Tomasz Bartnik – jemu strzelać nie kazano, ale i tak robi to dobrze!

Tomasz Bartnik – jemu strzelać nie kazano, ale i tak robi to dobrze!

Strzelectwo sportowe to dyscyplina, która ma w Polsce długą i piękną tradycję, ale w XXI wieku medalowy dorobek biało-czerwonych na igrzyskach olimpijskich w tym zakresie wygląda dość skromnie. Jest jednak nadzieja, że w Tokio ten los wreszcie się odmieni. Wysokie aspiracje może mieć zwłaszcza Tomasz Bartnik, który niedawno nie miał sobie równych na mistrzostwach świata i jest powszechnie typowany nawet do wywalczenia złota.

W latach dziewięćdziesiątych za sprawą Renaty Mauer-Rózańskiej przeżywaliśmy prawdziwy renesans zainteresowania pistoletami i karabinkami. Strzelano wszędzie i właściwie czym tylko się dało – nie tylko z kapiszonów na podwórkach. Trudno jednak mówić, by ten chwilowy boom przełożył się na jakąś ciągłość polskich sukcesów na najważniejszych imprezach. Pierwsza dama karabinu do dwóch medali wywalczonych w Atlancie dołożyła jeszcze złoto w Sydney i stopniowo zaczęła znikać z pierwszego planu.

W 2012 roku w Londynie na moment znów przypomnieliśmy sobie o tej dyscyplinie po tym, jak Sylwia Bogacka sięgnęła po srebro w strzelaniu z karabinu pneumatycznego z odległości 10 metrów. Przez większą część rywalizacji była nawet na prowadzeniu, ale nieco słabsze ostatnie próby sprawiły, że musiała zadowolić się drugim miejscem, które i tak było postrzegane jako ogromny sukces. Dwa lata później poszła za ciosem i zdobyła także złoto mistrzostw świata.

Takie wyniki sprawiały, że w ostatnich latach polskie strzelectwo rzeczywiście kojarzyło się głównie z kobietami. Mało kto jednak pamięta, że w Atlancie obok Mauer-Różańskiej srebro zdobył też Mirosław Rzepkowski, który startował w konkurencji strzelania śrutem do rzutków – skeecie. Większych “męskich” sukcesów trzeba jednak szukać dużo wcześniej, a te największe miały miejsce na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Józef Zapędzki najpierw wywalczył złoto w Meksyku (w kategorii pistolet szybkostrzelny), a potem obronił je w niecodziennych okolicznościach cztery lata później w Monachium.

W 1968 roku Polakowi pomogła osobliwa strategia, która dobrze obrazuje, jakie rzeczy działy się wówczas na strzelnicy. “Było wtedy bardzo hałaśliwie. Ludzie bili brawo, gwizdali. Przekonałem się o tym rok wcześniej podczas rekonesansu olimpijskiego. Żeby się do tego przyzwyczaić, przyniosłem sobie na stanowisko radio i włączałem je na cały regulator. Szybko się przyzwyczaiłem” – wspominał po latach w rozmowie z “Gazetą Wyborczą”.

Sięgając po kolejny olimpijski laur Zapędzki przekonywał, że miał po prostu szczęście. Twierdzi, że nie tyle wygrał złoto, co bardziej przegrał je Ladislav Falta –  jego główny konkurent, który długo prowadził w zawodach. Dość nieoczekiwanie triumf strzelca miał również spory wpływ na postawę drużyny Kazimierza Górskiego, który na specjalnie zwołanym zebraniu piłkarzy kazał im… wąchać krążek Zapędzkiego.

Strzelać każdy może?

Dziś realia przygotowań zarówno strzelców, jak i piłkarzy, wyglądają już zupełnie inaczej. Pozwolenie na broń w Polsce posiada około 215 tysięcy osób, a w samym związku strzeleckim jest zrzeszonych niecałe 100 tysięcy członków. Właściwie każdy może jednak spróbować szczęścia z broni klubowej pod okiem instruktora. Pistolety sportowe to takie, które nie dają możliwości strzelania ogniem ciągłym ani seryjnym. Taką broń mogą posiadać jedynie członkowie Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego.

Dużą częścią zrzeszonych w tym gronie są jednak myśliwi oraz amatorzy, którzy traktują ten sport niemal wyłącznie w ramach hobby. Poważnie pochodzących do sportowego strzelania zawodników i zawodniczek jest po kilkanaście lub kilkadziesiąt w każdej kategorii. Na tym dość skromnym tle Tomasz Bartnik wyróżnia się właściwie pod każdym względem. W cztery lata między kolejnymi mistrzostwami świata zanotował kosmiczny progres – w 2014 roku w zajął 63. miejsce w kategorii karabin pneumatyczny 60 strzałów. Cztery lata później w tej samej konkurencji był już piętnasty, ale to złoto wywalczone w kategorii karabin dowolny 3×40 strzałów odbiło się szerokim echem.

Za tą nazwą kryje się strzelanie w trzech pozycjach – klęczącej, leżącej i stojącej. Łatwo sobie wyobrazić, że wymaga to nie tylko zimnej krwi, ale także dobrego i trochę specyficznego przygotowania kondycyjnego. Zawodnicy strzelają najpierw w pozycji leżącej, potem w stojącej, a na końcu w klęczącej. W każdej oddają 40 strzałów karabinem sportowym lub standardowym.

Przed oddaniem oficjalnych strzałów w każdej postawie, oddawane są również strzały próbne na osobnych tarczach. Zgodnie z zasadami podczas samych zawodów zawodnicy powinni mieć identyczne warunki pogodowe, jednak czasami jest to po prostu niewykonalne. W praktyce nawet delikatna zmiana warunków oświetlenia lub minimalny powiew wiatru mogą zmienić wszystko.

Same zawody trwają nawet 3 godziny, podczas których nie można sobie pozwolić na choćby drobny moment rozkojarzenia. Bywa, że karabin waży nawet 8 kilogramów. W tym akurat aspekcie masa ma znaczenie – lepiej strzela się cięższą bronią, bo gwarantuje ona większą stabilność. Każda z pozycji wymaga od strzelca czegoś innego: klęcząc trzeba się liczyć z drętwiejącą nogą, z kolei leżąc dużo większy nacisk idzie na rękę. Mięśnie muszą być więc wytrenowane pod szczególnym kątem. Wcześniej mnóstwo pracy trzeba wykonać także w zupełnie innych miejscach niż strzelnica.

“Trening trwa cały dzień. Strzelectwo, choć jest statycznym sportem, wymaga dobrego przygotowania fizycznego. Może tego po nas nie widać, ale uprawiamy także inne dyscypliny. Chodzi o to, by poprawić wydolność organizmu i tzw. czucie mięśniowe. Ważnym uzupełnieniem zajęć jest pływanie, żeby podczas wzmocnić mięśnie kręgosłupa, bo ostro eksploatujemy go podczas treningu na strzelnicy. Na basenie regulujemy też oddech. Bieganie zapewnia nam lepszą wydolność. Oprócz tego prowadzimy ćwiczenia fitness. To są ćwiczenia gimnastyczne mające poprawiać głębokie czucie mięśni. W naszym sporcie nie jest istotna siła mięśni, ale ich wytrzymałość i zdolność wyczuwania, co się w nich dzieje. Chodzi o to, by podczas startu je kontrolować” – tłumaczył Tomasz Bartnik w rozmowie z “Rzeczpospolitą”.

Ile znaczy psychika?

Ważną częścią treningu są także zajęcia specjalistyczne. Polak jest w o tyle uprzywilejowanej sytuacji, że za sprawą złotego medalu ma już pewną kwalifikację olimpijską, więc może skupić na pracy u podstaw związanej z eliminowaniem mankamentów. Podkreśla, że jego najmocniejszą stroną jest coś, co trudniej wytrenować niż mięśnie – odporność psychiczna.

Pokazał to między innymi podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata, na które poleciał marząc przede wszystkim o przepustce olimpijskiej, którą mieli zagwarantowaną czterej najlepsi zawodnicy imprezy. Choć jeszcze przed końcem zawodów Bartnik wiedział, że już zdążył zrobić swoje, to i tak sięgnął potem po najcenniejsze trofeum.

– Podstawowym problemem jest czas samej konkurencji. Przez około dwie godziny muszę utrzymywać koncentrację na najwyższym możliwym poziomie. To oznacza, że trzeba dużo odpoczywać, żeby w kluczowych momentach nie zgubić tej koncentracji

– przyznał strzelec w rozmowie z „Magazynem Sportowiec”.

Na co dzień Bartnik jest zawodnikiem Legii Warszawa, gdzie trenuje pod okiem Eulalii Rolińskiej – dwukrotnej mistrzyni świata, która ma na koncie uczestnictwo w dwóch turniejach olimpijskich. Niedawno za swoją pracę została wyróżniona pieniężną nagrodą w ramach programu “Pierwszy Trener”. W kadrze narodowej naszym czołowym strzelcem opiekuje się z kolei Andrzej Kijowski – ten sam, który wiele lat wcześniej prowadził do sukcesów Renatę Mauer Różańską i Sylwię Bogacką.

Bartnik – jak wielu innych czołowych strzelców sportowych – jest także częścią sił zbrojnych RP. Strzelać zaczął w wieku 14 lat i trochę pomógł w tym przypadek. W dzieciństwie marzył o trenowaniu łucznictwa, ale miał po prostu łatwiejszy dojazd na strzelnicę Legii. Po pierwszych zajęciach przepadł i znalazł nową pasję. Przed złotem mistrzostw świata jego największym sukcesem były dwa medale Uniwersjady w Kazaniu w 2013 roku.

Dziś jego życie jest podzielone między Warszawę, Siedlce (tam ma lepsze warunki do treningów) i Bydgoszcz (jest członkiem tamtejszego Wojskowego Zespołu Sportowego). Na krajowym podwórku Bartnik jest poza zasięgiem. W konkurencji trzech postaw w sumie sklasyfikowano w tym roku trzynastu zawodników, ale tylko dziewięciu wzięło udział w przynajmniej pięciu rankingowych zawodach. Jego najpoważniejszym konkurentem w kolejnych latach może stać się 20-letni Maciej Kowalewicz, który w tym sezonie coraz częściej pokazuje się z dobrej strony nie tylko podczas zawodów juniorskich.

W wielu prognozach olimpijskich na Tokio Tomasz Bartnik wciąż jest typowany jako główny faworyt do złota, ale w tym roku na najważniejszych imprezach nie odnosi na razie wielkich sukcesów. Podczas Pucharu Świata w Monachium był czternasty, z kolei igrzyska europejskie w Mińsku ukończył na siódmej pozycji. Z poważnych testów w tym sezonie przed nim jeszcze między innymi Puchar Świata w Rio de Janeiro oraz wrześniowe mistrzostwa Europy w Lonato.

KACPER BARTOSIAK

 

 

Fot. 400mm.pl


Aktualności

Kalendarz imprez