US Open. Trzy polskie mecze, jedno zwycięstwo. Świątek gra dalej

US Open. Trzy polskie mecze, jedno zwycięstwo. Świątek gra dalej

Aż trzy polskie spotkania mogliśmy oglądać w Nowym Jorku w nocy z wtorku na środę naszego czasu. Na kort najpierw wyszła Katarzyna Kawa, a potem zaprezentowali się, niemalże równocześnie, Kamil Majchrzak i Iga Świątek. Niestety, o ile wczoraj – za sprawą Huberta Hurkacza i Magdy Linette – rundzie mieliśmy stuprocentową skuteczność awansów, o tyle dziś spadła ona do 33 procent. Do kolejnej fazy turnieju przeszła tylko Świątek. 

Zgodnie z oczekiwaniami 

Paradoksalnie chyba najbliżej naszych przedmeczowych przewidywań zaprezentowała się Katarzyna Kawa. Polka – debiutująca w drabince głównej turnieju wielkoszlemowego – wyszła na kort najwcześniej. Miała zmierzyć się z Ons Jabeur. A Tunezyjkę w pewnym momencie można było uznać nawet za największą przegraną przerwy wywołanej pandemią. Przed nią grała bowiem znakomicie – na Australian Open doszła nawet do ćwierćfinału, po drodze “kończąc” karierę Caroline Woźniacki, która rozegrała przeciwko niej swój ostatni zawodowy mecz.

W rankingu WTA Afrykanka awansowała za to do TOP 40, przez co w US Open jest rozstawiona. Tymczasem Kawa nigdy nie była nawet w pierwszej setce. Gdyby nie decyzja wielu zawodniczek o tym, żeby w Nowym Jorku się nie stawić, musiałaby przedzierać się przez kwalifikacje. A tak dostała szansę od losu, przy okazji zostając 20. w historii Polką z występem w wielkim szlemie.

W meczu jednak początkowo powodów do zadowolenia miała mniej. W pierwszym secie ewidentnie zapłaciła frycowe, szybko straciła kilka gemów i Jabeur wyszła na komfortowe prowadzenie. Od początku rzuciły się w oczy m.in. problemy Kasi z serwisem, często wynikające z… niewłaściwego podrzutu piłki. A to zawodowym tenisistkom zdarza się stosunkowo rzadko. Widać było gołym okiem, że Polka jest zdenerwowana. Im dalej jednak było w mecz, tym Kawa grała lepiej.

I o ile pierwszego seta przegrała bez historii, o tyle w drugim nie tylko mogła, a wręcz powinna wygrać. Dwa razy – przy stanie 5:4 i 6:5 prowadziła z przełamaniem, a przy okazji serwowała na seta. W drugim przypadku nie zgarnęła jednak nawet punktu. W pierwszym za to gra toczyła się na przewagi, ale w kluczowych momentach to Jabeur okazywała się grać najlepiej – piłkę setową uderzyła kombinacją kilku wręcz perfekcyjnych uderzeń. Doszło do tie-breaka, w którym Kawa dzielnie walczyła, obroniła nawet piłkę meczową, ale tylko po to, by niedługo później… skończyć mecz podwójnym błędem serwisowym.

Jak więc to podsumować. Cóż, przede wszystkim – momentami ewidentnie wyszedł brak doświadczenia i ogrania Polki na takich imprezach. Ale to mimo wszystko był dobry występ. Nie spodziewaliśmy się, że Kawa może wygrać to spotkanie, liczyliśmy, że zawalczy i sprawi rywalce nieco problemów. A to zdecydowanie zrobiła.

Trzech rywali

Nawet tyle nie udało się za to osiągnąć Kamilowi Majchrzakowi. Choć jego spotkanie było… problematyczne. To słowo chyba najlepiej je opisuje. Zaczęło się już tak naprawdę przed nim. Pierwotnie, po losowaniu drabinki, Polak jako rywala miał zapisanego Benoita Paire’a. Francuz jednak w międzyczasie miał pozytywny wynik testu na koronawirusa. W jego miejsce wskoczył więc Marcel Granollers (a po drodze pojawiły się jeszcze nieprawdziwe informacje o tym, że Polak zagra z Reillym Opelką), który ostatecznie – kilka godzin przed planowym początkiem spotkania – wycofał się z singla, by skoncentrować się na grze podwójnej.

Dlatego Majchrzak ostatecznie miał zmierzyć się z Ernesto Escobedo. I to była fatalna wiadomość. Raz, że Amerykanin doświadczenie już ma całkiem niezłe, bywał bowiem w przeszłości w pierwszej setce rankingu i momentami dobrze sobie radził w tourze, a dwa, że Majchrzak wiedział o nim najmniej, a na analizę jego gry miał bardzo mało czasu. W dodatku Escobedo to specjalista od kortów twardych, spędził na nich pół życia. Zapowiadało się na ciężki bój.

Kamil Majchrzak kończący analizę gry trzeciego rywala w ciągu dwóch dni, na ledwie godzinę przed meczem. Koloryzowane

I w pierwszym secie faktycznie tak było. Aż do tie-breaka obaj grali szybko, mocno i dość skutecznie. W decydującym gemie kilka błędów popełnił jednak Majchrzak i całego seta zgarnął przez to jego rywal. To wyraźnie go napędziło, zaczął grać na niesamowicie wysokim poziomie. Właściwie każdą piłkę uderzał z pełną mocą i wszystko lądowało tam, gdzie tego chciał. Do tego w defensywie wyciągał uderzenia, które wielu po prostu by zostawiło. Kamil musiał uderzać piłki idealne, by w ogóle napocząć rywala. A że akurat miał słabszy moment, to przegrał pięć gemów z rzędu, do znakomitej gry Amerykanina dorzucił bowiem swoje własne błędy. Ocknął się dopiero pod koniec drugiej partii, ale wystarczyło tylko na to, by przegrać ją 2:6, a nie zera.

W trzecim secie nastąpiła pewna zmiana. Majchrzak zaczął więcej ryzykować, częściej starał się zagrywać kończące piłki, był bardziej agresywny, skracał wymiany. I to dawało efekt. Tyle że pod koniec zagrał bardzo słabego gema przy własnym serwisie (ten zresztą zbyt często tej nocy nie pomagał, szczególnie przy znakomicie returnującym Escobedo) i stracił podanie. Powalczył jeszcze w gemie rywala, ale nie zdołał odwrócić losów spotkania. Szkoda, bo dopisałby się do listy zawodników, którzy w nocy wrócili ze stanu 0:2 w setach. A ta jest zacna – znajdują się na niej m.in. Andy Murray i Marin Cilic, dwóch byłych triumfatorów tej imprezy.

Przed nocnymi meczami wydawało się, że to od Majchrzaka zależy, czy wypełnimy założony po losowaniu plan minimum (3 na 5 reprezentantów w II rundzie), czy też pójdziemy o krok dalej (4/5). Stanęło na pierwszym scenariuszu. A to za sprawą najmłodszej z naszych.

Pokaz siły 

Iga Świątek trafiła na rozstawioną rywalkę, ale w oczach wielu to ona, a nie Wieronika Kudiermietowa, była faworytką. Choć takie postawienie sprawy w przypadku tak młodej tenisistki może dziwić, to okazało się, że mieli rację ci, którzy Igę stawiali ponad Rosjanką. Polka oddała przeciwniczce tylko sześć gemów i dość komfortowo awansowała do drugiej rundy turnieju.

Choć mecz na korcie wcale tak łatwy nie był. Niemal o każdy punkt obie zaciekle walczyły, dostarczając nam zresztą kilka kapitalnych wymian do kompilacji najlepszych zagrań drugiego dnia US Open. Wiele gemów rozstrzygało się w grze na przewagi, zwłaszcza w drugim, trwającym 51 minut, secie. Iga jednak niezmiennie była lepsza w kluczowych momentach. Choć sama traciła serwis dwukrotnie, to rywalkę przełamywała jeszcze częściej.

Przyznamy szczerze, że mieliśmy wątpliwości co do formy Świątek. Niedawno w I rundzie turnieju na tych samych kortach, eliminowała ją z gry Christina McHale (która zresztą odpadła już z US Open). Iga wypadła wtedy kiepsko, a na dobre zagrania rywalki po prostu nie była w stanie odpowiedzieć. Ostatniej nocy była już inną zawodniczką i wyglądała tak, jak nas do tego przyzwyczaiła. Znakomicie poruszała się po korcie, dobiegała do trudnych piłek, wybierała świetne rozwiązania, a jej uderzenia grane były z pełną mocą. To wystarczyło na Kudiermietową i powinno wprowadzić Polkę również do trzeciej rundy. W kolejnym meczu zagra bowiem z Sachią Vickery, aktualnie sklasyfikowaną na 160. miejscu w rankingu WTA.

Jeśli wygra, na co liczymy, to w trzeciej rundzie zaczną się już faktyczne schody. W niej bowiem albo trafi na Wiktorię Azarenkę, która dopiero co wygrała pierwszy turniej od kilku dobrych lat, albo jej rywalką zostanie rozstawiona z “5” Aryna Sabalenka. Ale jeśli chce się osiągać sukcesy w wielkim szlemie, to takie zawodniczki też trzeba pokonywać. Igę na pewno na to stać.

Polski kort 

Stać też z pewnością na wiele Huberta Hurkacza i Magdę Linette. W środę po południu wystarczy nam jednak, by oboje awansowali do kolejnej fazy turnieju, nie wymagamy cudów. Polka swój mecz rozpocznie o 17, a tuż po niej – na tym samym korcie – zamelduje się Hurkacz. Oboje w turnieju grają z rozstawieniem, a to oznacza, że w II rundzie jeszcze nie mogli trafić na innych tenisistów z czołówki. Istniało jednak ryzyko wylosowania rywali, z którymi grać będzie się po prostu trudno. Los do Polaków się jednak uśmiechnął.

I tak Linette zagra z Czarnogórką Danką Kovinic, o której napisać możemy tyle, że Magda powinna sobie gładko poradzić. O ile tylko zaprezentuje się na swoim poziomie, to rywalka tej klasy nie powinna być w stanie sprawić jej jakichkolwiek trudności. Hurkacz za to zmierzy się z Alejandro Davidovichem Fokiną. I tu może być trudniej. Hiszpan, choć notowany pod sam koniec pierwszej setki rankingu ATP, ma sporo talentu, a do tego jest wręcz cholernie wybiegany. Po prostu trudno go dobić. Sporo będzie tu zapewne zależeć od tego, jak funkcjonować będzie serwis Polaka. Jeśli na dobrym poziomie – nie powinno być większego problemu. Jeśli jednak nie będzie regularny, to Hubert może natknąć się na opór ze strony rywala.

Tak czy siak, jednak to Polak będzie faworytem. I liczymy, że po II rundzie nie będziemy musieli wykreślić kolejnego polskiego nazwiska z singlowej drabinki US Open. Oby tym razem udało się wykonać plan w stu procentach.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez