W Kenii po staremu. Były rekordzista świata w maratonie z czteroletnią dyskwalifikacją

W Kenii po staremu. Były rekordzista świata w maratonie z czteroletnią dyskwalifikacją

Coraz mniej dziwią nas kolejne komunikaty o dyskwalifikacjach kenijskich lekkoatletów i lekkoatletek. Doping w Kenii – choć działa inaczej niż na przykład rosyjski – ma się niestety dobrze. Bywa jednak i tak, że u zawodnika nic nie wykryto, a i tak wlepia mu się dyskwalifikację. Tak to wygląda w przypadku Wilsona Kipsanga, który czterokrotnie nie stawił się na kontroli antydopingowej, a do tego próbował oszukać oficjeli. 

Rekordzista

Kipsang biegaczem jest znakomitym. W maratońskim łańcuchu mistrzów stanowi swego rodzaju ogniwo pomiędzy dwoma wielkimi – Heile Gebrselassie i Eliudem Kipchoge. Sam biegał na najwyższym możliwym poziomie. Był mistrzem świata w półmaratonie. W Londynie zdobył brązowy medal olimpijski, ale to było jeszcze przed jego największymi sukcesami. Te przyszły rok później – w Berlinie pobił wówczas rekord świata, śrubując go do poziomu 2:03.23. Wynik wytrzymał rok, ale w historii Kenijczyk się zapisał.

W swojej karierze wygrywał też dwukrotnie maraton we Frankfurcie. Również dwa razy najlepszy był w Londynie. Do tego doliczyć należy mu triumfy w Nowym Jorku, Tokio i, oczywiście, wspomnianym Berlinie. Od 2012 do 2018 roku wygrał 6 na 14 startów w sześciu najważniejszych maratonach. W czterech kolejnych stał na podium. Do tego dwukrotnie był czwarty, raz piąty i dwukrotnie nie ukończył biegu. To wyniki, których pozazdrościć mogłoby mu naprawdę wielu.

W ubiegłym roku stracił jednak trochę na szybkości i wydawało się, że jego czas zaczyna przemijać. Teraz zresztą to, jak wtedy biegał, nie ma większego znaczenia, bo wszystkie jego wyniki, począwszy od 12 kwietnia 2019 roku, zostały wymazane z ksiąg statystyków.

Wilson, naprawdę myślałeś, że to przejdzie?

Powyższe pytanie powinien zadać sobie sam Kipsang, ale równie dobrze mógłby to zrobić każdy choć trochę zaangażowany w tę sprawę. Generalnie przepisy są proste: profesjonalni lekkoatleci każdego dnia muszą informować o swoim miejscu pobytu i porze dnia, w której będzie można pobrać od nich próbki. W okresie pomiędzy kwietniem 2018 roku a majem 2019 Kipsang cztery razy tego nie zrobił, unikając kontroli. A wystarczą trzy takie sytuacje, żeby zapracować sobie na dyskwalifikację.

Już w styczniu tego roku pojawiły się pierwsze informacje o zawieszeniu Kenijczyka. Wtedy tymczasowym, na okres trwającego dochodzenia, prowadzonego przez odpowiednie organy. To wykazało jednak, że opuszczenia kontroli w przypadku Wilsona obronić się nie da i postanowiono o jego zawieszeniu. Sęk w tym, że za takie wykroczenie maksymalna przewidziana kara to dwa lata. Skąd więc aż cztery w tym przypadku?

Wilson Kipsang po zwycięstwie w 2012 roku w Londynie. Fot. Newspix

Stąd, że Kipsang postanowił zabłysnąć. Tłumaczył, że na miejsce jednej z kontroli nie dotarł, bo zatrzymał go drogowy wypadek. Drogę zatarasować miała mu wtedy przewrócona ciężarówka. By to uwiarygodnić dołączył jej zdjęcie. Szybko ustalono jednak, że to wykonano… trzy miesiące po fakcie, w sierpniu. Biegacz bronił się jeszcze tym, że przesłać miał mu je kierowca bez informowania, kiedy je zrobiono. Tyle że wtedy Kenijczykowi już nikt nie wierzył.

Więc, Wilson, naprawdę myślałeś, że to przejdzie?

“Powinni być wzorami”

Przedstawiciele Kipsanga już zapewnili, że przeanalizują tę decyzję i rozważą kolejne kroki. Bo mogą się odwołać, nie jest to wyrok ostateczny. Podkreślali też, że nie ma tu mowy o stosowaniu dopingu, a jedynie o unikaniu kontroli. No i oszustwie, choć i tu wierzą w niewinność swojego klienta. Tyle że Kipsang już sporo stracił, głównie wizerunkowo. Nawet w swoim własnym kraju.

To smutna wiadomość. Sportowcy naprawdę powinni się uczyć z takich konsekwencji swoich akcji, bo to rzeczy, o których mówimy każdego dnia. I niestety wciąż widzimy tego typu rezultaty. To dotyka każdego, demoralizuje nas. Dlaczego wciąż się w to pakują. Szczególnie najlepsi zawodnicy, którzy powinni być wzorami dla innych? Dają przez to zły przykład – mówił Reutersowi Jackson Tuwei, prezydent Athletics Kenya.

Używał tu, jak widzicie, liczby mnogiej. I to też dziwić nie może, bo Kipsang nie jest przypadkiem odosobnionym. Kenijczycy na przestrzeni ostatnich lat “stracili” przez sprawy okołodopingowe już kilka wielkich gwiazd. Choćby Asbela Kipropa, mistrza olimpijskiego na 1500 metrów z Pekinu (który zasłynął w dodatku tym, że za pośrednictwem Twittera groził, że pokiereszuje każdego, kto spróbuje odebrać mu medale). Albo Ritę Jeptoo, znakomitą maratonkę, przyłapaną na stosowaniu EPO. Na karę ośmiu lat dyskwalifikacji za stosowanie dopingu zapracowała sobie za to mistrzyni olimpijska z Rio – Jemima Sumgong. Ale złoto – zresztą podobnie jak Kiprop – na razie ma.

Kipsang biegać nie będzie mógł – o ile nic się nie zmieni – przez cztery lata. Biorąc pod uwagę, że na karku ma 38 wiosen, prawdopodobnie oznaczać to będzie koniec jego kariery. Jeśli tak się stanie, to napisać można tylko: szkoda, że zakończy się ona właśnie w ten sposób.

Choć sam Wilson Kipsang sobie winny. Nikt inny.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez