcz niemożliwe. Ale być może nie będzie mu potrzebny.

Minuta na wagę złota. Niefrasobliwy Coleman uciekł dyskwalifikacji

Bieg na 100 metrów to bezpodstawnie jedna z najpopularniejszych olimpijskich konkurencji. Człowiek, który przejmie schedę po Bolcie, niewątpliwie zostanie doceniony. Szczególnie, jeśli dołoży do tego kolejny medal. Co z dwukrotnie dłuższym dystansem? Cóż, Colemanowi zdarzało się biegać na 200 metrów i to z całkiem niezłym efektem (rekord życiowy: 19.85), lecz obecnie skupia się przede wszystkim na swojej specjalności i chociażby w Dosze, postanowił nie wchodzić w paradę Noahowi Lylesowi.

No właśnie, zatrzymajmy się przy młodszym z Amerykanów, bo on akurat może pokusić się o powalczenie o najwyższe laury na trzech różnych obszarach. Dwusetka? Najlepszy na świecie. Setka? Ma bardzo solidną życiówkę, 9.85. Sztafeta? Wystarczy popatrzeć na narodowość, złoto na wyciągnięcie ręki. Dodatkowo, on akurat o wpadkę dopingową się na razie nie otarł, więc naturalnie wzbudza większą sympatię mediów oraz kibiców, niż jego kumpel z reprezentacji. Jak to wygląda pod względem przepisów, czy będzie można zmieścić go na liście startujących koło Justina Gatlina i Colemana? Jak najbardziej, bo regulamin dopuszcza trzech zawodników z jednego kraju. A więc może Lyles?

Odpowiedź problematyczna

Słuchajcie, tu na pierwszy rzut oka nie brakuje niczego. Sifan Hassan nie tylko biega fantastycznie, bije rekordy, ale również błyszczy wszechstronnością. W ubiegłym roku startowała aż na siedmiu różnych dystansach! (1500 metrów, mila, 3000 metrów, 5000 metrów, pięć i dziesięć metrów i półmaraton). Co prawda tylko w dwóch z nich zdobywała złoty medal na mistrzostwach świata w Dausze, ale to również wyczyn. Dodatkowo nie kto inny, a właśnie ona, triumfowała w naszym zestawieniu na koniec roku 2019.

Najlepsi. Kto w lekkiej atletyce zachwycił w tym sezonie najbardziej?

Gdzie zatem leży problem? Cóż, może i bieganie cieszy się olbrzymią popularnością, ale jednak średnie i długie dystanse nie mogą równać się ze sprintami. Z drugiej strony, popatrzmy na chociażby Mo Faraha, który zyskał olbrzymią rozpoznawalność, dominując w rywalizacji na 5000 i 10 000 m. Brytyjczyk wyróżniał się jednak nie tylko samym umiejętnościami, ale również wielką charyzmą. Szeroki uśmiech, charakterystyczna cieszynka (ręce dotykające czubka głowy), niewymuszona ekscytacja i ekspresja na finalnych metrach: to wszystko również złożyło się na jego sukces.

Czy Hassan ma to coś? Trudno powiedzieć, ale obecnie nie przemawiają za nią liczby. Wiadomo, media społecznościowe to nie wszystko, ale stanowią pewien wyznacznik tego, gdzie w świadomości ludzi znajduje się dany sportowiec. Holenderka mimo wybitnych dokonań na bieżni, może pochwalić się zaledwie 34 tysiącami obserwujących na Instagramie i pięcioma tysiącami na Twitterze… A to zawsze jakaś wskazówka, która jasno sugeruje, że 27-latka pochodząca z Etiopii, globalną gwiazdą jeszcze nie jest. Z naciskiem na “jeszcze”, bo to przecież igrzyska olimpijskie kreują ikony. Nie skreślamy jej więc, a wręcz trzymamy kciuki. Bo zauważcie, że to pierwsza i jedyna Europejka, ba, osoba spoza Stanów Zjednoczonych w naszym zestawieniu.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez