Szybko, łatwo i przyjemnie. Hurkacz rozpoczął sezon

Szybko, łatwo i przyjemnie. Hurkacz rozpoczął sezon

W Delray Beach na Florydzie – to tam Hubert Hurkacz zainaugurował tenisowy sezon 2021. W turnieju rangi ATP 250 los zetknął go z Danielem Elahi Galanem, czyli tenisistą, który do tej pory raczej prezentował się w imprezach drugiej ligi i jeszcze nie wdarł się do najlepszej setki rankingu. Oczekiwaliśmy jednego: że Hubert łatwo to spotkanie wygra. A on nasze oczekiwania spełnił.

Właściwie od pierwszych piłek widać było, kto będzie w tym meczu faworytem. Hubert zaczął mecz bardzo dobrze, już w pierwszym gemie zyskując break pointy. Pierwszych dwóch co prawda nie wykorzystał, ale ostatecznie rywala przełamał. I od tego momentu zaczęła się zaznaczać jego wyraźna przewaga, której ani na moment nie oddał.

Co ważne – Hubert grał bardzo pewnie. W zeszłym sezonie bywało z tym naprawdę różnie, przytrafiało mu się sporo dziwnych, niezrozumiałych błędów. Miewał też problemy zdrowotne, które roboty mu nie ułatwiały. W konsekwencji zdarzały się pojedynki, w których był faworytem, powinien łatwo wygrać, a wdawał się w długie, trzysetowe starcia. W dodatku bywało, że je przegrywał. Sam nam zresztą o tym mówił.

– Faktycznie, zdarzały się spotkania – choćby z Lorenzo Sonego [przegrana po dwóch tie-breakach – przyp. red.] – w których gdybym zagrał kilka piłek lepiej, to pewnie mógłbym wygrać. Po meczu z Sonego miałbym szansę zagrać z Novakiem Djokoviciem, a potem opcjonalnie z tenisistami, których już w tym roku pokonywałem. Tak naprawdę, zamiast przegrać w drugiej rundzie, mogłem nawet wygrać turniej. Ale czegoś zabrakło.

Dodawał też jednak, że jego poziom gry jest na wyższym poziomie, ale brakowało mu drobiazgów, detali by to zaprezentować. Zapewniał jednak, że w kolejnym sezonie powinien być w stanie to zrobić, bo po prostu widzi, że jeśli chodzi o sam styl gry, to jest lepszym tenisistą. Nie napiszemy, że już się poprawił, bo rywal był jednak z dolnej – patrząc z jego perspektywy – półki. Z pewnością jednak to dobry, pozytywny początek sezonu, gdy w pierwszym meczu ogrywa się kogoś 6:2 6:2 w niespełna godzinę.

Tym bardziej, że Hubert naprawdę wyglądał nieźle. Widać było, że dobrze przepracował okres przygotowawczy i podchodzi do sezonu na potrzebnej mu świeżości. Nie popełniał błędów, bardzo solidnie serwował (zaliczył pięć asów, ogółem oddał jedynie dziewięć punktów przy swoim podaniu, tylko raz musiał bronić break pointa), znakomicie radził sobie na returnie (czterokrotnie przełamał w końcu rywala) i świetnie przechodził z defensywy do ataku.

Oczywiście, odpowiedź na pytanie, czy faktycznie jest dobrze przygotowany do sezonu, poznamy dopiero w kolejnych meczach. W ćwierćfinale potencjalnymi rywalami Polaka są albo Roberto Quiroz (rankingowo jeszcze słabszy od Galana), albo… Ivo Karlović. Chorwat na karku ma już prawie 42 lata, ale nadal jest w stanie wygrywać mecze na poziomie ATP. I całkiem prawdopodobne, że to właśnie na niego trafi Hubert.

A to już byłoby swego rodzaju wyzwanie. I dobry trening dla returnu, bo wszyscy doskonale wiemy, jak mocne serwisy posyła na drugą stronę kortu Karlović. Swoją drogą jeśli Hurkacz przejdzie dalej, to w półfinale powinien trafić w teorii na rywala słabszego, nierozstawionego w turnieju (sam Polak jest rozstawiony – z czwórką). To dawałoby spore szanse na drugi w karierze finał turnieju rangi ATP w grze pojedynczej.

I tego na starcie sezonu mu życzymy.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez