Twardy Kaszuba – niezapomniany mistrz, który uciekł hitlerowcom i nie dał się komunistom

Twardy Kaszuba – niezapomniany mistrz, który uciekł hitlerowcom i nie dał się komunistom

Spośród wielu oklepanych zwrotów, po które regularnie sięgają dziennikarze (my też, jasne, bijemy się w piersi), jednym z najbardziej nadużywanych jest to, że czyjeś życie to gotowy scenariusz filmowy. Oczywiście film, czy tym bardziej serial, można nakręcić praktycznie o wszystkim, także o wyjątkowym nudziarzu, ale wiecie, o co nam chodzi. Tak, czy inaczej – my tego zwrotu nadużywać nie zamierzamy. I wierzcie nam, kiedy napiszemy, że „życie Zygmunta Chychły to gotowy scenariusz na film”, to będziemy mieli na myśli oskarowy przebój, albo hit Netfliksa, a nie podejrzaną produkcję klasy C, bez reżysera i scenarzysty, za to z naturszczykami w rolach aktorów. Mamy nawet tytuł: „Twardy Kaszuba”, „The Tough Kashubian”. Nad obsadą głównej roli jeszcze pomyślimy, ale scenariusz podrzucamy już teraz.

Odcinek 1 – Rękawice od ojca chrzestnego

Zygmunt jest drobnym chłopakiem, ale wszędzie go pełno. Gra w piłkę, pływa, biega, od małego ciągnie go do sportu. Najbardziej – do boksu, bo jego ojciec, Józef, woźny w szkole powszechnej przy ulicy Łąkowej, jest absolutnym fanatykiem tej dyscypliny. To zresztą nie jest jakiś wielki wyjątek, bo w przedwojennym Gdańsku to właśnie boks jest prawdopodobnie najpopularniejszym sportem, znacznie ważniejszym od piłki nożnej. Józef Chychła ogląda na żywo mecze bokserskie w mieście, notuje wyniki, zbiera wycinki z gazet, wie o boksie wszystko. Gdyby ktoś zorganizował wówczas „Milionerów” tylko na temat pięściarstwa, prawdopodobnie dopiero przy ostatnim pytaniu poprosiłby o koło ratunkowe, po czym zadzwoniłby do przyjaciela, tylko po to, żeby powiedzieć, że w sumie to przecież zna odpowiedź.

W każdym razie, ojciec nie ma nic przeciwko temu, kiedy na dziewiąte urodziny Zygmunt dostaje od ojca chrzestnego Mariana Jabłońskiego nietypowy prezent: dwie pary rękawic bokserskich. I nieważne, że kariery może z tego nie będzie, bo nie dość, że chłopak drobny, to jeszcze – bez palca serdecznego lewej dłoni. To efekt wypadku w sieczkarni, do którego doszło kilka lat wcześniej.

Kiedy ojciec uroczyście po raz pierwszy zawiązywał mi rękawice, poczułem nagle w chłopięcych piąstkach siłę tytana. Oczyma wyobraźni widziałem już, jak nokautuję największych mistrzów

– mówi po latach. Zanim przyszła kolej na wielkich mistrzów, Zygmunt bierze się za przyjaciela. Na strychu, między linami z suszącym się praniem, chłopcy montują pierwszy, prowizoryczny ring. Kolejne walki odbywają już w prawdziwym, ale za to zupełnie nielegalnie, włamując się po lekcjach do zamkniętego kolejowego klubu bokserskiego i tocząc tam turnieje. Rolę gongu pełni blaszana miska, owinięta szalikiem – słychać uderzenie, ale jednocześnie nie robi zbyt wiele hałasu. Stamtąd Zygmunt przenosi się do najstarszego gdańskiego klubu – Gedanii, gdzie rozpoczyna regularne treningi pod okiem Brunona Karnatha.

12-letni Zygmunt szybko okazuje się wielkim talentem. Jest mały i chudy, waży zaledwie 40 kilogramów, ale nadrabia wolą walki. Trener organizuje mu pokazowe walki z innymi juniorami, przed meczami Gedanii. Chłopak dorasta z myślą o tym, że jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, czeka go kariera w boksie. Jest koniec 1938 roku, więc niestety przeszkody zbliżają się wielkimi krokami…

Odcinek 2 – bokser w Wehrmachcie

Zygmunt nie ma jeszcze 13 lat, kiedy nad ranem 1 września 1939 roku Niemcy rozpoczynają inwazję na Polskę. Dwa dni później do mieszkania rodziny Chychłów wchodzą żołnierze. Józefowi podsuwają do podpisania volkslistę, dokument, w którym miał zadeklarować, że rodzina jest pochodzenia niemieckiego. Bez wahania odmawia. Zostaje brutalnie pobity i aresztowany, rodzina traci obywatelstwo gdańskie, a w późniejszym czasie zostaje zakwalifikowana do trzeciej grupy narodowościowej (spolonizowani obywatele pochodzenia niemieckiego). 17-letni Janek, brat Zygmunta, zostaje siłą wcielony do karnych oddziałów pracujących na froncie wschodnim. Umiera na tyfus rok przed końcem wojny. Mniej więcej w tym samym czasie Zygmunt także trafia do armii. Choć nie czuje się Niemcem, w domu mówi głównie po polsku, choć nigdy nie podpisał volkslisty, zostaje wcielony do Wehrmachtu. Nikt go o zdanie nie pyta, a brutalnie mówiąc: jedyną alternatywą dla pójścia w kamasze było pójście pod ścianę.

Niespełna 18-letni Chychła zostaje dołączony do oddziału, który jedzie na front zachodni, do Francji. Przy najbliższej okazji – daje nogę. Oddaje się w ręce francuskiego ruchu oporu, a stamtąd trafia do II Korpusu Polskiego generała Andersa we Włoszech. Tam toczy… kolejne walki bokserskie – z żołnierzami z Anglii, Włoch i Polski w półoficjalnych mistrzostwach Korpusu. W dwóch edycjach turnieju notuje dwa pierwsze miejsca. Z renomą twardziela wraca do Gdańska w 1946 roku i z miejsca melduje się w Gedanii. Według komunistycznej propagandy wtedy pokazuje pamiątkę z wojny – serdeczny palec lewej dłoni, której część obciął mu zamek karabinu. Tak naprawdę – to jednak wciąż pamiątka z wakacji na wsi kilkanaście lat wcześniej.

Odcinek 3 – Sportowiec Roku

Nie dość, że kraj był totalnie zniszczony po zakończeniu II wojny światowej, to jeszcze swoje porządki brutalnie i bez najmniejszych skrupułów wprowadzali Rosjanie. Chychła jednak w politykę się nie miesza i po prostu robi to, co umie najlepiej – boksuje. Szybko trafia do reprezentacji Polski, pod skrzydła legendarnego Feliksa „Papy” Stamma. W mistrzostwach Europy, a potem na igrzyskach olimpijskich w Londynie osiąga ćwierćfinały. Świetny wynik, ale nie dla tak ambitnego gościa, jak Zygmunt. Po olimpijskiej porażce z Alessandro d’Ottavio jest wściekły i przysięga sobie, że do kolejnej już nie dopuści. I słowa dotrzymuje.

Wygrywa kolejne mistrzostwa Polski, a w 1951 roku zdobywa mistrzostwo Europy w Mediolanie. I następuje jego pierwsze zderzenie z komunistyczną machiną. Dzień po jego triumfie we Włoszech, na pierwszej stronie „Przeglądu Sportowego” ukazuje się oczywiście informacja o zwycięstwie, ale także… płomienny apel Chychły, popierającego działania prosowieckiej Światowej Rady Pokoju, wzywającej do wprowadzenia zakazu używania broni atomowej.

Zygmunt wraca do Polski i z kompletnym zaskoczeniem czyta „Przegląd Sportowy”. Oczywiście, nie ma z całym apelem nic wspólnego, z nikim o tym nie rozmawiał, polityka go nie interesuje.

Najgorsze było to, że nie wiedział o tym nic ani Zygmunt, ani nikt z Ekipy. Chychła był raczej milczkiem, a tu taka tyrada w podniosłym nastroju. Po powrocie do Warszawy dowiedziałem się, że materiał był gotowy w Polskiej Agencji Prasowej jeszcze przed rozpoczęciem turnieju i zostałby przypisany każdemu polskiemu pięściarzowi, który zdobyłby złoto mistrzostw Europy – pisał po latach Jerzy Zmarzlik w książce „Bij Mistrza”.

A propos „Przeglądu Sportowego”, po złocie mistrzostw Europy Chychła wygrywa w 1951 roku Plebiscyt na sportowca roku. Jest na szczycie, a wybiera się jeszcze wyżej.

Odcinek 4 – Olimp

Na igrzyska do Helsinek w 1952 roku Chychła płynie (transatlantykiem MS Batory), jako jeden z faworytów wagi półśredniej. Z tej roli wywiązuje się znakomicie. Wygrywa kolejno 3:0 z Pierre Woutersem z Belgii i Jose Luisem Noriegą z Meksyku. W 3. rundzie jest lepszy (2:1) od Juliusa Tormy z Czechosłowacji, a w walce o medal (także 2:1) pokonuje Guenthera Heidemana z Niemiec.

W starciu o złoto, pierwszy polski triumf olimpijski od 20 lat (triumfy Walasiewicz i Kusocińskiego w biegach, odpowiednio na 100 metrów i 10 kilometrów w Los Angeles) już czeka na niego Siergiej Szczerbakow, etatowy mistrz Związku Radzieckiego (dziewięć tytułów z rzędu), odznaczony medalami weteran II wojny światowej, walczący w jednostce komandosów. W Helsinkach Szczerbakow dwie pierwsze walki wygrywa przed czasem, dwie kolejne po 3:0. To on jest faworytem.

W serialu, o którym mowa, w tym miejscu dostaniecie spektakularnie zrealizowaną scenę walki. Żebyście już teraz wiedzieli, jak to wyglądało, odwołamy się jednak do „Pamiętników” trenera Stamma.

Zaczyna się spotkanie. Szczerbakow natychmiast atakuje. Jego bojowość i wspaniałe serce do walki nie pozwalają na wyczekiwanie. Chychła spodziewał się tego, zręcznie uskakuje, kontruje. Czy wytrzyma ten bezustanny napór? Brawo Zygmunt! Znowu odskoczył, ponownie skontrował. Wszystko, jak dotąd, idzie dobrze. Runda kończy się przewagą Zygmunta. W drugiej napór radzieckiego czołgu trwa nadal. Chychła musi zdobyć się na najwyższy wysiłek, aby parować ataki. Jednak nie wszystkie ciosy Szczerbakowa spływają po łokciach, wiele z nich dochodzi celu. Ale gdy Szczerbakowa zawiedzie oko i uderzenie mija się z celem, wtedy Zygmunt kocim ruchem doskakuje do przeciwnika i naciera. Starcie ma przebieg wyrównany. Pozostają już tylko trzy minuty…One zadecydują o złotym medalu.

– Szczerbakow pójdzie teraz na pełny gaz. Błagam cię, uważaj! Niech jeszcze chwilę atakuje, zmęczy się niezawodnie, a ty w ostatniej minucie przejdziesz do ataku. Wtedy na całego!

Szczerbakow atakuje bez przerwy, lecz nie może przełamać oporu Zygmunta. Ten jak wspaniały szermierz, unika większości ciosów, paruje, kontruje. Wreszcie nadeszła ostatnia minuta. Atak Chychły, wspaniały atak! Zygmunt całkowicie spycha świetnego rywala do defensywy. Szczerbakow, uprzednio nacierając z olbrzymią ambicją, dał już z siebie wszystko; teraz przeżywa tragedię, nie jest w stanie dłużej odpowiadać na uderzenia Chychły. Czyż i tym razem sędziowie popełnią pomyłkę? Nie, to już byłoby zbyt wiele… Sekundy dłużą się w nieskończoność, wreszcie rozlega się głos spikera: – Zwycięża jednogłośnie Chychła.”

Z Helsinek Polska wraca z czterema medalami: wioślarz Teodor Kocerka zdobywa brąz, gimnastyk Jerzy Jokiel srebro, podobnie, jak bokser Aleksy Antkiewicz. Bohaterem kadry jest bezdyskusyjnie złoty Zygmunt Chychła. Na nabrzeżu czekają tysiące ludzi, „Twardy Kaszuba” przeżywa najwspanialsze chwile w karierze, niedługo wygrywa po raz drugi z rzędu tytuł „Sportowca Roku”.

Odcinek 5 – Oszukany mistrz

Chychła jest bohaterem narodowym, ale nie czuje się dobrze. Jest ciągle zmęczony, ospały, senny, ma kłopoty z koncentracją. Jeden lekarz nic nie znajduje, drugi – podobnie. Trzeci orzeka, że to na pewno przemęczenie boksem. Wreszcie pada tyleż trafna, co straszna diagnoza: zaawansowana gruźlica. Bokser ma dopiero 26 lat i decyduje o zakończeniu kariery.

Zdrowie jest ważniejsze

– tłumaczy. Działacze jednak nawet nie chcą o tym słyszeć. Zbliżają się bokserskie mistrzostwa Europy w Warszawie, które mają być wizytówką polskiego sportu. Władze naciskają na „Twardego Kaszubę”, żeby jednak zdecydował się bronić tytułu. On nie chce o tym słyszeć, dopóki w czasie kolejnych badań nie wychodzi na jaw, że… choroba się cofnęła. W rzeczywistości – to bezczelna mistyfikacja. Lekarz mówi bokserowi to, co mu nakazano i przekonuje, że wznowienie treningów niczym nie grozi. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej, a Chychła zapłaci za to wysoką cenę. Dziś za taki numer lekarz i działacze poszliby siedzieć z wyrokiem za oszustwo i narażenie na utratę życia i zdrowia.

Najpierw jednak boksuje w Warszawie. I to jak! Choć choroba postępuje, choć jest osłabiony i zmęczony, wygrywa walkę za walką. W finale, przy szalonym dopingu pełnej hali, po raz kolejny pokonuje Szczerbakowa. Polscy działacze, wraz z radzieckimi towarzyszami postanawiają… złożyć protest. Argumentują, że pojedynek powinni sędziować arbitrzy z państw socjalistycznych, wówczas werdykt byłby właściwy. Cała historia jest mocno kuriozalna. W skrócie: po śmierci Stalina polskie władze starały się jak najmocniej przypodobać Wielkiemu Bratu. Mistrzostwa w Warszawie miały pokazać, jak wybitnymi bokserami są reprezentanci Związku Radzieckiego. Ekipa „Papy” Stamma pokrzyżowała jednak plany, zdobywając pięć złotych medali. Kiedy polscy bokserzy walczyli z Rosjanami, emocje sięgały zenitu. Ku przerażeniu towarzyszy słychać było: „bij ruska, za Katyń!”. Protest oczywiście nie odnosi skutku, złoty medal zostaje w rękach Polaka. Więcej do ringu już nie wychodzi. Dotrzymuje słowa, danego po porażce na mistrzostwach Europy kilka lat wcześniej, że więcej już nie przegra.

Badania po mistrzostwach wykazują, że płuca Chychły przypominają sito, są tak wyniszczone przez gruźlicę. Występy w wyczynowym sporcie w takim stanie były igraniem ze śmiercią.

Odcinek 6 – Ani tchórzliwie, ani zuchwale

Chychła nie może już kontynuować kariery. Do urzędu składa podanie o zgodę na wyjazd do Niemiec. Prośba jest dobrze uzasadniona – jego żona jest Niemką i tam ma rodzinę. Dla komunistycznych wyjazd mistrza olimpijskiego za granicę, w dodatku na zachód, jest jednak kompletnie nie do pomyślenia. Zaczynają się szykanowania, obrażanie, utrudnianie życia na każdym kroku. Mistrz traci pracę, na utrzymanie zarabia pracując w porcie przy myciu statków i sprzątając po koniach. Demonstruje swoją tragiczną sytuację materialną przychodząc na mecze bokserskie… na bosaka. W końcu zostaje zmuszony przez okoliczności do sprzedania swojego medalu z mistrzostw Europy w Mediolanie – był wartościowy, bo zawierał prawdziwe złoto.

Urząd Bezpieczeństwa zgadza się w końcu na wyjazd, ale pod warunkiem, że Chychła, jako tajny współpracownik będzie donosił na Polaków w Niemczech. Bokser reaguje na tę propozycje tak samo, jak na ofertę podpisania volkslisty. Represje się nasilają, jest coraz gorzej. Kolejne podanie, kolejna śmierdząca propozycja zostania TW, kolejna odmowa i tak w kółko. Po wielu latach w końcu władze wyrażają zgodę, ale dają bilet tylko w jedną stronę i jasny warunek: nigdy więcej nie postawisz stopy w Gdańsku.

To jest potężny cios dla boksera. Trzeba zdać sobie sprawę ze skomplikowanych kwestii narodowościowych. Chychła bardziej czuł się gdańszczaninem niż Polakiem, bo przed wojną było to wolne miasto, w którym większość mieszkańców mówiła po niemiecku. Niewykluczone, że gdyby wiedział, że po wojnie Gdańsk będzie należał do komunistycznej Polski, zdecydowałby się pozostać na zachodzie. Po latach, w rozmowie z redaktorem Tadeuszem Olszańskim, tłumaczył: – Zawsze czułem i czuję się nadal gdańszczaninem. Może właśnie moje pochodzenie i sytuacja narodowościowa przedwojennego Gdańska wycisnęły na mnie piętno tolerancji. Z tego względu zachowanie języka niemieckiego w Gdańsku było dla mnie i mojej rodziny tak samo normalne i naturalne, jak zachowanie języka polskiego w Hamburgu…

Chychła wyjeżdża z Polski, a komunistyczne władze robią wszystko, by wyjechał także z narodowej świadomości. Usuwają jego nazwisko z kronik sportowych, encyklopedii, archiwów. Był człowiek, nie ma człowieka. Zniknął. Nie istnieje dla nas.

Do końca życia mieszka w Hamburgu. Zakazu komunistów nie przestrzega – wielokrotnie, nielegalnie, wraca do Gdańska, odwiedza przyjaciół i groby rodziców. Umiera w 2009 roku, w wieku 82 lat, już jako honorowy obywatel swojego rodzinnego miasta. Na jego grobie w Hamburgu widnieje sentencja „Nec temere, nec timide” – ta sama, co na herbie Gdańska, oznaczająca „ani tchórzliwie, ani zuchwale”, czyli bez strachu, ale z rozwagą. Trudno o lepsze jednozdaniowe podsumowanie życia…

Przyznacie, że scenariusz jest gotowy? Nie żadne ckliwe bajeczki, nie flaki z olejem i pseudodramaty z telenoweli, nie lekka, łatwa i przyjemna historyjka. To opowieść o człowieku, rzuconym w wir historii, człowieku, który walczy o swoje do upadłego, zarówno w ringu, jak i w życiu. O człowieku, który ma jasne zasady moralne i mocno się ich trzyma, nawet, kiedy bycie przyzwoitym ma naprawdę wysoką cenę. W czasach, kiedy gwiazdą i bohaterem internetu może być praktycznie każdy, warto pamiętać o kimś takim, jak „Twardy Kaszuba” – pierwszy w historii polski mistrz olimpijski w boksie.

JAN CIOSEK


Aktualności

Kalendarz imprez