Trenerskim okiem. O aferze w kadrze siatkarek z Ireneuszem Mazurem i Piotrem Makowski

Trenerskim okiem. O aferze w kadrze siatkarek z Ireneuszem Mazurem i Piotrem Makowski

Znają smak medalu mistrzostw Polski, a przede wszystkim sposób funkcjonowania i relacje w siatkarskich szatniach. Oboje podczas swojej trenerskiej kariery mieli okazję prowadzić reprezentację. O aferze w kadrze siatkarek rozmawiamy z ekspertem Polsatu Sport i byłym trenerem kadry mężczyzn – Ireneuszem Mazurem oraz trenerem Pałacu Bydgoszcz i poprzednikiem Jacka Nawrockiego Piotrem Makowskim.

Czy to wszystko da się jeszcze naprawić?

IRENEUSZ MAZUR: Gdyby to była grupa mężczyzn, to powiedziałbym, że byliby oni w stanie przejść obok nawet tak istotnych spraw, jakie poruszają reprezentantki. Nie byłaby to komfortowa sytuacja, ale wypracowanie kompromisu, w którym zawodnicy przymykają oko na problemy i skupiają się na grze, byłoby pewnie możliwe. Kobiety są bardziej wymagające niż mężczyźni. W momencie kiedy zawodniczki czują się oszukane, tego nie da się zakleić i zapomnieć. Skoro podniosły ten temat, to według nich problem jest poważny i niełatwy, jak się okazuje do rozwiązania. Myślę, że będzie szalenie trudno do czasu turnieju kwalifikacyjnego, wyprowadzić wszystko na prostą.

Nie da się ukryć, że celem zawodniczek jest doprowadzenie do zmiany na stanowisku szkoleniowym. Wyobraża pan sobie żeby doszło to do skutku? PZPS przecież dopiero co przedłużył umowę z trenerem Nawrockim.

Bardzo szanuję i cenię Jacka Nawrockiego, miałem nawet przyjemność z nim współpracować w przeszłości. Decyzja zarządu PZPS o przedłużeniu kontraktu staje w sprzeczności z oczekiwaniami samych zawodniczek. To jest główny element konfliktu. Musiałyby paść solidne argumenty, przekonywujące obie strony do wypracowania złotego środka. Myślę jednak, że PZPS będzie konsekwentny i pozostanie przy swoim stanowisku. Negocjacje z siatkarkami są niezbędne i powinny mieć miejsce. To w końcu one grają, każda z nich jest twarzą sukcesów, wyników i oczekiwań, które są stawiane przed igrzyskami olimpijskimi.

A może dojdzie do innej sytuacji. Wszystkie siatkarki, które podpisały się pod petycją, odmówią gry w kadrze w styczniowym turnieju kwalifikacyjnym do Tokio. W kadrze zostaną Jacek Nawrocki, oraz dwie zawodniczki, które zdecydowały się nie brać w tym udziału – Magdalena Stysiak oraz Maria Stenzel.

Nie sądzę żeby zawodniczki stawiały to w sposób: jeśli warunki nie zostaną spełnione, to nie będziemy grały. Natomiast to nie zwalnia z odpowiedzialności drugiej strony, czyli szefów PZPS. Ta reprezentacja nie była budowana przez pięć lat, po to aby rozpaść się na dwa miesiące przed turniejem kwalifikacyjnym. Nie jesteśmy faworytem do jego wygrania, ale jeśli mamy szansę na awans, to tylko w składzie optymalnym. Składzie, który wyłonił się poprzez pracę sztabu szkoleniowego, trenera Nawrockiego oraz reprezentantek. Wszystkie inne rozwiązania będą porażką nas wszystkich. Kibiców, ekspertów, władz PZPS, samych zawodniczek.

Siatkarki zaprzeczają pogłoskom o faworyzowaniu przez trenera młodszych zawodniczek, ale jednak Stenzel i Stysiak jako jedyne tej petycji nie podpisały.

Sam miałem sytuację w podobnym stylu. Wprowadzałem młodego zawodnika do gry, a po przegranym meczu spotkała się ze mną delegacja siatkarzy, która powiedziała, że zespół chce wygrywać mecze, a nie ogrywać młodzież. Ale czy w przypadku o którym rozmawiamy, dawanie szans Stysiak i Stenzel doprowadzało do przegrywania meczów? Nie sądzę, żeby zawodniczki z takim doświadczeniem w grze reprezentacyjnej i klubowej nie potrafiły jasno ocenić, że Stenzel i Stysiak wprowadzają do zespołu dużo dobrego. Byłoby to nielogiczne.

Według zawodniczek, głównym problemem miał być brak komunikacji. Jacek Nawrocki rzekomo nie przykładał do nich uwagi, nie kontaktował się z nimi podczas sezonu klubowego.

Znam Jacka Nawrockiego jako człowieka inteligentnego i bardzo otwartego. Nie możliwe żeby kompletnie nie dochodziło do komunikacji. Ale to jest tylko i wyłącznie wrażenie zewnętrzne. Z mojego doświadczenia, nie wolno w takich sytuacjach przytrzymać i przeciągać tematu. Zazwyczaj rozwiązuje się takie sytuacje w cieniach gabinetów, a na pewno nie na forum publicznym. Jeśli jednak już do tego doszło, to znaczy że sprawy nabrały takie wagi, że znalazły swoje ujście w sferze medialnej. A to nie powinno mieć miejsca na takich płaszczyznach, jak reprezentacja, władze związku, sztab trenerski.

Nikt z nas nie chcę konfliktów i kłótni. Kadra zaprezentowała się świetnie podczas mistrzostw Europy, pojawiły się olimpijskie nadzieje…

Bardzo bym chciał, żeby prawda leżała po środku. Rzadko się jednak tak zdarza. Ten zespół był budowany przez pięć lat. Ostatnio wyglądał bardzo dobrze, a wciąż zachowuje dużą przestrzeń do realizowania się. Może najlepsze dopiero przed nami?  Pytanie czy Jacek Nawrocki ma w sobie tyle energii i motywacji, aby to kontynuować. Na pewno jest facetem który się rozwija i posiada dużą wiedzę. Tylko czy w mniemaniu zawodniczek, to jest wystarczające?

******

Sprawy zaszły bardzo daleko. Nie za bardzo już wiadomo komu wierzyć.…

PIOTR MAKOWSKI: Uważam, że mamy do czynienia z niszczeniem Jacka Nawrockiego. Nie wiem o co w tym chodzi, bo widziałem nagrania podczas różnych zgrupowań kadrowych, gdzie zawodniczki wypowiadały się o trenerze bardzo dobrze. Skąd się wziął ten konflikt i kto go inspiruje?

Kadra siatkarek jest jednak niemal jednomyślna. Uważa pan, że to wszystko może się jeszcze ułożyć?

Nie widzę skłóconej grupy. Wiem, że są w niej zawodniczki, z którymi trener Nawrocki rozmawiał. Co do tego, że nie jeździ na mecze, to również tego nie rozumiem, bo samemu go na nich widziałem. Jedno jest pewne, takich spraw nie rozstrzyga się w mediach, tylko w rozmowach zakulisowych.

Sam trener ostatecznie też wydał swoje oświadczenie.

Byłem w podobnej sytuacji, choć może nie w takiej skali. Od wielu lat dzieją się takie rzeczy. W moim przypadku chodziło o brak wyników, ale teraz ten wynik jest. I też jest niedobrze. Kiedy więc będzie dobrze? Szkoda mi trenera Nawrockiego, bo to jest nagonka na człowieka, który oddaje serce temu zespołowi. Nie życzę żadnej zawodniczce, aby kiedyś sama znalazła się w takiej sytuacji.

Magdalena Stysiak i Maria Stenzel jako jedyne nie podpisały się pod petycją złożoną do prezesa PZPS. Z drugiej strony, reszta siatkarek zaprzecza aby to one były problemem w tym konflikcie, zwracając uwagę przede wszystkim na brak komunikacji.

Widać, że istnieje drugie dno, o którym nie wiemy. Coś musiało być na rzeczy. Na pewno przejście Stysiak z jednej drużyny ligowej do drugiej w trakcie sezonu, mogło zaognić sytuację. Według mnie nie wszystko jest szczere i jasne. Problem braku komunikacji na pewno można zmienić. To działa w dwie strony, jeśli zawodniczka chciałaby porozmawiać z trenerem, to sama może wziąć telefon i zadzwonić.

Zawodniczki odniosły się również do przymusu grania z kontuzjami, czy też tego, że Jacek Nawrocki tworzył nieprzyjemną atmosferę do gry i funkcjonowania w zespole.

Jeśli chodzi o kontuzje, to rzeczywiście mieliśmy jedną zawodniczkę w kadrze, która miała problem z kolanem. Została jednak otoczona dobrą opieką, cały czas była w kontakcie z lekarzem kadry i trenerem. A kiedy zawodniczki się źle czuły, to pewnie też zgłaszały to do trenera. Jakiś kompromis został wypracowany. Teraz widzę, że jest bardzo dużo rzeczy na nie, a nie ma niczego na tak. Słyszy się tylko, że nic nie było dobrze.

Same wyniki były dobre, patrząc na mistrzostwa Europy. Czy ta kadra za dwa miesiące będzie wyglądać kompletnie inaczej? Zawodniczki odmówią gry pod trenerem Nawrockim?

Na pewno mamy na zapleczu kilka siatkarek, które mogą wspomóc tą reprezentację. Wierzę jednak, że wiele zawodniczek które podpisały się pod petycją, też pojawi się na zgrupowaniu. Jak patrzy się na przeszłość, niezależnie od tego kto był trenerem, jakieś historie i tak miały miejsce. Niezależnie od tego czy to był Polak, czy Włoch. Dla kibiców to na pewno spora przykrość.

ROZMAWIAŁ KACPER MARCINIAK


Aktualności

Kalendarz imprez