Vuelta a Espana, czyli Carapaz kontra Roglic

Vuelta a Espana, czyli Carapaz kontra Roglic

Tak miało być. Jeszcze przed startem hiszpańskiego touru można było spodziewać się dokładnie tego, że o prowadzenie w klasyfikacji generalnej walczyć będą głównie Primoz Roglic i Richard Carapaz. Team Jumbo-Visma kontra Team INEOS. Dwaj najsilniejsi kolarze i dwie najsilniejsze ekipy w stawce. Dziś zmierzyli się po raz kolejny. Na Alto de Moncalvillo najszybszy był Słoweniec. Ale to Ekwadorczyk utrzymał koszulkę lidera. 

Szybciej, wyżej, trudniej

Tegoroczna Vuelta nie zwalnia ani na moment. Właściwie każdy etap przynosi nam spore emocje, a kolarze nie mają chwili wytchnienia. Tempo jest takie, że gdyby tylko chcieli, pewnie z rozpędu byliby w stanie przejechać tego samego dnia jeszcze jeden etap. No dobra, może to i przesada. Ale wyłącznie dlatego, że niemal każdy odcinek najeżony jest trudnościami i większymi bądź mniejszymi podjazdami, które zostają w nogach.

Dzisiejszy nie był wyjątkiem. Na 164 kilometrach umieszczono sporo nierówności, ale wybijały się dwa podjazdy – na Puerto de la Rasa, liczący sobie niemal 10 kilometrów, i krótszy (8,3 km), ale o znacznie większym średnim nachyleniu (ponad 9%, a to już naprawdę wyzwanie) Alto de Moncalvillo. Ten drugi kończył cały etap. Stąd pewniakiem było to, że co by się nie działo, to wygra kolarz najsilniejszy. Bo takie podjazdy jeńców nie biorą.

Dwóch wspaniałych

Niby odjechała ucieczka. Niby miała w pewnym momencie pięć minut przewagi. Ale peleton szybko skasował ją, gdy tylko zaczęły się trudności umieszczone blisko finiszu. I wtedy zaczęło się dziać. Co rusz z głównej grupy odpadał kolejny kolarz. Michał Paluta, debiutujący w trzytygodniowym wyścigu, niemal codziennie jechał na wielkim zmęczeniu. Dziś też szybko znalazł się z tyłu peletonu i walczył z trasą. Ale nie był w tym osamotniony.

Z przodu za to sporo było emocji. Ataki i kontry zaczęły się już na kilka kilometrów przed metą. Najpierw próbował Alejandro Valverde. Czterdziestolatek nie odjechał jednak daleko, bo szybko tę akcję skasował Robert Gesink, pilnujący rywali dla Roglicia. Potem mocno pracowali kolarze EF Pro Cycling. Liczyli, że dobre tempo utrzyma Hugh Carthy, który przed tym etapem był wiceliderem klasyfikacji generalnej.

W międzyczasie odpadali kolejni zawodnicy. Marc Soler czy Felix Grossschartner nie wytrzymali trudów podjazdu. Gdy grupa liczyła dziesięciu kolarzy, Carthy wreszcie spróbował ataku. Podążył za nim tylko Sepp Kuss z Jumbo-Visma, ale grupa z tyłu po prostu zwiększyła tempo i w końcu dwójkę rywali dogoniła. A przy okazji zostawiła za plecami kilku słabszych. Wkrótce atakować i kontratakować zaczęli dwaj faworyci – Carapaz i Roglic.

Czarowali się długo. W międzyczasie szczęścia próbował też między innymi Aleksander Własow, ale w starciu z ekwadorsko-słoweńskim duetem po prostu nie miał szans. Richard i Primoz zostawili za sobą wszystkich rywali i walczyli o zwycięstwo. Pierwszy zaatakował Słoweniec, ale Carapaz utrzymał się na jego kole. Gdy Primoz zwolnił, Richard spróbował swojego szczęścia i tym razem to on przeszedł do ofensywy.

Chyba jednak nie spodziewał się tego, ile Roglic ma jeszcze paliwa w baku. Bo o ile na długich podjazdach swoje pieniądze postawilibyśmy na Ekwadorczyka, bo ten potrafi jechać mocnym i szybkim tempem nawet na kilkunastu kilometrach, o tyle na kilkaset metrów przed metą kluczowa okazała się eksplozywność Słoweńca. W jakieś pięć sekund odsadził rywala na dobrych kilka długości roweru, a potem przewagę powiększył. Ostatecznie wygrał o kilkanaście sekund przed nim.

Ale cel Carapaza i tak został osiągnięty – zawodnik Teamu INEOS wciąż jest liderem Vuelty. A nas to cieszy, bo kolejne pojedynki między tą dwójką powinny być naprawdę niesamowite. Zresztą warto też pamiętać, że wciąż blisko faworytów są Dan Martin i Hugh Carthy. Zapowiadają nam się naprawdę niezłe kolejne dni.

Michał już nie jedzie

Niestety, w całej tej świetnej oprawie Vuelty jest jedna gorsza wiadomość – Michał Gołaś, który wracał na trasę wielkiego touru po trzech latach nieobecności w takim wyścigu, już się z niego wycofał. Powodem były sprawy rodzinne. To oznacza też, że Richard Carapaz stracił już drugiego w trakcie tego wyścigu pomocnika. A to na pewno nie pomoże mu w rywalizacji z Rogliciem i Jumbo-Visma.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez