Tour de Pologne wróciło do normy. Drugi etap dla mistrza świata

Tour de Pologne wróciło do normy. Drugi etap dla mistrza świata

Po wczorajszej tragicznej kraksie z ostatnich metrów wszyscy fani kolarstwa liczyli, że dzisiejszy etap Tour de Pologne przebiegnie bez przeszkód. I tak się faktycznie stało. Zgodnie z przewidywaniami kolarze spokojnie dojechali do Zabrza, a tam rozegrał się sprinterski finisz. Najlepszy okazał się na nim Mads Pedersen, aktualny mistrz świata. I choć nosi to miano, to jednak jest to niespodzianka. 

Fabio zdrowieje

Zacznijmy od rzeczy najważniejszej. Bo tak naprawdę po wczorajszej kraksie i obrażeniach, jakich doznał Fabio Jakobsen, wszystko schodziło na dalszy plan. Liczyło się głównie zdrowie Holendra. Zresztą, było to słychać nawet w wywiadzie, którego Mads Pedersen udzielił na antenie TVP już po dekoracji. – Po pierwsze chciałbym zadedykować to zwycięstwo Jakobsenowi po wczorajszej kraksie. Życzę mu, żeby szybko wyzdrowiał i wrócił do ścigania – powiedział nowy lider Tour de Pologne.

A Holender, choć wciąż w śpiączce, faktycznie zdrowieje. Jeśli nic się nie zmieni, jutro ma mieć miejsce próba wybudzenia. Do Polski sprowadzono też jego rodzinę, której – po przejściu testów na obecność COVID-19, pozwolono go odwiedzić. Wszystko wskazuje na to, że Fabio za niedługo będzie mógł rozpocząć proces rehabilitacji, który – taką mamy nadzieję – doprowadzi go na powrót na rower. Choć jeszcze niecałą dobę temu wydawało się to abstrakcją.

– Nie było wiadomo, czy Jakobsen przeżyje – mówił TVP Czesław Lang, organizator wyścigu. – Całe szczęście udało mu się, jest w dobrym stanie i będzie dochodzić do siebie. Jestem z tego powodu niesamowicie szczęśliwy. Kiedy po pół godziny wyszedł lekarz i powiedział, że raczej nie ma żadnych szans, to nie wiedziałem, co robić. Przypomniałem sobie, że rok wcześniej zmarł Bjorg [Lambrecht], teraz Jakobsen… Ale godzinę później lekarz wyszedł ponownie i powiedział, że jest dobrze. 

Opowieść o dwóch Holendrach. Jak Jakobsen i Groenewegen stali się mistrzami sprintu

Fabio więc zdrowieje i, paradoksalnie, już na zawsze zostanie zwycięzcą etapu, który omal nie pozbawił go życia. Bo po dyskwalifikacji Dylana Groenewegena, to właśnie jemu zapisano wygraną pod Spodkiem.

Sprint bez wypadków

Jak wspomnieliśmy wcześniej – zwycięstwo Madsa Pedersena jest niespodzianką. Jasne, to niesamowicie uzdolniony kolarz, zresztą inaczej nie mógłby zostać mistrzem świata. Ma dopiero 24 lata, przed sobą wspaniałą przyszłość. Dziś też to pokazał. Ale w ekipie Trek-Segafredo, w której jeździ Duńczyk, mieli w peletonie m.in. Jaspera Stuyvena i Edwarda Theunsa, dwóch gości, którzy finiszować potrafią wręcz znakomicie.

Pedersen powiedział jednak, że to nie był przypadek. – Od początku była strategia, że zespół będzie jechać na mnie. Podziękowania dla ekipy za doskonałe rozprowadzenie. Jestem niesamowicie szczęśliwy, że udało mi się wygrać i założyłem żółtą koszulkę – mówił. I warto mu pogratulować. Bo owszem, twierdzimy, że to niespodzianka, ale na finiszu dał prawdziwy pokaz mocy. Zaczął wcześnie, dociągnął do samego końca i o niecałe pół koła wyprzedził Pascala Ackermanna, jednego z głównych faworytów do etapowego zwycięstwa zawsze, gdy tylko rywalizacja kończy się sprintem.

Zwycięstwo Pedersena oznacza, że jutro na trasie nie zobaczymy koszulki mistrza świata, bowiem Mads założy żółty trykot lidera. I dobrze. Dziś nosił go bowiem Kamil Małecki. I jakbyśmy nie cieszyli się z tego, że Polakowi udało się tego dokonać, tak jednak nie była to do końca jego zasługa. W normalnych okolicznościach przywdziałby go bowiem Fabio Jakobsen. A nawet jeśli nie on, to drugi w klasyfikacji generalnej Marc Sarreau, który jednak z powodu urazu wycofał się z wyścigu. I grupa CCC, i sam Kamil uznali w tej sytuacji, że to “niestosowne”, by Polak założył koszulkę, ale przepisy nie pozwoliły im jej oddać, choć chcieli to zrobić.

Cóż, dura lex, sed lex.

Czas na góry

W kolejnych dniach sprinterzy będą mieli wolne. No, nie dosłownie, bo trochę się pomęczą. Peleton wjedzie bowiem w góry. Jutro – Beskidy. Pojutrze rywalizować będzie za to w Tatrach. W teorii to te dwa etapy mają rozstrzygnąć o losach klasyfikacji generalnej. To czas takich kolarzy, jak Richard Carapaz, Remco Evenepoel czy nasz Rafał Majka. Oni mają walczyć o triumfy i kolejne sekundy, które zadecydują o losie żółtej i pozostałych koszulek. Przy tej okazji zaznaczmy, że już niemal na pewno koszulkę dla najaktywniejszego kolarza dowiezie do mety Maciej Paterski, który niesamowicie pozytywnie zaskoczył nas i wczoraj, i dziś.

Warto na walkę w górach zwrócić uwagę już jutro, bowiem czeka nas trudny, wymagający etap. Kolarze przejadą łącznie 3500 metrów przewyższenia, cztery premie górskie pierwszej kategorii, jeszcze więcej krótkich, ale trudnych podjazdów. W dodatku to długi etap – łącznie ma niemal 200 kilometrów. Przed wyścigiem wiele osób sugerowało, że to właśnie na nim mogą zdarzyć się najważniejsze rozstrzygnięcia. Jutro przekonamy się, czy miały one rację.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez