Tokio 2021? Eksperci ostrzegają: nie tak prędko…

Tokio 2021? Eksperci ostrzegają: nie tak prędko…

Mija miesiąc od decyzji, która wywróciła sportowy kalendarz do góry nogami. Wymykająca się spod kontroli epidemia koronawirusa COVID-19 zmusiła Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) do przełożenia igrzysk olimpijskich o rok. Decyzję przyjęto z ulgą. Podkreślano, że może i była bezprecedensowa, ale przede wszystkim konieczna. Gdy po kilku dniach świat wrócił do walki z nowym zagrożeniem, za zamkniętymi drzwiami wciąż sypały się iskry. Odległy wówczas termin nagle zaczął stawać się coraz bardziej realną perspektywą, prowokując wiele trudnych pytań. Nieoczekiwanie pojawił się też inny problem – nie ma chętnych do poniesienia finansowej odpowiedzialności w związku z przełożeniem zawodów.

Japończycy najpierw do samego końca walczyli o to, by przekonać świat, że latem wszystko wróci do normy i igrzyska będą mogły odbyć się zgodnie z planem. Potem gospodarze z żelazną konsekwencją podkreślali, że u nich epidemia jest właściwie opanowana i na pierwszy rzut oka wydawało się, że faktycznie mogą mieć rację. W tamtym momencie mieli potwierdzonych około tysiąc przypadków, a namierzanie i gaszenie kolejnych ognisk szło wyjątkowo sprawnie. Gdy w innych krajach wykresy zachorowań nagle wystrzelały w górę, w Japonii było płasko i w miarę stabilnie. Do czasu… 

W ostatnich tygodniach wszystko się posypało. Standardowe kilkadziesiąt nowych zachorowań dziennie nagle zamieniło się w kilkaset – z jednorazowym rekordem na poziomie 743 zakażonych. Łączna liczba przypadków niedawno przekroczyła 11 tysięcy, a tempo wciąż nie słabnie. Sytuacja zrobiła się na tyle ciężka, że w Fukushimie zabrano z wystawy olimpijski znicz. Nowe przypadki zdiagnozowano niedawno także w siedzibie organizatorów igrzysk, która wciąż zatrudnia blisko cztery tysiące osób. Większość z nich i tak od dawna pracuje już w trybie zdalnym.

Na japońskiej mapie koronawirusa Tokio jest niestety zdecydowanym liderem. Blisko 1/3 wszystkich przypadków pochodzi właśnie ze stolicy. To jedna z siedmiu prefektur, w których wprowadzono niedawno stan wyjątkowy. Mogłaby to pewnie być jedna z wielu pandemicznych ciekawostek ostatnich tygodni gdyby nie to, że na miejscu już pojawiają się głosy, że w świetle tych wydarzeń kraj może nie być gotowy na igrzyska nawet w 2021 roku. 

– Sama Japonia być może okiełzna tę chorobę do lata 2021 roku. Ale nawet jeśli to się uda to nie sądzę, że to samo będą mogły o sobie powiedzieć inne kraje. Na ten moment jestem pesymistą w temacie igrzysk – chyba że przeprowadzi się je w zupełnie innych warunkach, z ograniczoną liczbą dyscyplin i bez widzów – ocenił specjalista do spraw chorób zakaźnych z uniwersytetu w Kobe Kentaro Iwata.

Przełożyć przełożone igrzyska?

Oficjalnie kolejna zmiana terminu nie wchodzi jednak w grę. Yoshiro Mori – przewodniczący komitetu organizacyjnego igrzysk – zdradził niedawno, że namawiał premiera Japonii na to, by od razu przełożyć imprezę na 2022 rok, który wydawał się ze wszech miar  bezpieczniejszą opcją. Jego zdaniem wybór bliższego terminu był politycznym ryzykiem, na które w pełni świadomie zdecydowali się rządzący.

W sceptycznym tonie wypowiedział się niedawno w tym temacie także Dick Pound – członek MKOl z najdłuższym stażem, który nie szczypie się w język i często wychodzi przed szereg mówiąc niepopularne rzeczy. To właśnie on pierwszy ogłosił, że igrzyska zostaną przełożone na 2021 rok, gdy wszyscy wokół mówili o jeszcze kilku tygodniach potrzebnych do ostatecznego namysłu. Tym razem podzielił się szczegółami dotyczącymi tej decyzji. Jego zdaniem dłuższe oczekiwanie na zawody może być dla organizatorów nie do udźwignięcia głównie ze względu na pogarszającą się sytuację gospodarczą w kraju. 

– Japończycy powiedzieli nam, że jeszcze przez rok są w stanie utrzymać piłkę w grze, ale nie dłużej niż przez ten okres. Mamy nadzieję, że wspólnie doprowadzimy do niezapomnianej imprezy w 2021 roku. Wszyscy potrzebujemy, by po burzy wyszło słońce. Powrót do normalności po jednym z największych zagrożeń dla ludzkości w towarzystwie młodzieży z całego świata będzie czymś symbolicznym – uważa Pound. 

 Wirusolodzy obawiają się jednak drugiej fali zachorowań, do której może dojść jesienią 2020 roku przy kolejnym sezonie grypowym. W kontekście rozegrania igrzysk latem 2021 roku obraz sytuacji mogłoby zmienić pojawienie się sprawdzonego lekarstwa lub szczepionki. Słodko-gorzkie informacje na ten temat przekazała niedawno profesor Devi Sridhar, specjalistka do spraw zdrowia publicznego z Uniwersytetu Edynburskiego.

– Jeśli w ciągu roku pojawi się szczepionka, igrzyska w Tokio w 2021 roku będą mogły się odbyć zgodnie z planem. Słyszę od naukowców, że to całkiem możliwe. Jeszcze do niedawna zakładałam, że cały proces potrwa rok lub półtora, ale są szanse, że zajmie to mniej czasu. Szczepionka zmieni wszystko i będzie prawdziwym przełomem, który pozwoli myśleć o bezpiecznym przeprowadzeniu zawodów. Bez niej plan zorganizowania igrzysk latem 2021 roku wygląda jednak mało realistycznie – oceniła. 

Temat igrzysk powraca jak bumerang także w kontekście biznesowym. Spora w tym zasługa kuriozalnego komunikatu ze strony MKOl-u, który kilkadziesiąt godzin temu pojawił się na stronie organizacji. Po burzliwej reakcji gospodarzy został usunięty, ale mleko zdążyło się rozlać. W debacie pojawił się dzięki temu kolejny gorący kartofel – okazuje się, że wciąż nie wiadomo, kto poniesie większość kosztów związanych z przełożeniem imprezy. Absurd to mało powiedziane – wygląda na to, że japoński rząd i MKOl znalazły się w klinczu, który przypomina kadr z dwoma Spider-manami wskazującymi na siebie nawzajem. 

Przełożenie igrzysk zostało podyktowane troską o zdrowie. Zadaniem MKOl będzie teraz wskazanie głównych wyzwań związanych z nowym terminem i skalą kosztów. Premier Shinzo Abe zgodził się na pokrywanie wydatków tak jak miało to mieć miejsce w przypadku rozegrania igrzysk w 2020, a MKOl wciąż będzie miał w tym swój udział. Według naszych obliczeń nowe wydatki zamkną się w kwocie kilkuset milionów dolarów – głosił komunikat zamieszczony kilkanaście godzin temu na stronie komitetu.

Wioska olimpijska dla bezdomnych?

Dziś nie ma po nim już żadnego śladu. Zamiast tego pojawiło się lakoniczne sprostowanie, które mówi o “ponoszeniu wspólnej odpowiedzialności finansowej”. Więcej szczegółów powinniśmy poznać w najbliższych miesiącach – obie strony powołały wspólny komitet, który ma zająć się ustaleniem ekonomicznych szczegółów dotyczących przełożenia igrzysk. Pewne jest jedno – gdy przyjdzie do rozliczania dodatkowych wydatków, nikt nie będzie zanadto zadowolony.

A część obiektów olimpijskich jest już przecież gotowa. Do wioski olimpijskiej zawodnicy mogliby się wprowadzić nawet jutro, ale obiekty na razie straszą pustkami. W związku z tym pojawiła się niedawno petycja, by wykorzystać budynki w nieco innym celu – zapewniając pomoc tym, którzy na skutek kryzysu związanego z epidemią stracili domy. Pod takim wnioskiem złożono już ponad 50 tysięcy podpisów. 

Według różnych szacunków na ulicach Tokio przebywa nawet do pięciu tysięcy osób, które nie mają gdzie wrócić na noc. Wioska z kolei jest gotowa na przyjecie 17 tysięcy sportowców. Niewykluczone, że zostanie wykorzystana w jeszcze innym celu – jako punkt gdzie kierowane będą osoby wyznaczone do odbycia obowiązkowej kwarantanny. Formalne decyzje w tej kwestii jeszcze nie zapadły, ale są spodziewane na dniach.

Na stole leżą nie tylko kwestie finansowo-mieszkaniowe, ale także sportowe. Według ustaleń MKOl kwalifikacje do wszystkich dyscyplin udało się rozegrać dopiero w nieco ponad połowie. Teraz kalendarz trzeba ułożyć na nowo, a niektóre przypadki wymagają solidnej analizy. Bokserski turniej kwalifikacyjny w Londynie dla pięściarzy z Europy został przerwany po paru dniach, a u kilku uczestników zdiagnozowano zakażenie koronawirusem. Nie wiadomo, kiedy i na jakich zasadach rywalizacja miałaby zostać wznowiona. 

Zapowiada się na to, że najbliższych tygodniach dojdzie do wielu ważnych spotkań na szczytach władzy, które pozwolą doprecyzować najbardziej palące kwestie. Jednym z mniej ważnych tematów będą też ceremonie otwarcia i zamknięcia igrzysk, które zostały rozpisane już przed wieloma miesiącami. Problem w tym, że zdaniem gospodarzy są już nieaktualne i powinny zawierać odniesienia do pandemii. Marco Balich – producent wykonawczy obu ceremonii – ma współpracować ze specjalną komisją, powołaną przez Japoński Komitet Olimpijski, by wprowadzić w scenariuszu odpowiednie zmiany. Na tym może się jednak nie skończyć – koronawirus zdążył już mocno namieszać w sportowych realiach, ale nie można wykluczyć, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez