W Białymstoku lekkoatleci walczyli z deszczem. I poradzili sobie całkiem nieźle

W Białymstoku lekkoatleci walczyli z deszczem. I poradzili sobie całkiem nieźle

Po zbombardowanym przez pogodę mityngu w Międzyzdrojach przyszedł czas na ten na białostockim rynku. I tam warunki też wtrąciły się w rywalizację. Na szczęście nie na tyle, by zawodnicy i zawodniczki nie mogli pokazać swoich umiejętności. Najciekawiej wypadły dwie konkurencje męskie – skok o tyczce i pchnięcie kulą. Dziś też lekkoatletyczne emocje przeżywali fani w… Kenii, gdzie trwają mistrzostwa świata juniorów. Polacy dwukrotnie byli tam bliscy medali, ale w obu przypadkach zabrakło kilkudziesięciu centymetrów. 

Rynek lekkiej atletyki

Na białostockim rynku obecność lekkoatletów to już nie nowość. Nowością jest to, że przed mityngiem tamtejsi kibice mieli okazję przywitać dwoje medalistów olimpijskich związanych z tym miastem, w tym jednego mistrza. Ani Wojciech Nowicki, ani Maria Andrejczyk co prawda nie mogli wystąpić w tym konkretnym mityngu, ale to oni byli jednymi z największych – o ile nie największymi – gwiazdami imprezy. – Szkoda, że nie ma zawodów w rzucie młotem, ale nasz rynek jest malutki. Pan prezydent pewnie by się zmartwił, gdybym obił ratusz. Chętnie wystartuję, jeśli za rok zawody odbędą się na stadionie – mówił Nowicki, który dziś zajmował się głównie uśmiechaniem, pozowaniem do zdjęć i rozdawaniem autografów. Kto wie, może podpisał się dziś w zeszycie jakiemuś dzieciakowi, który w przyszłości też zostanie doskonałym młociarzem?

A jeśli nie będzie rzucać młotem, to mógł się przekonać do trzech innych lekkoatletycznych konkurencji – skoku o tyczce, pchnięcia kulą i skoku wzwyż. Dwie ostatnie rozgrywane były i wśród kobiet, i u mężczyzn, pierwsza tylko w męskim gronie. U skoczkiń najlepsza okazała się Julia Czumaczenko z Ukrainy (188 cm), u skoczków wzwyż Amerykanin Darryl Sullivan (223 cm), a w pchnięciu kulą kobiet najlepiej poradziła sobie Paulina Guba, choć jej wynik zdecydowanie nie zachwycił, bo wyniósł ledwie 16,91 m. Tę sytuacje można jednak zrzucić w dużej mierze na mokre, śliskie koło, z którym długo większość uczestniczących w konkursach nie mogła sobie poradzić.

Niedługo po rozpoczęciu mityngu w Białymstoku spadł bowiem deszcz. I to nie byle jaki, to było prawdziwe oberwanie chmury. W kilka chwil na całkowicie suchym kole zrobiły się nawet kałuże. Od takiej doli udało się uratować rozbieg w skoku o tyczce, gdzie rywalizowało trzech Polaków – Robert Sobera, Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek. Dwaj pierwsi odpadli jednak szybko, trzeci walczył do samego końca konkursu, ostatecznie jednak zajął trzecie miejsce. Wygrał Amerykanin Matt Ludwig, skacząc 5,80 m (atakował potem nawet 5,91 m, co byłoby jego rekordem życiowym) i bijąc tym samym rekord mityngu, do tej pory należący do Liska, który wynosił 5,66 m.

– Zawsze chcę wygrywać. Przede wszystkim muszę pochwalić ten mityng, bo jest zrobiony tak, że możemy się nim chwalić na arenach międzynarodowych. Ten mityng w Białymstoku – chapeau bas. Brawa też dla kibiców, którzy zostali mimo deszczu, a to coś niesamowitego. Widać, że chcieli nas zobaczyć. Moje skoki są obiecujące. To jest jednak sport, nie zawsze można wygrywać. Cieszę się, że rywalizowałem z chłopakami do ostatnich chwil. Starałem się dziś nie tyle skakać wysoko, co nawiązać rywalizację. Szkoda, że mój rekord mityngu został pobity, ale w przyszłym roku powalczę o to, żeby go odzyskać – zapowiedział Piotr Lisek na antenie TVP Sport. Trzymamy go za słowo. Wierzymy też, że w tym sezonie jeszcze poskacze wysoko, bo przed nim nadal sporo występów. I to tak zagęszczonych, że jego tyczki, na których skakał w Międzyzdrojach, już zresztą pojechały poza Polskę, a w Białymstoku skakał na innych.

Oprócz skoku o tyczce, ciekawie było też dziś w pchnięciu kulą mężczyzn. Tam wreszcie z dobrej strony pokazał się Konrad Bukowiecki, który mimo mokrego koła pchnął 20,34 m. Miał też trochę pecha – w ostatniej kolejce Filip Mihajlević trafił na koło, które zdążyło już przeschnąć, rozkręcił się i pchnął 21,06 m, umacniając się na prowadzeniu. Bukowiecki chciał odpowiedzieć, ale… znów zaczęło mocno padać. Oddał jeszcze co prawda pchnięcie dla fanów, ale nawet w tak pokazowej próbie poślizgnął się i zachwiał, a kula wylądowała blisko. Michał Haratyk skończył poza podium z wynikiem 20,12 m, ale zrezygnował już po drugiej próbie, uznając, że nie chce narażać się na uraz.

Obaj Polacy przekroczyli jednak 20 metrów nawet w tak trudnych warunkach. A to już całkiem niezła rzecz.

A co tam w Kenii?

Na mistrzostwach świata juniorów liczyliśmy dziś przede wszystkim na Dawida Piłata – Polak został niedawno mistrzem Europy w swojej kategorii wiekowej, dziś jednak nie udało stanąć mu się na podium. Był tego bliski – rzucił 77.09 m, co jest naprawdę niezłym wynikiem. Zwycięzca osiągnął… 77.83 m. Całe podium zmieściło się więc na przestrzeni 74 centymetrów. Do trzecie Jeana Baptiste’a Bruxelle’a (którego zresztą pokonał na ME) Piłatowi brakło jednak ponad pół metra. Polak potrafi rzucać tak daleko – przypomnijmy, że rywalizacja w tej kategorii wiekowej odbywa się lżejszym, sześciokilowym młotem – ale dziś mu się nie udało. Inna sprawa, że czwarty na MŚ juniorów był też kiedyś Paweł Fajdek. A Dawid Piłat pewnie nie pogniewałby się, gdyby miał iść w jego ślady i w kolejnych latach.

Również czwarty i również w konkurencji rzutowej był Eryk Kołodziejczak, miotający oszczepem. Osiągnął 74.06 m, ale do podium zabrakło mu 43 centymetrów. To był jednak dobry występ 19-letniego Polaka, którym powetował sobie niepowodzenie z mistrzostw Europy do lat 20, gdzie niespodziewanie odpadł już w eliminacjach. Dziś potwierdził, że talent i możliwości ma spore. Oby tak dalej, tyle że następnym razem chętnie zobaczylibyśmy go z medalem na szyi. Ale te staną się istotne tak naprawdę dopiero w rywalizacji seniorskiej – na razie obaj nasi zawodnicy mają się rozwijać.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez