Tokio 2021? Bez problemu! Olimpijczycy, którzy przedłużyli karierę dla igrzysk

Tokio 2021? Bez problemu! Olimpijczycy, którzy przedłużyli karierę dla igrzysk

Plan był jasny i klarowny – igrzyska w Tokio miały być ich ostatnim przystankiem. Wisienką na torcie, ukoronowaniem kariery. Niektórzy zamierzali powalczyć podczas nich o medal, dla innych liczył się głównie sam udział. Wszystko pokrzyżowała pandemia, która doprowadziła do przełożenia igrzysk. Plany tych olimpijczyków się jednak nie zmieniły. Przed wami zestawienie zawodników, którzy postanowili odłożyć myśli o zakończeniu kariery na jeszcze jeden rok.

Wyjątkowy weteran

Pod koniec grudnia oznajmił, że nadchodzący sezon 2020 będzie jego ostatnim w profesjonalnym tenisie. Leander Paes wiedział, że ten moment musi prędzej czy później nastąpić. Czterdziestka wybiła mu już dawno. Ba, coraz mocniej zbliżał się do pięćdziesiątych urodzin. Impreza w Tokio wydawała się idealnym momentem, aby ostatecznie zawiesić rakietę na kołku. Szczególnie że jego forma powoli zaczynała słabnąć – w 2019 roku wypadł z pierwszej setki deblowego rankingu. Po raz pierwszy od dziewiętnastu lat.

Trudno o wielu przedstawicieli tej dyscypliny, którzy mogliby się pochwalić taką długowiecznością. Paes profesjonalną karierę rozpoczął w 1991 roku. Swój pierwszy wielkoszlemowy triumf odniósł w 1999 roku (jeszcze wcześniej, w Atlancie, zdobył brązowy medal igrzysk). Ostatni? Czternaście lat później. W sumie po największe tenisowe laury sięgał aż osiemnastokrotnie. Należy do niego również rekord w liczbie zwycięstw (czterdzieści dwa) w deblowym Pucharze Davisa.

Co tu dużo mówić – z tak bogatym dorobkiem Hindus mógłby powiedzieć “dość” już lata temu. Ale Tokio nie zamierzał odpuścić. Informacja o przesunięciu igrzysk mogła jednak niewątpliwie wzbudzić niepokój w sercach jego fanów. Rok to szmat czasu, szczególnie dla 47-letniego sportowca.

Leander Paes (z prawej) i Radek Stepanek po zwycięstwie w US Open 2013. Fot. Newspix

Pod koniec marca Paes wypowiedział się publicznie. I nie zadeklarował, że na pewno będzie grał dalej, ale mocno o tym myśli: – Wraz z moim zespołem bardzo się nad tym zastanawiamy. Mój ojciec głośno zachęca mnie, żebym pograł dłużej. Zna mnie doskonale i wie, że kiedy już zakończę karierę, to nie będzie powrotu – mówił dla ESPN.

Ostatecznie Hindus uznał, że skoro jego kariera już i tak tyle potrwała, to nie może skończyć się w taki sposób. Z drugiej strony, do Paryża kontynuować swoich zmagań nie zamierza. A ma pewne wątpliwości, czy impreza w Tokio faktycznie dojdzie do skutku. – Jestem zmartwiony losem nadchodzących igrzysk, bo to ważny przystanek dla mojej historii, mojego dziedzictwa. Jeśli nie otrzymamy szczepionki, to jak japoński rząd będzie w stanie przeprowadzić tę imprezę, szczególnie za zamkniętymi drzwiami? Jak to wszystko się zwróci, kiedy wszystkie obiekty będą puste?

Mama na bieżni

Może nie uchodzi za najlepszą sprinterkę w historii igrzysk, ale – ex-aequo z Marlene Ottey – jest tą najbardziej utytułowaną. Allyson Felix w ciągu czterech igrzysk uzbierała aż dziewięć medali, w tym sześć złotych. Już takie sukcesy muszą robić wrażenie, ale Amerykanka nie odpuszcza i zamierza odnosić kolejne. Wcale nie stoi przy tym na straconej pozycji, bo mimo upływu lat wciąż należy do światowej czołówki. Z niedawnych mistrzostw świata w Dausze przywiozła dwa złote medale, oba w sztafetach – 4×400 metrów kobiet oraz mieszanej.

Swój koniec kariery zapowiedziała już w 2017 roku. Podczas konferencji na mistrzostwach świata w Londynie oznajmiła, że po igrzyskach w Tokio zakończy przygodę z zawodowym sportem. Takie słowa nie mogły uchodzić wtedy za żadne zaskoczenie, bo każdy sportowiec marzy o triumfalnym finiszu na wielkiej scenie. A Felix miała już wówczas ponad trzydzieści lat – mało sprinterek utrzymuje wysoką formę po przekroczeniu tej granicy.

Do tego niecały rok później Amerykanka została mamą. Ciąża dobiegła końca przedwcześnie, bo w siódmym miesiącu, ale na szczęście jej córka przyszła na świat cała i zdrowa. Macierzyństwo zmieniło jednak sposób, w jaki sprinterkę postrzegali sponsorzy. Przez długie tygodnie nie mogła dojść do porozumienia z Nike, które oferowała jej warunki finansowe obniżone o 70% w stosunku do poprzedniej umowy. Ostatecznie Felix dogadała się z firmą Athleta, ale zadra na sercu  po ostatniej współpracy pozostała. A “Misja Tokio” nabrała tym samym jeszcze większego znaczenia.

Nie mogło być inaczej nawet przesunięcie igrzysk nie wpłynęło negatywnie na motywację amerykańskiej lekkoatletki. Na początku kwietnia powiedziała w rozmowie dla ESPN: – Jestem przyzwyczajona do walki. I przez ostatnie miesiące właśnie walczyłam. A teraz po prostu będę kontynuować moją misję, tylko nieco dłużej. Tak wygląda sport: musisz się skupić i myśleć, o tym, co trzeba zrobić.

Nasza ikona

Najgłośniejszy przypadek z polskiego podwórka. Rok 2020 miał być ostatnim w karierze Piotra Małachowskiego. Dyskobol, który w ciągu kariery uzbierał łącznie siedem medali wielkich imprez, mimo upływu lat wciąż uchodził za jedną z twarzy krajowej lekkiej atletyki. A forma – choć akurat występ na ostatnich mistrzostwach świata w Dausze nie należał do udanych – nadal dopisywała.

Ostatni medal wielkiej imprezy zdobył w końcu nie tak dawno temu, bo w 2016 roku. A z racji, że w konkurencjach rzutowych decydująca często okazuje się dyspozycja dnia, nie można było przekreślać jego szans w Tokio. Starczyłby w końcu jeden udany rzut. Weźmy przykład Tomasza Majewskiego. Polski kulomiot w Londynie 2012 pokazał, jak bezcenne na wielkiej scenie jest doświadczenie, pokonując rywali, po których stronie stał nie tylko wiek, ale przede wszystkim wyniki osiągane w przeciągu całego roku.

Decyzja o przesunięciu igrzysk mogła jednak wzbudzić u Małachowskiego wątpliwości. Szczególnie, że dyskobol miał kilka planów do zrealizowania. Postanowił jednak nie składać broni, o czym zapewniał m.in w rozmowie z nami: – Tak, to będzie ostatni rok. Mam nadzieję, że koronawirus odpuści i igrzyska faktycznie odbędą się w tym 2021. Jestem nastawiony na pracę i walkę. I tyle. Na pewno trochę pokrzyżowało to moje plany, bo miałem zakończyć karierę, wziąć ślub, przeprowadzić się do nowego domu… Trzeba to teraz odłożyć na 2021. No, może nie ślub i przeprowadzkę, ale igrzyska i zakończenie kariery już tak.

Jesteśmy pełni wiary nie tylko w olimpijskie szanse Małachowskiego, ale i jego losy po igrzyskach. Polak znakomicie spisał się bowiem w roli drugiego komentatora zawodów “Królowa Sportu wraca na Stadion Śląski”. Słuchało się go naprawdę miło. Kto wie – być może dyskobol pójdzie ścieżką innego lekkoatlety, Sebastiana Chmary, który w ostatnich latach stworzył znakomity duet z Przemysławem Babiarzem?

Nie zabiorą mu tego

Antonio Diaz – mówi wam to coś? Jasne, to imię i nazwisko mogłyby spokojnie należeć do dziesiątek latynoamerykańskich piłkarzy, ale w tym przypadku mówimy o wenezuelskim karatece. I to nie byle jakim. Diaz ma na koncie bowiem rekordowe osiem medali mistrzostw świata. Budowę swojej kolekcji rozpoczął w Madrycie w 2002 roku, a po raz ostatni na podium zameldował się w Linz w 2016 roku.

Nietrudno się domyślić, że Diaz jest już wiekowym sportowcem. Niecałe dwa tygodnie temu skończył czterdzieści lat. W jego gablocie z trofeami brakuje tylko jednego: medalu igrzysk. To oczywiście nie przypadek, bo karate do olimpijskiego programu zostało włączone właśnie na imprezę w Tokio. I może być to jednorazowa sytuacja, bo już w Paryżu tej dyscypliny nie zobaczymy. – Czekałem dwadzieścia lat na możliwość uczestniczenia w igrzyskach. I mam dość czekania, Tokio pozostaje moim celem – mówił Diaz.

– Powodem, dla którego przedłużyłem swoją karierę o kilka lat, był własnie olimpijski turniej – kontynuował wenezuelski karateka w rozmowie dla tokyo2020.org. – W ciągu ostatniej dekady miałem wiele momentów, podczas których myślałem o emeryturze. Ale myślę, że igrzyska olimpijskie, najważniejsza sportowa impreza świata, a do tego odbywająca się w Japonii – kolebce mojego sportu, będą idealnym miejscem na zakończenie kariery.

Nic dziwnego, że nie zniechęciło go nawet roczne opóźnienie…

Olimpijscy giganci, którym wciąż mało

Tokio wciąż pozostaje wielkim marzeniem dla Ryana Lochtego. Dwunastokrotny medalista igrzysk (oraz ich najbarwniejsza postać) w ostatnich latach rzadko pojawiał się na pływackich zawodach. Powodem były jego ekscesy poza basenem, które skończyły się długim okresem zawieszenia (12 miesięcy kary za skandal na IO w Rio – “Lochtegate” oraz 14 miesięcy za niesławną fotografię, na której był podłączony do kroplówki). Jednak kiedy już wrócił do rywalizacji, to pokazał, że wciąż ma spore pokłady możliwości,  pewnie wygrywając wyścig na 200 metrów delfinem podczas mistrzostw USA.

Być może właśnie ostatnie lata zdecydowały, że Amerykanin wyznaczył sobie Tokio na swój finalny przystanek. Jeśli ma się gdzieś odkuć, to na igrzyskach. Jeśli zdobędzie medal, udowodni po raz kolejny, że przede wszystkim jest znakomitym pływakiem, a nie tylko beztroskim chłopcem zamkniętym w ciele 35-latka. Czas jednak mija bezlitośnie. Samo wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej może być dla Lochtego sporym wyzwaniem. Przypomnijmy: na każdym dystansie reprezentacje mogą wystawić tylko dwóch zawodników. A do tego, że w Stanach roi się od znakomitych delfinistów, nie trzeba nikogo przekonywać.

Ryan Lochte. Fot. Wikimedia

Utytułowany Amerykanin nieustannie jednak wierzy w siebie. Przesunięcie igrzysk nic w tej kwestii nie zmieniło: – Nie wróciłbym do treningów w wodzie z takim zapałem, gdyby brakowało mi pewności siebie i wiary, że mogę to zrobić. Wywalczenie olimpijskiej przepustki będzie cięższe, niż kiedykolwiek, ale myślę, że mogę temu sprostać. Inni pływacy są coraz młodsi, ja jestem coraz starszy. Ale to też zabawa i wyzwanie. Jestem zawsze otwarty na nowe wyzwania.

Mniej popularną w Polsce, ale równie kultowym amerykańskim sportowcem jest Kerri Walsh Jennings. Trzykrotna złota medalistka igrzysk w siatkówce plażowej, która debiut zaliczyła… 2000 roku w Sydney. Wtedy grała jeszcze w halową odmianę tej dyscypliny. Od kiedy przeniosła się na piasek, nie kończyła olimpijskiego turnieju poza podium. I tylko raz nie była najlepsza w Rio de Janeiro, kiedy zdobyła brązowy medal. Topową zawodniczką jest zresztą do dzisiaj – wraz Brooke Sweat tworzy jedną z najlepszych par na świecie.

W sierpniu 2018 roku Amerykanka ogłosiła, że turniej w Tokio będzie jej ostatnim w karierze. – Myślę, że skończyłabym karierę, gdybym wygrała złoto w Rio. Teraz nie jestem jednak usatysfakcjonowana. Ta porażka dodała mi motywacji. Wiem, że wygram złoto w Tokio. Jej ambicje muszą co prawda poczekać do 2021 roku, ale nic się w ich kwestii nie zmieniło. – Mamy przed sobą kolejny rok, który możemy wykorzystać na bycie najlepszymi wersjami samych siebie – powiedziała dla Volleymag.com

Na koniec zostawiliśmy dwa osobne przypadki: Rogera Federera oraz Sereny Williams. Oboje zapewnili, że wezmą udział w olimpijskim turnieju, który może stanowić ukoronowanie ich kariery. I nie ulega wątpliwości, że te plany się nie zmieniły. Jednak zarówno Szwajcar, jak i Amerykanka – mimo zbliżającej się czterdziestki – nie są jeszcze pewni, kiedy zawieszą buty na kołku. Nie zdziwimy się, jeśli Serena po zdobyciu ewentualnego medalu w Tokio porzuci tenisa. Niewykluczone jednak, że zarówno ona, jak i Roger, nie tylko pojawią się na kortach tokijskich, ale i pograją jeszcze parę dobrych lat. Cóż, ich zapał oraz pasja mogą nas wyłącznie cieszyć.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez