Tomasz Marczyński: Chcę wrócić na igrzyska w Tokio 2020!

Tomasz Marczyński: Chcę wrócić na igrzyska w Tokio 2020!

Wielki nieobecny mistrzostw Polski w Ostródzie koncentruje się na Tour de Pologne i Vuelta a Espana. Marzy o powrocie na igrzyska za rok by pracować dla Michała Kwiatkowskiego albo Rafała Majki. Promuje kolarstwo imprezami dla amatorów, szyje stroje do jazdy na rowerze. Człowiek instytucja z zawodowego peletonu – Tomasz Marczyński z grupy Lotto Soudal mówi jak żyć.

 

DARIUSZ URBANOWICZ: Tworzy się kultura kolarstwa szosowego. Już nie tylko zawodnicy jeżdżą na rowerach kolarskich. W internecie krążą zaproszenia na imprezy dla amatorów z Tomaszem Marczyński na czele a kawą w tle.

TOMASZ MARCZYŃSKI: Cofee ride’y zyskują coraz większą popularność zarówno wśród amatorów, jak i u zawodników zawodowego peletonu. Samo picie kawy stało się swoistym kolarskim kultem, formą spędzania czasu, nieodłącznym elementem tego sportu i kultury rowerowej. Coraz popularniejsze robią się właśnie takie spotkania na rajdach, bez ścigania, postoje na kawkę, przy tym rozmowy o kolarstwie i rowerach. Tym razem udało się zebrać ludzi ze stolicy i okolic Warszawy. To spotkanie bez rywalizacji, sposób na spędzenie dnia – zdrowo i w miłej atmosferze. Takie są założenia. Przy okazji chciałem podpromować imprezę październikową, czyli “Wyścig by Tomasz Marczyński” w Niepołomicach. Tam z kolei ci którzy chcą już się nieco pościgać, włączyć element rywalizacji będą mieli taką okazję. Lecz jeśli ktoś będzie chciał się wyczilować na pięknych, bezpiecznych trasach Puszczy Niepołomickiej, będzie miał taką okazję. Każdy znajdzie coś dla siebie. Podczas cofee ride’u nie ma ścigania. Zapraszam, 5 października, Niepołomice. Start tradycyjnie o 11:11. Ta godzina niczego nie symbolizuje, po prostu chcemy aby “Wyścig” czymś się wyróżniał, niektóre aspekty są bardziej zrozumiałe, inne mniej. Zależy nam na oryginalnej formie. Musi być nieco freaky. Mamy dwa dystanse, jeden 37 km, drugi 112 km. Muszę przyznać, że czołówka ściga się naprawdę na poważnie. Podkreślam, że są to tylko amatorzy, choć bardzo zaawansowani amatorzy. Jeśli na starcie pojawią się zawodowcy, to tylko w celach towarzyskich, aby pojechać z jakąś grupką, pogadać z ludźmi. Jechałem w ubiegłym roku z czołówką i tempo w pierwszej grupie jest naprawdę mocne. Trzeba sporo jeździć na rowerze aby się utrzymać, nie mówiąc już o zwycięstwie. Pozostali jadą sobie wedle własnych możliwości i chęci, tak jak lubią.

 

No właśnie o tym aspekcie kolarstwa chciałem z tobą porozmawiać. Profesjonalnego ścigania mamy od groma, wiosenne klasyki, wielkie toury – Giro, Tour i „twoja” Vuelta, inne wyścigi etapowe, do wyboru, do koloru. Mnóstw tego towaru mamy na rynku. Jednak wokół zawodowego kolarstwa tworzy się specyficzna “kultura szosowa”. Mówię o takich cofee ride’ach, o brevetach, o drogich rowerach, strojach i ekskluzywnych magazynach kolarskich… Z czego wynika atrakcyjność tego sportu dla zwykłych ludzi?

 

Myślę, że na poszukiwaniu połączenia przyjemnego z pożytecznym. Nie da się jeździć tylko patrząc na liczby, to mówię z perspektywy zawodowca. Czasem trzeba pojechać dla przyjemności. Sam się na tym łapię, że wyjeżdżam na treningi i jadę wedle własnego samopoczucia, a nie na określonej mocy, danym tempie, przez zadany przez trenera okres. Oczywiście są takie treningi, od których nie ma odwołania i trzeba je wykonać, ale są i lżejsze okresy. Czasem są dni, że mogę po prostu improwizować, wtedy wolę unikać jazdy ze wzrokiem wlepionym w licznik. Da się wypracować metody dobrego treningu, kiedy nie jesteś cały czas sfokusowany na cyferkach, na tym co się wyświetla, a jedziesz z dużą frajdą, czasem się pościgasz z kolegami z grupy, potem staniesz na chwilę na kawę, porozmawiasz. Stąd też inne poszukiwania. Czasem zjeżdżasz z szosy na drogi szutrowe. Nawet na dużych imprezach pojawia się coraz więcej gravela. Strade Bianche to przykład oczywisty, bo taki wyścig, ale na Tour de France jeden z podjazdów był gravelowy. W tym roku na Wyścigu Dookoła Kraju Basków dwa pierwsze etapy nie tylko z odcinkami, ale całymi rundami po szutrach. Organizatorzy wyścigów poszukują urozmaiceń, aby dać też oddech od szosy. To kwestia wyboru terenu, spotkania w jakimś szczególnym miejscu z ciekawymi ludźmi, stanąć na kawę. Wszystko to, by uniknąć nudy, poszukać urozmaicenia, by jednocześnie zachować fun.

 

Nie dla wszystkich jest wiadomym, że trening kolarskich jest bardzo żmudny. Spędzacie wiele godzin dziennie na rowerze. Dla amatorów weekendowe przejażdżki są świetną atrakcją i przyjemnym spędzeniem czasu, tak w przypadku zawodowców pretekstem do przerwania rutyny właśnie będzie poszukiwanie takich urozmaiceń.

 

Tak, choć zaznaczam, że wszyscy czerpiemy przyjemność z jazdy na rowerze. Ciężko byłoby mi wykonać taką ogromną pracę, gdybym stracił pasję i nie czerpał radości z jazdy. Wiadomo, że czasem trzeba się motywować choćby zarobkami, momentami masz mniej ochoty, albo więcej, zajawka jednak cały czas jest.

 

Ostatnio startowałem w brevecie, w którym na liście startowej było około półtora tysiąca ludzi. Jakie są twoje obserwację na temat tego ponad przeciętnego zainteresowania kolarstwem szosowym w Polsce? A druga część pytania, czy popularność jazdy na szosie wiąże się ze wzrostem kultury kierowców samochodów?

 

Tendencja jest powiększająca się. Coraz więcej ludzi jeździ na rowerach i znaczna ich część to również kierowcy, stąd rosnące zrozumienie tego co się dzieje na drodze, działa u nich wyobraźnia na temat tego co się może wydarzyć w momencie zderzenia roweru z samochodem. Myślę, że kultury na drogach jest coraz więcej. Jednak wciąż słychać o przypadkach bezmyślności.

 

Mieszkasz w Hiszpanii – to miejsce wybierane na trening przez kolarzy i triathlonistów z całej Europy. Jak tam wygląda bezpieczeństwo jazdy szosówkami w ruchu ulicznym?  

 

Myślę, że kierowcy tam są bardziej przyzwyczajeni, bo naprawdę dużo ludzi jeździ na rowerach. Ja mieszkam w Granadzie i tam jest około trzech tysięcy kolarzy, w większości albo jeżdżą amatorsko albo uprawiają triathlon. Mam wrażenie, że nastawienie kierowców i jakość dróg w Polsce mają się coraz lepiej. Przez ostatnie dziesięć lat wiele zmieniło się na duży plus. Jedyne czego nam brakuje to długich podjazdów, kilkunastokilometrowych. W moich rejonach, okolice Krakowa, Wieliczka, w kierunku Zakopanego można znaleźć fajne górki, hopki. Jeśli się chce, można naprawdę dobrze potrenować w Polsce.

 

Twoje ulubione miejsca do jazdy w kraju to…

 

Zdecydowanie lubię czilować się w Puszczy Niepołomickiej. W Polsce bywam najczęściej na koniec okresu startowego, więc mam czas na aktywną regenerację. W Puszczy Niepołomickiej faktycznie jest wytyczona runda, na którą nie mają wjazdu żadne samochody. Możesz tam spotkać tylko kolarzy, biegaczy czy ludzi na rolkach. A jeśli w ogóle zapuścisz się gdzieś na boczną ścieżkę gravelową, zostajesz tylko ty i otaczająca cię przyroda. Można spokojnie wyciszyć się, zrelaksować. To moje ulubione miejsce jeśli chodzi o przejażdżki i czilerkę.

 

Ile osób się spodziewasz na Wyścigu?

 

Określiliśmy limit na pięćset osób. Chcemy aby to była impreza dla wybranych, nie robimy imprezy masowej na kilka tysięcy osób. Staramy się nadać temu wydarzenia wymiaru elitarności. Zobaczymy na miesiąc przed imprezą, jeśli będzie naprawdę dużo chętnych może trochę wydłużymy liczbę zgłoszeń.

 

Oprócz tego, że się ścigasz w profesjonalnym peletonie, swoimi imprezami promujesz kolarstwo wśród amatorów, a znajdujesz jeszcze czas na biznes – masz firmę, która zajmuje się szyciem strojów kolarskich. Jak ty to wszystko ogarniasz?

 

To moja kolejna zajawka, która wynika z mojego głównego zajęcia. Fajnie Raso Wear się kręci, ale zaznaczam, że mam dwóch wspólników, którzy są cały czas na miejscu, kontrolują przedsięwzięcie. Ja mogę się skupić na wycinku zadań, wypuszczać kolekcję zgodną z moją stylówką, które mi się podobają jeśli chodzi o ubiór na rower. Jednocześnie zawsze chciałem, aby była to marka rzeczy naprawdę dobrej jakości. Chcę mieć przeświadczenie, że sam mogę te ciuchy założyć i jeździć w nich kilka godzin, dzień w dzień, aby nie było obciachu jeśli chodzi o stronę wizualną, ale także jeśli chodzi o komfort ich użytkowania. Wszystkie materiały, wkładki do spodenek testowałem na własnej skórze przez wiele godzin. Jeśli tylko mi coś nie pasowało, materiał krój, od razu następowały zmiany. Punkt wyjścia jest taki, że te rzeczy mają być moim zdaniem najlepsze do jazdy na rowerze. Do moich obowiązków należy również promowanie marki przez moją osobę, bo jestem w pewnym zakresie rozpoznawalny jako kolarz zawodowy. Staram się propagować firmę na rynkach południowych, w Hiszpanii i Włoszech, rozmawiam z amatorskimi grupami. Mamy też grupy zawodowe, które coraz częściej jeżdżą w naszych strojach. Oprócz tych standardowych kolekcji, wiosennej – jesiennej, kilku koszulek wypuszczanych w sezonie, zawsze puszczamy koszulkę summer edition. Robimy projekty wedle życzenia klienta,więc robi się to coraz bardziej popularne w kraju i za granicą.

 

 

Porozmawialiśmy o tematach różnych, teraz czas na sport. Dlaczego nie ma cię w Ostródzie na mistrzostwach Polski?

 

Ten start kolidowałby mi z pomysłem na drugą część sezonu. Wracam do schematu sprzed dwóch lat. Moimi głównymi wyścigami będzie Tour de Pologne i hiszpańska Vuelta. Prawdopodobnie przed TdP pojadę jeszcze Tour de Wallonie, aby troszkę się rozkręcić. Od środy trenuję w Sierra Nevada, chcę tu posiedzieć około dwudziestu dni. Nie wyrobiłbym się czasowo na mistrzostwa Polski. Mogłoby mi trochę dni na wysokości zabraknąć w dwóch najważniejszych startach w drugiej części sezonu. Niektórzy śmieją się, że wygrywałem co cztery lata i teraz znów moja kolej na koszulkę z flagą i orłem, a ja już kilka lat w niej pojeździłem, więc czas jakiegoś innego kolarza.

 

Nie żałujesz, że ucieka taka szansa?

 

Wiesz co… nie, nie żałuję. Czuję się spełniony jeśli chodzi o tytuły. Miałem okazję wygrać trzykrotnie mistrzostwa Polski ze startu wspólnego. Byłem mistrzem Polski w jeździe na czas. Czuję się rozliczony z walki o mistrzostwo kraju. Tour de Pologne i Vuelta są dla mnie ważniejszymi startami. Chcę teraz pojeździć sam, przygotować się do drugiej części sezonu.

 

W pierwotnym zamyśle miałeś jechać Giro d’Italia. Co się stało, że zmieniłeś plany?

 

Wiosną pojawiły się u mnie kłopoty z kręgosłupem i, przed oraz w trakcie klasyków ardeńskich w Belgii, miałem trochę zabiegów. Lata lecą, organizm trochę się zużywa. Decyzją szefów Lotto Soudal miałem popracować nad plecami, by trochę je wzmocnić. Nie chcieli abym w takiej kondycji kręgosłupa w jakiej byłem na wiosnę jechał trzytygodniowy wyścig. Popracowałem nad nim, mam nadzieję, że będę gotów.

 

Czy masz wyznaczoną rolę na te wyścigi?

 

Tu się nic nie zmienia, będzie jak dotąd. Jestem nieformalnym kapitanem zespołu, mimo że nie pojadę jako lider drużyny. Dużo mówię przez radio, a jeśli nie mamy kontaktu z samochodem, to ja podejmuję decyzje taktyczne. Moja ekipa Lotto Saudal bardzo to docenia. Dyrektorzy wiedzą, że mam dar czytania wyścigu od strony taktycznej i często faktycznie decyzje pozostawiają mnie. To odpowiedzialna rola, ale mi ona odpowiada. Mam jednak dostać też wolną rękę i będę chciał pojechać na swoje konto, czy to etap, a zobaczymy jak będzie z generalką na Tour de Pologne. Zatem moja rola nie ograniczy się tylko do pracy na rzecz liderów, podkreślam – będę miał wolną rękę.

 

Wiadomo, że tylko najwięksi wygrywają toury, ale ty masz na rozkładzie dwa zwycięskie etapy Vuelty. To również jest bardzo cenione. Chodzą ci po głowie kolejne zwycięstwa? Jeśli tak, to który etap?

 

Mam taką zasadę, że dopiero jak przyjadę na wyścig przeglądam sobie książkę i zastanawiam się nad przebiegiem trasy. Nie wiem jeszcze który etap mógłby mi pasować. Ja bardzo lubię improwizować, czy to w życiu, czy w kolarstwie. Lubię ścigać się na spontanie. Trafi się dzień, ukształtowanie etapu sprzyja, staram się być w odjeździe, sprawdzam, czy odjazd ma szansę i jeśli tak, to jadę wszystko co mam. Myślę, że tak będzie i w tym roku. Dlatego chcę teraz potrenować, nie mieć kontuzji. Tak, myślę, że to jest możliwe i jeśli wszystko się dobrze ułoży, jestem w stanie powalczyć o zwycięstwo etapowe. Wielkie toury są ważne, ale zwycięstwa etapowe też się ceni. Kilka lat temu przegrałem pierwszą dziesiątkę Vuelty przez kłopoty sprzętowe na jednym etapie. Skończyłem ją na trzynastym miejscu, a czternaste i dziewiąte miejsce podzieliło półtorej minuty. Na tym pechowym etapie straciłem prawie dwie. Szkoda, bo mógłbym powiedzieć, że skończyłem duży tour w pierwszej dziesiątce. Skończyłem tuż poza nią i traktuję to jako mój osobisty sukces.

 

Często w kolarstwie mówi się o wąskich specjalizacjach. Mówi się, że ktoś jest typowym robotnikiem i pracuje tylko na lidera, albo jest sprinterem, albo góralem. Czy charakterystyka kolarza może ulec zmianie? Pracuje się nad zaletami, czy jednak trzeba też szlifować te elementy, który wychodzą słabiej?

 

Ja jestem zdania, trzeba pracować nad wszystkim. Wyścig można przegrać w górach, albo na płaskim terenie, albo w czasie jazdy na czas, czy podczas wietrznego etapu na rantach. Myślę, że dlatego jestem cennym zawodnikiem dla swojej ekipy, bo potrafię wykonać swoje zadanie w różnym terenie. Jestem ważnym elementem jeśli chodzi o jazdę na rantach, czy rozprowadzanie sprinterów. Mogę też pomagać góralom w ciężkich górach, kiedy grupa z przodu jest już wyselekcjonowana. Tak samo potrafię zabrać się w odjazd i samotnie zafiniszować z małej grupki. Zawsze chciałem być zawodnikiem kompletnym i nie skupiać się na wąskich specjalizacjach.

 

Kuszą cię Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020?

 

Tak. Miło byłoby wrócić na igrzyska. To będzie dla mnie ważny punkt sezonu jeśli chodzi o przyszły rok. Zobaczymy jaka będzie sytuacja w reprezentacji Polski. Od Pekinu 2008 nie pojechałem na kolejne dwa igrzyska, więc fajnie byłoby wrócić do składu jeszcze raz przed zakończeniem kariery.

 

Jak sobie to wizualizujesz? Co byś musiał zrobić aby pojechać do Tokio? Jak musiałby wyglądać następny sezon w twoim wykonaniu?

 

Według mnie brakuje kontaktu selekcjonera z zawodnikami podczas całego sezonu, aby poczuć, że ktoś cię obserwuje, że możesz liczyć się z tym, że możesz pojechać na igrzyska. Aby wiedzieć, jak mają przebiegać przygotowania, by móc wyznaczyć sobie taki cel ze świadomością, że faktycznie możesz dostać nominację olmpijską. Zdaję sobie sprawę, że jeśli znajdę się w Tokio będę pracował na kogoś i nie pojadę na własne konto. Mamy w Polsce zawodników takich jak Kwiato i Rafał, którzy są lepsi i dla których bardzo chętnie będę pracował. Taką mam rolę w drużynie i za nią jestem doceniany. Jestem po prostu pracownikiem na rzecz liderów. Brakuje takiego kontaktu z trenerem kadry. Ostatnio było tak, że dowiadujesz się dwa tygodnie przed, że jedziesz na mistrzostwa świata, albo wręcz dowiadujesz się o tym z jakiegoś portalu. Wiem jak to działa w innych reprezentacjach, na przykład Włoch czy Hiszpanii. Tam selekcjonerzy są na wyścigach i cały czas mają kontakt z zawodnikami i ekipami. Przymierzają się bezpośrednio pod profil trasy, sprawdzają w jakiej jesteś formie. Jeśli wiesz o wszystkim wcześniej, możesz przygotować się fizycznie i mentalnie.

 

PKN ORLEN jest sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Polskiego Związku Lekkiej Atletyki oraz wielu najważniejszych mityngów w kraju oraz wyścigu Puchar Narodów.

Fot. newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez