Trudna sztuka olimpijskiej demonstracji

Trudna sztuka olimpijskiej demonstracji

Program igrzysk nie jest wykuty w kamieniu – żyje i zmienia się wraz z rozwojem zainteresowań sympatyków sportu. Wpuszczenie na najważniejszą sportową imprezę czterolecia świeżej krwi nie jest jednak łatwą sprawą i wymaga odpowiednich testów w kontrolowanych warunkach. Kiedyś pokazowe dyscypliny gościły właściwie na każdych igrzyskach, jednak od ponad 20 lat temat właściwie przestał istnieć, choć w tej sprawie nic nie jest do końca takie oczywiste.

Według słownika “demonstracja” to nie tylko zgromadzenie grupy ludzi lub ostentacyjne wyrażenie swoich poglądów, ale także zaprezentowanie jakiegoś produktu szerszej grupie osób. W olimpijskiej tradycji taki proces odbywa się już od początku XX wieku. Zasady są jasno określone – dyscypliny pokazowe mogą zostać warunkowo włączone do programu olimpijskiego, a rywalizacja w nich odbywa się równolegle do innych zmagań i jest traktowana z równym prestiżem. Tu też walczy się o medale, które są jednak ciut mniejsze od tych tych “prawdziwych” i nie wliczają się do ogólnej klasyfikacji.

Co tak naprawdę sprawia, że jedna dyscyplina jest olimpijska, a inna już nie? Każdy, kto spodziewa się szczegółowych kryteriów, będzie zawiedziony. Od samego początku nie było to jasne i tak jest w sumie do dziś. Pierre de Coubertin nie zostawił żadnych konkretnych instrukcji. Wręcz przeciwnie, oddał pełne pole organizatorom. Między innymi przez to drugie igrzyska olimpijskie – zorganizowane w 1900 roku w Paryżu – mogą się wydawać wręcz kuriozalne, zwłaszcza jeśli spojrzeć z dzisiejszej perspektywy.

Rywalizacja sportowców nie została zamknięta w wąskich ramach – trwała od maja do października. To w jakimś sensie zabiło dopiero rodzący się prestiż imprezy, bo wielu zawodników zdążyło wystartować w igrzyskach… nie zdając sobie nawet z tego sprawy! Cztery lata wcześniej wszystkie rozgrywki trwały zaledwie dziewięć dni, a walka toczyła się tylko w dziewięciu dyscyplinach. Paryż był pod tym względem absolutnie wyjątkowy, ale z czasem takie podejście zarzucono.

We Francji nie rywalizowali już ciężarowcy i zapaśnicy. Zamiast tego dodano do programu 13 nowych dyscyplin. Niektóre na osobliwych zasadach – w krykieta rywalizowali tylko Francuzi. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) dopiero niedawno doliczył się, że podczas II Igrzysk rozdano aż 95 medalowych kompletów. A właściwie nie tyle samych medali, co pamiątkowych trofeów.

Zaszczepić lokalne zjawiska

Już w 1900 roku nie brakowało dyscyplin cokolwiek osobliwych. W programie – pierwszy i ostatni raz – znalazła się na przykład pelota. To popularna w kraju Basków odmiana tenisa, która polega na odbijaniu piłki o ścianę. O wygraną rywalizowały tylko dwie dwuosobowe drużyny. Pelota nie przyjęła się na dłużej, choć przy wielu okazjach wracano do tego sportu. Podczas igrzysk w 1924, 1968 i 1992 roku pojawiała jako dyscyplina pokazowa.

Turniej olimpijski w Barcelonie zorganizowano jednak z największym w historii rozmachem. Rywalizowano w aż dziesięciu odmianach peloty. Z trzydziestu medali 1/3 padła łupem Hiszpanów, ale oprócz nich nagrody zdobywali także Meksykanie, Argentyńczycy, Francuzi i Kubańczycy. Walczyli najlepsi – do pokazowego turnieju zaproszono tych, którzy podczas mistrzostw świata w 1990 roku osiągali medalowe wyniki.

Na początku XX wieku takich eksperymentów było jednak dużo więcej. W 1904 roku w Saint Louis Ameryka pokazała całemu światu swoje lokalne fenomeny – koszykówkę, baseball i futbol amerykański. Przynależność pierwszej z tych dyscyplin do olimpijskiej rodziny wydaje się naturalna, ale nic nie wydarzyło się z dnia na dzień, a koszykówka w oficjalnym programie pojawiła się dopiero od 1936 roku.

Jeszcze dłużej na swoją szansę czekał baseball, który w roli pokazowej sprawdzał się jeszcze przy sześciu kolejnych okazjach. Naturalne wydaje się pytanie – ile razy można coś zademonstrować, by cały proces miał jeszcze sens i nie narażał się na śmieszność? Czasami ratowano się improwizacją – w 1952 roku świat zobaczył na przykład baseball w wersji fińskiej, znanej jako pesapallo.

W 1992 roku baseball wreszcie przyjęto z całym dobrodziejstwem inwentarza. Amerykańska liga zawodowa MLB rosła w siłę i wydawało się, że szersza ekspansja dyscypliny nie jest wykluczona. Poza tym kierowano się myślą o zbliżającym się turnieju olimpijskim w Atlancie – taki ruch wydawał się po prostu ze wszech miar pragmatyczny.

Czołowi baseballiści z czasem przestali liczyć na wsparcie MLB, która zaczęła myśleć o własnym interesie i zaczęła organizować alternatywne międzynarodowe zawody. Widząc to wszystko MKOl po nieco ponad dekadzie wycofał się z nieudanego eksperymentu. Jako główny argument podniesiono kwestię stosunkowo niewielkiego zasięgu dyscypliny, która nie rozlała się pod każdą szerokością geograficzną.

Jak wykuwa się kanon

Bo głównym kryterium jest właśnie popularność i uniwersalność. Pokazują to przykłady innych olimpijskich pewniaków – siatkówki i piłki ręcznej. Pierwsza z tych dyscyplin pojawiła się w formie pokazowej w 1924 roku w Paryżu razem z innymi amerykańskimi sportami, jednak do programu została wpisana na stałe dopiero 40 lat później. Przyczyniło się do tego założenie Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB) i upowszechnienie tej formy rozrywki w Europie i Azji. Od 1964 roku żeński i męski turniej w siatkówce należą do programu, choć po drodze zdążyły się zmienić zasady gry i sama forma rozgrywek.

Droga szczypiorniaka była jeszcze bardziej kręta. W 1936 roku w Berlinie piłka ręczna pojawiła się w formie polowej, podobno na wyraźne życzenie samego Adolfa Hitlera. W turnieju wzięło udział sześć drużyn i III Rzesza triumfowała, ale formuła się nie przyjęła. W 1952 roku ta sama odmiana była już tylko sportem pokazowym, a w doskonale znanej dziś odmianie halowej po raz pierwszy pojawiła się w 1972 roku. Cztery lata później odbył się także pierwszy turniej kobiet.

Tak duże i mimo wszystko medialne dyscypliny funkcjonują jednak na nieco innych zasadach. Mniejsze nie mają tak dobrze – nawet jeśli mocno się wyróżniają. W 1988 i 1992 roku w programie zimowych igrzysk zaprezentowano balet na nartach, który wydawał się czymś szczególnie interesującym zwłaszcza dla fanów łyżwiarstwa figurowego. Na otwartej scenie tancerze-akrobaci prezentowali trwający 90 sekund występ artystyczny pod wybraną muzykę, a całość oceniali sędziowie.

W promocję dyscypliny zaangażowała się Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS), a jeszcze w latach dziewięćdziesiątych zawody były nawet częścią mistrzostw świata w narciarstwie dowolnym. Balet w okresie szczytowej sławy wciąż budził jednak emocje głównie w Skandynawii. Nie dostał się do olimpijskiego programu, a potem stopniowo wypadał z kolejnych ważnych imprez i dziś jest już przedmiotem zainteresowania jedynie garstki fanatyków.

Czasami przeszkodą w dołączeniu do olimpijskiej rodziny bywa zbytnie podobieństwo do innych dobrze znanych sportów. Bandy to w dużym uproszczeniu skrzyżowanie hokeja z piłką nożną – gra się na prostokątnym lodowisku, najczęściej jedenastu na jedenastu, a mecz trwa 90 minut. Kijem odbija się jednak piłeczkę, a nie krążek. W 1952 roku w pokazowym turnieju bandy podczas igrzysk rywalizowały trzy reprezentacje.

Renesans popularności dyscyplina przeżywała jednak kilka dekad wcześniej. Olimpijskie marzenia pokrzyżowała jednak I wojna światowa. Kilka lat później rywalizację o miejsce w programie wygrał hokej, który był popularny także w Ameryce Północnej. Bandy zaś do końca pozostało zajawką głównie europejską. Fani tej niszowej dyscypliny wciąż walczą o udział w igrzyskach, ale to niestety walka z wiatrakami. Petycję z apelem o dołączenie do programu podpisało nieco ponad 11 tysięcy osób. Więcej oglądało pojedyncze mecze hokejowego turnieju olimpijskiego w Soczi…

Od 1992 roku podczas igrzysk – letnich i zimowych – oficjalnie nie było już żadnych dyscyplin pokazowych, ale tak naprawdę wszystko odbywało się już innym trybem. Nie oznacza to, że olimpijski kanon pozostawał niezmienny. Zmiany proceduje się jednak już innym trybem, a pokazowe turnieje pozwalające na oswojenie nowych sportów są organizowane także podczas mniejszych imprez międzynarodowych.

Mocnym kandydatem do dołączenia do olimpijskiego programu jest e-sport, który demonstrowano podczas igrzysk azjatyckich w 2018 roku. Rywalizowano w sześciu grach, z których tylko jedną było stricte sportowe Pro Evolution Soccer. MKOl grunt przygotował już w 2017 roku kiedy to zdecował, że e-sport może być rozpatrywany w kategoriach rywalizacji sportowej. Podczas igrzysk azjatyckich rozgrywki miało śledzić on-line ponad 300 milionów widzów. Na takie zainteresowanie nie mogło liczyć kajak-polo – druga z dyscyplin pokazywanych widzom w tym wyjątkowym trybie.

Dlaczego na igrzyskach zarządzono odejście od tradycji demonstrowania nowych propozycji? Program olimpijski stał się zbyt obszerny, by ująć w nim kolejne pozycje, które według zasad miały być traktowane na równi z dyscyplinami wchodzącymi w skład dotychczasowego kanonu. Przepisy są jednak od tego, by je obchodzić. W 2008 roku w Pekinie odbył się kilkudniowy turniej przybliżający tajniki wushu – jednej z chińskich sztuk walki. Osiem lat później na podobnych zasadach – bez oficjalnych związków z MKOl-em – zademonstrowano dwudniowe rozgrywki e-sportowców. Tradycyja sięgania po dyscypliny pokazowe wciąż ma się dobrze – po prostu oficjalnie odbywa się już poza głównym obiegem.

KACPER BARTOSIAK

 

 

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez