To jest ceremonia na skalę pandemicznych możliwości

To jest ceremonia na skalę pandemicznych możliwości

Dziś na Stadionie Narodowym w Tokio nie brakowało fajnych elementów, ale całość nie wywarła na nas wielkiego wrażenia z oczywistych względów. Nawet najlepszy spektakl traci na wartości, kiedy jest grany do pustych krzesełek. I takie to było show – nawet niezłe, skrojone na miarę tego, na co Japończycy w obecnym momencie mogli sobie pozwolić. Lecz bynajmniej nie będziemy o nim za kilkadziesiąt lat opowiadać swoim wnukom.

Od początku widać było, że Japończycy całkowicie zmienili scenariusz ceremonii otwarcia, dostosowując ją do sytuacji, w jakiej wszyscy znaleźliśmy się w czasie pandemii koronawirusa. Zaczęło się klasycznie, od ładnie zmontowanego filmu przekrojowego, w którym reprezentanci poszczególnych sportów odliczali czas do otwarcia igrzysk. I tak, jako pierwsza pojawiła się tam liczba 21. Następnie przedstawiono choreografię taneczną, przedstawiającą samotność sportowca. Przekaz był klarowny – chociaż wszyscy zawodnicy przez długi czas przygotowywali się w zaciszu własnych domów, to teraz wszyscy razem są, tu – zjednoczeni i w dalszym ciągu pełni pasji.

Następnie na trybunach pojawili się prezydent MKOl Thomas Bach oraz cesarz Naruhito, a na maszt – przy akompaniamencie bardzo ładnie wykonanego hymnu – została wzniesiona flaga kraju gospodarza. Nie obyło się bez minuty ciszy, ku pamięci tych, którzy odeszli – głównie z powodu pandemii.

Ale oczywiście Japonia nie omieszkała zaprezentować światu nieco elementów swojej kultury. I tak oglądaliśmy japońską sztukę obróbki drewna, której efektem – pośród radosnych pląsów sporej grupy tanecznej – powstały olimpijskie koła. Dodajmy, że drewno na owe koła pochodziło z drzew, które zostały zasadzone z okazji igrzysk olimpijskich w Tokio w 1964 roku. Plus za symbolikę.

Przetrzebiona parada narodów

Paradę – jak zwykle – rozpoczęła reprezentacja Grecji, a zaraz za nią maszerowała drużyna uchodźców. Co warto podkreślić, tokijskie igrzyska były pierwszymi w których większość krajów posiadało dwóch chorążych, kobietę oraz mężczyznę. Taki zabieg ma podkreślać równość obu płci – japoński turniej jest pierwszym z cyklu, w którym odsetek sportowców i sportsmenek wyniesie dokładnie po pięćdziesiąt procent.

Co jeszcze wyróżniało tę prezentację na tle poprzednich? Z powodu – a jakże – koronawirusa, poszczególne kraje przechodziły z jednego wejścia przez środek stadionu, znikając w jego przeciwległym wyjściu. Mieszanka kreacji poszczególnych państw na płycie stadionu zawsze dodawała sporo kolorytu każdej ceremonii. Tutaj też się pojawiła, ale jednak z zachowaniem bezpiecznych odległości, więc na płycie pojawiła się zaledwie garstka reprezentacji. Kiedy podczas pochodu wielu sportowców po prostu siedziało czy też leżało na środku stadionu, nie robiło to najlepszego wrażenia. Poza tym najliczniejsze na papierze reprezentacje, takie jak Chiny czy USA, zostały na prezentacji ograniczone do kilkudziesięciu zawodników. Na szczęście, administrator oficjalnego konta igrzysk na Twitterze ratował sytuację odpowiednim dystansem do zaistniałej sytuacji.

Oczywiście tam, gdzie było to możliwe – więc w mniej licznych reprezentacjach – starano się zachować odległości pomiędzy sportowcami. Tymi za bardzo nie przejęła się reprezentacja Argentyny, która skradła show. Pocieszni Latynosi zaraz po wejściu na płytę stadionu złapali się za barki i zaczęli skakać, pokrzykując nazwę swojego kraju.

Jeżeli chodzi o prezentacje poszczególnych krajów, to w zasadzie nikt się specjalnie nie wyróżniał. Rzecz jasna, o ile z poprzednich igrzysk przyzwyczailiście się do tego, że koszulką reprezentanta Tonga są dwa litry oliwki na klacie. Nie było żadnych ekstrawaganckich strojów, Rosjanie z wiadomych przyczyn wyszli bez swojej flagi. Ale była jedna ciekawostka – otóż reprezentacje wychodziły zgodnie z japońską kolejnością alfabetu. I przyznamy szczerze – to dla nas, jak i dla wielu kibiców świata zachodniego, było totalne pomieszanie z poplątaniem. Po Tadżykistanie i Tanzanii wyszły Czechy, natomiast po serii państw na literę „B”, wychodziły te na „V”, po czym ponownie na literę „B”.

Na Polskę przyszło nam długo poczekać – była 165. na 206 krajów – ale opłacało się. Nasi reprezentanci wyglądali naprawdę nieźle. Panowie dobrze prezentowali się w zielonych marynarkach z orzełkiem na piersi. Panie natomiast miały proste – ale bardzo schludne – białe sukienki z czerwonym akcentem. Naszymi chorążymi byli Paweł Korzeniowski oraz Maja Włoszczowska. Jeżeli tak samo dobrze nasi sportowcy będą prezentować się podczas zawodów, o wyniki jesteśmy spokojni.

Pochód narodów zakończyli Francuzi, którzy będą gospodarzami następnych igrzysk, oraz oczywiście Japończycy – gospodarze turnieju.

Igrzyska oficjalnie otwarte

Na co jeszcze należało zwrócić uwagę? Do hasła olimpijskiego „szybciej, wyżej, mocniej” dodano dodatkowy człon – razem. Zmiana symboliczna w szczególności w dobie pandemii, która – czego organizatorzy nie ukrywali – tak bardzo dała się we znaki w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Świetnie wyglądała kula ziemska stworzona z podświetlanych dronów, która unosiła się nad stadionem. Następnie była przysięga sędziów oraz zawodników, przemówienie szefowej Komitetu Organizacyjnego Seiko Hashimoto i prezesa MKOl Thomasa Bacha, mówiącego o zjednoczeniu w sile sportu i dziękującego gospodarzom za organizację imprezy w tak trudnym czasie. A my czekaliśmy na magiczną formułę… aż głos przejął cesarz Naruhito, który w swoim ojczystym języku oficjalnie otworzył igrzyska!

Jeszcze tylko chwila, jeszcze tylko zawieszenie flagi olimpijskiej na maszcie i rzecz najbardziej symboliczna – zapalenie znicza olimpijskiego. To chyba najbardziej emocjonujący punkt każdej ceremonii otwarcia. Ta ciekawość, kto tym razem odpali i co takiego przygotowali organizatorzy. Ale wcześniej przedstawienie wszystkich sportów za pomocą trzech mimów, które wypadło świetnie i – naszym zdaniem – było jedną z najbardziej pomysłowych rzeczy całej prezentacji.

Naomi Osaka zapala znicz

Jest i prezentacja sztafety olimpijskiej. Wreszcie sam znicz pojawia się na stadionie. W sztafecie znajdują się byli baseballiści – Japonia wręcz uwielbia ten sport. Następnie niosą nią przedstawiciele japońskich służb medycznych. Trafia do przedstawicielki sportów paraolimpijskich. Ta przekazuje go grupie młodych sportowców, a napięcie rośnie. I zagadka zostaje rozwiązana – Naomi Osaka! To przed japońską gwiazdą tenisa rozstępuje się podest symbolizujący górę Fuji, we wnętrzu której zapłonie znicz olimpijski.

Tym sposobem formalności stało się zadość. Jaka to była ceremonia? Nie brakowało w niej fajnych elementów, ale jako całość nie zrobiła na nas wielkiego wrażenia. Powtórzmy to jeszcze raz – na scenie miejscami było dobrze, Polacy fajnie się zaprezentowali. Ale brakowało tu reakcji zwrotnej. Tysięcy błyskających fleszy podczas kulminacyjnych momentów, gromkich braw po efektownym pokazie artystycznym. W każdym razie, najważniejszy był cel, po którym w końcu możemy wykrzyczeć – dawać już te igrzyska!

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez