Ulubienica tyrana ucieka. Nadii Comaneci droga do gwiazd

Ulubienica tyrana ucieka. Nadii Comaneci droga do gwiazd

Nie miała nawet piętnastu lat, gdy w 1976 roku jej nazwisko znalazło się na ustach całego sportowego świata. Drobniutka Nadia Comaneci wróciła do ojczyzny z pięcioma medalami i pierwszą w żeńskiej historii igrzysk perfekcyjną notą “10”. Wkrótce nastoletnia Rumunka stała się ulubienicą dyktatora Nicolae Ceausescu, ale lata osiemdziesiąte kończyła dramatyczną ucieczką do Stanów Zjednoczonych, które wcześniej zdążyły stać się domem także dla jej trenera.

Na wyczyn niepozornej zawodniczki nikt nie był specjalnie przygotowany. Powszechnie uważano, że nota “10” za indywidualny występ na igrzyskach jest czymś nieosiągalnym, choć pojedynczy taki wyczyn zdarzył się jeszcze przed II wojną światową u panów. W historii największych imprez takie zjawisko można było obserwować niezwykle rzadko. W 1967 roku jeden jedyny raz nagrodzona w ten sposób została Vera Caslavska – jedna z najwybitniejszych gimnastyczek w historii.

Dziewięć lat później zmieniło się wszystko. Kilka miesięcy przed igrzyskami odpowiedzialna za elektroniczną prezentację wyników firma Omega zwróciła się do organizatorów z pytaniem o sposób wyświetlania rezultatów podczas zawodów gimnastycznych. System był gotowy na trzy cyfry – jak np. w uważanej za wybitną nocie 9.95.

– Usłyszałem, że nie powinniśmy się przejmować, bo nota 10.00 jest po prostu nieosiągalna. Dlatego wyświetlały się tylko trzy cyfry – wspominał po latach Daniel Baumat, który w firmie Omega odpowiadał za przygotowanie systemu. Pierwsze spore wątpliwości pojawiły się jeszcze przed zawodami. Podczas sesji rozgrzewkowej Comaneci na poręczach jeden z sędziów był zafascynowany, ale i zafrasowany, bo nie wiedział jak zareagować w obliczu czegoś potencjalnie idealnego.

Według Baumata miał dwa wyjścia – albo zapisać notę “10” jako 1.00 albo jako .100. Sędziowie ostatecznie zdecydowali się na ten pierwszy wariant, który nie wyglądał może wyjątkowe efektownie, ale i tak przeszedł do historii. Comaneci w takiej formie nie pojawiła się na igrzyskach znikąd. Kilka miesięcy wcześniej zdobyła pierwszą “dziesiątkę” podczas zawodów inaugurujących turniej American Cup.

To była naturalna konsekwencja progresu notowanego pod okiem trenera. Bela Karolyi do gimnastyki trafił trochę z przypadku, bo zawsze bliżej było mu do boksu i rzutu młotem. Na początku lat sześćdziesiątych spróbował czegoś nowego i przy okazji szybko poznał… żonę. Z Martą Eross założyli najpierw skromną szkołę, która potem stała się podstawą państwowego programu gimnastycznego. Nadia trafiła do nich tuż po szóstych urodzinach.

Warsztat trenerski szefa rumuńskiej kadry nie należał jednak do typowych. Szczegółowo pilnował diety zawodniczek i próbował wchodzić z butami w niemal każdy aspekt ich życia. Regularnie zdarzało mu się na nie krzyczeć, choć wcale nie musiał tego robić, bo podopieczne i bez tego czuły się zastraszane. Mimo to Karolyi często sięgał po środki, które zahaczały o znęcanie się psychiczne.

Bela widział wszystkie nasze urazy, ale nie zwracał na to uwagi. Nie chciał o tym wiedzieć, traktował to jako nasz problem, z którym same musiałyśmy sobie radzić. Czułam się zawstydzona – on miał prawie dwa metry, ja metr pięćdziesiąt w kapeluszu – relacjonowała po latach Dominique Moceanu, z którą Karolyi współpracował po ucieczce do USA. Według relacji innych podopiecznych trener miał także sięgać po przemoc fizyczną, ale sam zainteresowany nigdy się do niczego nie przyznał, nazywając wszystkie zarzuty “stekiem bzdur”.

Polując na niedźwiedzia

Paradoks sytuacji szkoleniowca w ojczyźnie polegał na tym, że choć gwarantował sukcesy na międzynarodowych arenach to nie gryzł się w język i reprezentował mentalność biznesmena, dla którego w dusznej Rumunii szybko zaczęło robić się ciasno. Spora w tym zasługa coraz bardziej autorytarnych rządów Nicolae Ceausescu, którego Karolyi poznał także od tej mniej sztampowej strony. Po powrocie z pełnych sukcesów igrzysk w Montrealu został zaproszony do ekskluzywnej leśnej willi dyktatora na polowanie.

To miało być wyjątkowe, ale z pewnością trudno je uznać za dobrą zabawę. Ceausescu pod groźbą srogich kar zabronił strzelać do grubej zwierzyny; to miał być przywilej zarezerwowany wyłącznie dla szefa. Poranek upłynął więc trenerowi kadry gimnastyczek i innym biernym uczestnikom polowania na zabijaniu czasu, bo przecież ile razy można zachwycać się przyrodą?

Czas dłużył się do tego stopnia, że jeden z towarzyszących grupie strażników leśnych postanowił uciąć sobie drzemkę pod jednym z rozłożystych drzew. W pewnej chwili Karolyi zamarł. Dostrzegł ogromnego niedźwiedzia, który zmierzał w stronę nieświadomego zagrożenia śpiącego strażnika. Trener miał czystą pozycję do strzału, ale ostatecznie tego nie zrobił, bo w chwili próby wygrał w nim strach przed ewentualnym gniewem dyktatora. Na jego oczach zwierzę brutalnie zamordowało mężczyznę, ale po wszystkim polowanie kontynuowano jak gdyby nic się nie wydarzyło.

– To wywróciło mi żołądek do góry nogami. Przez wiele miesięcy nie mogłem się potem pozbierać. To było najlepsze podsumowanie tego, jak wyglądało wówczas życie w Rumunii – opowiedział po latach Karolyi. Zanim zdecydował się na ucieczkę często dawał reżimowi twarz; podobnie jak nieświadoma globalnego odbioru swoich zachowań Nadia Comaneci.

Gdy nastolatka wróciła do ojczyzny z Montrealu z pięcioma medalami olimpijskimi, przyjęto ją jak gwiazdę i bez pardonu wykorzystywano w politycznej walce. Z miejsca otrzymała nagrodę Sierpa i Młota oraz order Bohaterki Pracy Socjalistycznej. Odbierając drugie z tych wyróżnień przekonywała, że uznanie w Rumunii to cenniejsza nagroda niż jakikolwiek medal na arenie międzynarodowej.

Ceausescu nazywała “ojcem naszej ojczyzny”, ale szybko przejrzała na oczy, choć według zachodniej prasy cały czas była hołubiona i mogła liczyć na wyjątkowe traktowanie. Comaneci przekonuje jednak, że po powrocie z Montrealu wciąż mieszkała w rodzinnym domu, a jej rodziców  nie było stać nawet na kupno samochodu. Nie przeszkadzało to jednak partii w propagandowym wykorzystywaniu zawodniczki na coraz szerszą skalę.

– Wszyscy myśleli, że żyję jak królowa, ale było zupełnie inaczej

– opowiadała po latach gimnastyczka. A w domowym zaciszu działy się naprawdę różne dziwne rzeczy. W 1977 roku Comaneci zatruła się wybielaczem. Według niektórych relacji mogła to być próba samobójcza, choć sama zainteresowana przekonywała, że doszło do nieporozumienia. Koniec końców cieszyła się z przerwy od katorżniczych treningów, bo dwa dni spędziła w szpitalu.

W tym samym roku Rumunka przywiozła do kraju kolejny medal mistrzostw Europy. Choć potwierdziła przynależność do elity, zaczęły pojawiać się kolejne problemy. Bardzo życiowe – Comaneci nie była już drobniutką dziewczynką i powoli stawała się kobietą. Rosła i zaczęła przybierać kilogramy, co nie podobało się zwłaszcza trenerowi. Karolyi słynął z restrykcyjnego pilnowania tego aspektu. Nie pozwalał zawodniczkom przekraczać bariery 900 kalorii dziennie.

Zadyma w Moskwie i wielka ucieczka

W 1980 roku rumuńska reprezentacja udała się na igrzyska olimpijskie do Moskwy. Zbojkotowana przez Zachód impreza była czymś na kształt wewnętrznej rozgrywki komunistycznych mocarstw. Mimo to nie brakowało kontrowersji. Comaneci wspominała, że na miejscu wszystko czekało na sukces gospodarzy. Osiemnastolatka sięgnęła po dwa złote i dwa srebrne medale, ale Karolyi przekonywał, że została oszukana przez sędziów w wieloboju indywidualnym.

Można zaryzykować stwierdzenie, że była to najbardziej prestiżowa konkurencja. Faworytką Sowietów była Jelena Dawydowa i to ona ostatecznie sięgnęła po złoto, ale nie obeszło się bez kontrowersji. Przeliczanie punktów i dyskusje arbitrów trwały pół godziny, a ostateczny werdykt wyglądał na taki, który miał pogodzić wszystkich. Ostatecznie panel arbitrów pod przewodnictwem sędzi z NRD przyznał Comaneci srebro ex-aequo z… reprezentantką NRD, Maxi Gnauck.

Karolyi był zbulwersowany i gorąco protestował, czym wzbudził wściekłość państwowych władz. Sprawa była jasna. Igrzyska w Moskwie miały być imprezą przyjaźni, więc jakiekolwiek opowieści o oszustwach i krętactwach nie były mile widziane, a trener rumuńskiej kadry naprawdę nie gryzł się w język. Stało się jasne, że napięcia będą eskalować, ale wtedy partia wpadła na niecodzienny pomysł, który z dnia na dzień zmienił wszystko.

Mądre głowy na szczytach władzy wymyśliły, że skoro Nadia jest dobrem narodowym, to trzeba ją pokazać światu. W 1981 roku wysłano ją z kadrą trenerską na wielkie tournee po USA. Zawodniczka podróżowała wspólnie z Amerykanami i mogła lepiej poznać między innymi swojego późniejszego męża, Barta Connera. Gdzieś po drodze Karolyi zaczął jej wysyłać nietypowe sygnały. Między słowami sugerował, że zamierza zostać w Ameryce i starał się wysondować, czy jego najbardziej utytułowana podopieczna też byłaby tym zainteresowana. Nigdy nie zapytał wprost, ale Comaneci nawet o tym nie myślała. Chciała jak najszybciej wrócić do Rumunii.

Ostatniego dnia tournee Bela i jego żona Marta zdecydowali się na ucieczkę. W kolejnych latach nawiązali współpracę z amerykańską kadrą gimnastyczną, a trener próbował szczęścia także w interesach. Choć Nadia nie miała żadnego wpływu na te wydarzenia, to jej życie także diametralnie się zmieniło. Zaczęła być śledzona. Władze partii obawiały się, że ucieczka największej sportowej gwiazdy Rumunii dobije pogrążający się w kryzysie kraj.

Moje życie diametralnie zmieniło się po ucieczce trenera. Zaczęłam się czuć jak w więzieniu, choć tak naprawdę to przecież od wielu lat w nim byłam – opowiadała zawodniczka. Tournee z jej udziałem przyniosło partii ponad 250 tysięcy dolarów zysku, ale główna gwiazda otrzymała z tego zaledwie tysiąc. Prawdopodobnie dużo działo się także w jej życiu prywatnym. Matka Comaneci przekonuje, że jej córka została zgwałcona w wieku 17 lat przez Nicu Ceausescu, syna najważniejszej osoby w państwie.

Krwawa rewolucja

Gimnastyczka zaprzeczała tym informacjom – przekonywała, że po zakończeniu kariery po prostu pracowała z nim w jednym budynku, co było potem źródłem różnych plotek. W 1981 roku Comaneci odmówiła występu podczas mistrzostw świata w Moskwie, choć kilka tygodni wcześniej nie miała sobie równych podczas uniwersjady w Bukareszcie. Potem partia dość nieoczekiwanie zgodziła się wysłać ją na igrzyska w Los Angeles, które większość komunistycznych państw zbojkotowała.

Nadia nie walczyła jednak o kolejne medale – była obserwatorką zawodów. Mimo to służby miały na nią oko 24 godziny na dobę. Wyjątkowo dbano o to, by nie zamieniła choćby słowa z trenerem Karolyim. Dlaczego mimo wciąż młodego wieku Comaneci nie walczyła już o medale? Kilka miesięcy przed igrzyskami ogłosiła zakończenie kariery. Uczczono to z pompą. Na ceremonię zaproszono Juana Antonio Samarancha. Prezydent Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) wręczył zawodniczce Order Olimpijski – najcenniejsze wyróżnienie przyznawane przez organizację.

Układanie sobie życia na nowo w chylącym się ku upadkowi reżimowi nie było jednak łatwe. Choć Comaneci była uważana za największą sportową gwiazdę ostatnich lat, cały czas nie mogła nigdzie wyjeżdżać. Stopniowo zaczęła narastać w niej frustracja, która w końcu doprowadziła ją do ucieczki. W listopadzie 1989 roku uciekła przez Węgry do Austrii. W Wiedniu w amerykańskiej ambasadzie dostała status uchodźcy politycznego i pierwszym samolotem ruszyła do Nowego Jorku.

Zaledwie kilka tygodni później w Rumunii rozpoczęła się rewolucja. Ostatnie lata dyktatury Ceausescu były wyjątkowo ciężkie. Kraj stopniowo pogrążał się w kryzysie ekonomicznym, a w sklepach brakowało podstawowej żywności. Jeszcze na początku grudnia 1989 roku dyktatora odwiedził Michaił Gorbaczow, który apelował o zmianę ostrego kursu i wprowadzenie daleko idących reform.

Bunt rozpoczął się w Timisoarze i stopniowo rozlał się na całą Rumunię. Dyktator na dwa dni wyleciał jeszcze z polityczną wizytą do Iranu, a po powrocie zastał nową rzeczywistość. 21 grudnia ratował się desperackim wystąpieniem przed stutysięcznym tłumem, ale po raz pierwszy zamiast aplauzu słyszał głównie gwizdy i buczenie. Nie pomogły puste obietnice. Wściekłość tłumu cały czas narastała. Kolejnego dnia Ceausescu z żoną uciekli ze stolicy śmigłowcem.

W międzyczasie wyłonił się Front Ocalenia Narodowego pod przewodnictwem Iona Iliescu. 25 grudnia dyktator i jego żona zostali osądzeni przez zwołany spontanicznie trybunał wojskowy. Proces miał wymiar pokazowy, trwał zaledwie dwie godziny i zakończył się wyrokami śmierci dla pierwszej pary. Wykonano je jeszcze tego samego dnia, a kilkanaście godzin później wszystkie wydarzenia odtworzono w rumuńskiej telewizji.

Tylko w tym kraju Jesień Ludów przybrała krwawy obrót. Podczas całej rewolucji zginęło ponad 1100 osób. Wydarzenie do dziś dzieli kraj. Część uważa ją za zamach stanu, część za autentyczny zryw. Wątpliwości nie ma za to przy ocenie Nadii Comaneci, która wciąż jest postrzegana jako bohaterka. W USA odnalazła się prawie z miejsca. Magia nazwiska wciąż robiła swoje i stopniowo zaczęły pojawiać się sukcesy, ale nigdy nie zapomniała skąd pochodzi.

W 1995 roku Comaneci wpłaciła 100 tysięcy dolarów, by rumuńska kadra gimnastyczna mogła przygotować się w godnych warunkach do igrzysk w Atlancie. Rok później wzięła ślub z Connerem, a na ulicach Bukaresztu młodą parę fetowało ponad dziesięć tysięcy osób. Wydarzenia transmitowała rumuńska telewizja, a wesele odbyło się w byłym pałacu prezydenckim.

Zabawne, jak bardzo na całe moje życie miało wpływ to, co zrobiłam mając 14 lat – mówiła po latach Nadia. Choć notę “10” na igrzyskach w Montrealu otrzymała również Nelli Kim, mało kto o niej pamięta. Comaneci zrobiła po prostu to o kilka dni wcześniej, jako pierwsza kobieta w historii igrzysk. Dzięki temu stała się twarzą dyscypliny i ikoną, a po zakończeniu kariery jedną z jej najbardziej wpływowych ambasadorek.

Wciąż zdarza jej się komentować najważniejsze zawody, a bogate życiowe doświadczenia opisała w książce. Oprócz tego jest znana z działalności charytatywnej. Ta pasja zaprowadziła ją nawet… do programu Donalda Trumpa “The Celebrity Apprentice”. Dziś korzysta z uroków podwójnego obywatelstwa. Co jakiś czas zdarza jej się dawać popisy swojej niezwykłej sprawności – na przykład na plaży.

Podsumowujący sportowe stulecie “Reuters” przepytał 54 dziennikarzy sportowych z 35 krajów. Wygrał Pele przed Muhammadem Alim, ale Nadia Comaneci zajęła dwunastą pozycję – była najwyżej notowaną kobietą w zestawieniu. Od czasu jej największych sukcesów sporo się zmieniło. 14-latki nie mogą dziś pojawić się na igrzyskach, bo granicę uczestnictwa wyznaczają szesnaste urodziny. Polacy podczas igrzysk w Montrealu i Moskwie mogli tylko podziwiać wybitną Rumunkę – na pierwszy od 1956 roku medal w gimnastyce (i dopiero trzeci w historii) musieliśmy poczekać aż do 2000 roku i brązu Leszka Blanika.

KACPER BARTOSIAK

 

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez