US Open. Linette gra dalej, Hurkacz może lecieć do Europy

US Open. Linette gra dalej, Hurkacz może lecieć do Europy

Trzeci dzień US Open w rozgrywkach singla przyniósł nam dwie wiadomości: dobrą i złą. Najpierw dostaliśmy dobrą. Magda Linette awansowała do III rundy turnieju, choć potrzebowała naprawdę solidnie się na to napracować. Zła wiadomość? Hubert Hurkacz może kupować bilet do Europy. W US Open już w tym roku nie pogra. 

Na własne życzenie

Magda Linette na start swojego meczu rozegrała bardzo długiego gema przy własnym serwisie. Zastanawialiśmy się wtedy, czy nie jest to znak zapowiadający ciągnące się przez kilka godzin spotkanie. Jak się okazało – był. Tyle że nie dotyczył pierwszego seta. W nim Danka Kovinic, rywalka Polki, wygrała tylko jednego gema przy swoim serwisie, a potem już kompletnie jej nie szło. Również za sprawą bardzo dobrej gry Linette, która po profesorsku rozgrywała kolejne akcje.

W drugiej partii też udało jej się przełamać rywalkę. Swoje podanie za to świetnie trzymała. Wszystko układało się wręcz idealnie… aż do stanu 5:4. Nie pierwszy (i pewnie nie ostatni) raz w karierze Magdy okazało się wtedy, że brakuje jej umiejętności dobijania rywalek. Serwowała bowiem na mecz, ale dała się przełamać. Potem do tego przegrała tie-breaka, napędzając tym samym Czarnogórkę. I zamiast komfortowego zwycięstwa, zaczęły się męczarnie.

A Kovinic, choć jej ranking na to nie wskazuje, to nie pierwsza lepsza zawodniczka. Owszem, Magda była zdecydowaną faworytką tego spotkania, ale Danka jeszcze kilka lat temu była uważana za spory talent. I od przełamania serwisu Polki zaczęła pokazywać, dlaczego miała wyrobioną taką opinię. Zaczęła grać agresywnie, mocno, szybko, odnajdywała się zarówno w krótkich wymianach, jak i wtedy, gdy piłkę trzeba było wielokrotnie przebić przez siatkę. Działał jej return, działał też – wręcz znakomicie – serwis, którym regularnie zdobywała bezpośrednie punkty.

Magda za to walczyła sama z sobą. Może nieco problemów sprawiała jej też presja – nigdy wcześniej nie była przecież w III rundzie US Open. A w jej przypadku taki awans wiązałby się jeszcze z jednym, ważnym osiągnięciem. Zostałaby drugą w historii Polką, która tę rundę osiągnęła w każdym wielkoszlemowym turnieju. Wcześniej dokonała tego jedynie Agnieszka Radwańska. Możliwe więc, że i to nieco krępowało jej ruchy. Bo zaczęła grać znacznie bardziej asekuracyjnie, lżej, wystawiała rywalce piłki do ataków, licząc na błędy. A to nie działało. Sprzyjało jej jedynie to, że trzymała swój serwis, choć nie bez problemów.

Finalnie doszło więc do drugiego z rzędu tie-breaka. Obawialiśmy się go bardzo. Patrząc na grę Polki – mieliśmy ku temu dobre powody. Nagle jednak sytuacja została kompletnie odwrócona – Magdzie weszło w kort kilka trudniejszych zagrań, a świadomość tego, jak blisko jest życiowego sukcesu (nigdy nie grała w III rundzie wielkiego szlema), najwyraźniej sparaliżowała nieco Kovinic. To ona popełniła błędy w decydujących momentach. I wręczyła Linette awans do kolejnej rundy.

Problem jest jeden – Magda drugi raz z rzędu nie zamknęła meczu, gdy powinna była to zrobić. I drugi raz z rzędu grała przez to znacznie dłużej. A w trzeciej rundzie nie będzie mogła już sobie pozwolić na jakiekolwiek błędy. Czeka na nią tam bowiem Anett Kontaveit. To już tenisistka o wyrobionej marce. Doskonale pamiętamy jeszcze jej bój z IV rundy tegorocznego Australian Open przeciwko Idze Świątek, który Estonka ostatecznie wygrała. Linette grała z nią już za to sześciokrotnie, bilans ma na plus – 4:2 – ale ich ostatnie starcie miało miejsce w 2017 roku, a większość spotkań rozgrywana była w małych turniejach.

Tym razem będzie to zupełnie inny mecz. Polka podejdzie do niego znacznie bardziej zmęczona i jako outsiderka. Z drugiej strony Magda całkiem dobrze czuje się w takiej roli. Oby posłużyła jej i tym razem. Zresztą swoje Linette na tym turnieju już zrobiła. Teraz może tylko przekroczyć oczekiwania.

Stracona szansa

Nie chcemy dobijać Huberta Hurkacza, bo on sam pewnie wie najlepiej, że zagrał po prostu słabe spotkanie. Świetnie wyglądał w jednym secie – drugim – i to dało nam spore nadzieje na to, że od stanu 1:1 w setach to on będzie królować w dalszej części spotkania. Jak się okazało – było to stwierdzenie mniej więcej tak prawdziwe, jak napisanie, że “Ekstraklasa to najlepsza liga piłkarska na świecie”.

Hurkacz od trzeciej partii był kompletnie bezsilny. Coraz mniej biegał, wyglądał, jakby nie był w stanie wytrzymać trudów meczu. A że po drugiej stronie siatki stał Alejandro Davidovich Fokina, który problemami rywala potrafi się jeszcze dodatkowo napędzać, zmierzało to w jedną stronę – do porażki. Hubert niby próbował jeszcze coś zmienić, gdy wezwał na kort fizjoterapeutę, sugerując tym samym, że ma problemy z prawą ręką. Nie dało to jednak zupełnie nic. Jeśli faktycznie coś go dolegało, najwidoczniej ból nie ustąpił.

Polak nadal psuł zagrania, nadal też był absolutnie pasywny i nie reagował na większość uderzeń rywala. Po prostu puszczał je bokiem, przyglądał im się, jakby był kibicem. Można było odnieść wrażenie, że chce po prostu jak najszybciej zejść z kortu, zapomnieć o tym, co wydarzyło się na US Open i uciec do Europy, gdzie czekają na niego kolejne turnieje. Cóż, to zadanie niestety udało mu się wykonać.

Żałujemy, że tak jest, ale od dłuższego czasu Hubert wygląda jak gość, którego po prostu nie stać na zwycięstwa w meczach, w których rywal sam mu nie pomoże. O ile na początku tego sezonu – choćby w ATP Cup – grał wręcz wspaniale i można było uwierzyć, że za niedługo znajdzie się w najlepszej “20” rankingu, o tyle dziś powiedzielibyśmy raczej, że szybko wyleci z “50”, jeśli czegoś w swoim nastawieniu nie zmieni.

Szkoda tego meczu tym bardziej, że drabinkę Hubert miał naprawdę niezłą. Można było liczyć na to, że osiągnie dobry wynik w całym turnieju. A tymczasem wszystko szybko się spieprzyło. I to w naprawdę fatalnym stylu. Oczywiście, wciąż mamy nadzieję, że nagle Hurkacz odmieni swą grę. Ale na ten moment napisać musimy, że w europejskich turniejach nie spodziewalibyśmy się cudów.

Iga tropem Magdy?

Jutro swój mecz drugiej rundy – na tym konkretnym korcie trzeci od godziny 17, poprzedzony dwoma męskimi spotkaniami – rozegra jeszcze Iga Świątek. W meczu z Sachią Vickery faworytką zdecydowanie będzie Polka. Może się więc okazać, że nasz tenis na ten moment trzymają na dobrym poziomie właśnie kobiety. Tym bardziej, że dziś poza Hurkaczem z US Open – już w I rundzie debla – pożegnał się też Łukasz Kubot w parze z Marcelo Melo.

Jeśli więc używacie czasem zwrotu “słaba płeć”, to chyba wypadałoby się zastanowić, kto aktualnie w polskim tenisie lepiej wpasowuje się w to pojęcie.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez