Tiger Woods i olimpijska wisienka na torcie

Tiger Woods i olimpijska wisienka na torcie

Jego imię i nazwisko kojarzy się z golfem bardziej, niż zielony kolor, czapeczka z daszkiem, albo starsi panowie w koszulkach polo. Tiger Woods przez lata absolutnie zdominował tę dyscyplinę, łamiąc przy tym zarówno niezliczone rekordy, jak i stereotypy. Zatrzymały go dopiero przewlekłe kontuzje pleców oraz zamiłowanie do… skoków w bok. W ubiegłym roku po raz piąty w karierze sięgnął po najważniejszy golfowy tytuł, a teraz zapowiada chęć startu w Tokio 2020.

Powiedzieć, że powrócił w wielkim stylu, to nie powiedzieć nic. Bardziej pasowałoby określenie: powrócił z zaświatów, tudzież z innego wymiaru. Gdy wygrywał w ubiegłym roku najbardziej prestiżowe zawody światowego golfa – The Masters Tournament, liczył sobie 43 lata. Od jego poprzedniego zwycięstwa w turnieju wielkoszlemowym minęło jedenaście. Stał się tym samym drugim najstarszym triumfatorem, bo rekordzista Jack Nicklaus założył słynną zieloną marynarkę jako 46-latek. To nie jednak sędziwy – jak na sportowca – wiek był głównym powodem, dla którego sukcesu Tigerowi gratulowali nawet Barack Obama oraz Donald Trump.

Ekspresowa winda

Trudno o bardziej oklepane określenie w świecie sportu, niż “złote dziecko”. Te dwa krótkie słowa usilnie przylegają do każdego młodego człowieka, który postanowił nieco wcześniej niż rówieśnicy, przebić się do czołówki w swojej dyscyplinie. On jednak na to miano zasłużył, jak mało kto. W 1996 roku jako 20-latek przedstawił się szerszej publiczności, a po chwili bez specjalnego ostrzeżenia, zaczął zagarniać wszystko dla siebie. W jego ręce szybko trafiły trzy turniejowe triumfy rangi PGA Tour oraz tytuł Masters, który wygrał jako najmłodszy – oraz pierwszy nie biały – zawodnik w historii. W ten sposób w niecały rok zameldował się na szczycie światowego rankingu.

Od tego czasu Tiger całkowicie zawładnął światowym golfem, zyskując przy tym międzynarodową sławę. Bił rekordy, wygrywał turniej za turniejem, a przy tym zgarniał masę kasy. Jeszcze przed czasami Floyda Mayweathera, to właśnie amerykański golfista dominował wszelkie zestawienia najlepiej zarabiających sportowców świata. Odnosił sukcesy w dyscyplinie, która w przeszłości była zdominowana przez wyłącznie jedną grupę demograficzną. Udowodnił również, że golfiści mogą wyglądać i prowadzić się jak prawdziwi atleci, a przy okazji stanowić niezwykle atrakcyjny kąsek z punktu marketingowego. Od 1998 do 2003 roku był nieprzerwanie rankingowym numerem jeden. W 2004 zdetronizował go Vijaj Singh, ale Amerykanin błyskawicznie odzyskał prym i wiódł go aż do 2009 roku. To wtedy zaczęły się jego pierwsze poważne problemy.

Nie będziemy specjalnie przypominać wszelkich grzechów Tigera, bo szanujemy swój i wasz czas. Pozwolimy sobie na krótkie, niewinne podsumowanie: mistrz nie do końca przestrzegał zasad wierności małżeńskiej. Do tego stopnia, że do romansu z nim przyznało się kilkanaście kobiet. Po jedynym ze swoich nocnych ekscesów, spowodował na dodatek wypadek samochodowy, w którym całe szczęście ucierpiał, i to niegroźnie, wyłącznie sam zainteresowany. W pewnym momencie Tiger nie miał wyboru – przyznał się do zdrad i przeprosił rodzinę.

Tuż po niesławnym oświadczeniu jego żona, szwedzka modelka Elin Nordegren, zażądała rozwodu, po którym zresztą zagarnęła sporą część fortuny golfisty (100 milionów dolarów). Na domiar złego odwróciła się od niego większość głównych sponsorów – Gillette, Accenture i Gatorade. Ze znanych marek jedynie Nike postanowiło kontynuować współpracę z znajdującym się w poważnych tarapatach golfistą. Prawda była jednak bolesna: w krótkim czasie jeden z najsłynniejszych amerykańskich sportowców, otrzymał dwa potężne ciosy. Pierwszy – w reputacje, a drugi w finanse, choć naturalnie to nie on był w tym wszystkim poszkodowanym.

Ponownie na szczycie

Znikał, powracał i ponownie znikał. Lwią część nowej dekady w wykonaniu amerykańskiego golfisty przeplatały niezliczone kontuzje, operacje i wymuszone przerwy. Kiedy jednak nic mu nie przeszkadzało, udowadniał że talentem wciąż przebija każdego rywala. W maju 2013 roku znów wrócił na szczyt (zarówno światowego rankingu, jak i tradycyjnie zestawienia najzamożniejszych sportowców) i okupował je przez nieco ponad rok. W tym czasie nie wygrał co prawda żadnego z wielkoszlemowych turniejów, ale i tak znajdował się w świetnej dyspozycji.

Od tego czasu problemy z kręgosłupem na dobre wykluczyły go z rywalizacji. Między sierpniem 2015 roku a styczniem 2018, wziął udział w zaledwie jednych zawodach. Ból przeszkadzał mu tak mocno, że potrzebował zastrzyków, aby wykonywać podstawowe czynności. Nie potrafił na własnych siłach wyjść na obiad do restauracji, nie mówiąc nawet o pochylaniu się, ani co oczywiste, uprawianiu sportu.

Dla przeciętnej osoby niezwiązanej, ani niezainteresowanej tematem golfa, temat niezliczonych urazów golfisty może powodować pewną konsternację. Przede wszystkim: skąd się biorą te kontuzje? Tłumaczy w rozmowie z nami senator Andrzej Person, dziennikarz i honorowy prezes Polskiego Związku Golfistów: – Golfiści wykonują kilkaset tych samych ruchów w jedną stronę. Od momentu podniesienia kija do kontaktu z piłeczką, kij musi rozpędzić się do prędkości dwustu km/h. Praca długiej osi wzdłuż kręgosłupa jest nieporównywalna z żadnym innym sportem. Mówię to nie ja – Andrzej Person, a Szymon Ziółkowski – mistrz olimpijski w rzucie młotem i świetny golfista, który twierdzi że młot jest znacznie prostszy, bo zawodnik ślizga się, a potem rzuca. W golfie natomiast ma zabetonowane nogi, po czym skręca swoje ciało. Praca kolan, bioder, ramion jest po prostu straszna. Profesjonalny golfista musi dodatkowo nie tylko uderzyć na trzysta metrów, ale również w określone miejsce. A architekt pracował przy budowie pola tak, aby w miejscach gdzie ląduje piłka zrobić oczko wodne, albo posadzić wysokie drzewo.

Kiedy na liczniku wybiła czterdziestka, pewnie nawet jego najwięksi fani zwątpili w długo oczekiwany powrót króla. Czas mijał nieubłaganie, a kolejne operacje zapełniały pusty, a niegdyś wypchany po brzegi kalendarz. Operacja za operacją. Rehabilitacja za rehabilitacją. To wszystko dopełnione piekielnymi ilościami leków przeciwbólowych, jakie zażywał. Jak wiemy uzależnić można się od wszystkiego, a szczególnie od środków, które zapewniają krótkotrwałą, ale jakże cenną ulgę. W maju 2017 roku po raz kolejny wpadł w tarapaty: został aresztowany za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu, albo narkotyków. Policjanci znaleźli go śpiącego za kółkiem. Jak się jednak okazało przyczyną takiego stanu, było pomieszanie kilku leków przepisanych na receptę. Choć początkowe zarzuty brzmiały znacznie groźniej, golfista i tak nie uniknął kary. Sąd skazał go na rok więzienia w zawieszeniu i 50 godzin prac społecznych.

Kolejne miesiące spędził na odwyku, aż wreszcie finalnie, w styczniu 2018 roku wrócił do sportu. Małymi kroczkami kierował się w stronę wielkiej formy. Tym razem bez większej presji, bo zwyczajnie nie wszyscy w niego wierzyli. I to nie bez podstaw – mowa o 42-latku, który przez niemal cztery lata nie grał w profesjonalnego golfa, miał za sobą kilka operacji kręgosłupa, problemy z prawem, czy nawet nieco zapomniany rozwód.

Podczas ubiegłorocznego  kwietniowego turnieju Masters doszło jednak do cudu. Kiedy pozbywał się nakrycia głowy, było widać, że czas nie obszedł się z nim gładko. Ale grał jak stary, dobry Tiger. Tuż po wbiciu finalnego dołka, znowu zacisnął pięść w geście zwycięstwa, po czym pobiegł uściskać dzieci, które po raz pierwszy – w pełni świadomie – mogły przeżywać wielkoszlemowy sukces swojego ojca.

Jedyne takie święto

W październiku 2019 roku wziął udział w pierwszym w historii turnieju PGA Tour w Japonii. Miejsce rozgrywania zawodów, jak i zew zbliżających się igrzysk, umotywowały stroniącego od ujawniania jakichkolwiek długoplanowych zamiarów zawodnika, do wypowiedzenia się na temat igrzysk: – To mój cel. Nie widzę dla siebie kolejnej szansy. Podczas igrzysk w Paryżu będę miał 48 lat, trudno będzie w takim wieku wciąż znajdować się w światowej czołówce. Przez większość mojego życia golf nie był w olimpijskim programie. To ważny moment dla jego rozwoju. Ten sport stał się znany na całym świecie, igrzyska są kolejnym krokiem, a ja chciałbym być częścią tego – mówił w rozmowie z Agencją Reuters.

Golf zadebiutował już na drugich nowożytnych igrzyskach olimpijskich w 1900 roku. Potem pojawił się jeszcze podczas kolejnej edycji, a następnie zniknął z programu aż do 2016 roku. Andrzej Person: – Wiele lat trwała walka, w której te potężne siły golfa, czyli stare kraje golfowe – Anglia, Szkocja, Stany Zjednoczone, nie chciały jechać na igrzyska. Uważały, że to jeden dodatkowy, niepotrzebny termin. Trwało to tak długo, że ta druga strona związana z ruchem olimpijskim, starała się przekonać je, że faktycznie ma to sens. Było to trudne, ale finalnie się udało i w Rio de Janeiro pojawił się golf. Wtedy jednak szukano różnych wymówek, żeby na te zawody nie jechać. Wszystkich najlepszych zawodników nie było, nie ma co się oszukiwać. U kobiet ten problem nie występował, ale mężczyźni mówili o jakiś wirusach, czy robactwie w wodzie, które ich zarazi. To było śmieszne wytłumaczenie. Ale jak zobaczyli niecałe cztery lata temu  Justina Rose’a na najwyższym stopniu podium, to zrozumieli że to nie są żarty, tylko poważne zawody. Nawet mimo tego, że zabierają cenny tydzień z kalendarza golfisty. Uwierzyli, że w sporcie jest coś więcej, niż dolary i warto o ten medal olimpijski powalczyć.

Przejdźmy więc do zasad kwalifikacji, które są – w odróżnieniu od tych ze sportów zespołowych – rozczulająco proste. W turnieju golfowym w Tokio weźmie udział sześćdziesięciu zawodników, którzy zostaną wyłonieni na bazie ich pozycji w światowym rankingu. Z pierwszej piętnastki do Tokio pojedzie (o ile wyrażą taką chęć) maksymalnie czterech golfistów z jednego kraju, a w przypadku zawodników spoza tego elitarnego grona, liczba zostaje ograniczona do dwóch. Obecnie we wspomnianej piętnastce znajduje się aż dziesięciu zawodników ze Stanów Zjednoczonych. Status olimpijczyka – w przypadku braku kontuzji oraz rezygnacji – trafi więc oczywiście w ręce czterech najlepszych z nich. Tiger Woods okupuje piątą pozycję wśród Amerykanów i siódmą w ogóle, co przepustki na igrzyska nie daje.

Czy ponad 44-letni zawodnik może realnie myśleć o Tokio? O zdanie zapytaliśmy Andrzeja Persona: – Tiger bardzo rzadko gra przede wszystkim, stąd stosunkowo niska pozycja. W kwietniu będzie jednak bronił zielonej marynarki i jeśli zajmie wysokie miejsce – a zawsze zajmuje – to już go to wysoko przesunie w rankingu. A następnie podczas dwóch, trzech turniejów, które w przeszłości wygrywał kilkanaście razy, będzie mógł sobie przypieczętować bilet do Tokio. Jestem absolutnie przekonany, że mu się to uda. Chyba, że znowu coś mu się stanie – tego nikt nie wie, szczególnie patrząc na jego historie kontuzji. W każdym razie to fenomen, który jeśli gra, nawet w takim wieku, to po prostu jest najlepszy.

Warto wspomnieć, że golf w Japonii uchodzi za bardzo popularną dyscyplinę. Na terenie Kraju Kwitnącej Wiśni znajduje się około tysiąca pięćset pól golfowych. To odróżnia go od poprzednich gospodarzy igrzysk. W Brazylii oczywiście golf nie jest najważniejszym sportem i nigdy nie będzie, natomiast trzy kolejne igrzyska odbędą się w bardzo ważnych miejscach dla tej dyscypliny. W Tokio będziemy świadkami znakomitego święta sportu, jestem przekonany. Przyjadą wszyscy najlepsi. W tym jeden zjawiskowy sportowiec, dla mnie bez wątpliwości najlepszy XXI wieku, a przynajmniej przełomu XX i XXI, kiedy wygrywał wszystko z olbrzymią przewagą. Człowieka z takimi umiejętnościami psychicznymi i fizycznymi nigdy nie było i jego obecność w Tokio już teraz powoduje, że ciężko o zakup biletów na olimpijski turniej golfa, który odbędzie się dopiero na przełomie lipca i sierpnia – mówi Person.

Możemy to śmiało powiedzieć: Tiger nic nie musi. Co najwyżej może, na przykład jeszcze bardziej wyśrubować swoje rekordy, albo pobić te które zostały, jak osiemnaście tytułów rangi Majors Jacka Nicklausa (brakuje mu trzech). Igrzyska olimpijskie mają jednak swoją niepowtarzalną magię. I szkoda by było, gdyby jeden z najwybitniejszych sportowców wszech czasów pożegnał się z kibicami, bez wzięcia w nich udziału. Wisienka na torcie.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez