Tokio 2021: optymizm po japońsku. Co na to fakty?

Tokio 2021: optymizm po japońsku. Co na to fakty?

Gospodarze kolejnych igrzysk olimpijskich nie tracą wiary, że imprezę uda się zorganizować latem 2021 roku – zgodnie z ostatnim planem. Te zapewnienia pojawiają się mimo przyspieszenia pandemii koronawirusa COVID-19, co obserwujemy w ostatnich dniach zwłaszcza w Europie. Spójny japoński przekaz to efekt nowej strategii, która ma związek z politycznymi roszadami oraz obiecującymi wskaźnikami w samym kraju i okolicach.

Zgodnie z obawami jesień przynosi chyba kolejną falę zachorowań. W Polsce właściwie każdy nowy dzień przynosi rekord w liczbie zakażonych – w piątek stwierdzono 2292 takich przypadków. Sąsiedzi nie mają lepiej – kilkadziesiąt godzin wcześniej ogłoszono, że Czechy i Słowacja zamierzają ogłosić stan wyjątkowy. Granice pozostają wprawdzie otwarte, ale władze chcą wprowadzić szereg restrykcji dotyczących między innymi zasłaniania twarzy w miejscach publicznych oraz ograniczenia liczby uczestników imprez masowych.

Z danych epidemiologicznych i modeli matematycznych wynika, że tempo wzrastania epidemii w całej Europie rośnie. Ten cykl trwa około sześciu do ośmiu tygodni. Po szybkim wzroście dochodzi do pewnego przesilenia – mniej więcej cztery tygodnie od początku fali. W naszym wypadku byłby to koniec września. Około 15 października i później należy się spodziewać powolnego wygaszenia tej fali – ocenił w piątek w TVN24 dr Paweł Grzesiowski, immunolog i ekspert ds. profilaktyki zakażeń.

Wzrost zakażeń może być powiązany z początkiem tzw. “sezonu grypowego”. Nowy wirus nie napotyka żadnych barier – nikt nie jest na niego odporny. Pewną barierą mogą stworzyć “ozdrowieńcy” – ci, którzy zetknęli się z chorobą na przykład wiosną. Nie wiadomo jednak ile jest takich osób – według ostrożnych szacunków to około 5 proc. społeczeństwa. Dodatkowa wątpliwość dotyczy tego, jak długo utrzymują się przeciwciała pozwalające zwalczyć ponowną infekcję.

Lek czy blef?

Inna sprawa, że nie wszyscy, którzy pokonali COVID-19, mogą liczyć na takie wsparcie. Już w kwietniu Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że także w tej kwestii ilości wytworzonych przeciwciał nie ma reguły – to kwestia indywidualna. Osocze ozdrowieńców może stać się jednak fundamentem leku, który w dłuższej perspektywie pomoże stawić czoła pandemii. Pod koniec września firma Biomed-Lublin na konferencji prasowej ogłosiła, że powstał “polski lek na COVID”.

“Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Polska już za parę miesięcy będzie pierwszym krajem na świecie posiadającym skuteczny lek neutralizujący koronawirusa” – zapowiedziano. Szybko pojawił się jednak szereg wątpliwości. Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że preparat nie jest lekiem tylko “kandydatem na produkt leczniczy”, który jest dopiero na początku ścieżki badawczej.

W tym wszystkim zaczął się liczyć jeszcze dodatkowy kontekst… giełdowy. Po szumnych i obiecujących zapowiedziach ceny akcji spółki błyskawicznie skoczyły, a sprawą zainteresowała się nawet Komisja Nadzoru Finansowego (KNF). Lek powstający na bazie osocza ozdrowieńców to tylko jeden z pomysłów na powstrzymanie pandemii. Duże nadzieje wciąż są wiązane ze szczepionką. Chociaż preparat jeszcze nie powstał, to Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) już myśli o tym, jak go rozdysponować.

W środę Tedros Ghebreyesus – szef WHO – podczas sesji Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) poinformował o rozwoju programu COVAX. Jego celem ma być masowa dystrybucja szczepionek – do końca 2021 roku planuje się dostarczyć 2 miliardy dawek. Do inicjatywy przystąpiło już ponad 160 państw, a lista stale się wydłuża.

Sportowcy pod specjalnym nadzorem

Świat sportu po długiej pandemicznej przerwie próbuje stawać na nogi na różne sposoby. W tym tygodniu rozlosowano grupy Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Rozgrywki krajowe funkcjonują trochę w myśl zasady “prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu”. Miejscowe paraliże pojawiają się coraz częściej. Wcześniej w innych klubach pojawiały się pojedyncze przypadki, które najczęściej szybko izolowano.

W Polsce w ostatnich dniach problemy ma Pogoń Szczecin – tam pojawiło się ognisko zakażeń z aż 34 pozytywnymi testami. We Włoszech podobny los spotkał zawodników Genoi – tam wykryto 14 przypadków. W niedzielę klub rywalizował na boisku z Napoli, a po po pięciu dniach potwierdzono koronawirusa u Piotra Zielińskiego i jednego z pracowników. Sandra Zampa – podsekretarz we włoskim ministerstwie zdrowia – wezwała do zawieszenia rozgrywek Serie A, ale na to się przynajmniej na razie nie zanosi.

Nowa jednostka chorobowa dotarła też do prawdopodobnie najpilniej strzeżonego człowieka na świecie – Donalda Trumpa. Prezydent Stanów Zjednoczonych w ostatnich dniach wielokrotnie wyrażał sceptycyzm względem obowiązujących procedur bezpieczeństwa. Podczas ostatniej debaty nawet próbował podszczypywać Joe Bidena, który regularnie pojawia się w miejscach publicznych zamaskowany.

Amerykanie są także wstrząśnięci śmiercią młodego sportowca. Jamain Stephens junior miał 21 lat i dobre geny – jego ojciec grał nawet w NFL. Chłopak mierzył ponad 190 cm, ale ważył ponad 150 kilogramów i był ważną częścią drużyny uniwersyteckiej w Pensylwanii. Po zakażeniu trafił na oddział, gdzie niespodziewanie po kilku dniach zmarł. Autopsja pokazała, że wskutek zakażenia nowym wirusem powstał zator, który doprowadził do przerostu prawej komory serca.

Rozumiem, że to miliardowy biznes, ale żaden biznes nie jest wart tego, by ryzykować życiem tych chłopców – opowiadała załamana matka Stephensa. Ojciec poszedł jeszcze dalej – porównywał bagatelizowanie wpływu koronawirusa na młode organizmy do długoletniego ignorowania obrażeń mózgu, z czym sam się zetknął grając w futbol na najwyższym poziomie.

Eddie wraca do domu

Koronawirus dotknął też bezpośrednio najprężniej działającego bokserskiego promotora. Eddie Hearn – po serii gal organizowanych na przełomie sierpnia i września w ogródku imponującej rodzinnej posiadłości – chce wrócić z kolejnymi kameralnymi imprezami. Już w niedzielę w ringu ma się pojawić Joshua Buatsi (12-0, 10 KO) – jedna z wschodzących gwiazd brytyjskiego boksu.

Na początku tygodnia promotor skoszarował uczestników w jednym z hoteli w Milton Keynes – niewielkim mieście położonym niedaleko Londynu. Wszyscy byli regularnie poddawani badaniom i wydawało się, że sprawy zmierzają w dobrym kierunku. W czwartek pojawił się jeden pozytywny test – właśnie ten Hearna. “Na szczęście pozostałe inny osób testy dały wynik negatywny. Wracam do domu i będę odpoczywał” – napisał promotor w mediach społecznościowych.

Sytuacja różni się na poszczególnych kontynentach i w konkretnych krajach. Jeszcze w połowie sierpnia liczba aktywnych przypadków COVID-19 w Japonii przekraczała 16 tysięcy. Od tamtej pory zaczęła jednak spadać i dziś oscyluje na poziomie około 6 tysięcy. Spadła także liczba wykrywanych przypadków. Obecnie to około 500-600, a niecałe dwa miesiące temu było ich nawet 3 razy więcej.

Walka z koronawirusem w Japonii ma jeszcze jedną charakterystyczną cechę – relatywnie niską śmiertelność. To zresztą coś, co łączy wiele krajów regionu. Skąd się to bierze? Wysoki standard służby zdrowia może mieć z tym coś wspólnego, ale politycy patrzą trochę inaczej. Shinzo Abe – który niedawno ustąpił ze stanowiska premiera – mówił wręcz o “japońskim modelu” walki z zakażeniem.

Cechy charakterystyczne? Przede wszystkim… posłuszne społeczeństwo. Nikogo nie trzeba nakłaniać do noszenia maseczek – to powszechna praktyka. Japończycy z sukcesami identyfikują także ogniska zakażeń. Analizują nie tylko późniejsze ruchy nosicieli wirusa, ale odtwarzają ich wcześniejsze ścieżki. Dzięki temu docierają do osób, które mogły być potencjalnymi źródłami zakażenia.

Te wszystkie mniejsze i większe sukcesy pozwalają myśleć z pewną dozą optymizmu o przyszłorocznych igrzyskach. – Będziemy w stanie zorganizować te zawody bez względu na to, co się wydarzy – zapewnił niedawno Yoshiro Mori, szef komitetu organizacyjnego imprezy. Yoshihide Suga – nowy premier – dodał, że władze państwowe nadal będą wspierać tę inicjatywę. – Chcemy pokazać w ten sposób, że ludzkość poradziła sobie z pandemią. Nie będziemy żałować środków na to, bym mógł przywitać was na bezpiecznych zawodach – przyznał polityk.”

Kolarstwo świeci przykładem

Analizy i dyskusje wciąż trwają. Niedawno pojawiła się lista 50 usprawnień, które zostały zaakceptowane podczas internetowego spotkania komisji koordynacyjnej Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) i komitetu organizacyjnego. Ustalono na przykład, że nie dojdzie do tradycyjnej ceremonii powitalnej zawodników w wiosce olimpijskiej. O kilkanaście procent zmniejszono także liczbę oficjeli, którzy mieli wziąć udział w igrzyskach i paraigrzyskach.

Ostrożnym optymizmem podzielił się z mediami także Thomas Bach. Zainspirowało go… kolarstwo. – Sukces Tour de France i kolarskich mistrzostw świata dodał nam pewności. To kolejny przykład z ostatnich miesięcy, że można przeprowadzić wielką sportową imprezę w bezpiecznym środowisku nawet bez szczepionki – ocenił najważniejszy człowiek w MKOl.

To nie będą “pandemiczne igrzyska”. To będą zawody dostosowane do realiów świata po pandemii koronawirusa. Wszyscy musimy się zaadaptować do tych warunków. Pewnego wpływu nie da się ukryć, ale igrzyska zachowają swój charakter. Mają być imprezą, które jednoczy cały świata. Wszyscy poczują olimpijskiego ducha, ale będzie on nieco inny niż do tej pory – przewiduje Bach.

Interpretując te wszystkie pozytywne sygnały trzeba pamiętać o wielkiej roli wiary. Znamy to nie tylko z pamiętnej analizy Parisa Platynova, ale także z przykładu przytoczonego na początku tekstu “polskiego leku na koronawirusa”. Organizatorzy igrzysk poruszają się w środowisku, które ze względu na wszystkie okoliczności związane z pandemią stopniowo zaczęło być coraz mniej przychylne wobec tej inicjatywy.

Na przełomie czerwca i lipca w japońskich mediach opublikowano wyniki dwóch sondaży. Pierwszy pokazał, że aż 77 proc. pytanych nie wyobraża sobie, by igrzyska można było rozegrać w 2021 roku. Drugi był chyba jeszcze bardziej alarmujący – aż 2/3 sponsorów zaangażowanych w organizację zawodów nie było przekonanych, że ich firmy będą w stanie podołać kosztom związanych z nieplanowanym rocznym opóźnieniem.

Trzeba jednak pamiętać, że badania przeprowadzono w momencie, gdy poziom zakażeń w Japonii rósł. Ostatnie dane mogą dawać nadzieję, a ciekawym przykładem jest położony niedaleko Tajwan. Reakcja tego wyspiarskiego kraju jest stawiana za przykład. Audrey Tang – minister cyfryzacji – potrafiła stworzyć sprawnie funkcjonujący system naczyń połączonych. W ten sposób najpierw udostępniono maseczki wszystkim potrzebującym. Potem ponad ćwierć miliona obywateli poddano “cyfrowej kwarantannie”.

Jeśli dana osoba opuści “elektroniczne ogrodzenie” swojego miejsca pobytu, to uruchamia się alarm. Kiedy smartfon zostanie wyłączony lub wyczerpie się bateria, to na miejsce wysyłana jest policja. Dla tych, którzy pozostają w kwarantannie, przewidziana jest wypłata 33 dolarów dziennie. Jeśli złamiesz kwarantannę, to musisz zapłacić tysiąc razy więcej – tłumaczy Tang.

Można się z tym zgadzać lub nie, ale nie sposób odmówić tajwańskiemu mechanizmowi skuteczności. Skoordynowanie działań na wielu płaszczyznach może przynieść efekty także w Japonii, która przecież też jest wyspą. Mimo wszystko warto trzymać się ziemi – to jednak kraj, który zamieszkuje około 5 razy więcej ludności niż Tajwan…

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez