To-nie-my. Polskie pływanie coraz bliżej dna

To-nie-my. Polskie pływanie coraz bliżej dna

Tak fatalnych mistrzostw świata w pływaniu reprezentacja Polski nie miała od ponad dwudziestu lat. Z Gwangju biało-czerwoni wrócili bez żadnego medalu i z zaledwie dwoma finałami. Na rok przed igrzyskami olimpijskimi Tokio2020 coraz trudniej o jakiekolwiek podstawy do optymizmu. “Świat poszedł do przodu, a my zostaliśmy w blokach” – przyznał w rozmowie “Kierunkiem Tokio” mistrz świata z 2005 roku Paweł Korzeniowski.

To była naprawdę piękna medalowa seria, która zdawała się nie mieć końca – dziewięć ostatnich zawodów tej rangi obfitowało w krążki reprezentantów Polski. W 2005 i 2007 roku zdobywali nawet po cztery, ale przecież jeszcze w 2013 i 2015 roku potrafili zebrać po trzy tego typu wyróżnienia. Na ostatnich mistrzostwach świata dostaliśmy pierwsze poważne ostrzeżenie – honor reprezentacji uratował wówczas tylko srebrny Wojciech Wojdak. Tym razem ta sztuka nie udała się nikomu i coraz trudniej udawać, że nic się nie dzieje.

W Gwangju najlepszym wynikiem biało-czerwonych było czwarte miejsce Radosława Kawęckiego na 200 metrów stylem grzbietowym. Oprócz tego do finału zakwalifikował się tylko Paweł Juraszek, ale z jego startem wiązały się pewne kontrowersje. Jeśli uznać te mistrzostwa świata za decydujący sprawdzian przed igrzyskami olimpijskimi, to oblaliśmy ten test z kretesem. Nie jest to jednorazowa wpadka – to raczej naturalna konsekwencja działań na wielu płaszczyznach.

– Jest tak, jak widać. Pierwsze od 21 lat mistrzostwa świata bez medalu to dowód na posuchę w polskim pływaniu. Fakty są takie, że gdyby nasi najlepsi zawodnicy – Radosław Kawęcki, Wojciech Wojdak i Konrad Czerniak – pływali w granicach rekordów życiowych, zdobyliby na tej imprezie medale. Trzeba się zastanowić, dlaczego nie pływali tak szybko jak jeszcze kilka lat wcześniej. Być może nawet bardziej niepokojące jest to, że na horyzoncie nie widać zdolnej młodzieży. Po raz pierwszy od dawna nie zdobyliśmy medalu na mistrzostwach Europy juniorów. To mówi samo za siebie. Jeśli nie mamy juniorów, za chwilę nie będziemy mieć seniorów – ostrzega Paweł Korzeniowski.

Problem z polskim pływaniem rzeczywiście wydaje się głębszy i dotyka wielu zagadnień – nawet tych bardzo podstawowych. W 2018 roku Polski Związek Pływacki szukał nowego trenera kadry. W pierwszym terminie nie zgłosił się ani jeden kandydat! Cały proces mocno się opóźnił, ale w końcu pojawili się chętni. Bartosz Kizierowski był jedną z niewielu osób, które uznały, że w niecałe dwa lata przed igrzyskami można coś zbudować. Chciał gruntownych reform i dialogu – choć miał na stole dużo bardziej lukratywną finansowo ofertę z Malezji.

W styczniu 2019 roku ogłoszono jednak, że nowym trenerem głównym kadry będzie Robert Brus. Sam zainteresowany przekonywał, że zdecydować na jego korzyść mogła lepsza znajomość realiów “papierkowej roboty”, z którą także trzeba sobie radzić na tym stanowisku. Przyznał również, że nie zgłosił się w pierwszej turze, bo nie czuł się wystarczająco dobry. Jednym z pierwszych postulatów nowego trenera było to, że zawodnicy mają się stawiać na wszystkich zgrupowaniach. Wcześniej bowiem niektórzy do najważniejszych zawodów woleli przygotowywać się w klubach, inni w ogóle poza granicami Polski.

Regulamin kością niezgody

Szybko pojawił się kolejny problem – zawodnicy zaczęli protestować przeciwko wprowadzeniu nowego regulaminu dyscyplinarnego. Paweł Słomiński – przed laty trener Otylii Jędrzejczak i Pawła Korzeniowskiego, a dziś prezes PZP – przekonywał, że zapisy zabraniające między innymi uprawiania sportów ekstremalnych oraz spożywania alkoholu podczas zgrupowań są konieczne ze względu na pewne doświadczenia z przeszłości.

Alicja Tchórz wątpliwościami podzieliła się na Facebooku. Opublikowała długą listę zarzutów i wspominała sytuacje z przeszłości, kiedy to “góra” nie liczyła się ze zdaniem samych reprezentantów.

Nie mamy rady zawodniczej, a w zarządzie brak ludzi, którym na sercu leży dobro zawodników. Nikt nic nie mówi, bo nie wolno i jest tylko jedna RACJA

– stwierdziła czołowa zawodniczka, która obawiała się, że za samo wyrażenie własnych poglądów może zostać teraz ukarana.

Tak się nie stało, jednak prezes PZP odniósł się do jej słów w mediach.

Dawniej, za czasów Otylii Jędrzejczak, takie sprawy załatwialiśmy wysokimi wynikami sportowymi, a nie szukaniem rozgłosu poprzez internetowe krzyki

– przyznał Słomiński w rozmowie z “Przeglądem Sportowym”. Doradził też kadrowiczom skupienie się na poprawianiu wyników przed najważniejszymi imprezami. Trudno sobie wyobrazić, że rozczarowujące rezultaty na mistrzostwach świata przyczynią się do wyjaśnienia sytuacji i zażegnania kryzysu.

– Trzeba sobie zdawać sprawę, że podczas igrzysk olimpijskich w Tokio o medale będzie jeszcze trudniej, a wszyscy najważniejsi konkurenci będą jeszcze szybsi. Jeśli teraz nie jesteśmy blisko życiówek, niewiele wskazuje, że pojawią się za rok. Do akcji muszą wkroczyć trenerzy. Potrzeba poważnej, złożonej analizy, która wskaże, co w przygotowaniach można zrobić lepiej. Problem gdzieś na pewno istnieje, ale aby się z nim zmierzyć, trzeba go najpierw dokładnie zlokalizować – ocenia Paweł Korzeniowski.

Wielokrotny medalista mistrzostw świata i Europy w rozmowie z “Kierunkiem Tokio” nie rozgoryczenia. W jego opinii częścią problemu całego środowiska jest skostniałe myślenie i przestarzałe metody treningowe. Powiew świeżości mogłoby zapewnić włączenie do dyskusji właśnie najlepszych zawodników i zawodniczek z ostatnich lat, którzy realizują się już w innych obszarach. Problem w tym, że Polski Związek Pływacki nie próbuje sięgać po ich rady.

– Bartosz Kizierowski próbował zostać trenerem kadry i coś zmienić. Ma doświadczenie z kariery zawodniczej, ale także sukcesy trenerskie choćby z Konradem Czerniakiem, z którym zdobywał medale mistrzostw świata i Europy. W innych krajach normą jest to, że próbuje się wykorzystać doświadczenie utytułowanych zawodników w pracy szkoleniowej. Tak działa to we Francji lub we Włoszech, ale nie w Polsce. Nie wykorzystuje się wiedzy takich zawodników. Nie do końca to rozumiem. Widzę to po sobie – mam ponad dwadzieścia lat doświadczenia i nigdy nie było zainteresowania tym, czy chciałbym w jakikolwiek sposób pomóc. Mam jednak taki charakter, że nigdzie nie będę się pchał na siłę – przyznaje Korzeniowski.

Młodzież? Jaka młodzież?

W opinii trzykrotnego olimpijczyka (Ateny 2004: 4. na 200 m delfiniem, 9. na 1500 m kraulem; Pekin 2008: 6. na 200 m delfinem i Londyn 2012: 7. na 200 m delfiniem) największym problemem wcale nie jest dogadywanie się z seniorami. Dużo poważniejszym kłopot stanowi coraz mniejsza liczba nie tylko zdolnych juniorów, ale też w ogóle coraz mniejsze zainteresowanie pływaniem młodzieży. Na świecie raczej nie ma z tym większych kłopotów. W Gwangju srebrny medal seniorskich mistrzostw świata na 50 metrów stylem klasycznym zdobyła sensacyjna… 14-latka – Włoszka Benedetta Pilato.

Nie był to pojedynczy wyskok. Najwięcej w mediach pisano o Kristofie Milaku – 19-letni reprezentant Węgier na 200 metrów delfinem pobił długoletni rekord świata Michaela Phelpsa. Jak na tym tle wypada nasza młodzież? Powiedzieć, że blado, to nie powiedzieć nic. Jan Kałusowski – medalista młodzieżowych igrzysk olimpijskich oraz mistrzostw Europy juniorów z 2018 roku – w startach na 50 i 100 metrów stylem klasycznym w gronie seniorów nie był blisko nawet wejścia do półfinałów. A to tylko część większego zjawiska, które w kolejnych latach może się mocno pogorszyć.

Szkolenie młodzieży leży. Żeby mieć porządnego juniora, trzeba mieć w kim wybierać. Musi być stworzony system. U nas jest tak, że dwunastolatkowie pływają strasznie dużo i po pięciu latach mają dość, bo organizm jest przetrenowany. Wszyscy liczą, że z tego grona wytrzymają jedna-dwie osoby i jakoś to będzie, ale nie o to chodzi. Każdy inaczej reaguje na takie obciążenia, ale większość dzieciaków to zniechęca. W USA jest tak, że młodzież jest prowadzona długo w formie zabawy. Dopiero kiedy połkną bakcyla, zaczynają pływać na poważnie. U nas po kilku latach młodzież traci zapał do pływania. Z tego co widzę na basenach, u nas trenuje się ciągle jak w latach dziewięćdziesiątych. Technologia poszła do przodu – między innymi w zakresie badania organizmu i wytyczania granic. Metody sprzed dwudziestu lat są przestarzałe. Jeśli tego nie zmienimy, nie zrobimy kroku naprzód – przyznaje Paweł Korzeniowski.

Prezes Polskiego Związku Pływackiego zdaje sobie sprawę z problemów ze szkoleniem młodzieży. Lecz przyczyn słabych wyników naszych reprezentantów upatruje w… dopingu rywali. Nie zmienia to faktu, że według nowego trenera kadry większość startów biało-czerwonych w Gwangju miała się zakończyć rekordami życiowymi, co nie miało jednak miejsca. Pewnym pocieszeniem mogą być olimpijskie kwalifikacje w sztafetach 4×200 metrów stylem dowolnym kobiet i mężczyzn, 4×100 metrów stylem dowolnym mężczyzn oraz w sztafecie mieszanej na tym dystansie. Nie są to raczej konkurencje, w których możemy marzyć o olimpijskich medalach.

Temat dopingu w pływaniu oczywiście cyklicznie powraca. Przed mistrzostwami świata w Gwangju ze startu zrezygnowała Shayna Jack – 20-letnia Australijka, która dwa lata wcześniej zdobyła cztery medale.

Z wielkim bólem serca musiałam wyjechać z powodu zarzutów o obecność zabronionej substancji w moim organizmie. Nie brałam tej substancji świadomie

– tłumaczyła zawodniczka, która zamierza teraz walczyć o dobre imię.

W Korei głośniej było o starcie Yang Suna. Trzykrotny złoty medalista olimpijski od lat budzi kontrowersje i jest podejrzewany o doping. Podczas niedawno zakończonych mistrzostw świata wzbogacił swój dorobek o kolejne dwa złote medale, jednak był ignorowany przez rywali, którzy stawali na niższym stopniu podium. Chińczyk pierwszy raz na dopingu wpadł w 2014 roku. We wrześniu 2018 roku zrobił coś wyjątkowo dziwnego. Najpierw nie chciał dostarczyć próbki moczu, a potem zrobił to… bez obecności kontrolera, czyli niezgodnie z przepisami. Próbkę z krwią zniszczył jego ochroniarz na polecenie matki, która twierdziła, że kontrolerzy nie mają odpowiednich uprawnień.

Sprawa wciąż trwa. Światowa Federacja Pływacka (FINA) warunkowo dopuściła go do startów, jednak Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) odwołała się od tej decyzji do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Lozannie (CAS). Yang zadeklarował niedawno, że chce… publicznego przesłuchania. To oczywiście może bulwersować, jednak w Polsce też mieliśmy ostatnio dość głośny przypadek z zarzutami o doping w tle. Paweł Juraszek podczas marcowego Grand Prix Polski w Lublinie miał we krwi zbyt duże stężenie pseudoefedryny. Sam zainteresowany twierdził, że miało to związek z przebytym tuż przed zawodami przeziębieniem.

Zawodnikowi grozi teoretycznie do dwóch lat dyskwalifikacji, ale na mistrzostwa świata mógł polecieć, bo przedstawił dowody na to, że wynik testu mógł być konsekwencją zażywania przepisanych mu leków. Polska Agencja Antydopingowa (POLADA), Polski Związek Pływacki i Światowa Federacja Pływacka uznały jego tłumaczenia i początkowo orzeczona tymczasowa dyskwalifikacja została zawieszona. Wciąż czeka go jednak rozprawa.

Polskie pływanie ma jednak o wiele większe problemy niż ten incydent. W środowisku wrze od wielu miesięcy, a zawodnicy nie ukrywali niezadowolenia na długo przed mistrzostwami świata. Teraz można powiedzieć, że działaczy i trenerów już w tym momencie nie bronią wyniki, a perspektywy wydają się jeszcze bardziej ponure. Polskie pływanie powoli tonie, a poszczególne osoby współodpowiedzialne za ten stan rzeczy zamiast poszerzonej, merytorycznej dyskusji, wybierają prowadzenie wojny podjazdowej w mediach, która nie prowadzi do niczego konstruktywnego.

KACPER BARTOSIAK

 

fot. newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez