Tenis. W dwóch setach – Hurkacz wygrał, Linette odpadła

Tenis. W dwóch setach – Hurkacz wygrał, Linette odpadła

Wczoraj na korcie pojawiła się dwójka naszych singlistów – Iga Świątek i Kacper Majchrzak. Ta pierwsza wygrała w dwóch setach, drugi w dwóch setach przegrał. Dziś znów mieliśmy dwoje reprezentantów – Huberta Hurkacza i Magdę Linette. Bilans raz jeszcze jest idealnie równy. Jedyna różnica? Tym razem wygrał mężczyzna, a przegrała kobieta. Hurkacz, mimo zmiany rywala tuż przed meczem, awansował do II rundy singlowego turnieju olimpijskiego. Tymczasem z tego odpadła już Ash Barty, a Andy Murray postanowił się wycofać. 

Bez szans

Że Magda Linette będzie musiała wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności – wiedzieliśmy jeszcze na długo przed meczem. Po drugiej stronie siatki stanąć miała bowiem Aryna Sabalenka, aktualna trzecia rakieta świata. Białorusinka potrafi grać mocno i zepchnąć rywalki do defensywy. A w starciach z takimi zawodniczkami Linette często miewa problemy. Ostatnio jednak stać ją było na sprawienie kilku wielkich niespodzianek, gdy dobrze prezentowała się we French Open i na Wimbledonie. Liczyliśmy, że dziś będzie podobnie i Polka powalczy o awans do II rundy turnieju olimpijskiego.

I Linette grała dobrze. Przez trzy gemy. Właśnie w trzeciej małej partii przełamała nawet Białorusinkę, choć może właściwiej byłoby napisać, że Aryna podarowała gema Magdzie swoimi błędami. Chwilę później sama Polka straciła jednak serwis. I potem już poszło. Od stanu 2:2 nie wygrała ani jednego gema w I secie. Sabalenka znakomicie returnowała, od razu spychając Linette do defensywy. Do tego większość piłek odgrywanych przez Białorusinkę lądowała blisko linii. Widać było, że ta czuje się po prostu pewnie i nie wstrzymuje ręki ani na moment. Błyskawicznie zdobywała kolejne punkty. Choć Polka walczyła w pojedynczych wymianach czy gemach, to na dłuższym dystansie nie miała po prostu nic do powiedzenia.

Białorusinka rozkręcała się z czasem. W II secie zaczęła próbować różnych rozwiązań, do arsenału zagrań wygrywających dorzuciła między innymi bardzo dobre skróty. Magda starała się sama zagrać agresywniej, posyłać piłki szybciej i precyzyjniej, ale nie była w stanie nawiązać do poziomu gry prezentowanego przez rywalkę. Stać ją było tylko na ugranie jednego gema, a w całym meczu trzech. Niestety, to była wręcz lekcja tenisa, jednostronny pokaz gry. I stroną, która występowała w roli prowadzącej tenże pokaz, nie była Magda Linette. Swoją drogą trzeba jednak podkreślić, że obie walczyły nie tylko ze sobą, ale i upałami – te sięgały nawet 37 stopni, a w trakcie spotkania zasłabła z ich powodu nawet dziewczynka podająca piłki.

Rywal inny, wynik zgodny z założeniami

Hubert Hurkacz teoretycznie miał rozgrywać mecz z Marton Fucsovicsem. Obawialiśmy się tego spotkania, bo Węgier to rywal nieprzyjemny, potrafiący uwydatnić wady przeciwnika i je wykorzystać. Choć to Polak byłby więc faworytem, nie zdziwiłby nas żaden rezultat. Okazało się jednak, że… z Fucsovicsem Hubert po prostu nie zagra. Bo ten za pięć dwunasta wycofał się z rywalizacji. Zamiast niego Hurkaczowi przypisano więc gracza z listy rezerwowej. I na kort z Polakiem wyszedł Australijczyk Luke Saville.

Co można o nim napisać? Jeśli chodzi o grę pojedynczą – niewiele. Kiedyś był uznawany za spory talent, w juniorskich turniejach wielkoszlemowych doszedł do dwóch finałów – wygrał w Australian Open, przegrał na Wimbledonie. Nigdy jednak nie potwierdził tych rezultatów w rywalizacji seniorskiej. Najwyżej w rankingu ATP był ponad sześć lat temu – 152. Dziś jest w piątej setce, ale za to nieźle radzi sobie w deblu, w 2020 roku niespodziewanie grał nawet w finale Australian Open, wraz z Maxem Purcellem. Mimo tego jednak wiedzieliśmy, że powinien to być dla Hurkacza rywal do odprawienia bez większego wysiłku. W teorii.

W praktyce to nieco bardziej skomplikowana sprawa – taka zmiana przeciwnika na ostatnią chwilę potrafi wybić z rytmu. Bo tenisista szykuje się i analizuje grę konkretnego rywala, w tym przypadku Fucsovicsa. Szuka się jego słabszych stron, myśli, jak go pokonać. A tu na kort wychodzi kto inny, kogo jeszcze tak naprawdę się nie zna. Wiadomo, w teorii o kilka klas gorszy. Równocześnie jednak, gdy taki zawodnik nie ma nic do stracenia i może po prostu ryzykować, różnie bywa. Przekonała się o tym na przykład… Aleksandra Olsza w 1996 roku, gdy kilka minut przed meczem o tym, że w nim zagra, dowiedziała się Virag Csurgo. A potem Polkę ograła.

Hubert nie miał jednak zamiaru podzielić losu starszej koleżanki po fachu. Szybko przejął inicjatywę i przełamał rywala. W pierwszym secie zrobił to dwukrotnie, sam do tego bardzo dobrze serwował, nie dając Saville’owi szans na przełamanie. Ten zresztą nie miał takiej okazji przez całe spotkanie. Hubert miał łącznie pięć, wykorzystał trzy i to wystarczyło, by wygrać całe spotkanie w godzinę – 6:2 6:4. I to naprawdę ważne, że mecz poszedł szybko, gładko i przyjemnie. Wspomnieliśmy bowiem o upale – ten jest naprawdę piekielny i każda minuta mniej na korcie to ważna sprawa dla organizmu.

O dzisiejszym spotkaniu naprawdę nie ma co więcej pisać. Odbyło się, Hubert wygrał i tyle. Polak stoi zresztą przed sporą szansą na awans do III rundy – w kolejnym meczu zmierzy się bowiem ze 142. w rankingu ATP Liamem Broadym. Ten w dodatku ma za sobą bardzo długi mecz z Francisco Cerundolo, w czasie którego na korcie spędził ponad trzy godziny. Hurkacz będzie więc zdecydowanym faworytem. I dobrze byłoby z tego skorzystać. Już dziś Hubert został bowiem pierwszym polskim singlistą, który wygrał mecz na igrzyskach. Teraz poraz na kolejny krok.

Ash i Andy poza turniejem

Rywal przed meczem – ale z większym wyprzedzeniem – zmienił się też dobremu koledze Huberta, Felixowi Auger-Aliassime’owi. Ten miał grać w pierwszej rundzie z Andym Murrayem. Brytyjczyk miał walczyć o trzecie w karierze (i z rzędu) złoto olimpijskie w singlu, choć szanse miał na to niewielkie. Dziś okazało się, że nawet nie spróbuje, po konsultacji ze swoim sztabem szkoleniowym i medycznym, uznał, że lepiej się wycofać i spróbować skupić na deblu. Tam bowiem już odniósł mały sukces – wraz z Joe Salisburym w pierwszej rundzie turnieju odprawili jednych z faworytów do tytułu, francuską parę Herbert/Mahut.

Ash Barty, jedna z kandydatek do złota w singlu kobiet i niedawna triumfatorka Wimbledonu, na kort dziś wyszła. Jednak nie była to ta sama Australijka, która wygrywała w Londynie. Liderka rankingu i turniejowa jedynka została odprawiona w dwóch, stosunkowo łatwych setach, przez Hiszpankę Sarę Sorribes Tormo. I to jedna z największych możliwych sensacji turnieju kobiet. Większą byłoby prawdopodobnie – bo to najlepsza tenisistka na kortach twardych – odpadnięcie Naomi Osaki. Japonka, która dwa dni temu zapalała znicz olimpijski, łatwo poradziła sobie jednak z Chinką Zheng.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez