Tokio 2021: przed nami igrzyska w podwójnej “bańce”?

Tokio 2021: przed nami igrzyska w podwójnej “bańce”?

Japonia może rozpoczynać zmagania z kolejną falą pandemii koronawirusa COVID-19 – przestrzega premier kraju Yoshihide Suga. Po raz pierwszy od sierpnia wskaźnik wykrywanych codziennie zakażeń przekroczył tysiąc, a sytuacja może wymykać się spod kontroli. W chaosie pojawił się promyk nadziei – koncert Pfizer poinformował o kolejnych sukcesach w pracach nad szczepionką. Tylko czy w kontekście zbliżających się igrzysk to aby na pewno ten upragniony przełom?

W trakcie pandemicznej zawieruchy nie było jeszcze informacji, która odbiłaby się tak szerokim echem. Jasne – informowano wcześniej o magicznych szczepionkach pochodzenia rosyjskiego i chińskiego, ale nikt w nie chyba specjalnie nie wierzył. Pfizer to jednak największa i najbardziej znana firma farmaceutyczna na świecie, która jest także giełdowym potentatem. Jeśli ktoś taki ogłasza przełom, to warto pochylić się nad sednem sprawy.

Nie idziemy na skróty w pracach nad szczepionką – potwierdził dr John Burkhardt, wiceprezes koncernu. Ogłoszono, że na trzecim etapie testów klinicznych szczepionka jest skuteczna w 90 procentach przypadków. Ujawniono, że Pfizer bada grupę ponad 40 tysięcy chętnych. Nieco ponad 40 procent osób w tej grupie to przedstawiciele mniejszości etnicznych i rasowych, którzy statystycznie przechodzą chorobę dużo gorzej.

Wciąż jest jednak sporo niewiadomych. Nikt nie wie, jak długo trwa odporność na COVID-19 po podaniu szczepionki – potrzeba czasu, by móc to dokładnie zbadać. Firma będzie monitorować stan zdrowia uczestników badań jeszcze przez dwa lata. Nie jest też pewne, jak dokładnie będzie wyglądać ochrona przed chorobą w praktyce. Możliwe, że podanie szczepionki chroni tylko przed ostrym przebiegiem zakażenia. Poważnym problemem może być także sposób transportu. Preparat trzeba przechowywać w stałej temperaturze ok. – 80 stopni Celsjusza.

Pierwsze dostępne szczepionki nie skończą automatycznie pandemii – ostrzega William Haseltine, emerytowany profesor Harvard Medical School. Naukowiec jest sceptyczny, bo wciąż nie udostępniono kompletu dokumentacji. W teorii ktoś zaszczepiony może pozostać bezobjawowym nosicielem wirusa. – Badanie nie odpowiada na pytanie, czy ta szczepionka zapobiega infekcjom i zachorowaniom – ocenia Haseltine.

47 możliwości

Mimo to giełda zareagowała z wielkim optymizmem. W górę poszły nie tylko akcje firm farmaceutycznych, ale także spółek z sektorów, które pandemia w ostatnich miesiącach mocno przetrzebiła. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na całym świecie jest obecnie badanych 47 potencjalnych szczepionek na COVID-19. Pfizer zapowiada, że pierwsze dawki będzie rozsyłać jeszcze tym roku – możliwe, że nawet pod koniec listopada.

Trzecią – najbardziej zaawansowaną fazę testów klinicznych – przechodzą także szczepionki koncernów AstraZeneca, Moderna oraz Johnson & Johnson. W Rosji zatwierdzono już dwa preparaty – Sputnik V i EpiVacCorona. W obu przypadkach wybrano jednak drogę na skróty, a szczepionki nie przeszły trzeciej fazy testów. Mimo to kilka państw wyraziło zainteresowanie zakupem takich preparatów.

Nie do końca sprawdzona była również chińska szczepionka, która powstała w koncernie Sinovac. Trzecią fazę testów chciała przeprowadzić Brazylijska Narodowa Agencja Kontroli Zdrowia (Anvisa), ale proces został zawieszony po śmierci jednego z ochotników. Okoliczności nie są znane, ale Brazylia desperacko potrzebuje remedium – z liczbą ponad 5,5 miliona przypadków w światowych tabelach zakażeń ustępuje tylko Stanom Zjednoczonym i Indiom.

Nadciąga trzecia fala?

Rozwojowi wydarzeń bacznie przygląda się także Japonia. W piątek ostrzeżenie w parlamencie wystosował premier Suga. Martwią się również gubernatorzy poszczególnych prefektur. 7 i 8 listopada liczba wykrytych zakażeń w całym kraju przekroczyła tysiąc. W samym Tokio wykryto blisko 1/3 wszystkich zakażeń dla kraju.

W praktyce nadeszła trzecia fala – ocenił Hideaki Omura, gubernator prefektury Aichi. Ostatni raz bariera tysiąca zakażeń została przekroczona w sierpniu. Wcześniej wprowadzono stan wyjątkowy, który w kwietniu rzeczywiście przełożył się na poprawę sytuacji. Dlaczego? Japończycy zdali sobie sprawę z powagi sytuacji i przestrzegali zaleceń.

Udało nam się ustalić, że tydzień po wprowadzeniu stanu wyjątkowego ruchliwość ludzi spadła o połowę. To z kolei doprowadziło do 70-procentowego spadku w kontaktach społecznych – tłumaczył Takahiro Yabe z Uniwersytetu Tokijskiego. Do takich wniosków doprowadziła między innymi zakrojona na szeroką skalę analiza danych lokalizacyjnych telefonów komórkowych należących do mieszkańców Tokio.

Jak te informacje mają się do zaplanowanych latem 2021 roku igrzysk? Podejście polityków nie zmieniło się w ostatnich tygodniach. Wciąż dominuje pogląd, że zawody “muszą odbyć się za wszelką cenę”. Takiego określenia użył we wrześniu Seiko Hashimoto – minister do spraw przygotowań olimpijskich. Od wielu miesięcy prowadzone są analizy uwzględniające różne scenariusze rozgrywania imprezy.

Bańka, ale jaka?

Jedną z opcji jest stworzenie odciętej od świata “bańki”. Ten pomysł był odtwarzany w trakcie pandemii między innymi przez promotorów sportów walki oraz przez władze NBA. Przed rozpoczęciem fazy play-off zawodnicy i sztaby szkoleniowe 22 drużyn zostały skoszarowane w ogromnym kompleksie należącym do parku rozrywki Walta Disneya. Koszt takiej zabawy według amerykańskich mediów wyniósł od 150 do 200 milionów dolarów. Sezon udało się dograć, ale wyniki oglądalności pozostawiały sporo do życzenia. Stworzenie olimpijskiej “bańki” dla ponad 11 tysięcy sportowców to wyzwanie jeszcze większego kalibru.

Na stole są różne opcje – jedna z nich zakłada, że uczestnicy igrzysk przylecą do Tokio miesiąc przed inauguracją zawodów. Na miejscu przejdą kwarantannę i będą mieli czas, by odnaleźć się w nowych warunkach. O jeszcze innej potencjalnej możliwości opowiedział dr Jonathan Finoff – szef sztabu medycznego Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego (USOC) oraz Amerykańskiego Komitetu Paraolimpijskiego (USOPC).

Możliwe, że będziemy musieli stworzyć swoistą “bańkę w bańce” i odciąć naszych sportowców od reszty świata. Można ich poddać kwarantannie 2 tygodnie przed wylotem – tak zminimalizujemy ryzyko zakażenia. Testy zostałyby potem powtórzone już na miejscu. Warto rozważyć czarterowanie prywatnych samolotów. To lepsze niż loty komercyjne, podczas których ludzie są bardziej narażeni na zakażenie – przekonuje Finoff.

“Bańka wewnątrz bańki” to koncepcja, która dopiero się klaruje. Kierunek wydaje się słuszny. Odcięcie sportowców od reszty świata to dopiero początek – trzeba też zrobić wszystko, by zminimalizować ryzyko rozsiania zakażeń wewnątrz głównej “bańki” jeśli koronawirus w jakiś sposób jednak się tam dostanie.

Restrykcje wciąż obowiązują

To jednak tylko część większego obrazu. Jak rozwiązać problem dotyczący obecności widzów? Tu również nie widać satysfakcjonującego rozwiązania. Wszyscy chcieliby ich obecności na olimpijskich arenach, ale z wielu względów wydaje się to trudne do wyobrażenia. Fani ostatnio są najczęściej dopuszczani do oglądania sportu na żywo w reżimie sanitarnym – wypełniając zaledwie część obiektu i zakrywając twarz. Uczestnicy igrzysk na wszelki wypadek próbują przygotować się najgorsze…

Nie wyobrażam sobie, że uda się przeprowadzić te zawody bez ekstremalnych procedur. Zwłaszcza w Tokio, gdzie gęstość zaludnienia jest tak wysoka – to za duże ryzyko. Szykuję się na pełen lockdown w bańce, a potem postaram się zrobić co do mnie należy w basenie. Jeśli przygotuję się na taki scenariusz, to każda lepsza opcja będzie małym zwycięstwem – tłumaczył Adam Peaty, złoty medalista igrzysk z Rio.

Na ten moment granice Japonii są praktycznie zamknięte dla osób przylatujących z ponad 150 państw. Na liście są Stany Zjednoczone, Kanada, Malezja, Filipiny oraz liczne kraje z Europy. Jeśli ktoś jakimś cudem dostał się do Kraju Kwitnącej Wiśni, to na lotnisku czeka go test na koronawirusa, którego wyniki powinny się pojawić po 2-3 godzinach. Nawet przy negatywnym wyniku trzeba się poddać 2-tygodniowej izolacji.

Wyjątek dotyczy świata biznesu. Podróżujący z Singapuru, Korei Południowej i Wietnamu nie muszą się poddawać izolacji jeśli test nie dał wyniku pozytywnego. Podobnie jak pozostali muszą podać plan zajęć oraz zainstalować aplikację pozwalającą namierzać sieć kontaktów. Przez dwa tygodnie nie mogą także korzystać z transportu publicznego.

Bach poza kolejką?

Przy takich restrykcjach naprawdę trudno sobie wyobrazić pojawienie się w kraju tłumu kibiców. Kolejne kroki nie są określone, a plany wpuszczenia do Japonii turystów zostały przełożone na wiosnę 2021 roku. Według “Kyodo News” już niedługo może zostać ogłoszona nowelizacja przepisów, która wyłączy z obowiązujących regulacji część sportowców. Oczywiście na miejscu odnotowano dobre wieści w sprawie potencjalnej szczepionki. Mimo to Japończycy starają się tonować entuzjazm i skupiają się na tym, na co mają realny wpływ.

Komitet Organizacyjny podziela radość i ulgę reszty społeczeństwa. Nie myślimy jednak o szczepionce, bo na razie jej nie mamy. Skupiamy się na testowaniu, zasadach społecznego dystansowania oraz współpracy ze sportowcami i udziałowcami. Robimy co możemy, by stworzyć bezpieczną przystań do rozegrania igrzysk – przyznał Hidemasa Nakamura, członek Komitetu Organizacyjnego.

W najbliższych dniach Japonię mimo zakazów odwiedzi niezwykle wpływowy gość. Thomas Bach – prezydent Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) – zamierza spotkać się z premierem Sugą, który kilka miesięcy temu zastąpił na stanowisku Shinzo Abe. Według nieoficjalnych informacji panowie rozmawiali do tej pory tylko raz – kwadrans przez telefon, tuż po nominacji polityka. Teraz chcą się lepiej poznać, ale w agendzie spotkania mają się znaleźć również różne warianty rozegrania igrzysk.

Niewykluczone, że panowie porozmawiają też o budowie dodatkowej kliniki, która miałaby pomóc walczyć z potencjalnymi skutkami zakażeń. Taki obiekt ma stanąć w olimpijskiej wiosce obok szpitala. Japońskie media określają ten pomysł mianem swoistego “centrum leczenia chorób zakaźnych”, choć oczywistą specjalizacją byłaby walka z koronawirusem.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Luas
Luas
16 dni temu

W Japonii wykonują bardzo mało testów. Na 10000 mieszkańców w Polsce przypada 10, w Niemczech 20, a we Francji 30 testów. W Japonii tymczasem 2 i to po zaokrągleniu w górę.

Aktualności

Kalendarz imprez