Trzecia fala pandemii zalewa Tokio. Nadciąga stan wyjątkowy?

Trzecia fala pandemii zalewa Tokio. Nadciąga stan wyjątkowy?

Do zaplanowanej na 23 lipca ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Tokio zostało już mniej niż 200 dni, a sytuacja pandemiczna na całym świecie wciąż rozwija się dynamicznie. Z jednej strony źródłem optymizmu są informacje o rozpoczętym globalnie procesie szczepień, ale sami gospodarze imprezy zmagają się z najgorszym uderzeniem koronawirusa od samego początku pandemii. Premier kraju poważnie rozważa wprowadzenie stanu wyjątkowego.

W poniedziałek wieczorem Boris Johnson podzielił się z rodakami smutnymi, ale spodziewanymi wiadomościami. Premier Anglii ogłosił ponowne wprowadzenie “pełnego lockdownu”. Oznacza to nie tylko zamknięcie szkół, ale też możliwość wyjścia z domu tylko w razie konieczności. – Szpitale są teraz pod jeszcze większą presją niż kiedykolwiek wcześniej podczas tej pandemii – ocenił Johnson.

Trudną sytuację Anglików najlepiej pokazują wykresy. Pod koniec listopada wykrywano 20-30 tysięcy przypadków zachorowań dziennie w najgorszych momentach. Potem – między innymi za sprawą kolejnego lockdownu – udało się zejść do przedziału 10-20 tysięcy. Tuż przed świętami wskaźniki znów wystrzeliły w kosmos, a od tygodnia regularnie przekraczają 50 tysięcy. We wtorek – tuż po wystąpieniu Johnsona – po raz pierwszy w historii pękła bariera 60 tysięcy.

Sytuacja jest złożona i ma wiele przyczyn, ale walce z pandemią nie pomogło wykrycie nowych odmian wirusa. Zaawansowane badania wciąż trwają, ale pierwsze wnioski zdają się sugerować, że nowe warianty (między innymi brytyjski, południowoafrykański i nigeryjski) same w sobie nie są bardziej szkodliwe pod względem śmiertelności. W Wielkiej Brytanii na początku obawiano się jednak, że nowa odmiana może skuteczniej zarażać osoby młodsze.

Większość przeanalizowanych pozytywnych próbek znaleziono w tym przedziale wiekowym. Jednak wkrótce okazało się to artefaktem statystycznym wywołanym ponownym otwarciem szkół w listopadzie, gdzie wirus mógł się o wiele łatwiej rozprzestrzeniać. Po dokładniejszej analizie próbek z późniejszych okresów przekrój wiekowy wrócił do stanu, który obserwowaliśmy od początku pandemii. Co więcej – nie stwierdzono, by nowy wariant zmieniał coś w przebiegu i nasileniu objawów samej choroby – tłumaczy w rozmowie z serwisem “To tylko teoria” Emilia Cecylia Skirmuntt, wirusolożka ewolucyjna z Uniwersytetu Oksfordzkiego.

Problemem jest jednak większa zaraźliwość – i to według różnych szacunków od 40 do 70 procent. Takie liczby sprawiają, że wskaźnik reprodukcji wirusa R znowu wykracza poza 1, a w związku z tym epidemia może łatwo wymknąć się spod kontroli. Dodatkowo nowe, bardziej zaraźliwe odmiany wypierają te “bardziej zjadliwe”. Stąd ostre reakcje nie tylko w Anglii, ale także w Niemczech, gdzie lockdown niedawno przedłużono do końca stycznia.

Jedna dawka zamiast dwóch?

Równolegle z tymi niepokojącymi informacjami pojawiają się wiadomości o coraz większej dostępności szczepionek. Wciąż jest jednak wiele znaków zapytania. Nie wiadomo na przykład, czy dostępne preparaty “poradzą sobie” z nowym wariantem wirusa, choć naukowcy są dobrej myśli. Innym problemem jest to, że szczepionkę Pfizera trzeba przyjąć w dwóch dawkach w odstępie trzech-czterech tygodni, a także to, że trzeba ją przechowywać w temperaturze -80 stopni Celsjusza.

Teoretycznie komplikuje to i wydłuża cały proces, ale warto wgryźć się w szczegóły. Wiadomo bowiem, że już pojedyncza dawka szczepionki zapewnia pewną odporność. Dopiero druga dawka podnosi są do poziomu reklamowanych 95 proc., ale sporo ciekawych rzeczy można wyczytać między wierszami w raporcie Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA).

Analiza danych z trzeciej fazy testów klinicznych – które przeprowadzono na ponad 40 tysiącach przypadków w różnych krajach – pozwoliła stwierdzić, że po pierwszej dawce szczepionka była skuteczna na poziomie 52 procent. W niektórych krajach już pojawiają się pomysły, by ruszyć z ofensywą pierwszych szczepień, ale wstrzymać potem podanie drugiej dawki.

Na szczęście w grze są kolejne preparaty. W środę Europejska Agencja Leków autoryzowała szczepionki firmy Moderna. W komunikacie podkreślono, że skuteczność środka wynosi 94 proc., a on sam kwalifikuje się do bezpiecznego zaaplikowania wszystkim pełnoletnim. Preparat musi jeszcze dopuścić Komisja Europejska, ale spekuluje się, że pierwsze dawki pojawią się na kontynencie już za kilkanaście dni – także w Polsce.

Lockdown po japońsku

Sytuacja rozwija się dynamicznie nie tylko w Europie. Z punktu widzenia igrzysk olimpijskich daje do myślenia zwłaszcza to, co dzieje się w Japonii. Tendencję wzrostową zachorowań widać wyraźnie od kilku tygodni. Pierwszy szczyt osiągnięto 31 grudnia, kiedy to zdiagnozowano ponad 4500 nowych przypadków. Ten wynik udało się pobić we wtorek, niebezpiecznie zbliżając się do 5 tysięcy zachorowań.

Większość ekspertów wiąże wzrost tych wskaźników z kampanią “Go To Travel”. To jeden z pomysłów premiera Yoshihide Sugi na odbudowanie krajowej gospodarki. Cel był prosty – chodziło o zachęcenie Japończyków do podróżowania po całym kraju, by choć trochę pomóc branży turystycznej. Szef rządu wycofał się z tego kontrowersyjnego pomysłu dopiero pod koniec grudnia, gdy liczby zakażeń rosły już niepokojąco szybko.

Następca długoletniego premiera Shinzo Abe ma zresztą więcej problemów. Nieodpowiednia reakcja na pandemiczne zagrożenie to jedna z przyczyn jego słabszych notowań. W ostatnich tygodniach deklarowane dla niego poparcie spadło o ponad 15 procent. Nie brakuje też takich, którzy wcześniejsze sukcesy w walce z koronawirusem przypisują innym czynnikom niż działania władzy.

Japończycy zachowują zasady społecznego dystansowania od ponad dwóch tysięcy lat. Ludzie właściwie nie podają sobie rąk, nie przytulają się i głośno nie rozmawiają. Jeśli ktoś uważa, że Japonia osiągnęła sukces w kontrolowaniu pandemii COVID-19, to ma to mniej wspólnego z działaniami polityków, a dużo więcej z tym, jak zachowują się wobec siebie zwykli ludzie – ocenił Akihiko Kubo, jeden z dyrektorów firmy Tag.

Napięcia pojawiają się także wśród samych polityków. Premier Suga na początku stycznia został publicznie wezwany do wprowadzenia stanu wyjątkowego przez przedstawicieli czterech prefektur. Yuriko Koike – gubernator Tokio – w mocnych słowach zapowiadała “wybuch zachorowań” w stolicy kraju. Już pod koniec grudnia potwierdzono tam obecność bardziej zaraźliwej brytyjskiej odmiany.

W 2020 roku stan wyjątkowy w związku z pandemią obowiązywał przez ponad miesiąc. Shinzo Abe wprowadził go w kwietniu – zaledwie kilka tygodni po tym, jak ogłoszono decyzję o przełożeniu igrzysk o rok. Z zasady nie jest on jednak tak rygorystyczny, jak lockdowny znane w Europie. Sporo do powiedzenia mają poszczególne prefektury. Najwięcej i tak zależy od samych ludzi, którzy na początku pandemii przestrzegali wszystkich ograniczeń.

Szczepienia dla sportowców?

Decyzja o stanie wyjątkowym może zapaść pod koniec tego tygodnia. W ostatnich dniach i tak zmieniło się w Japonii sporo – także pod kątem sportowym. Kraj znów zamknął granice, ale tym razem nie robi już wyjątku dla zawodowych sportowców. Ograniczenia mają potrwać co najmniej do końca stycznia, ale na tym się zapewne nie skończy.

Na mniej niż 200 dni przed startem igrzysk powracają pytania o to, czy najważniejszą sportową imprezę czterolecia da się przeprowadzić w bezpiecznych warunkach. Wydaje się, że najłatwiejszym sposobem na zagwarantowanie bezpieczeństwa byłoby zaszczepienie sportowców. Czasu jednak pozostaje coraz mniej, a w niektórych krajach sprawa może wzbudzić spore kontrowersje. W Polsce jeszcze nie opadł kurz po zamieszaniu związanym z zaszczepieniem celebrytów przed wieloma członkami “grupy zero”.

Nie możemy niczego nakazać – poszczególne kraje muszą zdecydować. Na przykład w Kanadzie mówimy o liczbie 300 lub 400 sportowców. Odjęcie takiej liczby z puli kilku milionów szczepionek nie będzie miało większego znaczenia. Efektem będzie w końcu obecność reprezentantów kraju na ogromnej sportowej imprezie. Nie wydaje mi się, by spotkało się to ze społecznym potępieniem – ocenił w “Sky News” Dick Pound, najdłuższy stażem członek Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl).

Szczepionki budzą emocje z wielu względów. W środowisku sportowym pojawiły się nawet obawy o ich zgodność… z programem antydopingowym. Jako pierwsi takie tezy sformułowali pracownicy Brytyjskiej Agencji Antydopingowej (UKAD). “Nie ma żadnego powodu by uważać, że nowe szczepionki w jakikolwiek sposób naruszają przepisy” – poinformowała w krótkim oświadczeniu Światowa Agencja Antydopingowa (WADA). Zaznaczono, że badania wciąż trwają, ale na razie nie ma żadnych podstaw do niepokoju.

Proces szczepienia rozpoczął się między innymi na Wyspach i w Stanach Zjednoczonych, ale nigdzie nie ma takiego tempa jak w Izraelu. Dziennie szczepi się tam nawet ponad 150 tysięcy osób. Do końca stycznia preparat powinni otrzymać nie tylko wszyscy zaliczani do grupy ryzyka, ale także medycy. Proces postępuje tak szybko, że niedługo… skończy się szczepionka i trzeba będzie poczekać na dostawę. W planie jest również zaszczepienie sportowców – nadzoruje to Izraelski Komitet Olimpijski (OCI).

Bez widzów jak bez przypraw?

W natłoku tych informacji sprawy czysto sportowe zeszły na dalszy plan. Cały czas trwają jednak przygotowania do walki… online. Bezpieczeństwa igrzysk w sieci będzie pilnowało ponad 200 “etycznych hakerów”, jak nazwała ich jedna z lokalnych gazet. Za kulisami toczyła się także walka o przedłużenie umów ze sponsorami, które wygasały z końcem 2020 roku. Organizatorzy igrzysk w końcu poinformowali o dużym sukcesie – udało się osiągnąć porozumienie z wszystkimi 68 firmami, wśród których znaleźli się tacy giganci jak Asics, Mitsubishi i Fujitsu.

Niektórzy w Japonii idą dalej i otwarcie marzą o igrzyskach z widzami. Thomas Bach w noworocznym orędziu porównał Tokio 2021 do “światełka w tunelu”, które po pandemii miałoby być pozytywnym sygnałem dla całego świata. Na każdym kroku szef MKOl podkreśla, że jest wiele niewiadomych, a najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się przeprowadzenie imprezy z ograniczonym udziałem widzów lub wręcz ich brakiem.

Występy najlepszych sportowców świata bez publiczności to jak przygotowanie posiłku bez przypraw. To właśnie kibice zapewniają dodatkową wartość i sprawiają, że sportowcy chcą dać z siebie wszystko. Przekraczanie granic ludzkiej wytrzymałości jest możliwe w dużej mierze dzięki temu – ocenił niedawno w rozmowie z japońskimi mediami Saburo Kawabuchi, burmistrz wioski olimpijskiej.

80-latek może sobie pozwolić na tak odważne opinie. W 1964 roku sam wziął udział w poprzednich igrzyskach w Tokio jako piłkarz. Jego optymizm na razie nie udziela się krajowym władzom, które chcą przeprowadzić igrzyska za wszelką cenę. Wyścig z czasem wciąż trwa, a kwestia ewentualnej obecności kibiców na razie znajduje się na głębokim marginesie.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Janson
Janson
8 miesięcy temu

Lokdałn nic nie daje? Przedłużmy go!

Janson
Janson
8 miesięcy temu

kasuj cenzorze 😀

Roberto
Roberto
8 miesięcy temu

Artykuły sponsorowany?

Aktualności

Kalendarz imprez