Toni Kukoc jest tam, gdzie jego koledzy. Droga Chorwata do Galerii Sław

Toni Kukoc jest tam, gdzie jego koledzy. Droga Chorwata do Galerii Sław

Toni Kukoc już dawno zamienił piłkę od kosza na kij golfowy. Tak samo jak lata temu zamienił mieszkanie w Chorwacji na willę w Chicago. Przywykł do tego, że na koszykarskie środowisko spogląda z daleka, jako “specjalny doradca” prezesa Chicago Bulls. Teraz jednak jego nazwisko znowu wylądowało na nagłówkach. Chorwat został w ubiegły weekend członkiem koszykarskiej Galerii Sław. Jako kolejny i być może ostatni przedstawiciel wybitnego europejskiego pokolenia zawodników urodzonych w latach sześćdziesiątych.

Lepiej późno niż wcale

W ubiegłym roku mówiliśmy między innymi o Kevinie Garnecie, Timie Duncanie oraz – nagrodzonym pośmiertnie – Kobem Bryancie. Tym razem koszykarska Galeria Sław im. Naismitha nie przyjęła w swoje szeregi zawodników o spektakularnych nazwiskach, ale zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić. Słowa Billa Simmonsa, dziennikarza ESPN, który narzekał na jej “brak elitarności” (podając za przykład to, że należy do niej… Patrick Ewing), dawno straciły na aktualności.

Bo obecnie wymogi, które należy spełnić, aby zostać zaproszonym (oczywiście w roli jednego z bohaterów wieczoru, nie gościa) na najsłynniejszą ceremonię w świecie koszykówki, nie są aż tak wygórowane. W tym roku do Galerii Sław dołączył – między innymi – Bob Dandridge, czterokrotny uczestnik Meczu Gwiazd, dwukrotny mistrz NBA z dwoma różnymi zespołami. Takie CV jest w zupełności wystarczające.

Widać to też na przykładzie Toniego Kukoca, który w NBA – jakby nie patrzeć – nie zrobił gwiazdorskiej kariery. Trafił jednak do właściwej ekipy. A potem stał się w niej kluczowym rezerwowym. Znał swoją rolę, wypełniał wszelkie luki, był tak zwanym “X-factorem”. To wszystko teraz doceniono. Nie da się jednak nie zauważyć, że Chorwat przede wszystkim stał się beneficjentem nowej filozofii w Galerii Sław. Która mówi, że europejską koszykówkę, europejskie rozgrywki też należałoby docenić.

Oczywiście – nie mówimy o nowym zjawisku. Arvydas Sabonis, Drazen Petrovic, Vlade Divac, Dino Radja – największe legendy nie tyle co europejskiej, a międzynarodowej koszykówki, też dołączyły do Galerii Sław. Trzeba było jednak na to trochę poczekać. Patrząc na to, jakim statusem cieszyli się ci gracze na Starym Kontynencie – prawdopodobnie za długo.

Petrovic, nazywany Mozartem Koszykówki, który zmarł w wypadku samochodowym w 1993 roku, wstąpił do zaszczytnego grona w 2003 roku. Vlade Divac karierę zakończył w 2005 roku, do Galerii Sław trafił czternaście lat później. W przypadku Radji było to piętnaście lat. Wyjątek stanowi Sabonis, którego przyjęto po siedmiu (minimum kiedyś wynosiło pięć, obecnie trzy) – buty na kołku odwiesił w 2004 roku, w 2011 roku otrzymał nominację. Warto też wspomnieć Oscara Schmidta, który akurat był Brazylijczykiem, ale również grał w Europie, błyszczał też na olimpijskiej scenie. On musiał poczekać okrągłą dekadę.

Cała wymieniona wyżej piątka doskonale znała się z Kukocem. Przez lata rywalizowali ze sobą, czy to na europejskich parkietach, czy igrzyskach, albo nawet NBA (nie licząc Schmidta). Można powiedzieć, że Kukoc był ostatnim wielkim koszykarzem swojego pokolenia, który trafił do Galerii Sław.

Spokojna “starość”

Chorwat od lat mieszka w Stanach Zjednoczonych. Nie przeprowadził się z powrotem do ojczyzny, to właśnie za oceanem postanowił wychować swoje dzieci. Te zresztą są już dorosłe. Syn, Marin, grał nawet w koszykówkę w liceum, a potem, bez większych sukcesów, na Uniwersytecie Pensylwanii. Córka, Stela, była zaś członkinią drużyny siatkarskiej uczelni w Miami.

Sport jest w ich życiu jednak przeszłością. Tego samego nie można powiedzieć o ojcu, który co prawda w koszykówkę dawno nie gra, ale stał się zapalonym golfistą. W 2011 roku wygrał nawet mistrzostwo Chorwacji amatorów. Niedługo po tym sukcesie przeszedł operację biodra, po której nakreślił lekarzowi swoje priorytety. – Powiedziałem doktorowi: o ile będę mógł chodzić, ćwiczyć i grać w golfa, to wszystko, czego potrzebuję.

Jak bardzo ta dyscyplina pochłonęła Chorwata? Do tego stopnia, że odrzucił ofertę… prowadzenia koszykarskiej reprezentacji swojego kraju na igrzyskach w Rio de Janeiro. Miał też inne propozycje trenerskie, ale machał na nie ręką.

Golf był zawsze najważniejszy. Z kim zdarzało mu się w niego grać? Między innymi, a jakże, z Michaelem Jordanem. Kiedy ten tylko znajduje się w Chicago, szybko wybiera numer do swojego chorwackiego kolegi. – Stawką są dwa dolary, a rywalizacja jest i tak niezwykle zacięta. Potem muszę iść do fizjoterapeuty, bo kiedy jest na miejscu, gramy cały dzień. A to problem dla mojego biodra oraz pleców. Ale i tak jest fajnie. Trochę sobie docinamy, wspominamy stare czasy, palimy cygara – wspominał Kukoc.

Możemy śmiało założyć, że ta dwójka obecnie ma ze sobą lepszą relację niż w latach dziewięćdziesiątych. Świadczy o tym fakt, że Kukoca do Galerii Sław wprowadzili Jerry Reinsdorf, właściciel Chicago Bulls, i właśnie Jordan.

– Chciałbym podziękować temu dżentelmenowi tutaj, Michaelowi Jordanowi, a także Scottiemu Pippenowi za skopanie mi tyłka podczas igrzysk w Barcelonie. I tym samym zmotywowanie mnie do jeszcze cięższej pracy, aby zostać ważną częścią Chicago Bulls – zaznaczył Kukoc podczas swojego przemówienia. Dzień wcześniej mówił, że Jordan wpłynął na jego życie w każdy możliwy sposób. I nie mógł wybrać sobie lepszego “opiekuna” na dzień wstąpienia do słynnej Galerii Sław.

Ten chłopak z Europy

Swego czasu zarówno Jordan, jak i – szczególnie – Pippen nie patrzyli na wysokiego Chorwata przychylnym okiem. Wiedzieli, że prawdopodobnie będzie ich przyszłym kolegą z drużyny. Wiedzieli aż za dobrze, bo Jerry Krause, ówczesny menadżer Bulls, zachwalał go na każdym kroku. I tylko czekał, aż Chorwat porzuci wreszcie grę w Europie na rzecz NBA. A że to zrobi – było pewne. Bo podczas występów na Starym Kontynencie wygrał wszystko, co było do wygrania. Po Euroligę, z KK Jugoplastika, sięgał zresztą aż trzy razy z rzędu – w latach 1989-1991. Potem odnosił też sukcesy w lidze włoskiej, zdobywając krajowy puchar i mistrzostwo.

Był wysokim skrzydłowym, który nieco wyprzedzał swoje czasy. Dyrygował poczynaniami ofensywnymi swoich zespołów, świetnie czuł się z piłką w rękach, potrafił występować na różnych pozycjach. Na dodatek posiadał bardzo dobry rzut, co udowodnił w meczu z Amerykanami podczas mistrzostw świata juniorów w 1987 roku, kiedy zaliczył aż jedenaście trafień trzypunktowych. Pięć lat później miał zmierzyć się, już jako reprezentant Chorwacji, a nie Jugosławii, z ekipą USA ponownie. Wtedy jednak na jego drodze stanął “Dream Team”, który miał w składzie dwóch graczy Bulls.

To jedna z najbardziej kultowych historii z olimpijskich parkietów. Pippen i Jordan zamierzali zrobić wszystko, aby zatrzymać Kukoca. Stłamsić go, nie dać mu pograć. I dokładnie to im się udało. Chorwat zdobył tylko cztery punkty, a USA pokonało Chorwację 103:70. Chciałem, by cały świat zobaczył nas w walce jeden na jednego. Mogłem zamówić Krausemu wielki telewizor – mówił potem Pippen.

Właśnie o tej sytuacji wspominał Kukoc podczas swojego przemówienia w Galerii Sław. Co ciekawe, z Pippenem starł się też dwa lata po igrzyskach w Barcelonie, kiedy był już zawodnikiem Bulls. Wszystko przez to, że podczas meczu z New York Knicks w półfinałach konferencji NBA, trener Phil Jackson rozpisał ostatnią akcję właśnie na Chorwata, a nie Scottiego. To okazało się strzałem w dziesiątkę – europejski koszykarz oddał i trafił rzut, który zapewnił jego drużynie zwycięstwo. Duma Pippena została jednak urażona. Być może jest do dzisiaj, bo ostatnio, pogrążony w żałobie po stracie syna, koszykarz oskarżył byłego trenera Bulls… o rasizm.

W 1995 roku, do zespołu, któremu liderowali Pippen z Kukocem, dołączył, czy też wrócił, Jordan. To oczywiście zmieniło sytuację Chorwata. Musiał usunąć się w cień, a przez obecność Dennisa Rodmana nie mógł nawet rozpoczynać meczów w pierwszej piątce (dopiero w sezonie 1997/1998 regularnie się w niej pojawiał). Zmieniła się zresztą nie tylko jego rola w drużynie, ale także styl gry. Z chłopaka, który brylował na parkietach Euroligi niewiele zostało. Kukoc nabrał masy, był przez to silniejszy, ale nie poruszał się z piłką tak szybko jak w przeszłości.

Choć w hierarchii mistrzowskiej ekipy z Chicago był co najwyżej czwartym najważniejszym zawodnikiem, ostatecznie w “Windy City” utrzymał się najdłużej. Jordan w końcu odszedł na emeryturę, Rodman i Pippen podpisali kontrakty z innymi zespołami, a on biegał w czerwonej koszulce do 2000 roku. Dopóki władze klubu nie wytransferowały go do Philladelphii 76ers. W NBA utrzymał się zresztą zaskakująco długo. Grał jeszcze w Atlancie Hawks, a karierę, po sezonie 2005/2006, zakończył jako 38-letni zawodnik Milwaukee Bucks. Do Europy już nie wrócił.

Dopięta klamra

O mało którym koszykarzu w historii częściej mówiono, że jest “niedoceniany”. Trudno, żeby było inaczej, skoro został przede wszystkim zapamiętany z gry w zespole, w którym na wszystkich padał cień Michaela Jordana. To, że Kukoc jest również wicemistrzem olimpijskim z Seulu, dwukrotnym mistrzem Europy, to że przez lata liderował swoim zespołom, dawno zeszło na dalszy plan. Chorwat w 1993 roku trafił do Stanów Zjednoczonych. A teraz jest zapewne poniekąd bardziej amerykański niż chorwacki. Choć w przemówieniu w Galerii Sław nie zapomniał oddać hołdu swojemu rodzinnemu miastu, czyli Splitowi, a także obu reprezentacjom, w których występował.

Toni Kukoc przeszedł daleką drogę, aby trafić wreszcie do “koszykarskiego nieba”. Ale wreszcie jest tam, gdzie inni prekursorzy, chłopaki z Europy, które weszły przebojem do najlepszej ligi świata. Kiedy Galeria Sław otworzy się na Tony’ego Parkera czy Dirka Nowitzkiego, a w dalekiej przyszłości choćby Lukę Doncica, nikt już nie będzie mówił, że oto są ci, którzy stawiali pierwsze kroki. Bo w XXI wieku koszykówka jest już grą całego świata.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Notdrafted
Notdrafted
1 miesiąc temu

Bardzo ładnie napisane 🙂 Nagraliśmy kiedyś o nim odcinek na yt, zapraszam 🙂

https://youtu.be/6b6AdrQmi_Q

Aktualności

Kalendarz imprez